To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...

DOROSŁE DZIECI ALKOHOLIKÓW – DDA - Radzenie sobie z krytyką

pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 14:33
Temat postu: Radzenie sobie z krytyką
Jak myślicie jakie jest podłoże nieradzenia sobie z krytyką? Czy to kwestia deficytów z dzieciństwa? Brak umiejętności społecznych? Skąd tak często mamy nieadekwatne reakcje na krytykę? Jakie reakcje widzi się najczęściej, jak sami reagujecie, czy i jak zwracać komuś uwagę na jego zachowanie, jak bronić swoich granic, jak radzicie sobie z uzasadnioną i nieuzasadnioną krytyką? Jak radzić sobie w epoce powszechnego hejtu? No i skąd się bierze ta polska skłonność do hejtu, szczególnie w Internecie?

Ma ochotę ktoś pogadać?

margo - Czw 07 Sty, 2016 14:43

To do mnie? :roll: :p
pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 14:54

margo napisał/a:
To do mnie? :roll: :p

a czemu tak myślisz? :shock:
Myślę, że dużo osób ma z tym problem. Sama nieco nad tym pracowałam w czasie warsztatów z asertywności. Fajnie problem mam opisany w książce o poczuciu własnej wartości (może jak znajdę więcej czasu w weekend to zrobię mały konspekt), ale nie ukrywam, że choć jest już lepiej, to jednak wciąż przyjmowanie krytyki nie jest łatwe i przyjemne, a do tego stare mechanizmy się wciąż odzywają.

margo - Czw 07 Sty, 2016 15:02

Bo mnie to na pewno dotyczy :mgreen:
Niestety jednak do tej pory nie odnalazłam odpowiedzi na źródło takiego zachowania. Kiedyś reagowałam zamykaniem się w sobie, dziś reaguję mówieniem o tym dość ostro. To nie jest takie łatwe nie brać czegoś do siebie, szczególnie jeśli krytyka nie ma nic wspólnego z rzeczywistością (jeśli ma, to z pewnym trudem, ale potrafię ją przełknąć i przeanalizować oraz wyciągnąć wnioski).

olga - Czw 07 Sty, 2016 15:04

pietruszka napisał/a:
Ma ochotę ktoś pogadać?


bardzo ciekawy temat :okok: chętnie czegos sie nauczę bo cały czas radzenie sobie z krytyka sprawia mi trudnosci chociaż, mam wrażenie, idzie mi coraz lepiej
ja w pierwszej kolejności w momencie bycia krytykowaną zastanawiam się czy jest ona uzasadniona, jesli tak, to chyle czoła i uczciwie obiecuję sobie i krytykantowi poprawę
jeśli nie to staram sie ignorować i to mi idzie coraz lepiej chociaż, w zależności od wielu czynników wpływajacych na moją odporność psychiczną mam ochotę mu *j**** albo go usprawiedliwiam, że biedny, niedowartościowany robi to moim kosztem i wtedy krytykę olewam

a skąd się bierze brak odporności na krytykę? myślę, że z poczucia niskiej wartości
u mnie to było tak, że dla mojej mamy tak czy siak zle rokowałam na przyszłość :mgreen: (no i wykrakała) :p

MILA50 - Czw 07 Sty, 2016 15:14

pietruszka napisał/a:
Jak myślicie jakie jest podłoże nieradzenia sobie z krytyką?


zapewne jest ich wiele ja napiszę o takim,które mnie dotyczyło-ha i nadal tak się zdarza

podłożem jest odrzucenie w dzieciństwie
krytyka to w dorosłym życiu fakt,że nie jestem akceptowana,znowu nie taka aby mnie
dopuścić do łask,znowu -popraw się a będziesz lubiana....w takiej chwili odczuwam ogromny ból a on jest źródłem -tak z impulsu -agresji i postępuję na zasadzie odegrania się....nie to nie-bez łaski-idę sobie ale najpierw dowalę czymś-rewanż za to jak się poczułam......refleksja przychodzi potem
to jest wryte w psychikę i można znacznie złagodzić przyjmowanie krytyki ale np. ja nie jestem od takich złych reakcji wolna...to impuls

pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 15:22

olga napisał/a:
czy jest ona uzasadniona

ja się czasem łapię na tym, że nawet jeśli krytyka jest uzasadniona, ale podana w mało przyswajalnej dla mnie formie to... reaguję odruchowo złością i czasem nawet agresywnie... tu brakuje mi chwili zatrzymania pomiędzy bodźcem a reakcją. Czasem udaje mi się zatrzymać, wyjść, wtedy przemyśleć na spokojnie, ale nie zawsze :(

I zastanawiałam się, o co chodzi z tą nieprzyswajalną formą. Jakoś tak mi to trudno sprecyzować, ale chyba chodzi o agresywną krytykę. I to nie tylko o agresywną wprost, jeszcze gorzej znoszę taką ukrytą, uszczypliwą krytykę, podaną mentorskim tonem, z góry, z pewnym poczuciem wyższości nade mną, z "piedestału władzy". Tzw. autorytety budzą we mnie złość. I to złość na starcie, tu często brak mi dystansu. A przecież ta krytyka też bywa uzasadniona. Czasem nawet nie chodzi o słowną wyższość, czasem są to sygnały pozawerbalne. I wtedy choć krytyka bywa słuszna, to zamiast
olga napisał/a:
chyle czoła i uczciwie obiecuję sobie i krytykantowi poprawę
albo przechodzę do kontrataku, albo... zabieram zabawki i idę sobie stąd. Chyba to dziecięce obrażanie się jest jeszcze bardziej szkodliwe dla mnie.

olga napisał/a:
a skąd się bierze brak odporności na krytykę? myślę, że z poczucia niskiej wartości
tego jestem pewna. Zastanawiam się, jak głęboko to siedzi w dzieciństwie.
smokooka - Czw 07 Sty, 2016 15:22

Moje problemy w radzeniu sobie z krytyką wynikają z relacji z mamą, tak czuję. Nie wiem czy obwiniam ją za zło całego świata, czy realnie przesadzała z ciętymi słowami i krytyką. Jej chłód emocjonalny, nie przytulanie, nie rozmawianie o *p****, tylko traktowanie mnie jak pracownika mającego do wykonania określone zadania i mającego spełniać określone oczekiwania - nie nauczyły mnie otwartości, nie dały mi poczucia wartości i bezpieczeństwa. Nie zmienia to faktu, że bardzo źle mi z tym, że mama nie żyje i mam niezamkniętą relację z nią. Zadbam o to, kiedy specjalistka od takich spotkań będzie w Warszawie. Właśnie o tym rozmawiałam przed chwilą z nią.
Klara - Czw 07 Sty, 2016 15:27

olga napisał/a:
w momencie bycia krytykowaną zastanawiam się czy jest ona uzasadniona, jesli tak, to chyle czoła i uczciwie obiecuję sobie i krytykantowi poprawę

A propos tego co powyżej zacytowałam w odniesieniu do mnie:
Pół biedy, gdy czarno na białym widać, że ktoś zasadnie mnie krytykuje. W takim wypadku nie mam problemu z przyznaniem racji, choć bywa, że jest mi wstyd.
Gorzej w mniej oczywistych sytuacjach gdy mi się WYDAJE, że postępowałam właściwie lub w dobrej wierze - wówczas mam problem z przyjęciem ale też kłopot z otwartym odparciem zarzutów.

olga - Czw 07 Sty, 2016 15:36

pietruszka napisał/a:
I zastanawiałam się, o co chodzi z tą nieprzyswajalną formą.


Dokładnie chodzi (czy raczej chodziło) o to i mnie. Opowiem na przykładzie mojej aktualnej szefowej w restauracji. (Nawiasem mówiąc, jest to bardzo toksyczna osoba majaca wiele problemów sama ze sobą). Rozmawiałam juz z nia na temat w jakiej formie podaje mi informacje. Powiedziałam jej, że nie chodzi mi o to co do mnie mówi (bo często ma rację) :p ale jak (oczywiście nie zrozumiała o co mi chodzi i dalej robi swoje). Powiedziałam jej żeby mi komunikowała co jest do zrobienia a ja się zobowiązuję do wykonania zadań w umówionym terminie...... Z jej strony padają słowa: nigdy, zawsze, wszędzie, nigdzie itp. Nie padną słowa: "ja na twoim miejscu to czy tamto zrobiłabym w ten czy inny sposób", "ja uważam, że lepiej by było gdyby to zrobić tak...", tylko: " no i jak ty to robisz??????". Nosz ku***, wtedy czuję się jak debil, dla mnie to jest ponizające. Chociaż ostatnimi czasy macham ręką i staram się nie zwracać uwagi. Wiem, że jej nie zmienię, ona jest taka jaka jest. Ostatecznie mogę zmienic pracę ale skoro jjej nie zmieniam to jest mi w niej, mimo wszystko, wygodnie z pewnych względów.

Janioł - Czw 07 Sty, 2016 15:50

pietruszka napisał/a:
No i skąd się bierze ta polska skłonność do hejtu, szczególnie w Internecie?
z bezkarności I anonimowości , tak naprawdę moim zdaniem ludzie pozwalają sobie na takie rzeczy bo czują się bezkarni większość z nich nie potrafiłaby (łącznie ze mną) wyrazić tej samej opinii prosto w oczy
pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 16:19

Janioł napisał/a:
z bezkarności I anonimowości

Myślisz, że to strach przed dostaniem w papę w realu powstrzymuje?

Janioł - Czw 07 Sty, 2016 16:25

pietruszka napisał/a:
Myślisz, że to strach przed dostaniem w papę w realu powstrzymuje?
jasne ....., wydaje mi się to jest taka podstawowa emocja która kieruje tymi ludżmi , ja pisząc czasami tu na forum mam wrażenie że dotykam takiej granicy na co w realu bym sobie pewnie nie pozwolił,choć jak pisze staram się tych granic nie przekraczać choc czasami aż kusi
pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 16:29

Janioł napisał/a:
choc czasami aż kusi

a właściwie ciekawe... dlaczego kusi?

Janioł - Czw 07 Sty, 2016 16:30

a, a pro po krytyki łatwiej mi się przyjmuje w życiu zawodowym trudnie w prywatnym I tu mam częściej skłonności do obrażania się
Janioł - Czw 07 Sty, 2016 16:32

pietruszka napisał/a:
dlaczego kusi?
bo wtedy jak już ulegnie człek ( ja) pokusie i pojeżdzi sobie po kimś to od razu rośnie w oczach (najczęsciej swoich)
margo - Czw 07 Sty, 2016 16:32

A jak mnie ktoś na prawdę wk***i to nie ma znaczenia, czy internet, czy na żywo. Reaguję tak samo. Oczywiście ciągle jeśli chodzi o krytykę bezpodstawną lub wręcz krytykanctwo :bezradny:
Janioł - Czw 07 Sty, 2016 16:35

margo napisał/a:
A jak mnie ktoś na prawdę wk***i to nie ma znaczenia, czy internet, czy na żywo.
dla mnie ma, jak mój szef wygaduje cóś tam to raczej nie szaleje z ripostą i do pewnego momentu nadstawiam drugi policzek, natomiast to samo napisane przez internetowego adwersarza spowoduje raczej natychmiastową reakcję ...choc nie zwasze
margo - Czw 07 Sty, 2016 16:48

Ja jak mi moja szefowa zarzuca, że zrobiłam coś, czego nie zrobiłam, to się wykłócam :p (np. przynosi mi źle wymalowaną poduszkę, a ja widzę, że to nie moja, że nie ja malowałam, bo ona ma zapasy czasem sprzed kilku lat i mi wciska, że to moje i że to ja źle zrobiłam :p )
pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 16:53

margo napisał/a:
Ja jak mi moja szefowa zarzuca, że zrobiłam coś, czego nie zrobiłam, to się wykłócam :p

spiszę te porady, jak sobie radzić z taką nieuzasadnioną krytyką (też mi się przyda powtórka), ale to jak znajdę chwilę czasu w domu...

zołza - Czw 07 Sty, 2016 16:54

Jak ktoś mnie krytykuje dla samej krytyki - lotto mi to. :)
Gdy ktoś krytykuje to co zrobiłam - mówię ,że nie umiałam inaczej i niech mi pokaże jak powinnam to zrobić. Zostawiam pole do popisu. ;)
W sytuacji gdy jestem pewna , że krytyka jest całkowicie nieuzasadniona reaguje agresywnie broniąc swoich racji :P

olga - Czw 07 Sty, 2016 17:00

No właśnie nieraz się zastanawiałam czy bronić sie w sytuacji nieuzasadnionej krytyki, udowadniać swoja rację czy odpuścić. Milczeć to jakby przyzwalać......bronić się to jakby udowadniać, ze nie jest się wielbłądem.....to zależy chyba też z kim ma się do czynienia...bo jeśli zczłowiekiem niereformowalnym to jak walka z wiatrakami....szkoda własnego zdrowia...
ja czasami głupia krytyke obracam w głupi żart

olga - Czw 07 Sty, 2016 17:46

Przyszedł mi do głowy kolejny czynnik wpływajacy na to, że nie umiemy poradzić sobie z krytyka: okoliczności zyciowe w jakich się znajdujemy. Jeśli krytykującym jest pracodawca a w miejscu zamieszkania bezrobocie to boimy się o utratę pracy. Wtedy przyjmujemy na głowę wszystko co usłyszymy i nie umiemy się obronić. Ja tak miałam gdy pracowałam w Gamie. Pamietam coraz większy lęk aż do zaszczucia.....
Jo-asia - Czw 07 Sty, 2016 17:53

.. autorytet.
Mam problem z podporządkowaniem.. no, może miałam :p
Coś się zmieniło. Obecna praca, jest na tyle spokojna, że mogę spokojniej i siebie słuchać i reagować i próbować zrozumieć.
Jakie były powody? Każda uwaga, od razu wprowadzała spinę i niezgodę na to, co słyszę.
Nie było znaczenia, czy prawda.. czy fałsz. To spinanie się moje, powodowało, że "zawsze" :D "wszystko" musiało być, perfekcyjnie wykonane.. w celu uniknięcia krytyki. Więc, jeżeli ktoś zwracał uwagę... no, przecież.. nie mógł mieć racji. Do tego, okazało się, że ta sama spina powodowała, że nie pytam, upewniam się... jak coś zrobić. Bo ja wiem. Bo jakby co, jestem odpowiedzialna i biorę na siebie.
W drugą stronę.. sama miałam problem ze zwracaniem uwagi innym.. bo się przecież stara :mgreen: (cuś jak ja :mgreen: ). Moja postawa, była sztywna. Przez to szybko.. druga strona się broniła, często "na zapas".
Jak sobie radzę?... pytam
ktoś mnie krytykuje.. to zamiast się bronić, pytam dokładnie co sie stało. Z czasem spina zniknęła. Zwracając uwagę innym.. stosuje te samą zasadę. Bywają "oporni". Nie wykonują poleceń i myślą.. że im się "uda", "upiecze". Wtedy stwierdzam fakt. Przytaczam wcześniejszą umowę, rozmowę i wyznaczam termin wykonania.

Co jeśli nie ma podstaw? Opowiadam swoją wersję. I zostawiam, nie tłumaczę sie i nie przekonuję.

Co do hejtu w internecie... ja mam jak w realu.. tak samo. Bez różnicy.

Co, z tym autorytetem? Każdy dla mnie nim był. Tak myślałam. Nawet jeśli w realu, nie miał np nade mną władzy. Nie ufałam siebie. Tak myślałam.
A jak było? sama byłam autorytatywna :bezradny:
Moje decyzje były automatyczne. Intencjonalnie... dobre. Nie brałam pod uwagę, że można coś zrobić.. podjąć inną decyzję. I bezwiednie sama na siebie kręciłam bicz. Przy konfrontacji, pojawiała sie złość, niezrozumienie. I nie dopuszczanie "winy" do siebie. Dopiero dopuszczenie do siebie.. ze mogę nie wiedzieć, pozwoliło wyciszyć emocje. I zobaczyć, o co mi chodzi. Nauczyć sie, nie działać impulsowo a pytać.
Do tego, ktoś kto jest "trudny", po kilku sytuacjach ze mną.. staje się "łatwy". :mgreen:
Jeśli sytuacja nie poprawia się, umiem wyjść i nie wracać.

Proces nadal trwa, nawet jest aktualnie na tapecie.. znowu. :)

Gniew, często jest adekwatny. Informuje mnie o tym, że ktoś mną chce manipulować czy mnie okłamuje.

pietruszka - Czw 07 Sty, 2016 18:01

olga napisał/a:
okoliczności zyciowe

Jo-asia napisał/a:
wszystko" musiało być, perfekcyjnie

Jo-asia napisał/a:
A jak było? sama byłam autorytatywna :bezradny:
Jo-asia napisał/a:
Dopiero dopuszczenie do siebie.. ze mogę nie wiedzieć, pozwoliło wyciszyć emocje.

O... nowe ciekawe tropy...

pietruszka - Pon 11 Sty, 2016 00:47

No dobrze, zajrzałam sobie do kilku moich mądrych książek.


Na początek Maria Król-Fijewska "Stanowczo, łagodnie, bez lęku" - to książka o asertywności.

Ocena to zarówno krytyka jak i pochwała. Zazwyczaj wiele osób może mieć problem z przyjmowaniem zarówno krytyki jak i pochwał.

Krytyka
Cytat:
Wiele osób traktuje ją jak rodzaj wyroku. Jeżeli odnoszą wrażenie, że "przestępstwo" jest wielkie (krytyka uderza w ważne aspekty osobowości) albo "wyrok" niesłuszny (dana osoba nie zgadza się z krytycznymi uwagami), wówczas podejmują walkę o zmianę "wyroku".


Opisane metody walki z krytyką - nieskuteczne z punktu widzenia asertywności:
-gromadzenie kontrargumentów (ja leniwa? wczoraj wypastowałam podłogę, dzisiaj umyłam schody, przecież ciągle coś robię)
-usprawiedliwianie się (ja leniwa? Nie miałam czasu, bo babcia zachorowała, inaczej na pewno bym to zrobiła)
- atak ( a Ty to może jesteś lepsza?!)

(Co ciekawe Król-Fijewska nie pisze tu o ucieczce, chyba , że ucieczkę podciągniemy pod atak- obrażanie się, karanie kogoś wycofaniem się z relacji jest też formą agresji. Moim zdaniem ucieczka może też być formą lękowej reakcji. Chyba czasem trudno rozgraniczyć oba te uczucia -lęk przeplata się często ze złością. )

Pochwały
Cytat:
Przyjmowanie pochwał również stanowi dla wielu osób trudność - wbrew pozorom wcale nie mniejszą niż problemy z przyjmowaniem ocen krytycznych. Osoby chwalone używają różnych wyszukanych sposobów, aby nie dopuścić do przyjęcia pochwały.


Niezdrowe z punktu widzenia asertywności:
-zaprzeczanie
-przeformułowanie pochwały tak, by nie dotyczyła jej osoby (To jest dobre ciasto? To Ani przepis, ja tylko trzymałam się jej wskazówek)
- obniżenie wartości sukcesu, często przez przywołanie sukcesów innych osób (Co mi tam do dobrego ciasta, Ania to piecze takie serniki...)
-obniżenie wartości swojej osoby poprzez przywołanie klęsk w innych dziedzinach (Cud, że wyszło to ciasto, ale drożdżowe to mi nigdy nie wychodzi)

Konstruktywne radzenie sobie z oceną
tu dłuższy cytat:

Cytat:
Asertywne rozwiązanie problemu z reagowaniem na oceny, wiąże się z przyjęciem postawy jestem w porządku i potraktowaniem oceny nie jako odzwierciedlenia "prawdy obiektywnej" lub słusznego czy niesłusznego "wyroku" ale jako jednej z możliwych opinii. Postawa jestem w porządku oznacza wewnętrzną akceptację własnego istnienia w takim kształcie, z jakim mamy do czynienia w danym momencie. Człowiek może pragnąć zmiany, przeżywać niezadowolenie ze swoich działań
ale nie uruchamia to głębokiego poczucia winy i wstydu z powodu tego, że
jest się kimś, kim w ogóle być się nie powinno.

Jeżeli czuję się w porządku, wówczas jestem w stanie zgodzić się również z tym, że część moich działań nie podoba się ani mnie, ani innym osobom. Przyjmuję to do wiadomości i pewnie będę starała się dokonać zmian w moim działaniu. Potrafię też pogodzić się z myślą, że istnieją
osoby, które mają o mnie negatywną opinię, choć ja uważam ją za niesłuszną.

Podobnie czuję się w porządku gdy ktoś ujawnia głośno moje mocne strony, gdyż sądzę, że mam prawo być wspaniała.

Potraktowanie oceny jako opinii oznacza, że dopuszczam - jako naturalną - możliwość posiadania odmiennego obrazu mojej osoby, niż mój rozmówca.

Jeżeli dwie osoby mają inną wizję prawdy obiektywnej, muszą stoczyć walkę, gdyż tylko jedna z nich może mieć rację. Prawda obiektywna jest bowiem jedna. Jeżeli dwie osoby mają różne opinie, mogą się nimi podzielić, skonstatować na ile ich opinie są zbieżne i pozostać przy swoich
sądach.


Podstawowe sytuacje modelowe

Osoba A wyraża krytykę/pochwałę wobec osoby B. B uważa, że krytyka/pochwała jest sprzeczna z tym, co B myśli o sobie:
- Myślę o sobie inaczej.
- Mam inne zdanie na ten temat.
- Ja tak nie uważam.

Osoba A wyraża krytykę/pochwałę wobec osoby B. B uważa, że krytyka/pochwała jest słuszna.
- Też tak myślę.
- Mam podobne zdanie.
- Też tak uważam.

Jak ktoś będzie chciał, to będzie ciąg dalszy dla zaawansowanych ;)

margo - Pon 11 Sty, 2016 00:57

Dziękuję Pietruszko za Twoją pracę! :buzki:

Tak sobie pomyślałam, że o ile kiedyś miałam problem z przyjmowaniem pochwał, o tyle teraz calkiem otwarcie je przyjmuję i na dodatek potwierdzam, co o dziwo spotyka się z zaskoczeniem osób mnie chwalących. Zazwyczaj słyszę po tym jakiś komentarz, raczej pozytywny, ale odnoszący się właśnie do tego że nie okazałam skromności, lecz na pochwałe odpowiedziałam "wiem, dziękuję" :p tak jakby osoba chwaląca spodziewała się/oczekiwała zaprzeczenia, a tu zdziwienie :) oczywiscie czasami sie nie zgadzam, bo wiem, ze zrobilam totalny bubel i pochwala jest bardziej pocieszeniem. Ale nie jest to falszywa skromnosc, tylko ocena moich mozliwosci, ze stac mnie na wiecej (osoba chwalaca moze nie wiedziec, ze stac mnie na wiecej :mgreen: )

Zeby to tylko przerzucic na krytyke...

Janioł - Pon 11 Sty, 2016 07:01

pietruszka napisał/a:
Chyba czasem trudno rozgraniczyć oba te uczucia -lęk przeplata się często ze złością. )
bo wolimy się złościć niż bać (ja przynajmniej tak mam) no I ze złością uczyli mnie jak sobie radzić a I sam mam parę sposobów , jakoś tak jest że ta złość jest bardziej oswajalna
Jo-asia - Pon 11 Sty, 2016 11:21

Poproszę dla zaawansowanych :D
Mała - Pon 11 Sty, 2016 13:33

pietruszka napisał/a:
jakie jest podłoże nieradzenia sobie z krytyką? Czy to kwestia deficytów z dzieciństwa? Brak umiejętności społecznych?

W moim przypadku - ustawiczna krytyka w dziciństwie, brak JAKICHKOLWIEK pochwał, spowodowały kompletny brak wiary we własne możliwości i zupełny brak wiary w siebie.
Szkoła podstawowa - to kompletna izolacja, oceny - minimalne dostępne, żeby przejść do następnej klasy (dla świętego spokoju). Opinia - "zdolna ale leń".
...Kolejne szkoły:zawodówka, liceum wieczorowe - to samo...
Szkoła policealna. Kolejne przemykanie się chyłkiem. Do czasu. Pierwsza pochwała od nauczycielki hiszpańskiego. Jej zdziwienie, kiedy rozumiałam sens wypowiadanych przez nią w obcym języku słów - mimo, że słyszałam je po raz pierwszy w życiu. Kolejna pochwała - od anglistki, kiedy wręcz z zaskoczenia krzyknęła:"You are a poliglot!"...Widziałam wtedy jej oczy - była w kompletnym szoku, że do tej pory nikt nie odkrył, że to "wiecznie mierne" stworzenie - ma zdolności językowe... To była moja trampolina. Zawzięłam się i ze średniej 3 poprawiłam na 5,2. Bo z dodatkowych zajęć z hiszpańskiego miałam 6. Od początku. Okazało się, że wystarczyło - że ktoś podszedł do mnie indywidualnie i zaczął chwalić za drobiazgi, pocieszać, kiedy coś nie wyszło, a nie tylko krytykować i wymagać więcej.
Mam teraz cudownego partnera, który wciąż uczy mnie asertywności. Nawet kłócić się już czasem potrafię, a nie tylko zamykać w sobie i wysłuchiwać wszystkiego ze spuszczoną głową. Nie ważne - czy ma rację, czy nie.
Od kiedy pamiętam - byłam zawsze INNA, zawsze aspołeczna. To się zmienia. Bo znalazłam się w końcu w otoczeniu ludzi - którzy mnie akceptują taką, jaką jestem. Na ostatnim zlocie - w Licheniu - byłam po raz pierwszy SOBĄ. Odkryłam, że szczerość, mówienie wprost, co myślę, a nie duszenie tego w sobie, jest moim kluczem do sukcesu. Do odnalezienia samej siebie. Od tamtej pory - JESTEM sobą. A jezeli ktoś tego nie akceptuje? To on ma z tym problem! Nie ja! Nie każdy musi mnie lubić i i nie każdego muszę lubić ja :D Nie z każdym nam przeciez po drodze... :)
Akceptacja samej siebie - nie jest łatwa. Ale to mój klucz do pokonania własnych kompleksów :)

pietruszka - Pon 11 Sty, 2016 13:36

Janioł napisał/a:
bo wolimy się złościć niż bać (ja przynajmniej tak mam) no I ze złością uczyli mnie jak sobie radzić a I sam mam parę sposobów , jakoś tak jest że ta złość jest bardziej oswajalna

Ja czasem zamieniam lęk na złość, bo złość jest taaaka... energetyczna, a lęk paraliżuje, kojarzy się ze słabością. Rozpoznałam ten mechanizm w czasie warsztatów o złości. Taki schemat obronny (!) wyniesiony z domu. Dla mnie jeszcze większą trudnością było rozpoznanie zachowań bierno-agresywnych, bo wyrażanie wprost złości było nie dopuszczalne jako dla dziewczynki ("Dziewczynka się nie złości, złość piękności szkodzi), a coś z tą złością trzeba było zrobić, więc wykształciłam sobie wiele zachowań bierno-agresywnych, czyli takich nie wprost. No ale to już kolejny ciekawy temat (pewnie założę :) ) .

olga - Pon 11 Sty, 2016 13:40

pietruszka napisał/a:
No ale to już kolejny ciekawy temat (pewnie założę :) ) .


:okok: czytam z zaciekawieniem

Jo-asia - Pon 11 Sty, 2016 14:19

pietruszka napisał/a:
Ja czasem zamieniam lęk na złość, bo złość jest taaaka... energetyczna

ja mam "problem" z krytyką takich osób ;)
więc sposób skuteczny :mgreen:
a poważnie, boję się krzyku kobiet.. faceci na mnie nie działają (już)

Janioł - Pon 11 Sty, 2016 14:56

pietruszka napisał/a:
Ja czasem zamieniam lęk na złość, bo złość jest taaaka... energetyczna, a lęk paraliżuje, kojarzy się ze słabością.
i dokładnie ten mechanizm można odnieść do płci tzw. nie pieknej , co to za facet co się boi, ale facet który potrafi huknąć to jest gość
pietruszka - Pon 11 Sty, 2016 14:57

Jo-asia napisał/a:
ja mam "problem" z krytyką takich osób ;)
więc sposób skuteczny :mgreen:


no niekoniecznie... przynajmniej dla człowieka. Moim zdaniem, taka strategia radzenia sobie z krytyką jest u ludzi nieskuteczna w szerszej perspektywie. Bo o ile pies warczący z lęku (chociaż pies chyba rzadko zaatakuje słysząc słowa : "ale z ciebie brzydki kundel", chyba, że dołożylibyśmy do tego sporą dawkę agresywnego zachowania pozawerbalnego) zatrzyma raczej sprawcę agresji w odpowiedniej odległości, to chyba nie ma aż takich "powikłań społecznych", jakie ma człowiek.

Mam prawo w odpowiedzi na krytykę poczuć złość. Czy mam jednak prawo wyrazić ją agresywnie?
Mogę asertywnie odpowiedzieć, ze irytuje mnie, złości czyjaś wypowiedź, potem rozładować tę złość, na przykład za pomocą mopa na podłodze. I jest wtedy OK.

A jeśli zareaguję agresją? Odpowiem równie agresywnie " A ty to jesteś:
"
albo co gorsza - bezpośrednio przywalę w pysk?

To potem pojawiają się kolejne uczucia do "poradzenia sobie" : żal, wstyd i poczucie winy. Oczywiście, jeśli mój system wartości podpowiada mi, że te zachowania są nieakceptowalne społecznie. I pojawia się złość skierowana na siebie, a czasem znów na osobę, którą obciążam winą za sprowokowanie mnie. Błędne koło. :bezradny:

Jo-asia - Pon 11 Sty, 2016 16:01

Tak, nie tędy droga.
Jak zatrzymać takiego krzykacza?
Nie są to miłe sytuacje, dla mnie. Jeśli mogę to omijam. Szukam innego sposobu.
To jednak, mój problem też. I tu widzę u siebie też lęk i brak pewności.

margo - Pon 11 Sty, 2016 17:20

A co z pierwszą zasadą asertywności: masz prawo do bycia nieasertywnym?

Jeśli ktoś mnie atakuje mam prawo się zezłościć. Jeśli wiem, że być może nie jestem asertywna bo akurat na dany moment mnie na to nie stać, ale działam w obronie własnej, to nie robię sobie z tego powodu wyrzutów. Taka jestem, tak mam i na tamten moment nie potrafiłam inaczej. W ten sposób unikam jakiejś z kolei autoagresji, którą kiedyś w takich sytuacjach miałam zawsze. Teraz daję sobie do tego prawo i nie zadręczam się poczuciem winy, że może gdzieś zareagowałam za mocno. Jeszcze niedawno to nie było takie proste dla mnie. Myślę, że z biegiem czasu i na asertywność, albo nawet i olanie podskakującego do mnie niesłusznie delikwenta przyjdzie czas :roll:

Jo-asia - Pon 11 Sty, 2016 18:20

margo, to prawda
gdzieś to do poprawki u mnie jest
nie będę ciągnąć, bo to nie o tym temat, choć u mnie teraz na tapecie ;)

Krytykę trudno przyjąć również wówczas, gdy jej podłożem jest manipulacja. Trochę czasu trwało, zanim zaufałam, pozwoliłam sobie czuć i nie oceniać za to. Wtedy zobaczyłam, że manipulacja.. włącza u mnie złość. :mysli:

dzięki, coś mi uświadomiłaś :buziak:

margo - Pon 11 Sty, 2016 19:03

Jo-asiu, pisałam to w odpowiedzi na post Pietruszki, ale jeśli wzięłaś z tego coś dla siebie to się cieszę :)
Jo-asia - Pon 11 Sty, 2016 19:08

:rotfl: widocznie pasuje tu i tu :)
pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 00:27

margo napisał/a:
A co z pierwszą zasadą asertywności: masz prawo do bycia nieasertywnym?

Jeśli ktoś mnie atakuje mam prawo się zezłościć.

o ile rzeczywiście podchodzisz do sprawy w miarę świadomie :mgreen: Nie ma asertywności bez świadomości tego, co się dzieje. Jest świadomość - jest wybór. Wiesz co się dzieje wybierasz- zachowam się teraz asertywnie (bo na przykład ta relacja jest dla mnie ważna) lub zachowam się nieasertwnie (agresywnie lub biernie).

margo napisał/a:
Myślę, że z biegiem czasu i na asertywność, albo nawet i olanie podskakującego do mnie niesłusznie delikwenta przyjdzie czas :roll:

ja czekam na moment, gdy już całkiem przestaną mnie obchodzić ekrany, na których ktoś wyświetla sobie jakieś wyimaginowane historie na mój temat, gdy bardziej będę miała taką samoświadomość, że niesłuszna krytyka spłynie po mnie jak po kaczce, a słuszna nie wywoła we mnie żadnych niemiłych emocji, a jedynie będę umiała powiedzieć: dziękuję, to cenna wskazówka.

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 00:35

Jo-asia napisał/a:
manipulacja.. włącza u mnie złość. :mysli:

dla mnie moje uczucia takie jak złość, poczucie winy, lęk, wstyd często są wskaźnikiem, że ktoś mną manipuluje.
Bardzo często (o ile nie zawsze) krytyka/pochwała/ocena są manipulacjami. :tak:

Klara - Wto 12 Sty, 2016 07:59

pietruszka napisał/a:
Bardzo często (o ile nie zawsze) krytyka/pochwała/ocena są manipulacjami. :tak:

Czyli co?
Podświadomość mi mówiła, że jeśli nie nauczę się przyjmowania z podniesioną głową tak krytyki jak i pochwał, to ochronię się przed manipulacją? :shock:

Jo-asia - Wto 12 Sty, 2016 08:23

Piękny prosty wniosek Klaro :)
olga - Wto 12 Sty, 2016 10:56

pietruszka napisał/a:
Bardzo często (o ile nie zawsze) krytyka/pochwała/ocena są manipulacjami.


Jasne, że bardzo często pochwała jest manipulacją. Jest jedną z najlepszych metod wychowawczych jeśli chodzi o wpływanie na dzieci ale też dobrą metodą w stosunku do dorosłych szczególnie tych zewnątrz sterowalnych. Ci wewnątrzsterowalni nie potrzebują pochwał aby się motywować ponieważ wystarcza im motywacja wewnętrzna.

Natomiast krytyka przynosi odwrotne skutki tym bardziej jeśli jest to krytyka nieuzasadniona.

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 11:33

Klara napisał/a:
przyjmowania z podniesioną głową tak krytyki jak i pochwał

A jak Klaro rozumiesz to przyjmowanie ocen z podniesioną głową? Co dla Ciebie, konkretnie oznacza to podniesienie głowy?

I tak mi się nasunęła taka refleksja. Jedna kwestia to nasze radzenie sobie z krytyką, inna kwestia - świadome lub nieświadome intencje krytyka. Po prostu bywa, że krytyk ma swój cel, by niejako zmusić nas na przykład do wykonania czegoś poprzez zawstydzenie, poniżenie, umniejszenie naszej wartości. Czasem też po prostu sam chce poczuć się lepiej, sobie poprawić samopoczucie. Myślę, że warto o tym pamiętać, gdy ktoś nas krytykuje, by czasem... po prostu nie brać każdej oceny tak bardzo do serca.
Inaczej przecież spojrzymy, gdy rzeczywiście, bez nadmiernych emocji, wsłuchamy się w opinię osoby nam życzliwej, która wskazuje nam na przykład jakieś niedoskonałości wykonanej pracy, czy też fachowca w dziedzinie, który podpowie co możemy poprawić, a inaczej można potraktować ocenę ze strony zawistnej koleżanki w pracy, przełożonego, który chce nas zmusić do dodatkowej, nadplanowej pracy, rozzłoszczonego furiata, który krzyczy na nas po wjechaniu z własnej winy w nasz samochód... Tu właśnie często się przydaje to prawo do wyboru, czy chcemy być asertywni, czy nie. Asertywność wybiera się zazwyczaj wtedy, gdy zależy nam na relacji z drugą osobą lub/i chcemy być po prostu wierni swoim wartościom.

Tak sobie myślę, że problemem jest to, że na krytykę reaguje się zazwyczaj odruchowo, bez większej wcześniejszej refleksji, a nawet ta z pozoru niewiele znacząca krytyka trudnej koleżanki w pracy uderza w samo sedno kruchego poczucia własnej wartości, włącza dodatkowo naszego Krytyka Wewnętrznego i wówczas bum! Emocjonalna reakcja na krytykę jest niezwykle silna.

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 11:46

olga napisał/a:
Jasne, że bardzo często pochwała jest manipulacją. Jest jedną z najlepszych metod wychowawczych

A zatem wychowanie jest/bywa manipulacją? :mysli:
Nigdy w ten sposób nie myślałam, ale... to może mieć sens. :mysli: Zazwyczaj myśli się o manipulacji, jako czymś złym, niepożądanym. Jednak nie jestem naiwna aż tak bardzo, żeby wierzyć, że zawsze rodzić stosuje określone metody wychowawcze dla dobra dziecka. Często przecież je stosuje... dla swojego świętego spokoju. :mysli:

olga - Wto 12 Sty, 2016 12:02

pietruszka napisał/a:
Asertywność wybiera się zazwyczaj wtedy, gdy zależy nam na relacji z drugą osobą lub/i chcemy być po prostu wierni swoim wartościom.


W samo sedno Pietruszko :brawo:

Ja tak tak się właśnie nieraz zastanawiałam jak powinnam reagować w nieprzyjemnych sytuacjach z moją szefową. Doszłam do wniosku, że nie powinnam reagować wcale bo ani nie zmienię jej zachowania ani tez mi na tym nie zależy, jak również na jakichkolwiek relacjach z nią. Tak więc, brak reakcji jest dla mnie najkorzystniejszy......co oczywiście nie zawsze mi się udaje (bo czasami mam dzień kiedy jestem bardziej reaktywna i niewiele potrzeba żebym się rozzłościła więc jest wybuch a czasami kąśliwa uwaga z mojej strony).
Ciekawa jestem jaka jest, Waszym zdaniem, najbardziej destrukcyjna dla Was Wasza reakcja na krytykę (tę nieuzasadnioną mam na mysli)? bo dla mnie przymus tłumaczenia się. Ja nauczyłam się nie tłumaczyć, nie usprawiedliwiać. Wywoływało to we mnie bardzo nieprzyjemne uczucie, chyba na równi ze wstydem (jedną z najbardziej destrukcyjnych emocji)...............a jesli chodzi o wstyd to chyba też od bardzo dawna go nie doznaję.

olga - Wto 12 Sty, 2016 12:07

pietruszka napisał/a:
A zatem wychowanie jest/bywa manipulacją?


Jasne, że tak :tak: nie zawsze wyrachowana, często przemyślana, często wypływająca po prostu z rodzicielskiej miłości. To jeśli chodzi o pozytywne metody. Czasami krzywdząca gdy rodzice stosują metody złe. Nie bede o nich pisać bo doskonale wiesz o jakie chodzi. A jak kto nie wie a chce wiedzieć to niech pyta :beba:

margo - Wto 12 Sty, 2016 12:17

Ja na przyklad jesli chodzi o relacje w pracy z szefową to jeśli przychodzi i zaczyna męczyć o pierdółki to już nauczyłam się nie reagować, tylko "dobrze pani m..." razy sto aż sobie pójdzie i przestanie marudzić. Jeśli coś spieprzę ewidentnie to po prostu biorę i to naprawiam. Bez jakiegoś kajania się czy przepraszania. Zepsułam - naprawiam, oczywiście za darmo, bez godzinówki ani liczenia sztuk. Ale jeśli przychodzi z rzeczą, którą nie ja robiłam i mi wciska, że to moje... to wtedy się wkurzam. Bo skoro mówię, że to nie moje, a ona nadal swoje, że moje, to ja nie dam sobie przypisać cudzych błędów. Do swoich się przyznaję, do cudzych nie mam zamiaru :bezradny: o to są zazwyczaj sprzeczki, które zazwyczaj i tak ja w końcu urywam i mówię: to nie moje, ale mogę bez problemu to naprawić :p czasami to pomaga, ale nie zawsze... nawet jak chcę naprawić po kimś to i tak musi dociągnąć swoje. Piątki są takim dniem na przykład. Jakos szefowa sobie lubi wybrac piatek na poopieprzanie pracownikow :p czasami musi sie niezle naszukac, zeby sie moc czegos doczepic :p no taka jest i chyba jiz tu wszyscy do tego przywykli i machają na to ręką :roll:
pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 12:53

olga napisał/a:
Ciekawa jestem jaka jest, Waszym zdaniem, najbardziej destrukcyjna dla Was Wasza reakcja na krytykę (tę nieuzasadnioną mam na mysli)?


Dla mnie - ucieczka od sytuacji, zamiecenie pod dywan. I chcę tu wyraźnie rozróżnić dwie sytuacje.

Pierwsza - olanie krytyki, którą potrafię określić jako opinię, która nie ma dla mnie znaczenia.

Niestety - rzadko mi się udaje przejść naprawdę obojętnie obok czyjejś opinii na mój temat, gorzej, czasem jeszcze włącza mi się nawet jakaś taka zbiorowa odpowiedzialność, że reaguję na jakieś uogólnione krytyczne głosy wobec grupy, z którą się "identyfikuję", na przykład współuzależnionych kobiet po czterdziestce z wyraźną otyłością ;) więc częściej mam do czynienia z drugą sytuacją - kiedy krytyka uderza w moje poczucie własnej wartości. Wtedy ucieczka, próba olania to dla mnie najgorsze wyjście - bo dalej mnie jątrzy od środka, trawi, dodaje siły własnemu wewnętrznemu krytykowi, dopóki nie zrobię jakiegoś porządku sama ze sobą. Wywalę złość, odblokuję nieuzasadnione poczucie winy, poradzę sobie z lękiem. Trwa to zwykle znacznie dłużej niż krótka, otwarta konfrontacja wobec krytycznej opinii. Takie miętolenie czyjeś opinii w głowie.

Janioł - Wto 12 Sty, 2016 12:59

pietruszka napisał/a:
Dla mnie - ucieczka od sytuacji
a póżniej taki mól w postaci drążących mnie wątpliwości, przypuszczeń a I poczucia winy psuje mi dużo krwi, nie zawsze ale jednak
smokooka - Wto 12 Sty, 2016 13:03

olga napisał/a:
Natomiast krytyka przynosi odwrotne skutki tym bardziej jeśli jest to krytyka nieuzasadniona.
odczułam to w relacji z nową żoną taty. Raz sobie pozwoliła na zbyt dużo, dodatkowe małe wtręty z ocenianiem mnie i już nie jest tak samo. Poczuła chyba jednak też granicę, moje najeżenie kiedy znów kombinuje, bo prawie przestała, przerzuca się na Jarka, a tu ściana ;)
zołza - Wto 12 Sty, 2016 13:16

pietruszka napisał/a:
Zazwyczaj myśli się o manipulacji, jako czymś złym, niepożądanym.

A jeżeli manipulacja ma na celu zmotywować osobę do określonego zachowania, poprawienia jakości tego co robi lub zwyczajnie zmiany jego postępowania lub chociażby jedynie temu by zastanowił się nad sobą ? :mysli:

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 13:19

zołza napisał/a:
osobę

masz na myśli dziecko, czy osobę dorosłą?

zołza - Wto 12 Sty, 2016 13:20

pietruszka napisał/a:
masz na myśli dziecko, czy osobę dorosłą?

Dziecko, pracownika , jak u mnie pacjenta .

olga - Wto 12 Sty, 2016 13:21

pietruszka napisał/a:
Dla mnie - ucieczka od sytuacji, zamiecenie pod dywan.


Cały czas mówimy o tej krytyce nieuzasadnionej?
Czy przemilczenie sprawy, brak odzewu jest ucieczką? Też tak myślałam. Myślałam, że brak odzewu jest przyznaniem się do "winy", okazaniem słabości ale po długich przemyśleniach doszłam kiedys do wniosku, że wręcz przeciwnie - jest okazaniem siły....
Na zasadzie: "ty se pogadaj a ja wiem i tak swoje (sama o sobie), jeśli ci sprawia satysfakcje poniżanie mnie to niech ci idzie na zdrowie (wątpliwe zdrowie skoro chcesz sie dowartościować moim kosztem...ja sobie na to nie pozwolę bo swoją wartość znam)"....gorzej dla tej osoby bo ona nawet często nie zdaje sobie sprawy, że usiłuje sie dowartościować w ten sposób a skoro usiłuje to robic to znaczy, że jej poczucie własnej wartości jest niskie......dlaczego ja miałabym jej w tym pomóc?.....

olga - Wto 12 Sty, 2016 13:26

zołza napisał/a:
A jeżeli manipulacja ma na celu zmotywować osobę do określonego zachowania,


Jesli jestesmy w jakis sposób odpowiedzialni za tę osobe to myslę, że manipulacja jest pożądana.

She - Wto 12 Sty, 2016 13:28

olga napisał/a:
Czy przemilczenie sprawy, brak odzewu jest ucieczką?

Kiedyś byłam tego pewna.
Dziś jestem pewna że brak odzewu z mojej strony jest okazaniem siły a nie słabości. Nie jest ucieczką, ja postrzegam to jako stabilny fundament własnej, świadomej wartości.
Nie mylcie tego z zarozumiałością :)

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 13:36

zołza napisał/a:
Dziecko, pracownika , jak u mnie pacjenta .
olga napisał/a:
Jesli jestesmy w jakis sposób odpowiedzialni za tę osobe to myslę, że manipulacja jest pożądana.

Tylko to tak niełatwo przyznać się przed samą sobą, że jest się manipulatorką :mgreen:

olga napisał/a:
Na zasadzie: "ty se pogadaj a ja wiem i tak swoje (sama o sobie), jeśli ci sprawia satysfakcje poniżanie mnie to niech ci idzie na zdrowie (wątpliwe zdrowie skoro chcesz sie dowartościować moim kosztem...ja sobie na to nie pozwolę bo swoją wartość znam)".

Może właśnie bardziej chodzi o ten odzew wobec siebie, o odpowiedź na krytykę wcale nie krytykantowi, a samemu sobie? :mysli: Tego nie nazwałabym ucieczką.

olga - Wto 12 Sty, 2016 13:36

Też tak kiedys to odbierałam. Czułam się w takiej sytuacji jak mała durna pała co języka w gębie zapomniała. Zatykało mnie po prostu z wrażenia, adrenalina zalewała mózg i poza tym nie czułam nic.

Może teraz jestem taka "mądra" bo tak naprawdę ta moja szefowa to bardzo słaba kobieta. Nie raz zdarzało się, że to ja podnosiłam głos, im głośniej krzyczałam tym bardziej ona kurczyła sie w sobie. Może fakt, że mogę sobie na to pozwolić pozwala z tego nie korzystać ceewd

olga - Wto 12 Sty, 2016 13:45

pietruszka napisał/a:
Może właśnie bardziej chodzi o ten odzew wobec siebie,


Myslę, że tak :tak: ale to i tak sprowadza się do zrozumienia tego prostego faktu, że ktos nas krzywdzi bo ma w tym uświadomiony (bądź nie) interes, który świadczy o tym, że jest cos z nim nie w porządku. Jesli z tym kimś jest coś nie w porządku to przeciez nie z naszej winy.....a jeśli nie z naszej winy to możemy umyć ręce i iść dalej

Klara - Wto 12 Sty, 2016 13:49

pietruszka napisał/a:

A jak Klaro rozumiesz to przyjmowanie ocen z podniesioną głową? Co dla Ciebie, konkretnie oznacza to podniesienie głowy?

Owo "podniesienie głowy" jest dla mnie wewnętrznym, niezachwianym poczuciem, że prawda jest taka, jak ja ją widzę".
Jestem świadoma tego, że świat, a więc i swoje działania postrzegamy subiektywnie.
Jeśli więc ktoś mnie krytykuje a ja uważam, że krytyka jest niesprawiedliwa, najczęściej dociera do mnie, że z mojej strony może ty wyglądać inaczej, a krytykujący ma swoją rację.
Wówczas moja pewność bycia w porządku zostaje zachwiana i siłą rzeczy mój wewnętrzny człowiek chodzi ze spuszczoną głową.

Podobnie jest z pochwałami - nie umiem przyjmować pochwał z najwyższym zadowoleniem (znaczy z podniesioną głową), jeśli wiem, że coś wygląda dobrze tylko na zewnątrz, a w rzeczywistości posiada niedoróbki czy ukryte niedoskonałości. Albo dręczy mnie wtedy poczucie, że chwalący został w pewnym sensie oszukany, albo że widzi a mimo to chwali, więc ma w tym jakiś cel.
Jako człowiek omylny i niedoskonały nie przyjmuję więc pochwał z podniesiona głową.

olga - Wto 12 Sty, 2016 14:00

Klara napisał/a:
albo że widzi a mimo to chwali, więc ma w tym jakiś cel.


dla mnie to proste :bezradny: skoro chwali mimo, że być może widzi jakieś niedoróbki, oznacza, że mu jednak na mnie zależy, czyli nie jestem zła w tym co robie, a moze nawet jestem dobra :)

(Ja mam sporo takich sytuacji i może dlatego też jestem odporniejsza na krytykę ze strony knajpianej szefowej. Poza tym Ci wstrętni Niemcy sa szczodrzy w pochwałach, okazywaniu zadowolenia, a także zwykłego ludzkiego szacunku)

rufio - Wto 12 Sty, 2016 14:01

Piękno jak i brzydota tkwi w oku patrzącego .
Skoro patrzacy tak uwaza to przyjmijmy , że i tak jest po kiego sie stresować .

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 14:25

Klara napisał/a:
mój wewnętrzny człowiek chodzi ze spuszczoną głową.

ładne to określenie 23r , chociaż życzę wszystkim forumowiczom, żeby nasze wewnętrzne człowieki chodziły jednak z podniesioną głową. ;)

Klara napisał/a:
e coś wygląda dobrze tylko na zewnątrz, a w rzeczywistości posiada niedoróbki czy ukryte niedoskonałości.

Dla mnie odkryciem było, że nie wszystko musi być doskonałe, idealne, a całkiem zaspokaja mnie "wystarczająco dobre" . Perfekcjonizm mi szkodzi. W każdej dziedzinie. Zarówno w moich działaniach jak i ewentualnej ocenie czyichś działań. Przecież nie będę czekała z pochwałą na wynik jakiegoś światowego Grand Prix w wypiekach domowych, jak mi po prostu smakuje sernik mamy. Mam gdzieś najbardziej doskonały sernik świata, którego być może nigdy nie spróbuję, jeśli przede mną, na talerzu leży wystarczająco smaczny, a doskonały w swojej obecności ;) sernik, który mi po prostu smakuje. Dlaczego nie miałabym go pochwalić? :mniam:

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 14:26

olga napisał/a:
temat można zamknąć zamiast rozdłubywać włos na dziesięc jak to w przypadku kobiet jest normą

:tia: skrytykuj jakiegoś chłopa... a najlepiej mu powiedz, że jakoś niezdrowo wygląda :mgreen:
:smieje:

olga - Wto 12 Sty, 2016 14:28

pietruszka napisał/a:

Klara napisał/a:
e coś wygląda dobrze tylko na zewnątrz, a w rzeczywistości posiada niedoróbki czy ukryte niedoskonałości.

Dla mnie odkryciem było, że nie wszystko musi być doskonałe, idealne, a całkiem zaspokaja mnie "wystarczająco dobre"


no i znowu w samo sedno :okok: Pietruszko jak Ty to robisz?

pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 14:51

olga napisał/a:
no i znowu w samo sedno :okok: Pietruszko jak Ty to robisz?

trenuję "celowanie" od jakiegoś czasu? Ponoć trening czyni mistrza, chociaż, czy ja wiem :mysli: , czy ja aby chciałabym być mistrzem? ;) Wystarczy mi coraz częściej "wystarczająco"

rufio - Wto 12 Sty, 2016 15:02

pietruszka napisał/a:
skrytykuj jakiegoś chłopa... a najlepiej mu powiedz, że jakoś niezdrowo wygląda

A żonaty czy tez nie ?

olga - Wto 12 Sty, 2016 15:10

rufio napisał/a:
A żonaty czy tez nie ?


bo jak zonaty to będzie winnych (-ej) szukał? :p

rufio - Wto 12 Sty, 2016 15:16

Nie bo jak skrytykujesz zonatego - marny wygląd - posrednio krytykujesz jego połowice a tego to juz możesz nie do końca przeżyc a singel ?
Taki jestem i wypad - moja panno

She - Wto 12 Sty, 2016 15:38

pietruszka napisał/a:
na tekst "oj kiepsko w oczach wyglądasz", nie tylko włos dzieli na czworo, ale od razu ma pięć chorób, wszystkie skutki uboczne wzięcia aspiryny i jęczy, bo umiera... tylko trudno go jednocześnie do lekarza zagnać... :rotfl:

Oni wszyscy są z jednej gliny ulepieni :mgreen:
:rotfl:

rufio - Wto 12 Sty, 2016 15:45

HMMM Alieni? :mysli:
rufio - Wto 12 Sty, 2016 17:09

Lelum-polelum
pietruszka - Wto 12 Sty, 2016 17:10

margo napisał/a:

To mojemu staram się nie pytać "jak się czujesz?", bo choćbym widziała, że czuje się świetnie to po tym pytaniu nagle milknie, nagle coś jest nie tak. Nagle sobie uświadamia, że może jest źle, zaczyna o tym myśleć... no i w zasadzie to lepiej się go nie pytać. Ani nawet nie sugerować, że dobrze go widzieć w dobrym nastroju, bo od razu wymyśla powód, żeby udowodnić, że tak nie jest :roll:

nie martw się, to znaczy, że jednak słucha :luzik:

Jo-asia - Wto 12 Sty, 2016 18:43

olga napisał/a:
Poza tym Ci wstrętni Niemcy sa szczodrzy w pochwałach, okazywaniu zadowolenia, a także zwykłego ludzkiego szacunku

to prawda, kiedyś usłyszałam, że lubią zatrudniać ludzi szczęśliwych.. z nami Polakami nie zawsze to sie udaje ;)

Po za tym, krytyka czy pochwała, przestaje mieć dla mnie znaczenie gdy sama jestem ze sobą szczęśliwa. Krytyka to tylko inny punkt widzenia (by rufio) a pochwała, potwierdza to, co i tak, sama wiem :)

Manipulacja na nas wpływa, póki sami manipulujemy (tak samo sobą, jak i innymi).
Przestajemy ją stosować to i krytyka znika. Pozostaje stwierdzenie, uwaga czy tam, wyrażenie zadowolenia.

Mnie, dzięki Wam, udało sie przeskoczyć kolejny element mojej układanki. Czasem potrzeba, podzielić włosa na czworo :buzki:

olga - Wto 12 Sty, 2016 18:54

Jo-asia napisał/a:
Manipulacja na nas wpływa, póki sami manipulujemy (tak samo sobą, jak i innymi).
Przestajemy ją stosować to i krytyka znika. Pozostaje stwierdzenie, uwaga czy tam, wyrażenie zadowolenia.


Ojjjjj kochana, żeby to tak było jak piszesz to w krótkim czasie mielibyśmy na ziemi samych szczęśliwych ludzi......a to niestety tak nie działa :bezradny: czemu? bo to ci nieszczęśliwi zatruwają życie sobie i innym......wynika to pewnie z ich nieświadomości, że mogą coś w swoim życiu zmienić a czasami nawet z nieświadomości, że jest im źle.

Jo-asia - Wto 12 Sty, 2016 19:02

olga napisał/a:
Jo-asia napisał/a:
Manipulacja na nas wpływa, póki sami manipulujemy (tak samo sobą, jak i innymi).
Przestajemy ją stosować to i krytyka znika. Pozostaje stwierdzenie, uwaga czy tam, wyrażenie zadowolenia.


Ojjjjj kochana, żeby to tak było jak piszesz to w krótkim czasie mielibyśmy na ziemi samych szczęśliwych ludzi......a to niestety tak nie działa :bezradny: czemu? bo to ci nieszczęśliwi zatruwają życie sobie i innym......wynika to pewnie z ich nieświadomości, że mogą coś w swoim życiu zmienić a czasami nawet z nieświadomości, że jest im źle.

więcej wiary siostro ;)
skoro ja mogę.. to i innych na to stać :)

olga - Wto 12 Sty, 2016 19:06

Jo-asia napisał/a:
więcej wiary siostro ;)
skoro ja mogę.. to i innych na to stać :)


chodzi Ci o niemanipulowanie innymi?

Jo-asia - Wto 12 Sty, 2016 20:34

olga napisał/a:
Jo-asia napisał/a:
więcej wiary siostro ;)
skoro ja mogę.. to i innych na to stać :)


chodzi Ci o niemanipulowanie innymi?

też :)

głównie o szczęście :)

fairy - Wto 12 Lip, 2016 18:36

Hej

Do mnie np. bardzo trafiły te 2 teksty, zwłaszcza idea pozostawionego wianka
dała mi do myślenia:)
Fajnie lekko się czyta, dziewczyna wydała książkę, polecam

http://www.aniamaluje.com...zed-tym-co.html

http://www.aniamaluje.com...-do-przodu.html


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group