To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...

WSPÓŁUZALEŻNIENIE - alkoholik odszedł

Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 13:16
Temat postu: alkoholik odszedł
Witajcie, nie dawno po 8 latach wspólnego związku odszedł ode mnie alkoholik do innej kobiety, ja niestety nigdy nie miałam odwagi na to, aby go zostawić zbyt mocno go kocham. Wcześniej dwa razy się wyprowadzał, ponieważ ja stawiałam warunek aby przestał pić, na co on po jakimś czasie po prostu wyprowadzał się, ale nie potrafił zerwać z nałogiem (raz udało mi się namówić go na detox, później jednak wszystko zaczęło się ponownie, potem wracał przepraszał i obiecywał poprawę. Po powrocie przez jakiś czas było dobrze, jednakże z czasem znów pojawiało się codzienne picie po kryjomu oraz związane z tym czepianie się i awantury,nie raz musiałam z synem uciekać z domu nawet w nocy jak za mocno go poniosło, parę razy zdemolował coś w domu, wyzywał mnie, dziecko, był chorobliwie zazdrosny i kontrolował mnie na każdym kroku, niestety częściej jednak czepiał się do mojego dziecka z pierwszego związku niż do mnie. Ja jako matka nie mogłam na to patrzeć i pozwolić, więc stawałam w jego obranie, za co on miał pretensje, że nie umiem wychować syna, że on nie ma do niego szacunku i nie jest nauczony dyscypliny. Na początku, kiedy zaczynaliśmy związek wszystko było pięknie, mój partner przepadał za moim dzieckiem wówczas 7 letnim, a ono za nim, ale z czasem kiedy on pił coraz więcej stał się wobec dziecka apodyktyczny, roszczeniowy, nigdy nie potrafił go pochwalić, za wszystko krytykował,wyśmiewał przy kolegach. Mnie obwiniał, że za dużo czasu poświęcam dla dziecka, za długo z nim odrabiam lekcje, nie potrzebnie ma oglądać z nami film powinie zająć się sobą, że ciągle go worzę na treningi obozy itp. Walczyłam z tym przez co zaczynałam stawiać granice w stosunku do picia, ponieważ to ono pogłębiało jego pretensje, na trzeźwo nic mu nie przeszkadzało i wszystko rozumiał. O sposobie traktowania mnie nie będę wspominać, bo jak człowiek jest współuzależniony i kocha za bardzo wszystko wybacza. Wspomnę tylko, że jak partner był trzeźwy to żyliśmy jak w raju, jest naprawdę inteligentny, zaradnym i ciepłym człowiekiem. Przez te lata często wspominał o wspólnym dziecku żeby scalić nasz związek i stworzyć wspólną pełną rodzinę (on ma już tez jedno dziecko z poprzedniego związku), ale ja ciągle bałam się o swoje dorastające dziecko, że w momencie kiedy pojawi się wspólne to ono zostanie całkowicie zdeptane i pogrążone przez mojego partnera, że będzie jeszcze bardziej mu przeszkadzać, a on cały czas pogłębiał się w swoim piciu nie widząc oczywiście w tym problemu. Kiedy mnie zdradził i odchodził usłyszałam, że on teraz już nie pije bo nie musi oglądać mnie i mojego syna, że tylko przez nas pił. Że teraz będzie miał dom i rodzinę, której ja nie chciałam mu stworzyć (okazało się że jego kochanka jest w ciąży), że teraz ma spokój bo nikt mu nie wylicza alkoholu, ma stały dostęp do wódki w domu, nikt mu nie zabrania, nie musi sprzątać, prać gotować itp.( u nas w domu tez nie musiał, bo ja to robiłam, chyba że akurat miał ochotę to pomagał w obowiązkach domowych). Powiedzcie czy słusznie zrobiłam wstrzymując się ze wspólnym dzieckiem, a może trzeba było zaryzykować? Może bylibyśmy teraz szczęśliwą rodziną, taką jak ma z nową kobietą - przynajmniej tak twierdzi do okoła? Może to dziecko wpłynęło by faktycznie na fakt, że przestał by pić? Mam poczucie, że straciłam szansę na szczęśliwą rodzinę. nie potrafię pozbyć się uczucia, że nie potrzebnie zastosowałam tak twardą miłość (przestała mu prać, gotować, sprzątać, nie spaliśmy razem, przestałam się odzywać po jednej z kolejnych awantur- powiedziałam że wszystko wróci do normy jak przestanie pić, pójdzie na terapię wtedy weźmiemy ślub i pomyślimy o dziecku., a w zamian on wybrał kochankę, pomimo że zawsze wszystkim twierdził że jestem miłością jego życia.
kiwi - Pon 11 Maj, 2020 13:23

Usiadz ....uspokuj sie ...napij sie kawy czy herbaty ....i ciesz sie ze poszedl i nigdy nie wroci !!!!!

Zajmij sie soba i swoim synem

Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 13:32

nie potrafię cieszyć się z odejścia osoby, którą tak bardzo kocham i nie potrafię pozbyć się wyrzutópw sumienia. że trzeba było zaryzykować przecież tak nbardzo pragęłam też mieć drugie dziecko.
Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 13:37

Najgorzej jest że ciągle czekam że wróci.
Maciejka - Pon 11 Maj, 2020 13:40

Poczytaj dział DDA na forum i zobacz co przeżywają dzieci w rodzinach alkoholowych, dysfunkcyjnych. Dobrze, że z tym człowiekiem nie zdecydowałaś się na dziecko. Kolejny człowiek by był nieszczęśliwy i samotny w rodzinie. A kochance partnera kup kwiaty w ramach podziękowania, że uwolniła Ciebie od ciężaru i cierpienia i destrukcji jakie niesie choroba alkoholowa i czynny alkoholik.
Nie przez Ciebie piję i nie dla Ciebie by przestał a tym bardziej dla wspólnego dziecka.

Maciejka - Pon 11 Maj, 2020 13:41

porzucona napisał/a:
Najgorzej jest że ciągle czekam że wróci.

Wrogie i co ? Sięgnie po przemoc, kupisz mu alkohol? Po co Ci takie życie?

kiwi - Pon 11 Maj, 2020 13:42

Kochanie ....ma duzo oblicz ....

Kochalas ....czy balas sie samotnosci ?!
Kochalas ....czy samej finansowo trudniej jak razem ?!
Kochalas ....czy jak byl zly dla Twojego syna dla wspolnego dziecka bylby lepszy ?!
Kochalas ....ale zupelnie zapomnialas kochac siebie .....

Ciesz sie ze poszedl ....zmien zamki w drzwich ....i zacznij zyc swoim dobrym zyciem ......

Nie zaluj przeszlosci ....badz otwarta na przyszlosc ....

Czy masz prace ?! czy pracujesz ?!

Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 13:54

Tak, na szczęście mam stabilną pracę. Od dwóch lat dorabiałam na drugim etacie żeby opłacać kredyt hipoteczny i rachunki, bo przecież wszystko figuruje na mnie więc dopóki tak jest to sama mam opłacać. Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne poczucie, że gdyny było to dziecko którego tak bardzo pragną to zmienił by się i przestał pić, dla swojego dziecka nigdy nie był taki jak wobec mojego syna, chociaż ono bywało u nas na weekendy to może dlatego?
Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 13:57

W jednym jest racja, że tyle lat poświęciłam na ten związek wpędziłam się w lata i beznadziejną miłość całą sobą i już nie zdąrzę założyć rodziny, mieć kolejnego dziecka a tym bardziej pokochać kogoś innego.
jal - Pon 11 Maj, 2020 15:15

Najwyraźniej on nie zasługiwał na Ciebie... ciesz się,że teraz a nie potem.
Wspieram ciepło :)

Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 16:20

Czuję się jak Zero nic nie warte, a łzy same płyną mi z oczu.
Maciejka - Pon 11 Maj, 2020 16:29

Życie z czynnym alkoholikiem prowadzi do takiego samopoczucie CIA. Ja doszłam do tego, że ręce mi się trzęsły , mało brakowało dla załamania nerwowego. Straszył , że mnie zostawi, pójdzie na wojnę, nie będę miała co jeść i zginę z głodu. Masz szczęście, że sam się wyniósł poszedł sobie. Ja musiałam spokój sobie i dzieciom wywalczyć. Wspólne dziecko nie uratowało by waszego związku ani on by dla niego nie przestał pić
Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 16:54

On ze nie musi teraz pić bo nie musi oglądać mnie i mojego dziecka, a ona ze on nie pije bo ona z nim rozmawia. Stąd moje wątpliwości, że dziecko mogli go zmienić. Ja zakończyłam ten związek depresja, zespołem stresu pourazowego też. Ciągle mam te ich szczęście przed oczami o którymi mi pisali po rozstaniu. Teraz od miesiąca cisza a ja ciągle czekam aż wróci.
Linka - Pon 11 Maj, 2020 16:59

porzucona napisał/a:
Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne poczucie, że gdyny było to dziecko którego tak bardzo pragną to zmienił by się i przestał pić

To nieprawda, to tylko jego manipulacje i Twoje irracjonalne mrzonki.
Dziecko niczego w związku z alkoholikiem nie zmieni.
Masz już dziecko i na nim się skup. Facet, który nie kocha, a wrecz nienawidzi twojego syna nie powinien dostać jakiejkolwiek szansy.
Nieważne, ze broniłaś syna, on i tak był świadkiem tego wszystkiego , widział wrogość.

Po cholere Ci taki facet? po co utrzymujesz z nim kontakt?

Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 17:21

Od 30 dni już nie utrzymuje jest cisza. Jak był trzeźwy to bardzo lubił mojego syna dopiero jak wypił to on mu przeszkadzał. Poza tym skoro dla niej i jej syna potrafi być taki cudowny to może i dl nas by był. Ja naprawdę pragnęłam z nim mieć dziecko tylko czekałam aż si ogarnie a doczekałam się zdrady. Gubię się już w tym wszystkim.
pterodaktyll - Pon 11 Maj, 2020 17:32

Cytat:
Gubię się już w tym wszystkim.

Nic dziwnego. W manipulacji jesteśmy mistrzami świata i nawet ta banda, która teraz usiłuje manipulować naszym zdrowiem i wyborami, mogłaby się jeszcze paru rzeczy od nas nauczyć.

Anonymous - Pon 11 Maj, 2020 17:40

Jak można mówić kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie a za trzy dni już znaleźć kochankę i za 3 tygodnie zrobić jej dziecko? Masakra.
olga - Pon 11 Maj, 2020 17:45

Przyjdzie czas , ze docenisz to szczęście jakie Cię spotkało. Nie ma nic ważniejszego jak spokój własny i własnego dziecka

Witaj :)

pterodaktyll - Pon 11 Maj, 2020 17:50

Porzucona napisał/a:
Jak można mówić kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie a za trzy dni już znaleźć kochankę i za 3 tygodnie zrobić jej dziecko? Masakra.


Taka choroba.......... :bezradny:

Linka - Pon 11 Maj, 2020 18:02

A tak w kwestii formalnej, zalogowałąś się na forum.
Może załóż wątek w dziale współuzależnienie, możemy przenieść tam cały ten temat.

porzucona36 - Pon 11 Maj, 2020 18:13

Tak zalogowałam się, jeżeli to możliwe proszę o przeniesienie wątku. Nie wyobrażam sobie jak dalej bez niego ułożyć sobie życie. Ciągle mam wyrzuty sumienia ze nie zaryzykowałam i straciłam szansę na rodzinę.
jal - Pon 11 Maj, 2020 18:18

porzucona36 napisał/a:
Tak zalogowałam się, jeżeli to możliwe proszę o przeniesienie wątku. Nie wyobrażam sobie jak dalej bez niego ułożyć sobie życie. Ciągle mam wyrzuty sumienia ze nie zaryzykowałam i straciłam szansę na rodzinę.


To nie był materiał ani na męża ani na ojca... :(

olga - Pon 11 Maj, 2020 18:25

porzucona36, chciałabyś ryzykować dzieckiem?....
Jedno już masz unieszczesliwione przez niego....chciałabyś żeby drugie też było nieszczęśliwe?

porzucona36 - Pon 11 Maj, 2020 18:33

Oczywiście że moje dziecko jest i zawsze będzie dla mnie najważniejsze, ale może właśnie te nasze wspólne dziecko wpłynęło by na niego, skoro teraz twierdzi że nie pije bo nie musi, pomimo że nikt mu nie zabrania i nie ogranicza dostępu do alkoholu, nikt nie wylicza to może przy nas też by tak było. Może to było by to co by go ocknelo, a tak tylko usłyszałam że nie umialam dać mu rodziny. Jego pierwsze dziecko uwielbia go i nigdy nawet nie krzykną na nie.
olga - Pon 11 Maj, 2020 18:35

Manipuluje Tobą...
Nie dla Ciebie ani dla tej nowej przestanie pić (jeśli przestanie)...nie dla dziecka...on musiałby przestać dla siebie....

Maciejka - Pon 11 Maj, 2020 18:41

porzucona36 napisał/a:
Oczywiście że moje dziecko jest i zawsze będzie dla mnie najważniejsze, ale może właśnie te nasze wspólne dziecko wpłynęło by na niego, skoro teraz twierdzi że nie pije bo nie musi, pomimo że nikt mu nie zabrania i nie ogranicza dostępu do alkoholu, nikt nie wylicza to może przy nas też by tak było. Może to było by to co by go ocknelo, a tak tylko usłyszałam że nie umialam dać mu rodziny. Jego pierwsze dziecko uwielbia go i nigdy nawet nie krzykną na nie.


Mój kiedyś mówił że syna chce a miał córki. Chcia syna żeby uczyć go pić od małego. Tego chcesz?

pterodaktyll - Pon 11 Maj, 2020 22:23

porzucona36 napisał/a:
może właśnie te nasze wspólne dziecko wpłynęło by na niego, skoro teraz twierdzi że nie pije bo nie musi, pomimo że nikt mu nie zabrania i nie ogranicza dostępu do alkoholu, nikt nie wylicza to może przy nas też by tak było. Może to było by to co by go ocknelo, a tak tylko usłyszałam że nie umialam dać mu rodzin

Moja droga. :pocieszacz: To Ty wymagasz gruntownej terapii.......... :bezradny:

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 07:52

Moja droga. :pocieszacz: To Ty wymagasz gruntownej terapii.......... :bezradny: [/quote]

Niestety wiem i nawet uczęszczam na nią, ale pomimo tego ciągle mam w głowie tą piekielną myśl i to poczucie straty, do tego wszystkiego dochodzi ta diabelna tesknota. :roll:

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 07:58

olga napisał/a:
Nie dla Ciebie ani dla tej nowej przestanie pić (jeśli przestanie)...nie dla dziecka...on musiałby przestać dla siebie....

On nie widzi problemu w swoim piciu, bo przecież on nie pije. Pił tylko dlatego że był ze mną, bo ja go tak źle traktowałam. Jego rodzina też uwarza że to moja wina, bo nie umiałam do niego dotrzeć dlatego pił i był taki, a teraz nie pije i jest szcześliwy jak nigdy, a ja jestem psychiczna i tyle. Podobno byłam miłością jego życia, a teraz jestem bladźią która zmarnowała mu tyle lat, a nowa Pani po 3 miesiącach znajomości stała się "aniołem, któremu ja nie dorówna pod żadnym względem". Jak to ona stwierdziła "za mało byłam bita, powinna dostawać częściej i więcej to doceniła bym tak wspaniałego faceta".
Jak można zakładać rodzinę z facetem, zresztą i kobietą którą zna się 3 miesiące.

olga - Wto 12 Maj, 2020 08:22

Mnie moja ciotka powiedziała, ze powinnam mu była zmienić środowisko... jak przedszkolakowi...wziąć za rękę i zaprowadzić do innej piaskownicy i on akurat zechciałby bawić się z „lepszymi” dziećmi.... hehe
Linka - Wto 12 Maj, 2020 08:42

porzucona36,
Nie jest Ci potrzebny kontakt z jego rodziną. Nie licz tam na współczucie, to syn, brat, i jeżeli oni nie mają wiedzy o alkoholizmie , to będą stali po jego stronie. Nie potrzebny Ci kontakt z obecną, to tylko rozdrapywanie ran, ona na razie patrzy na niego przez różowe okulary.
Oddziel się od wszystkiego, co wpędza cię w zły nastrój. Nie czytaj , nie oglądaj romansów, dbaj o siebie, o drobne przyjemności.
Szukaj przyjaciół, choćby jednej osoby, która zawsze będzie po Twojej stronie.
No i nie przerywaj terapii.

jal - Wto 12 Maj, 2020 08:46

porzucona36 napisał/a:

Jak można zakładać rodzinę z facetem, zresztą i kobietą którą zna się 3 miesiące.


Można, bo głupota i naiwność ludzka nie ma granic... takich związków jest na pęczki.

Warto pogadać z psychologiem.

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 09:30

Z psychologiem jestem w ciągłym kontakcie. Terapii nie będę przerywac na pewno bo inaczej polegnę po całości jeszcze bardziej. Odciełam się już od jego rodziny i obecnej, ale słowa które padły świerzo po rostaniu nadal dzwonią mi w uszach. Nie kontaktowałam się z obecną, to ona wydzwaniała do mnie i wypisywał w kółko smsy atakując mnie jaka to byłam ....... nie będę cytowac. Staram się odciąć od wszystkiego ale przyjemności jeszcze nie umiem odnaleść, a myśli ciągle w głowie atakują tym samym - widzisz co zrobiłaś, nie zarysykowałaś a on by przestał pić jakbyś dała mu dziecko, na które sama tak długo czekałaś.

"Można, bo głupota i naiwność ludzka nie ma granic... takich związków jest na pęczki. "
Czy to jest miłość, podstawa do szczęśliwego ułożenia życia i stworzenia szczęśliwej rodziny, jak to on podkreślał?

Maciejka - Wto 12 Maj, 2020 09:38

A może bys tak zaczęła skupiać się co jest dobre i ważne dla Ciebie a nie dla innych, dla byłego, kochanki, rodziny , sąsiadów...
Może warto by sobie wypisać na co masz wpływ a na co nie masz.

Klara - Wto 12 Maj, 2020 09:38

Witaj Porzucona! :)

Wiesz co?
Wszystkie. SERIO! WSZYSTKIE zarzuty, które Ciebie tak dołują, przerobiłam w swoim małżeńskim życiu.
Nawet pojawienie się dziecka nie spowodowało zaprzestania picia. Tego argumentu akurat mój mąż nie wyciągał, ale ja też (tak jak Ty) początkowo miałam taką nadzieję, bo bardzo kochał swoją córkę i naprawdę był dla niej gotów do wielu innych poświęceń, ale zaprzestać picia nie mógł/nie chciał.
Wyobraź sobie, że po latach naszego wspólnego burzliwego życia, gdy już nareszcie zaczęłam myśleć głową, a nie reagować emocjami na każdą bzdurę którą mi zarzucał, zauważyłam, że przecież właśnie pochwalił to, co przed jakimś czasem było moją niewybaczalną winą stanowiącą powód wyjścia na drinka.
To było dla mnie kopernikańskie odkrycie. Zapytałam męża co to znaczy, a on z uśmiechem niewiniątka odpowiedział, że "KAŻDY PRETEKST JEST DOBRY".
Radzę Ci, żebyś zaczęła właśnie tak traktować zarzuty swojego byłego partnera, a poza tym uświadomiła sobie, że sielanka z nową dziewczyną szybko się skończy i alkohol weźmie górę i w tamtym związku. To jest tylko kwestia czasu.
Z mojego punku widzenia - osoby która to przeżyła, a teraz spokojnie patrzy z boku, powinnaś być zadowolona z tego, że pozbyłaś się garba, a właściwie, że sam sobie poszedł i nie miałaś z jego usunięciem wielkich korowodów.
Wiem, że w tym momencie może Ci się to wydawać trudne, ale zacznij wymazywać tego gościa ze swojego życia. Rób to powolutku, ale systematycznie i pamiętaj - DZIECKO NIE SPOWODOWAŁOBY ABSTYNENCJI tego faceta. To, że nie ma z Tobą dziecka jest tylko PRETEKSTEM do tego, by usprawiedliwić świństwa które Ci robi.
To, oraz sytuacje że podnosił na Ciebie rękę powinno być ostatecznym argumentem by przestać żałować gehenny.
Okresy spokoju w życiu z czynnym alkoholikiem wynikają z tego, że gdy regeneruje swój organizm przerwami w piciu, jest gotów dla świętego spokoju obiecać Ci wszystko, bylebyś tylko zapewniła mu chwilowy komfort.
Jak sama zresztą opisałaś, taka sielanka nigdy nie trwa długo.
Chciałabyś przeżyć na takiej huśtawce całe życie i zafundować to kolejnemu dziecku?
POMYŚL!

pterodaktyll - Wto 12 Maj, 2020 09:42

Klara!!! 10/10 :okok:
porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 13:28

Klara twoje słowa są konkretne ale zawierają prawdę, mam nadzieję ze moja głowa to wszystko przyjmie i zakoduje. Najgorsze jest to, że rozum swoje a uczucia swoje :[ Zawsze byłam racjonalnie myślącą osobą a teraz na nic mi to, sama siebie nie poznaję.

Maciejka niestety ja na razie sama nie wiem co jest dla mnie dobre. Nie wyobrażam sobie życia bez niego i budowania wszystkiego od nowa. Utknęłam gdzieś w martwym punkcie oczekiwania na jego powrót i nie mogę zrobić kroku do przodu. Może z czasem jak terapia zacznie działać. Na razie ta zazdrość, bo niestety można tak to nazwać wobec niego nie pozwala mi ułożyć sobie w głowie, za mocno dałam sobie wmówić im to ich szczęści i jego nie picie, i nie potrafię się z tego wyleczyć.

Maciejka - Wto 12 Maj, 2020 13:38

Nasunęła mi się myśl, że to coś w rodzaju żałoby. Najpierw jest szok, potem zlosc, zazdrość, żal jakieś poczucie straty. Tu bym się zatrzymała , co straciłaś, nadzieję na dziecko, udany związek, swoje jakieś nadzieję, oczekiwania....
porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 13:47

Maciejka napisał/a:
co straciłaś, nadzieję na dziecko, udany związek, swoje jakieś nadzieję, oczekiwania....


Dokładnie to czuję, do tego dochodzi szansa na rodzinę, miłość, dom z osobą którą kocham ponad wszystko.

Maciejka - Wto 12 Maj, 2020 13:53

Jesteś pewna, że to osoba która kochasz a nie Twoje wyobrażenie na jej temat?
Czy napewno chcesz stworzyć rodzine z kimś tak nieodpowiedzialnym, niedojrzałym, śmierdzącym wôdą, alkoholem, kimś kto będzie robił pod siebie, zrobi z mieszkania melinę, będzie miał w poważaniu wszystko i wszystkich a jedynym zajęciem będzie myślenie jak zdobyć środki na alkohol?
Mój jeszcze miał do tego napady padaczki alkilowej, chlustala z niego krew, bałam się, że wysadzi mi dom.

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 13:57

Maciejka napisał/a:
śmierdzącym wôdą, alkoholem, kimś kto będzie robił pod siebie, zrobi z mieszkania melinę, będzie miał w poważaniu wszystko i wszystkich a jedynym zajęciem będzie myślenie jak zdobyć środki na alkohol?

U mnie jeszcze tak daleko to nie zabrnęło, więc nie mogę jakoś go sobie wyobrazić takiego.
Pewnie faktycznie moje wyobrażenie jego osoby jest bardzo wyidealizowane, szczególnie że mój umysł wyrzucił wszystkie złe wspomnienia, a on jak nie pił potrafił być tak czarujący, kochany, troskliwy, ciepły. Właśnie ta idealizacja nie pozwala spojrzeć na to wszystko racjonalnie i ten żal się pogłębia a ja nie umiem ruszyć dalej.

Maciejka - Wto 12 Maj, 2020 14:03

Alkoholizm to choroba postępująca, chroniczną, wstydu, śmiertelna, psychiczną, społeczna. To system iluzji i zaprzeczeń. Alkoholik jak nie będzie się leczył to prędzej czy pòźniej dojdzie do tego co n as pisałam wyżej.
Współuzależnienie to głównie nadkontrola i nadodpowiedzialnosc to też system iluzji i zaprzeczeń , to rezygnacja ze swojego życia i zajmowanie się życiem innych.

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 14:22

Maciejka napisał/a:
Współuzależnienie to głównie nadkontrola i nadodpowiedzialnosc to też system iluzji i zaprzeczeń , to rezygnacja ze swojego życia i zajmowanie się życiem innych.

To niestety już uświadomiłam sobie podczas terapii, dlatego też to ja opłacałam wszystkie rachunki, to na mnie był kredyt na dom, pracowałam na dwa etaty żeby opłacić wszystko a od niego miałam tylko ochrzan że znów idę do pracy w weekend a jego zostawiam samego w domu. Pozostałe kwestię odpuściłam, (pranie jego, gotowanie jemu, zmianę pościeli w której spał) bo chciałam żeby się ockną. Ale rodzice po wpływem jego słów mnie uznali za tą złą.
Cytat:
Alkoholizm to choroba postępująca, chroniczną, wstydu, śmiertelna, psychiczną, społeczna. To system iluzji i zaprzeczeń. Alkoholik jak nie będzie się leczył to prędzej czy pòźniej dojdzie do tego co n as pisałam wyżej.

On na leczenie na pewno nie pójdzie , bo sam nie widzi problemu, bo przecież on pije tyle co wszyscy a to przeze mnie do tej pory pił i mojego syna w takich ilościach bo z nami nie dało się żyć.

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 14:41

Chyba rzeczywiście dałam sobie wmówić, że on ze względu na to dziecko i dla niej przestał pić, tego niestety się nie dowiem bo nie będę miała skąd. Ja jeszcze długo będę czekać na choćby jedno słowo od niego bo nie potrafię zapomnieć. Mam nadzieję że zanim się zestarzeję przejdzie mi.
pterodaktyll - Wto 12 Maj, 2020 15:12

porzucona36 napisał/a:
Chyba rzeczywiście dałam sobie wmówić, że on ze względu na to dziecko i dla niej przestał pić,

Nie "chyba" tylko, na pewno
porzucona36 napisał/a:
tego niestety się nie dowiem

A po jaką cholerę Ci ta wiedza?
porzucona36 napisał/a:
jeszcze długo będę czekać na choćby jedno słowo od niego

Jak to powiadają, czekaj tatka latka.........
porzucona36 napisał/a:
nie potrafię zapomnieć.

Nie wygłupiaj się, co Ty słoń jesteś? (one podobno nie zapominają)
porzucona36 napisał/a:
Mam nadzieję że zanim się zestarzeję przejdzie mi.

Ja też :mgreen:
Poczytaj sobie wspomnienia naszych drogich byłych współuzależnionych, to sama się przekonasz, że skoro one mogły wydobyć się z tego bagna, w jakie wpadały dzięki nam, to Ty zapewne też :)

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 15:29

pterodaktyll napisał/a:
Jak to powiadają, czekaj tatka latka.........


chcesz powiedziec że jego uczucia do mnie już nigdy nie wrócą?

pterodaktyll - Wto 12 Maj, 2020 15:36

porzucona36 napisał/a:
chcesz powiedziec że jego uczucia do mnie już nigdy nie wrócą?

O ile w ogóle były, to nie robiłbym sobie na Twoim miejscu jakichkolwiek nadziei. Jest co prawda możliwość, że ta Twoja "następczyni" pogoni go i wtedy może dojść do takiej sytuacji, że będzie próbował wleźć Ci z powrotem do życiorysu na "biednego misia", czyli dokładnie to, co w tej chwili zrobił z tą kobietą. To bardzo typowe dla tej choroby, zero odpowiedzialności i zachowany komfort picia. Sorry, to nie ma nic wspólnego z miłością z jego strony, no chyba, że jest to "miłość" do flaszki

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 15:51

Myślę że była bo jak się poznaliśmy to on nie był jeszcze tak zaawansowanym alkoholikiem. Czy ona go pogoni? Wątpię jest dużo młodsza od niego i po wiadomościach jakie od niej dostawałam zdecydowanie zdesperowana aby go mieć przy sobie, wątpię aby podjęła decyzję żeby pogonić go i zostać z dwójką dzieci, swoim i nowo narodzonym. Nie rozumiem tego wszystko, żeby zrezygnować z domu o którym marzył - mam na myśli budynek, i tego wszystkiego dla flaszki? To że wzia ja na biednego misia to wiem bo wyczytałam to z jej SMSów, po co więc będąc z nią nadal wyznawał mi jak bardzo mnie kocha. Powalone jest to wszystko. Zrezygnować z tego o czym marzyć, żeby żyć obok siebie ale mieć flaszkę nie ogarniam.
pterodaktyll - Wto 12 Maj, 2020 15:59

porzucona36 napisał/a:
Czy ona go pogoni? Wątpię

porzucona36 napisał/a:
wątpię aby podjęła decyzję żeby pogonić go i zostać z dwójką dzieci, swoim i nowo narodzonym.

Jak to powiadają....daj czas czasowi, to się sama przekonasz, ale.........po co Ci to?
porzucona36 napisał/a:
Nie rozumiem tego wszystko,

porzucona36 napisał/a:
Zrezygnować z tego o czym marzyć, żeby żyć obok siebie ale mieć flaszkę nie ogarniam.

Może Cię więc pocieszy informacja, że my też w czynnym okresie choroby nie rozumiemy tego co robimy (choć wydaje nam się co innego) i dlatego min. tak trudno z tego wyjść.

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 17:32

pterodaktyll napisał/a:
A po jaką cholerę Ci ta wiedza?

Tak naprawdę nie wiem po co, może po to żeby upewnić się ze postąpiłam słusznie a nie na wyrost, że on naprawdę ma problem z alkoholem a nie ze ja sobie to wymyśliłam, albo wyolbrzymiłam jak to on stwierdził, że to rzeczywiście nie moja wina że pił, że nie miałam szansy na jego zmianę. Bo jak na razie to cholernie boli,że e on ma szczęśliwe życie, rodzinę o której ja marzyłam by mieć z nim i zdawało mi się a raczej on o tym cały czas mówił że też o tym marzy, a ja pękam z bólu i duszę się goryczą.

pterodaktyll - Wto 12 Maj, 2020 17:34

porzucona36 napisał/a:
Tak naprawdę nie wiem po co,

Tak też i mnie się wydaje :pocieszacz:

Maciejka - Wto 12 Maj, 2020 17:41

Te szczęśliwe życie szybko będzie wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiesz jak jest naprawdę.
Mój tato przemovowiec mówił po rozstaniu któregoś dziecka z partnerem.
Wymaluj się, ubierz ładnie, zrób fryzurę niech zazdrości, niech zobaczy co stracił.
A rzeczywistość była na pokaz bo w domu własnemu dziecku żyć nie dawał i wmawiał że to jej, jego wina że związek się rozpadł. Bo gdybyś była inna, inaczej robiła itp.

olga - Wto 12 Maj, 2020 18:08

Dla alkoholika najważniejsza jest butelka....
Też nie mogłam zrozumieć jak można zrezygnować z wygodnego życia... rodziny, mieszkania, samochodu, ukochanego psa, codziennego obiadu, czystego łóżka, pracy i pieniędzy... wczasów, wycieczek, grillów... Itd. picie było ważniejsze... włóczenie się po melinach, głód, brud i smród a na końcu śmierć...
Nie próbuj tego zrozumieć bo na logikę się nie da....
Pozostaje Ci się pogodzić i spojrzeć przed siebie a nie za siebie...da się...uwierz...
Ja miałam 43 lata gdy wyjechałam do Niemiec i rozpoczęłam nowe, spokojne i udane życie :)

jal - Wto 12 Maj, 2020 18:27

Olga - 11/10 - nic dodać...
Klara - Wto 12 Maj, 2020 18:34

Zapamiętaj Porzucona, że ZAWSZE BĘDZIESZ WINNA.
Będziesz winna temu, że pada deszcz, będziesz winna, że dawno nie padało.
Będziesz winna, że za dużo pracujesz, a także temu, że nie pracujesz.
Będziesz winna, że za oknem przeleciał ptaszek, a także, że za oknem nie ma ptaszka, a w końcu będziesz winna temu, że w pokoju nie ma okna.

Daj sobie spokój z tym rozpamiętywaniem.
Pijak, przemocowiec i łobuz poszedł sobie w siną dal i finito.
Tak jak Maciejka pisze - idź do fryzjera (wkrótce będą przyjmować), kup sobie jakiś ciuszek, zrób się na bóstwo, WYLUZUJ i zacznij żyć dla siebie i syna.

porzucona36 - Wto 12 Maj, 2020 21:05

Olga podziwiam cię i gratuluję, że udało Ci się zacząć od nowa. Ja mam 36 lat i jestem pełna obaw, że szansa na rodzinę i dziecko przeszła mi koło nos, że nie dam rady nikogo pokochać bo ciągle jego mam w sercu. Tak szczerze to nie mam siły na przyjemności dla siebie i nawet nie widzę za bardzo sensu. Czuję się beznadziejna skoro on poprostu mnie zostawił o to w taki sposób.
jal - Wto 12 Maj, 2020 21:16

porzucona36 napisał/a:
Olga podziwiam cię i gratuluję, że udało Ci się zacząć od nowa. Ja mam 36 lat i jestem pełna obaw, że szansa na rodzinę i dziecko przeszła mi koło nos, że nie dam rady nikogo pokochać bo ciągle jego mam w sercu. Tak szczerze to nie mam siły na przyjemności dla siebie i nawet nie widzę za bardzo sensu. Czuję się beznadziejna skoro on poprostu mnie zostawił o to w taki sposób.


Szczęście - relacja między człowiekiem a nim samym ! - siedzi w Twojej "chorej" na razie głowie.

Jeśli zapragniesz być nieszczęśliwą to nią będziesz... będziesz szczęśliwą jeśli na to sobie pozwolisz - tego Ci życzę.

ps. wiem,że przeżywasz ciężkie chwile ale doceń co masz a nie to co nadwyręża twoje ambicje i naiwne oczekiwania - skoro jest fatalnie,to może być tylko lepiej.

Dobrej nocki... :)

Linka - Wto 12 Maj, 2020 21:35

porzucona36 napisał/a:
że szansa na rodzinę i dziecko przeszła mi koło nos

Niepokoi mnie to, że piszesz tak, jakbyś rodziny nie miała.
Gdzie w tym wszystkim jest twój syn.? On się nie liczy ?
To przecież on jest twoją najbliższą rodziną.

porzucona36 - Śro 13 Maj, 2020 08:15

Linka napisał/a:
Gdzie w tym wszystkim jest twój syn.? On się nie liczy ?


Linka mój syn jest najważniejszy dla mnie na świecie, ale jest już na tyle duży że za chwilę wyfrunie z domu, poza tym już teraz więcej przebywa poza domem niż w domu. To on daje mi w ogóle siłę na codzienne funkcjonowanie, ale ja zawsze chciałam mieć pełną rodzinę, tzn. męża i rodzeństwo dla mojego syna. To że jestem matką to dla mnie najważniejsza rzecz w życiu , dlatego marzyłam o drugim dziecku szczególnie z osobą którą kocham

Klara - Śro 13 Maj, 2020 08:25

porzucona36 napisał/a:
ale ja zawsze chciałam mieć pełną rodzinę, tzn. męża i rodzeństwo dla mojego syna.

Widać jak na dłoni, że człowiek nad utratą którego tak bardzo rozpaczasz nie nadaje się do stworzenia dobrej rodziny.
Nie mówmy tu o pozorach, to znaczy o tym, że partner z Tobą mieszka i że macie wspólne dziecko. To jest za mało.
Partner powinien być dla Ciebie oparciem, a ten jak widać jest tylko figurantem.
Jeśli ma już jedno dziecko to znaczy, że z poprzednią kobietą nie umiał stworzyć rodziny, z Tobą też nie.
Stawiam orzechy przeciw dolarom, że następny związek też okaże się porażką.

Najlepiej zrobisz, gdy przyłożysz się do terapii i wyprostujesz sobie ten celownik, którym trafiasz w niedojrzałych facetów nie nadających się na partnerów.

porzucona36 - Śro 13 Maj, 2020 09:41

Klara napisał/a:
że człowiek nad utratą którego tak bardzo rozpaczasz nie nadaje się do stworzenia dobrej rodziny.


ja niestety jeszcze tego nie widzę, za to ciągle dźwięczą mi w uszach słowa od niego, jego rodziny, od niej, że to ja jestem ta zła, zimna, nie nadająca się do założenia rodziny, wyrodna matka, która nie potrafi dotrzeć do mężczyzny aby stworzyć mu dom skoro tak źle go traktuję, bo skoro on jest teraz taki szczęśliwy, ma dom i rodzinę tzn. że to ze mną jest/było coś nie tak.

Klara - Śro 13 Maj, 2020 10:15

W pierwszym poście tak scharakteryzowałaś zachowanie Twojego byłego partnera:
porzucona napisał/a:
Wcześniej dwa razy się wyprowadzał, ponieważ ja stawiałam warunek aby przestał pić

porzucona napisał/a:
Po powrocie przez jakiś czas było dobrze, jednakże z czasem znów pojawiało się codzienne picie po kryjomu oraz związane z tym czepianie się i awantury,nie raz musiałam z synem uciekać z domu nawet w nocy jak za mocno go poniosło, parę razy zdemolował coś w domu, wyzywał mnie, dziecko, był chorobliwie zazdrosny i kontrolował mnie na każdym kroku,

porzucona napisał/a:
Na początku, kiedy zaczynaliśmy związek wszystko było pięknie,

Czarno na białym widać, że masz do czynienia z przemocowcem, a takie zachowanie w stosunku do drugiej osoby jest prawnie karane.
Gdy tak czytam Twoją opowieść przychodzi mi do głowy nie to, że go kochasz. Przypomina mi to raczej zachowanie osoby cierpiącej na "syndrom sztokholmski": https://www.ofeminin.pl/s...eczenie/ehsw0ff

porzucona36 - Śro 13 Maj, 2020 11:00

Klara napisał/a:
Przypomina mi to raczej zachowanie osoby cierpiącej na "syndrom sztokholmski"


Terapeutka tez mi to zasugerowała wstępnie, ale jeszcze nie zgłębiłam tematu i nie przepracowywałam na terapii. Dzięki za artykuł na ten temat, na pewno zgłębię temat. Skoro on jest takim przemocowcem, to możliwe jest raptowne "wyleczenie" się z tego, aby z kimś innym stworzyć szczęśliwy związek, a może to moje postępowanie wywoływało u niego takie zachowanie? Sama już nie wiem co o tym myśleć. :beczy:

staaw - Śro 13 Maj, 2020 11:31

porzucona36 napisał/a:
a może to moje postępowanie wywoływało u niego takie zachowanie?

Oczywiście że tak.
Każdy normalny alkoholik by się zdenerwował jakby mu kobieta nie pozwalała spokojnie pić :nerwus:

Maciejka - Śro 13 Maj, 2020 11:40

Masz 36 lat i jeszcze szansę na dziecko z kimś normalnym tylko najpierw poukladaj w sobie to co porozwalane. Ktoś się napewno znajdzie za jakiś czas.
olga - Śro 13 Maj, 2020 18:21

Nie, no nie każdy... Mój szedł wtedy z psem na spacer i po bułki :mgreen:
A jak wylewalam do zlewu to płakał...a potem szedł grzecznie z psem na spacer :rotfl:

pietruszka - Śro 13 Maj, 2020 20:52

porzucona36 napisał/a:
Jak to ona stwierdziła "za mało byłam bita, powinna dostawać częściej i więcej to doceniła bym tak wspaniałego faceta".


Tak twierdzi ta nowa? Widać sama lubi bicie i nie widzi w tym nic dziwnego. Osobiście bym dziś uciekła od kogoś, o kim bym wiedziała, że bił swoją byłą. Pewnie będzie miała to z nawiązką, jak związek 'okrzepnie'. 8|


Domyślam się, że albo kochasz wspomnienia, albo wyobrażenia. Warto wiedzieć, że facet, który nawet wytrzeźwieje , podejmie abstynencję to bynajmniej nie ten anioł z okresów trzeźwości, który na poczuciu winy przynosi kwiatki, myje okna i nosi na rękach. ten anioł nie istnieje, To tylko rola, którą alkoholik przyjmuje, by mniej lub bardziej świadomie manipulować partnerem, dziećmi, szefem, i kogo tam potrzebuje wyprowadzić w maliny.

Piszę o tym z własnego doświadczenia, ale jeśli ktoś twierdzi, że wraz z abstynencją nastał mityczny raj, to... to jest dalszy etap iluzji. W życiu jesteśmy tylko ludźmi, ze swoimi nadal kalekim radzeniem sobie z emocjami, i dotyczy to obu stron w takim toksycznym związku.

To, że Cię boli jego odejście to normalne. Nawet jeżeli facet nie pije, to zdrada boli. Nawet jak facet nic nie warty, to boli.Zdrada uderza w same podstawy poczucia własnej wartości, które i tak jest zwykle nadszarpnięte przez życie z alkoholikiem, a w Twoim przypadku jeszcze przemocowcem. . Daj sobie czas, ale nie płacz po nieistniejącym. i przestań wierzyć, w co by było gdyby... To bardzo kiepski materiał genetyczny...

jal - Czw 14 Maj, 2020 07:18

pietruszka napisał/a:

To, że Cię boli jego odejście to normalne. Nawet jeżeli facet nie pije, to zdrada boli. Nawet jak facet nic nie warty, to boli.Zdrada uderza w same podstawy poczucia własnej wartości, które i tak jest zwykle nadszarpnięte przez życie z alkoholikiem, a w Twoim przypadku jeszcze przemocowcem. . Daj sobie czas, ale nie płacz po nieistniejącym. i przestań wierzyć, w co by było gdyby... To bardzo kiepski materiał genetyczny...


W same sedno !

porzucona36 - Czw 14 Maj, 2020 14:42

Dziękuję wam za wszystkie słowa. Moja głowa pęka od wczoraj z natłoku myśli a serce uczuć. Jak czytam wasze wpisy robi mi się lżej chociaż jeszcze nie umiem na stałe wkleić ich w głowę ale będę pracować nad sobą i mam nadzieję że kiedyś w końcu obudzę się z lekkim serce. Mój mały o wiele lepiej przepracowuje to wszystko, jest spokojniejszy, częściej się uśmiecha, tez bym tak chciała.

pietruszka napisał/a:
Domyślam się, że albo kochasz wspomnienia, albo wyobrażenia

Masz rację zapewne jedno i drugie bo mam w głowie tylko piękny jego obrazek a nic ze złego, i to właśnie te piękne myśli atakują i bolą.

pietruszka napisał/a:
Zdrada uderza w same podstawy poczucia własnej wartości,

Moje poczucie własnej godności i wartości znajduje się na ---- 10. W trakcie związku byłam pewną siebie kobietą, zaradna i nawet podobałam się sobie, być może dlatego że jemu się podobałam i w tym kontekście nigdy nie usłyszałam złego słowa. Niestety po skończonym związku usłyszałam a raczej przeczytałam Znów od niej że "noszę głowę wyżej niż s**m i że jak to stwierdził mój były okazałam się gó***m zapakowanym w złoty papierek." Cała moja wartoś spadła na dno tym bardziej że właśnie zostałam zdradzona, porzucona i oddano innej to co ja chciałam mieć.

Maciejka napisał/a:
Masz 36 lat i jeszcze szansę na dziecko z kimś normalnym

tak bardzo chciała bym w to wierzyć i mieć jeszcze tą nadzieję

pterodaktyll - Czw 14 Maj, 2020 14:56

porzucona36 napisał/a:
tak bardzo chciała bym w to wierzyć i mieć jeszcze tą nadzieję

Wiara przenosi góry, a nadzieja umiera ostatnia. powodzenia :)

kiwi - Czw 14 Maj, 2020 15:55

Zamiast zajmowac sie kochasiem co pomaszerowal w sina dal ....i zeby tam zostal ....i przepadl na zawsze !!!!
To jest okropnie straszne ....aby pil i bil - ale zyby byl.....przeciez zadna piekna i madra kobieta tak nie chce ????!!!!
Zajmnij sie lepiej soba i synkiem.....

Jakie plany masz na lato ? dostaniesz urlop ?
Planuj nie drogie ale mile przyjemnosci dla Ciebie i synka ....
Synek chodzi do szkoly ?
Zmien fryzure ....jak masz dlugie - obetnij ....jak masz krotkie - zgol na glace .....Hi....Hi...Hi....przefarbuj .....
Pozwalaj sobie ....oczywiscie w ramach Twoich mozliwosci ...na wszystko na co masz ochote ....

Najgorszy jest dla Ciebie czas wieczorny , juz synek spi ....a Ty zaczynasz co by bylo - gdyby bylo .....
to trzeba zatrzymac.
Juz w dniu mysl o wieczorze ...ale co Tobie zrobi przyjemnosc ....nowy zapach i piana do wanny ....fajna smieszna ksiazka .....maseczka na twarz przeciw wspomnieniom a nawilzajaca .....mila rozmowa z kolezanka czy siostra ....i smiech i smiech ......
Rytual .....odganiania zlych wspomnien czy mysli .....glosno mow .....nie chce tak myslec , odejdz zla myslo, nie chce zadnych wspomnien z nim . I Zacznij sobie sama jego obrzydzac ...i nawet pare dosadnych slow mozesz glosno powiedziec .....
To nie zniknie od zaraz .....ale naprawde zacznij sie cieszyc ze poszedl . I dziecko z alkoholikiem ????!!!!.....przewaznie jeszcze nie urodzone a juz jest bardzo chore ......

Ja musze do pracy .
Milo pozdrawiam

czerwonamila - Czw 14 Maj, 2020 16:08

porzucona wszystko będzie ok znajdziesz normalnego faceta tylko wpierw zrób porządek w głowie. Tak długo z nim wytrzymałaś i z drugiej strony za długo.
pietruszka - Czw 14 Maj, 2020 21:27

porzucona36 napisał/a:
Niestety po skończonym związku usłyszałam a raczej przeczytałam Znów od niej że "noszę głowę wyżej niż s**m i że jak to stwierdził mój były okazałam się gó***m zapakowanym w złoty papierek." C

A co? Miał jej powiedzieć, że byłaś aniołem, a on podłym brutalem :wysmiewacz: Ta"nowa" naiwna, to łyka manipulacje jak pelikan. Dla mnie to podejrzane, jak kto się wybiela cudzym kosztem (no po terapii taka mądra jestem :wysmiewacz: ), kiedyś byłam bardziej łatwowierna. I na biednego misia mnie nie tak łatwo nabrać.

porzucona36 napisał/a:
tak bardzo chciała bym w to wierzyć i mieć jeszcze tą nadzieję


A inne marzenia? Oprócz dziecka i rodziny? Warto mieć jakieś takie "jednoosobowe", bo wiesz... życie niepewne jest. Nawet w związku z trzeźwiejącym alkoholikiem lepiej mieć też takie marzenia i cele, które można zrealizować samej. Nigdy nie masz pewności, czy akurat druga strona nie zapije, nie będzie miała nawrotu, będzie miała inne plany. Żyjąc z alkoholikiem, do pewnego stopnia trzeba się odkleić od drugiej osoby i umieć żyć samodzielnie, niejako obok, dla własnego bezpieczeństwa, zredukowania lęku, itd. Myślę, że ten rodzaj rozdzielności/zachowania indywidualnej samodzielności jest potrzebny w każdym związku, ale w związku z alkoholikiem, nawet trzeźwiejącym, jest to szczególnie trudne.

Gdybyś nawet założyła, że on nie odszedł i podjął terapię, to pierwsze dwa lata to nie jest czas na dzieci. Zanim on by opanował radzenie sobie z emocjami, a szczególnie ze zlośscią, to... może nawet byłoby potrzebne więcej czasu. To zresztą też tylko takie gdybanie, hipoteza, bo on ani nie zamierza podjąć abstynencji, ani terapii...

Masz czas żałoby, zwykle to trwa około roku. aj sobie ten czas na przeżycie smutku i odrodzenie się na nowo, nie myśl o nowym związku, nie patrz na zegar biologiczny. Zajmij się sobą, swoim rozwojem, poznaniem własnych potrzeb. To zaprocentuje w mądrzejszym wyborze partnera. Bo jak popracujesz sobie nad własnym poczuciem wartości, to Ty będziesz wybierać, a nie skomleć o miłość u osoby, która jest niezdolna jej Ci dać.

A z pewnością zasługujesz, bo współuzależnione, mimo że też mamy swoje za uszami, to jednak mamy mnóstwo fantastycznych cech, które są naszymi atutami. Trudne życie uczy. :buzki:

Maciejka - Pią 15 Maj, 2020 06:39

Trudne życie uczy tego co potrafi lub nauczy się uczyć z doświadczeń swoich albo innych. Są osoby, które biadolą do końca swoich dni nad nieudanym życiem i złym losem.
porzucona36 - Pią 15 Maj, 2020 08:54

[quote="kiwi"]Jakie plany masz na lato ? dostaniesz urlop ?
Planuj nie drogie ale mile przyjemnosci dla Ciebie i synka ....
Synek chodzi do szkoly?
Mój syn ma już 15 lat więc trochę ciężko zmusić do spędzania czasu z mamą, ale rzeczywiście planuję lekki wyjazd w wakacje nad morze oby tylko wirus nie zepsuł nam panów.
kiwi napisał/a:
Najgorszy jest dla Ciebie czas wieczorny

To prawda wieczory są najcięższe, kiedy wszystkie myśli atakują naraz i uciekają do niego, zastanawiam się co robi, czy chociaż przez chwilę w jego głowie zakłuje myśl co u mnie, czy chociaż na moment zatrzymuje się nad tym że brakuje mu mnie , nad tym że zastanowi się co stracił i jak bardzo zranił?
kiwi książki na razie jeszcze za ciężki kaliber dla mnie nie potrafię się na nich skupić ale resztę postaram się zastosować i oby przyniosło efekt.
pietruszka napisał/a:
A inne marzenia? Oprócz dziecka i rodziny?

Dotychczas ich nie miałam niestety zxczxc to było moim celem, na ten czas jeszcze nie umiem ich odnaleźć, sprecyzować, żyję z dnia na dzień ale masz rację czas chyba to zmienić, tylko ja nie wiem co chcę oprócz tego.
pietruszka napisał/a:
bo on ani nie zamierza podjąć abstynencji, ani terapii...
:boisie:
Myślę że nie ma szansy bo on nigdy nawet przez chwilę nie widział tego że ma problem, a jego "nowa" również twierdzi że on jego nie ma tylko to ja byłam ta zła a on musiał pić bo inaczej nie dawał rady żyć ze mną. Ona jest naiwna i to bardzo, bo głupoty które mi wypisywała na temat mojego związku z nim, traktowania jego córki to ja mimo swojego DDA, współuzależnienia i przed terapią nigdy w życiu bym nie uwierzyła, że ktoś taki może istnieć i postępować tak jak opowiadał, szczególnie że on nie jest chucherkiem, dronym niedorajdą, tylko postawny dobrze zbudowanym mężczyzną . A ona jak lwica walczyła o niega atakując nie, grożąc i wyzywając, a kiedy przedstawiałam jej rzeczywiste fakty biedna "pultała" się i potrafiła tylko napisać "spieprzaj", pomimo że to ona do mnie pisała. Raz nawet posunęła się do tego, że sama do siebie wysyłała smsy z internetu, podpisała się pod nimi moim imieniem i grała biedaczkę przed nim, że do niej piszę a on dzwonił do mnie i mnie atakował. W jednym z ostatnich smsów które od niej dostałam nawet tłumaczyła mi śię że ona tak bardzo chciała mieć dziecko bo nie myśła że jeszcze kiedyś będzie to możliwe i że w rzeczywistości nie jest taka zła jak myślę - tak jakby mnie to interesowało. Tak samo wiadomości od nich o tym jak cudowną rodzinę tworzą i jacy są szcześliwi.
pietruszka napisał/a:
nie myśl o nowym związku, nie patrz na zegar biologiczny

Na ten moment nawet nie chcę słyszeć o jakimkolwiek facecie i związku, mdli mnie na samą myśl o tym. Zegar bilogiczny to już cięższy argument do wyplewienia z mojej głowy niestety.
Maciejka napisał/a:
biadolą do końca swoich dni nad nieudanym życiem i złym losem.

Nie ma takiej możliwości, wierzę że uda mi się z tego poskładać dzięki terapii, waszym słowom i moim najbliższym.

Maciejka - Pią 15 Maj, 2020 09:00

Napisałam z myślą o swoim tacie. Jest już osobą starszą a uważa, że całemu złu w jego życiu odpowiada zły los i inni ludzie. Nic nie zrobił żeby coś zrobić ze swoim myśleniem.
Osoby co liznely terapii raczej już nie mają na kogo zwalić winy za swoje niepowodzenia.
Ja właśnie nie chciałam tak żyć jak rodzice i starałam się zrobić wszystko żeby tak nie było tylko sama nie mialam pojęcia, że można inaczej a przeciwieństwem skrajnego zachowanie jest inne skrajne zachowania. Na terapii i po niej uczyłam się nowej normalności i dobrze mi z tym.

porzucona36 - Pią 15 Maj, 2020 09:12

Maciejka napisał/a:
że całemu złu w jego życiu odpowiada zły los i inni ludzie.

To tak jak mój alko niestety i pomimo że kiedyś lizną 3 tygodnie terapii na detoksie ale podejścia nie zmienił. Ja też zawsze marzyłam, żeby żyć inaczej niż moi rodzice (ojciec alkoholi) a w konsekwencji wpakowałam się w to samo.
Maciejka napisał/a:
Na terapii i po niej uczyłam się nowej normalności i dobrze mi z tym.

Gratuluję ci że masz to już przerobione, potrafisz docenić siebie, żyć szczęsliwie i znać swoją wartość, mam nadzieję że mi tez się uda.

Linka - Pią 15 Maj, 2020 09:19

porzucona36 napisał/a:
Mój syn ma już 15 lat więc trochę ciężko zmusić do spędzania czasu z mamą

Możesz się zdziwić.
Moja córka , umęczona siedzeniem w domu, powiedziała mi właśnie, ze po pierwsze: jednak potrzebuje ludzi, po drugie; pojedzie gdzieś ze mną, choćby pozwiedzać.
Ma 18 lat i od kilku lat nigdzie jeździć ze mna nie chciała. A ludzi to ona nie lubi. :szok:

Maciejka - Pią 15 Maj, 2020 09:22

Trzy tygodnie to tylko detoks. Mój był na detoksie 16 dni wrócił nawalony że ledwo wszedł przez drzwi.
Terapia to dłużej trwa a żeby być trzeźwym to potrzeba długiej i solidnej pracy nad sobą.


Ja przyłożyłam się do terapii bo bardzo chciałam żyć inaczej , żeby moje dzieci nie przeżywały tego co ja.
Gdzieś w środku pracy na grupie pogłębionej zobaczyłam, że oprawca nie była matką tylko ten fajny tata a ona mając wybór między sobą a dziećmi wybrała siebie żeby nie zginąć z głodu normalnie bo dziadek religijny bardzo miał ją pod butem. Dla mnie samą terapia to był tylko przedpokój do przepracowania ran z dzieciństwa do pracy nad wstydem takim toksycznym, lekiem, złością do odkrycia że w radości i miłości i spontaniczności nie ma nic złego , że to właśnie jest normalność a nie granie biednej sierotki i oczekiwanie, że inni ułożą mi życie i mi w nim będzie dobrze. Że to inni mają obowiązek o dbanie o moje potrzeby.
To wszystko zależy ode mnie i ja mam to zrobić. Moje życie moje decyzje i wybory i ich konsekwencje.
Dasz radę nie ma innej opcji tylko to nie będzie od razu, już. To będzie powoli spokojnie, po kawałku.

pterodaktyll - Pią 15 Maj, 2020 09:33

porzucona36 napisał/a:
czy chociaż przez chwilę w jego głowie zakłuje myśl co u mnie, czy chociaż na moment zatrzymuje się nad tym że brakuje mu mnie , nad tym że zastanowi się co stracił i jak bardzo zranił?

Zapewniam Cię, że nie......... :bezradny:
porzucona36 napisał/a:
"pultała" się

Skąd znasz to słowo? :shock:

:radocha: :radocha:

porzucona36 - Pią 15 Maj, 2020 09:37

pterodaktyll napisał/a:
Zapewniam Cię, że nie.........


Uwielbiam twoje szczere wypowiedzi i szybkie pozbawianie mnie jakichkolwiek złudzeń, nadziei.

pterodaktyll napisał/a:
Skąd znasz to słowo? :shock:

Mój były mnie nauczył, a co nie ładne?

Linka - Pią 15 Maj, 2020 09:40

porzucona36 napisał/a:
czy chociaż przez chwilę w jego głowie zakłuje myśl co u mnie, czy chociaż na moment zatrzymuje się nad tym że brakuje mu mnie ,

Może tak być, za jakiś czas, jak go tamta kopnie w d***ę.
Znam taki przypadek. Pilnuj się wtedy, bo będzie słodki jak cukierek, a Ty jedyna kobieta jego życia :szok:

pterodaktyll - Pią 15 Maj, 2020 10:23

porzucona36 napisał/a:
Uwielbiam twoje szczere wypowiedzi i szybkie pozbawianie mnie jakichkolwiek złudzeń, nadziei.

Robienie sobie nadziei na coś, co na 99,9% nie nastąpi uważam po prostu za stratę czasu i energii. Chyba ktoś Ci już tu pisał, że koniec czegoś jest zarazem początkiem nowego. Wystarczy się tylko rozejrzeć ;) Wiem, że to trudne, ale nikt nie twierdzi, że wychodzenie z takiej traumy jest zajęciem łatwym, lekkim i przyjemnym. Boli, bo..........musi boleć, a im bardziej boli, tym głębsza zmiana, o czym zapewne przekonasz się sama w niedalekiej przyszłości :)
porzucona36 napisał/a:
Mój były mnie nauczył, a co nie ładne?

Uwielbiam wprost, moja córa zawsze pada ze śmiechu jak go używam :mgreen:

staaw - Pią 15 Maj, 2020 11:44

porzucona36 napisał/a:
pterodaktyll napisał/a:
Zapewniam Cię, że nie.........


Uwielbiam twoje szczere wypowiedzi i szybkie pozbawianie mnie jakichkolwiek złudzeń, nadziei.


Wiele złego można powiedzieć o Pterodaktyllu ale na pewno nie pozbawia nadziei.
Na lepsze jutro...

I ten nick "porzucona"...
Ty żadna porzucona a wyzwolona jesteś, nawet jak sama o tym nie wiesz...

porzucona36 - Pią 15 Maj, 2020 14:03

Linka napisał/a:
Pilnuj się wtedy, bo będzie słodki jak cukierek, a Ty jedyna kobieta jego życia

Na ten moment w chwili obecnej czekam niestety :( ale jak znam życie on nadejdzie, kiedy ja się z niego wyleczę, poukładam wszystko na nowo. Wiem co usłyszę bo już trzy razy to przerabiałam, znam każde jego słowo na pamięć z tamtego okresu więc niczym mnie nie zaskoczy, ale jak sam stwierdził "on nigdy nie wróci bo po tym co mi zrobił nie będzie w stanie spojrzeć mi w oczy" więc czysty mętlik w głowie.
pterodaktyll napisał/a:
musi boleć, a im bardziej boli, tym głębsza zmiana, o czym zapewne przekonasz się sama w niedalekiej przyszłośc

Myślałam, że nie ma gorszego bólu niż rodzenie naturalne dzieci, ale od 5 miesięcy stwierdzam, że poród to jak wyciskanie pryszcza z tym co teraz czuję. Fakt, że fizyczne bóle somatyczne w znacznym stopniu ustąpiły pod wpływem leków, ale rozbicie psychiczne nadal na tym samym poziomie. Podkarmiam się nadzieją i chyba jeszcze nie jestem gotowa spojrzeć realnie na fakty i przyjąć do wiadomości, że jego już nie będzie, że ma wspaniała rodzinę i jest szcześliwy :krzyk:
staaw napisał/a:
Wiele złego można powiedzieć o Pterodaktyllu ale na pewno nie pozbawia nadziei.
Na lepsze jutro...

nie miałam nic złego na myśli, po prostu czasami bolą jego słowa, ale przynajmniej jest szczery.
staaw napisał/a:
Ty żadna porzucona a wyzwolona jesteś, nawet jak sama o tym nie wiesz...

Oj niestety ja tego tak nie odbiera, pewnie przez jeszcze jakiś czas tak będzie, a na razie muszę wywalić z głowy wszystkie opowieści, które dostałam, żeby do końca włożyć do niej wasze słowa. i w pełni w nie uwierzyć.

Maciejka - Pią 15 Maj, 2020 14:19

Im bardziej będziesz pracować na terapii nad sobą tym bardziej nie będziesz nnic musiała, nic powinnaś, wypada i inne słowa oznaczające przymus zamienisz na chce, mogę, wybieram, decyduje się, zgadzam się na coś lub nie. To wymaga czasu wszystko. Powoli, spokojnie, stanowczo i krok po kroku. Dasz radę jak każda z nas co tu pisze. Zobacz ile z nas sobie poradzili niby dlaczego Tobie ma się nie udać. To wybór.
Bardziej zawsze bolą rany psychiczne, emocjonalne jak te fizyczne. Tak to już jest. :buziak:

olga - Pią 15 Maj, 2020 15:06

porzucona36,

Zapytaj syna co sądzi o obecnej sytuacji w domu bez przyszywanego tatusia alkoholika...i zaufaj dziecku bo czasami dzieci wiedzą lepiej co dobre...

porzucona36 - Pią 15 Maj, 2020 22:00

olga napisał/a:
Zapytaj syna co sądzi o obecnej sytuacji
[quote="olga"]porzucona36,

Mój syn jest szczęśliwy jak sam stwierdził, kiedyś mu podziękuję że on odszedł - bo przecież na dowidzenia było zaznaczone ze przez mojego syna musi się wyprowadzić, zresztą na lodówce na dowidzenia napisał markerem : kocham cie - syn teraz będzie szczęśliwy. Na szczęście mały tego nie widział bo starłam za nim wrócił do domu. Dzisiaj tez dowiedziałam się że on wprowadza ja do naszego towarzystwa chociaż wcześniej wyprowadził się do niej 30 km od naszego miasta i stwierdził że nie chce mieć z tym miastem i ludźmi stąd nic wspólnego. Teraz robi wszystko żeby zapoznać ja z naszymi znajomymi, a przedstawiając ją podkreśla ze teraz ma wreszcie prawdziwą kobietę przy sobie, normalnie anioła a ja to psychiczna byłam. :krzyk:

jal - Sob 16 Maj, 2020 05:56

porzucona36 napisał/a:
Dzisiaj tez dowiedziałam się że on wprowadza ja do naszego towarzystwa chociaż wcześniej wyprowadził się do niej 30 km od naszego miasta i stwierdził że nie chce mieć z tym miastem i ludźmi stąd nic wspólnego. Teraz robi wszystko żeby zapoznać ja z naszymi znajomymi, a przedstawiając ją podkreśla ze teraz ma wreszcie prawdziwą kobietę przy sobie, normalnie anioła a ja to psychiczna byłam. :krzyk:


Jak długo jeszcze będziesz żyła jego życiem... zajmij się swoim.

Maciejka - Sob 16 Maj, 2020 06:21

To nie takie proste Jal zająć się swoim życiem. Tu trzeba terapii i czasu, powoli, spokojnie, pewnie.
Porzucona mam takie coś, wczoraj poczułam moc tych słów.
Muszę, powinnam, trzeba, nie wypada, inni wiedzą lepiej- nie kieruje swoim życiem, oddaje to innym.
Mogę , chce, wybieram, decyduje się na coś, znajdę sposob- przejmuje kontrolę nad swoim życiem, biorę za jego kształt na siebie.

Maciejka - Sob 16 Maj, 2020 06:30

Ja na terapii już nie mówiłam o mężu ale nie zajmowałam się swoim życiem, kręciłam się wokół niego a minęła już sporo czasu. Tu jest świeżo po rozstaniu, odarcie ze złudzeń i zdrada długo boli. Nadzieje i plany utracone też wymagają czasu żeby ból chociaż się przytępił.
To nie zachcianka że szybko minie.

porzucona36 - Sob 16 Maj, 2020 22:20

Jak długo jeszcze będziesz żyła jego życiem... zajmij się swoim.[/quote]
To trudne po tyle latach zapomnieć o kimś kto znaczy tak wiele, wyrzucić z głowy i udawać że nie istnieje, kiedy w środku wszystko pęka, kiedy całe dotychczasowe życie kręciło się wokół niego, naszego związku i to było najważniejsze.

Macieja kręcę się w kółko tak samo jak ty, nie wiem tak naprawdę czego właściwie chcę, gdy niby jestem już pewna raptem dopadają mnie obawy czy na pewno dobrze robię, a może lepiej się wycofać, zaczekać. Często zdarzają się myśli, aż strach się przyznać, że jak coś zrobię to utrace szansę na jego powrót. Wiem że to głupie, nie wiem co się że mną dziej. Zamknęłam gdzieś się na wszystko co do okola i nie potrafię zacząć swojego życia bez niego. Mam nadzieję że tak jak piszesz z czasem nauczę się tego bez oglądanie się na niego, bez czekania na jego powrót, bez zatruwania sobie głowy jego obecnym szczęściem i zastanawianiem co właśnie robi. Czasami wolała bym być alkoholiczką przynajmniej udało by mi się zagłuszyć uczucia. Przepraszam ale tak to teraz odczuwam.

Maciejka - Nie 17 Maj, 2020 05:59

porzucona36 napisał/a:
To trudne po tyle latach zapomnieć o kimś kto znaczy tak wiele, wyrzucić z głowy i udawać że nie istnieje, kiedy w środku wszystko pęka, kiedy całe dotychczasowe życie kręciło się wokół niego, naszego związku i to było najważniejsze.


Trudne i wymaga czasu . Pomaga Ci przejsc przez tą załobę terapeuta?
Tu się miesza załoba , szklane pantofelki i wspołużaleznienie.
Zwiazek to nie kręcenie sie wokół partnera, to dzielenie z nim wspólnie życia, jego trosk i radosci. Tu misi byc miejsce na mnie, na ciebie , na nas. Jak cały swiat wypełnia jedna osoba to jest toksyczne , to uzaleznienie od niej, od tej osoby. To zycie budowane na domku z piasku, patykiem pisane.



Takie szklane pantofelki to marzenia, bajka, dziewczynka marzy żeby być ksieżniczka ale za maż wychodzi juz dorosła kobieta czy dziewczyna a bajka zostaje w przeszłosci.

Maciejka - Nie 17 Maj, 2020 06:18

porzucona36 napisał/a:
Mam nadzieję że tak jak piszesz z czasem nauczę się tego bez oglądanie się na niego, bez czekania na jego powrót, bez zatruwania sobie głowy jego obecnym szczęściem i zastanawianiem co właśnie robi.


Cieszę się, że moje wpisy dają Ci nadzieję, że widzisz gdzie chcesz dojsc, co osoiagnać.
Ja mam inna historę, mi do głowy wbito, zakodowano, ze baba sama nie poradzi, ze bez chłopa nie znaczy nic, ma mu uslugiwać, godizc sie na wszystko, opiekować sie słabym i delikatnym samcem i siedziec cicho. Ja nie chciałam mieć dzieci, nie miałąm pojecia o zabezpieczaniu sie przed ciażą, startowałam z małymi dziecmi, nei widziałam szansy na zycie samej, zarabianie na siebie i jeszcze do tego mieszkałam na małej wiosce. Mąż miał miz agwarantować materialne bezpieczeńśtwo, pracę, przetrwanie. Szybko okazało się , ze jego picie nie ejst normalne, dwa tygodnie po slubie maz w srodku ncy zrobił pierwszą awanturę, pojawiła sie przemoc. Okazało sie , ze jego głownym celem jest picie i branie pracy tam gdzie ejst alkohol. Pojawiały się kolejne dzieic. W pewnym momencie doszłam do sciany, zobacyzłam, ze nie ma sensu walczyć o bezpieczenstwo materialne zawieszona na nim, ze moje dzieci przechodza to samo co ja jak byłam dzieckie. Wdł, mnie w mneijszym stopniu, nie pracowały tak ciezko jak aj jak byłam dzieckiem, ale nie było spokoju w domu, była bieda, było zycie na bombie zegarowej , która tykała nie wiadomo kiedy by wybuchła.
Ja zaczełam walkę jak dzieic młodsze były małe, jak tylko zaczeły chodzic do szkoły, długo szukałam pomocy ale nei dostawaąłm takiej jakiej potrzebowałąm. W koncu trafiłam an terapie, maż wczesniej miał kilka spraw o alimenty od tego zaczęłam, potem przymusowe leczenie, znecanie się nad rodzinę zakonczoną wyrokiem i odsiadką wiekszą cześcia kary, potem była w koncu sądowa separacja.
po około półtora roku po zakonczeniu mojej terapii maz zmarł, zapił się.
Bolalo, chodziłam jeszce na terapię ale juz dda i nie dawałąm sobie rady z ząłoba, pomagała mi terapeutka. Coś w e mnei umarło razem z nim, cos bolało, sęrce pękało i wyło, nikt mi nie wierzył z otoczenia bo wdł. ludzi to ja doporowadziłam do jego smierci. Bolało trzy miesiace. Potem dałam radę jakos życ sama, poukładałm świat na nowo, z czasem znalazłam pracę, robie to co lubie , poukladałam w sobie pewne rzeczy, rozpracowałam te moje trudne i smutne dzieicntwo, zaakceptowałam swoją historie, rodziców tamtych i tych siebie i rodzenstwo. Moje dzieic sa szcześliwe, radzą sobie, mi jest dobrze samej, bez faceta. \





od czasu do czasu ktoś sie pojawi na horyzoncie i oprócz takiego podkręcenia we mnie, ze jchociaż nie ejstem już taka młoda to jeszcze mogę się komus podo ac, kogos zainteresować nie ma z tego nic, bo do razu konczę taką znajomosc zanim się zacznie.


Ty masz inne oczekiwania, inne nadzieje, inne palny , łaczy nas wpsołuzaleznienie. Ty jestes na początku tej drogi ja mam to dawno za sobą i zostały wspomnienia i dwie drogi zycia dla moich dzieci. One moga wybrać czy chcą cierpienia w zwiażku czy miłosci, rozwoju, budowania na solidnych funadamentach.

Maciejka - Nie 17 Maj, 2020 06:28

porzucona36 napisał/a:
Czasami wolała bym być alkoholiczką przynajmniej udało by mi się zagłuszyć uczucia. Przepraszam ale tak to teraz odczuwam.



Ja bym nie chciała uzależnic się od alkoholu, mam pania co uzalezniła się od leków, masakara jak trzeba kobinowac żeby brała tych specyfików, myśli ze dostaje leki przeciwbolowe a dostaje magnez.
BOl trzeba przyjac, przeżyc, on nie zabije, wybrzmi , z czasem sie wytraci, przestanie boleć. Zabijajac czy znielac ból to znieczulać, zamrażać siebie, lepiej spróbować zobaczyć co Cię boli, wypisac swoje nadzieje, oczekiwania, sprobowac nazwac te uczucia, jak dasz radę to poszukaj w necie co one oznaczają,
Załoba , smutek, strata, rozczarowanie bolą, są tez kocem czegoś ale poczatkiem nowego, nie wiem czy lepszego ale innego, początkiem innej drogi, innego kierunku życia. Moze poznasz lepiej siebie, co Ci w duszy gra,zorientujesz się czego tak anprawde chcesz.
Trzymaj sie.

staaw - Nie 17 Maj, 2020 06:53

porzucona36 napisał/a:

To trudne po tyle latach zapomnieć o kimś kto znaczy tak wiele, wyrzucić z głowy i udawać że nie istnieje,

Ale on NAPRAWDĘ nie istnieje. W głowie masz wyobrażenie dorosłego, odpowiedzialnego, kochającego faceta.
Jak jest na prawdę (czasami) widzisz teraz, tylko nie przyjmujesz tego do wiadomości. Przyjęcie tego oznaczało by przyznać się przed samą sobą że żyłaś w iluzji nie mniejszej niż alkoholik ;)
Wiem, przyznanie się do tego że zmarnowałaś kawał życia na bajkę która skończyła się inaczej niż te z dzieciństwa, boli...

Tak na prawdę współuzależnienie i alkoholizm działa na ten sam kawałek mózgu, różnica jest w społecznym odbiorze:
Alkoholik to pijak, łajzus, nieodpowiedzialny, nur, śmierdziel...
Współuzależniona to ta dzielna, opiekuńcza, poświęca się dla dobra innych ludzi...

Jedno i drugie ucieka od własnych demonów, wyłączając myślenie neurotoksyną lub kierując je jak najdalej od siebie, na innych ludzi...

porzucona36 napisał/a:

Macieja kręcę się w kółko tak samo jak ty, nie wiem tak naprawdę czego właściwie chcę, gdy niby jestem już pewna raptem dopadają mnie obawy czy na pewno dobrze robię, a może lepiej się wycofać, zaczekać.

Jeżeli chcesz zobaczyć to z zewnątrz, polecam film "Uciekająca panna młoda".
Później powiesz nam jakie lubisz jajka. (kurzęce, żeby nie było niedomówień)

porzucona36 napisał/a:

Często zdarzają się myśli, aż strach się przyznać, że jak coś zrobię to utrace szansę na jego powrót.

Zrób wszystko by nie wrócił :pala:

Maciejka - Nie 17 Maj, 2020 07:17

Ja jeszcze dodam , że żyłam z mężem kilkanaście lat ale kim on był to nie wiem. Nie wiedziałam kim ja jestem. Gdzieś tam w świecie spotkało się swoje wrazliwych, niedojrzałych , przerośniętych dzieci i bawili się w dom nie żyjąc naprawdę. Żyjąc iluzją. Oboje uciekaliśmy od problemów, byliśmy zamrożeni jak zaprogramowane roboty.
Ja poznałam z czasem siebie, to co kiedyś było nienormalne jest piękne, dobre i nie oddam tego już za nic. Nie poświęcę nowej siebie i nie zamienię na tamtą zahukana, zależna od innych osobę.

OSSA - Nie 17 Maj, 2020 07:27

porzucona36 napisał/a:
nie wiem tak naprawdę czego właściwie chcę, gdy niby jestem już pewna raptem dopadają mnie obawy czy na pewno dobrze robię, a może lepiej się wycofać, zaczekać. Często zdarzają się myśli, aż strach się przyznać, że jak coś zrobię to utrace szansę na jego powrót.


Porzucona 36 nie obraź się, ale ja mam wrażenie, że to alkoholik piszę i próbuje manipulować osobami z forum. Większość osób żyjących w toksycznych związkach marzy by jak najszybciej uwolnić się z tego koszmaru, często nie może, bo mają wspólne dzieci, są zależne ekonomicznie od swojego oprawcy, dzielą z nim wspólne mieszkanie itd.

Ty masz sprawę prostą nie jesteście małżeństwem, nie macie wspólnych dzieci , z tego co piszesz masz pracę, w czym problem ? Odszedł krzyż na drogę , za czym tęsknisz ? na zachlanym , śmierdzącym typem, który będzie cię poniżał . Odszedł do innej wyślij jej kwiaty, że uwolniła ciebie i twojego syna od tego typa. Dziękuj bogu, czy sile wyższej (w co tam wierzysz) nastolatek i alkoholik w domu to mieszanka wybuchowa. Wiem bo kiedyś sama to przerabiałam i ciszę się , że mam to już za sobą . Mój starszy syn jest ciut młodszy od ciebie, tworzą z żoną kochającą się rodzinę. Młodszy to typ buntownika i często dochodziło do awantur z ojcem, bałam się, że kiedyś wydarzy się nieszczęście i ojcu w***li , jak ten łaził nachlany i zaczepił.

Szczerze kiedy odszedł mój były mąż dzieci już były dorosłe, przez całe życie pił przeze mnie, "musiał się wyprowadzić, bo mu urządziłam z życia piekło " itd. Przez miesiąc chlał do utraty przytomności , później sam poprosił by syn zawiózł go na odwyk . Teraz żyje sobie w miarę normalnie, pracuje i ma dobry kontakt z dziećmi i wnuczkami.

Wiesz gdyby zostawił mnie w twoim wieku miałabym szansę na nowy fajny związek dziś mi się już nie chce, cenię swój spokój i niezależność jestem sama. ale nie samotna . Jak ustąpi ta zaraza wyruszę w jakąś fajną podróż

:chmurka:

Maciejka - Nie 17 Maj, 2020 07:37

Mi kiedyś alkoholik powiedział , że robię to samo co mąż tylko na trzeźwo. Współuzależnienie i uzależnienie to system iluzji i zaprzeczeń. Alkoholik radzi sobie uciekając w alkohol a wspoluzalezniona w zajmowaniem się życiem innych zamiast swoim.
Każdy rozumie miłość na swój sposób zwłaszcza jeśli nie zna innych sposobów.

czerwonamila - Nie 17 Maj, 2020 10:49

a można podpiąć to ,że czasem interesuje się siostrą , która właśnie prblem z chłopakiem?
staaw - Nie 17 Maj, 2020 11:08

czerwonamila napisał/a:
a można podpiąć to ,że czasem interesuje się siostrą , która właśnie prblem z chłopakiem?
Można.
Jeżeli zaczniesz żyć jej życiem i cierpieć jeżeli zrobi coś inaczej niż Ty jej każesz...
Miłość czy życzliwe zainteresowanie nie ma wpływu na dobrostan miłującego niezależnie od skutków działania...

Ot, może być mi przykro że koza lezie w wilczy szaniec lecz szanując jej wolność nie robię niczego wbrew jej woli lub przeciw własnemu sumieniu...

czerwonamila - Nie 17 Maj, 2020 11:11

no to ostatnie zdanie pasuje do mnie .. Przykro mi,ale robi co chce to jej życie :)
staaw - Nie 17 Maj, 2020 11:14

czerwonamila napisał/a:
no to ostatnie zdanie pasuje do mnie .. Przykro mi,ale robi co chce to jej życie :)

Jesteś mądra i masz dobre serduszko :okok:

Maciejka - Nie 17 Maj, 2020 12:05

czerwonamila napisał/a:
a można podpiąć to ,że czasem interesuje się siostrą , która właśnie prblem z chłopakiem?


Ja też interesuje się co się dzieje u mojego rodzeństwa. To bliskie osoby ale nie wtrącam się w ich życie. Posłucham, jak chcą poznać moje zdanie to się dziele ale szanuje ich decyzje.

porzucona36 - Pon 18 Maj, 2020 18:25

Cytat:
Pomaga Ci przejsc przez tą załobę terapeuta

Tak przepracowujemy wszystko, tylko ja oczywiście muszę się biczować za wszystko i obwiniac. Szklenie pantofelki to on mi włożył przez pierwsze 1,5 roku naszego związku gdy nie pił albo raczej nie pił w takich ilościach, pokazał mi życie rodzinne, troskę, pomoc i wsparcie, którego ja tak naprawdę nigdy nie znałam. Zatraciłam się w tym dobrze niestety jak to napisał staaw w tej iluzji. Fakt boję się że przed sobą przyznać że to wszystko było kłamstwem a poczucie porażki i zmarnowanych lat dobitnie daje mi się we znaki akurat to dotarło do mnie chyba najszybciej, tym bardziej że poparte było jego słowami że "zmarnowałam mu tyle lat, a nasz związek był jednym wielkim kłamstwem". Może a raczej na pewno że względu na to że pamiętam ten dobry czas między nami, wiem jaki potrafi być i dlatego w tej durnej mojej głowie przewracają się cały czas myśli że teraz dla niej jest wspaniały, że pragnienie posiadania dziecka było/jest dla niego tak ogromne że przestał pić, że on ma wreszcie przy sobie tego wspaniałego mężczyznę którym potrafi byc. A z drugiej strony wiem, że był w znacznym stopniu już uzależniony i że bez odwyku nie poradzi sobie z odstawieniem alko. To wszystko miesza mi się, zaprzeczam sama sobie i wariuje.


Maciejka napisał/a:
wspoluzalezniona w zajmowaniem się życiem innych zamiast swoim.

To prawda, nigdy nie brałam swoich pragnień pod uwagę a szczęście dawało mi szczęście moich bliskich, kiedy oni byli zadowoleni ja też byłam szczęśliwa.

Maciejka - Pon 18 Maj, 2020 18:29

To ostatnie zdanie w Twoim ostatnim wpisie to kwintesencja współuzależnienia. Na tym to polega na uzależnieniu swego szczęścia, samopoczucia od innych niekoniecznie alkoholika.

Co do marnowania życia to do tanga trzeba dwojga. A co z Twoim życiem, ze straconym czasem i reszta. Kto za to ponosi odpowiedzialność?

Maciejka - Pon 18 Maj, 2020 18:39

Przypomniała mi się tabelka z terapii ale pamiętam tylko piąte przez dziesiąte.
Tam było coś takiego.: Zachowanie , coś tam zrobiłam, mąż przyszedł trzeźwy.czuhe się szczęśliwa, zadowolona, i myśli wypisane. Te same zachowanie. Mąż przyszedł pijany. Jestem do niczego, nic nie potrafię zrobić dobrze. Czuje się rozczarowana, zniechęcona, do niczego.
Jak to przerabiałam to się zorientujesz co próbuje napisać. Ja jestem już dawno po terapii, nawet nie będę pisać ile lat ale byłam mniej więcej w Twoim wieku jak zaczęłam tam chodzić. Po prostu pewne rzeczy się zakurzyly gruba warstwa kurzu....

staaw - Pon 18 Maj, 2020 18:45

porzucona36 napisał/a:

To prawda, nigdy nie brałam swoich pragnień pod uwagę a szczęście dawało mi szczęście moich bliskich, kiedy oni byli zadowoleni ja też byłam szczęśliwa.

A możesz sobie wyobrazić że ci "szczęśliwi" bliscy chcieliby czasem żebyś się od nich odczepiła tylko przez delikatność Ci tego nie mówią?
Albo ze strachu... zależy jak reagujesz kiedy ktoś ma inny pomysł na życie niż Ty mu proponujesz...

Maciejka - Pon 18 Maj, 2020 18:51

A może potrzebujesz żeby to facet powiedział Ci, że masz problem i to uciążliwy dla brzydszej płci i nie tylko. W myśl zasady czym się skaleczylas tym się wylecz tylko nie bierz tego dosłownie bo czasem takie lekarstwo mocno boli i szkodzi. :rotfl:
porzucona36 - Pon 18 Maj, 2020 19:30

staaw napisał/a:
bliscy chcieliby czasem żebyś się od nich odczepiła tylko przez delikatność Ci tego nie mówią?


Jak zaczęłam dbać o siebie np. wyrwałam się z przyjaciółka na weekend to usłyszałam że jak mogłam go zostawić samego, jak zaczęłam gotować tylko sobie i małemu to usłyszałam że o niego nie dbam. Więc ja już nic nie rozumiem jak dbam to źle jak nie to też nie dobrze. Może ja rzeczywiście nie rozumiem w czym mam problem wytolkujcie mi w takim razie.
Plany na życie raczej przedyskytoqywalismy wspólnie i cele mieliśmy też wspólne, dom, dzieci. Dom kupiliśmy a raczej ja kupiłam bo on nie miał zdolności kredytowej, a na dziecko ok to ja nie chciałam wyrazić zgody ale z wiadomych względow, gdyby przestał pić nie widziałam problemu. Ja nigdy nie wtrącałam się do jego decyzji a jak mi się coś nie podobało starałam się rozmawiać a nie awanturować, raz było na moim raz na jego zalezy w czym. Każda decyzję również z nim konsultowałam, dopiero z czasem gdy już miał szczyt ciągu przestałam z nim konsultować i zaczęłam sama decydować, bez jego zgody nigdy nikogo nie zapraszałam do nas itp.
Klin klinem nie wchodzi w grę mam awers do facetów.

staaw - Pon 18 Maj, 2020 19:44

Ja nie piszę o nim, on miał korzyści z tego że się poświęcałaś nawet jeżeli musiał znosić drobne niedogodności.
Piszę o stosunkach z innymi ludźmi, rodziną, znajomymi...

Nie martw się że zmarnowałaś kupę życia, potraktuj to jak studia z których wyniesiesz naukę na resztę życia...

Ja mało że studiowałem 25 lat, to jeszcze po 5 latach niepicia musiałem bronić doktoratu na terapii zamkniętej bo mimo wiedzy zapiłbym się na śmierć :rotfl:

Dzisiaj moim największym zmartwieniem jest gdzie postawić świerzo zakupioną zmywarkę tak, by żonka nie dziwaczyła że nieergonomicznie :lol2:

(a kuchnia z gumy nie jest :bezradny: )

Maciejka - Pon 18 Maj, 2020 19:45

porzucona36 napisał/a:
Jak zaczęłam dbać o siebie np. wyrwałam się z przyjaciółka na weekend to usłyszałam że jak mogłam go zostawić samego, jak zaczęłam gotować tylko sobie i małemu to usłyszałam że o niego nie dbam. Więc ja już nic nie rozumiem jak dbam to źle jak nie to też nie dobrze. Może ja rzeczywiście nie rozumiem w czym mam problem wytolkujcie mi w takim razie.


Wiesz co to jest komfort picia?
Komfort picia to pomoc alkoolikowi w piciu np; poprzez sprzatanie po nim, załatwianie za niego spraw, dawanie mu alibi np; poszedł chlac albo skacowany a Ty dzwonisz do jego szefa i mowisz, ze jest chory, nawywijał po pijanemu a Ty sprzątasz to po nim, upadł na podłogw ei śpi a Ty na lózko go i buty zdjac bo jak by inaczej było, nie pomaga w utrzyamniu domu a Ty pracujesz za dwoch zeby było na potrzeby domu i rodziny itp i itd.

Rezygnujesz ze spotkania ze znajomymi bo alkoholik ma inne palny albo sie nie zgadza albo się wstydzisz , ze sie upije i bedzie tzw, przypał. Pomoc w piciu to tez ciagłe kontrolowanie alkoholika, ile wypił, czy wypil, matwienei sie o niego, ze wpadnie pod samochód, to problemy ze zdorwiem, snem, Twoje życie schodzi na dalszy plan , na pierwszym, drugim , piatym , dziesiatym miejscu jest alkoholik a TY daleko z tyłu a własciwie Ciebie wcale nie am w tym wszystkim
.
porzucona36 napisał/a:
Klin klinem nie wchodzi w grę mam awers do facetów.


Tu nie zrozumiałas, nie chodziło mi o pakowanie sie w kolejny zwiazek ale np; pójscie na otwarty mitind AA, wkrótce zaczną sie w realu sportkania, albo przez internet mozna posłuchac, własnie pójscie po pomoc dla siebie.
Ja kiedys tez tego nie rozumiałam i wiesz co? To własnie alkoholicy pokazali mi kierunek i droge , której ja spróbowałam i któa okazała się własciwa. Mi o terapii , o własciwym keirunku działania powiedział alkoholik trzeżwiejący nie neipijacy i tylko tyle kilkanscie lat miała juz tej trzeźwosci i rózne terapie za soba. To on podpowiedizał, zebym posłuchała co móia inni alkoholicy, gdyby nie te spotkania , nie załoazyłąbym sprawy o znecanie męzowi bo dobra zona tak nie postępuje, to oni przy mnie byli w najtrudniejszych momentach życia , na poczatku drogi. To włąsnie maiąłm na myśli psiząc, czym sie skaleczyałas tym sie wylecz.

Maciejka - Pon 18 Maj, 2020 19:50

Wsóluzalenienie to taka nadmierna troska o innych kostem siebie, to traktowanie drugiej dorosłej osoby jak niedojrzałe, bezradne dziecko, to mamusiowanie dorosłej osobie.
Nie ma partnerów, jest dorosły- dziecko. a wlasciwie rodzic - dziecko.

Maciejka - Wto 19 Maj, 2020 06:30

[quote="porzucona36" Szklenie pantofelki to on mi włożył przez pierwsze 1,5 roku naszego związku gdy nie pił albo raczej nie pił w takich ilościach, pokazał mi życie rodzinne, troskę, pomoc i wsparcie, którego ja tak naprawdę nigdy nie znałam.[/quote]

Te szklane pantofelki to nawiązanie do bajki o Kopciuszku. Tam szklanych pantofelek nie zakładał królewicz.
W realnym życiu jak sama napisałaś marzyłaś o szczęśliwym życiu rodzinnym, partnerskim związku, tęskniłam za ciepłem i bliskością, zabrakło Ci tego w domu rodzinnym. Chciałaś stworzyć sobie taki mały raj na ziemi tylko... Zabrakło wzorca, nie wiedziałam jak wyglądają zdrowe relacje. Jako dziecko musiałaś szybciej wydorośleć. Pewnie opiekowałam się rodzicami zamiast oni Tobą.
Problem w tym , że przeniosłam taki wzorzec w dorosłe życie i nie umiesz, stworzyć relacji partnerskiej. W relacji jest nierówno. Mało ludzi lubi być traktowanych jak dzieciak. Szukasz wsparcia ale u dorosłego dzieciaka , niedojrzałego dorosłego. Czynny alkoholik topi swoje problemy w znieczulaczu, ucieka od nich. Jego niedojrzała , mała dziewczynka w ciele dorosłej kobiety przejmuje za niego obowiązki, staje się jego rodzicem i nie widzi tego. Brnie w chorobie alkoholowej razem z nim z tym , że raczej nie pije. Chcąc poradzić sobie i przestać zwracać uwagę na niedostępnych, zimnych emocjonalnie facetów trzeba nauczyć się zrezygnować z tamtych dziecięcych wzorców przetrwania, zostawić to w przeszłości i nauczyć się nowych, funkcjonalnych zachowań i postaw w dorosłym życiu. Tego można nauczyć się podczas terapii. Może Ci nie wystarczyć samą terapia współuzależnienia i może być jeszcze potrzebna terapia DDA. Tamte stare sposoby przetrwania były dobre w dzieciństwie , w dorosłym życiu one zwyczajnie szkodzą i zatruwają życie i relacje.

porzucona36 - Wto 19 Maj, 2020 09:51

staaw napisał/a:
Piszę o stosunkach z innymi ludźmi, rodziną, znajomymi.


Na stosunki z innymi ludźmi nie mogę narzekać oni mogą na mnie a ja zawsze na nich liczyć, tylko mój mały narzeka że za bardzo go kontroluję, że musi być tak jak ja chcę, ale dzięki pracy na terapii uczę się mu odpuszczać, pozwalać popełniać błędy i ponosić za nie konsekwencje.

Maciejka, dziękuję ci za każde słowo kierowane do mnie. O komforcie picia owszem słyszałam już na terapii, moja pani terapeutka stwierdziła na podsumowania jego postępowania właśnie, że poszedł tam gdzie ma komfort picia. Dla mnie to jest nie do ogarnięcia, jak można właśnie dla swobody picia zrezygnować z kogoś kogo się kocha, domu i tego o czym się marzyło. Jak uzasadnieniem do budowania nowego związku-rodziny może być zdanie, że nikt mi nie zabrania, nie ogranicza alkoholu. ceewd A gdzie miłość w tym wszystkim? To tak samo jak być z kimś dla kasy. Być jeszcze można ale zakładać rodzinę? :boisie: Może rzeczywiście trzeba się wybrać na mitting AA żeby to wszystko ogarnąć
Maciejka napisał/a:
to traktowanie drugiej dorosłej osoby jak niedojrzałe, bezradne dziecko, to mamusiowanie dorosłej osobie

Może przez to usłyszałam od niego, że on teraz czuje się jak prawdziwy mężczyzna bo przy mnie nie mógł, ale czy to moja wina że ja musiałam wszystkiego pilnować- rachunków, opału, zakupów, gdybym to odpuściła to mój syn stracił by dach nad głową. W stosunku do niego w pewnym momencie faktycznie odpuściłam mu matkować, pił to pił, spał na podłodze w piwnicy, w nagrzanym aucie albo na mrozie, już nie latałam nie budziłam nie doglądałam, przestałam prać i mu gotować , ogarniać jego sprawy - to w zamian usłyszałam że go nie wspieram, nie daję miłości, czułości, nie troszczę się o niego, nie zależy mi, dbam tylko o :bezradny: siebie nie licząc się z nim. :bezradny:
Terapię DDA również odbędę bo moja terapeutka już mi to zasugerowała.

Linka - Wto 19 Maj, 2020 10:19

Cytat:
Dla mnie to jest nie do ogarnięcia, jak można właśnie dla swobody picia zrezygnować z kogoś kogo się kocha, domu i tego o czym się marzyło. Jak uzasadnieniem do budowania nowego związku-rodziny może być zdanie, że nikt mi nie zabrania, nie ogranicza alkoholu. A gdzie miłość w tym wszystkim?

I nawet nie próbuj tego zrozumieć. Dla czynnego alkoholika alkohol zawsze będzie na pierwszym miejscu.
A miłość ? Tu nie ma miejsca na miłość. Tu najważniejszy jest komfort picia i osoba, która to zapewni.
Tez ogarniałam wszystkie rachunki. Dzięki temu ja i moje dzieci mamy gdzie mieszkać.
To, ze przy mnie nie czuł się mężczyzna mało mnie obchodzi. Nie odrazu tak było, ale kiedy okazało się, ze tu i tam nie zapłacił, ze odcięto mi niezbędny do pracy telefon, to ja przejęłam wszystkie rachunki.
Brak seksu, prania, gotowania , także nie miał żadnego wpływu na picie mojego byłego męża. Ani rozwód, ani wyprowadzka z domu.
Po prostu dno każdego alkoholika jest gdzie indziej.

I jeszcze jedno: alkoholik zawsze wie w jakie czule miejsce ma uderzyć i nie waha się aby to zrobic, by osiągnąć swój cel.

OSSA - Wto 19 Maj, 2020 10:42

porzucona36 nie mogę zrozumieć za kim tak młoda kobieta tęskni?

Za pijanym facetem, czy marzeniami o szczęśliwym życiu u boku czynnego alkoholika

porzucona36 napisał/a:
pił to pił, spał na podłodze w piwnicy, w nagrzanym aucie albo na mrozie, już nie latałam nie budziłam nie doglądałam, przestałam prać i mu gotować , ogarniać jego sprawy - to w zamian usłyszałam że go nie wspieram, nie daję miłości, czułości, nie troszczę się o niego, nie zależy mi, dbam tylko o :bezradny: siebie nie licząc się z nim.


Jak sobie wyobrażasz bliskość z kim kto chwilę wcześniej leżał śmierdzący , zarzygany zasikany w aucie, czy gdzie akurat się uwalił, chciałaś go do końca życia myć i przykrywać ciepłą kołderką , na kaca gotować rosołek.

Kobieto ogarnij się, kup kwiaty tej nowej i czekoladki na osłodę, że uwolniła ciebie od tego ciężaru. Może chciałaś patrzyć jak za chwilę dojdzie do rękoczynów , a dzieciak w twojej obronie rzuci się na niego.
Dobrze, że odszedł krzyż na drogę syn ci kiedyś podziękuje, że nie będzie musiał się wstydzić przed kolegami i koleżankami zachlanego "wujka" .

Przestań roztrząsać co on powiedział nie powiedział, co zrobił, co obiecał, ale nie zrobił.

Przeżyłam całe dorosłe życie z pijącym mężem, który kilka lat temu sam się wyprowadził, "przeze mnie". Dziś jestem sama, ale nie samotna i nigdy nie chciałabym bym powrotu do dawnego życia. Wydeptałam kilometry od okna do okna w oczekiwaniu kiedy wróci. Wyszedł po chleb na kolację, wrócił rano bez chleba :bezradny: Ciągła niepewność, całe życie podporządkowane jego piciu, nie piciu. Nawet nie chcę sobie tego przypominać,nie wiem jakim cudem to przeżyłam i nie zwariowałam, na dodatek udało mi się wychować synów na fajnych facetów. Mieszkają samodzielnie, mają swoje rodziny, utrzymują relacje z ojcem, bo ten stara się zachowywać pozory trzeźwości. Nigdy nie przestał pić , teraz pije trochę mniej , bo zdrowie już nie to. On nie zostawił domu, rodziny dla innej kobiety, to jeszcze mogłabym zrozumieć, ale dla :flacha: przez lata zadawałam sobie pytanie dlaczego ? Teraz dziękuje każdego ranka, że nie muszę patrzeć na jego przepity pysk lub ciągłe pretensję kiedy był na głodzie. Za każdą spokojną noc, bez oczekiwania kiedy i czy wróci, a jak wróci to w jakim stanie. Nigdy więcej awantur "zupa była za słona" , albo "nie ma zupy".

Kiedyś :klotnia: qqd23dc sdfdsf4 :bije:

Teraz zv4v :kawa: :wanna: :chmurka:

staaw - Wto 19 Maj, 2020 10:47

porzucona36 napisał/a:
Dla mnie to jest nie do ogarnięcia, jak można właśnie dla swobody picia zrezygnować z kogoś kogo się kocha, domu i tego o czym się marzyło.

Nawet nie próbuj tego ogarnąć.
Ja do dzisiaj nie rozumiem jak można było wrócić do picia po 5 latach stabilizacji.
Mam kilka inteligentnych teorii i żadnej prawdziwej...

Maciejka - Wto 19 Maj, 2020 13:10

Porzucona napiszę coś jak odpocznę. Już miałam się wycofać z tego tematu bo zaczęłam Cię zalewać różnymi informacjami, schematami, wiedzą , która sama i zdobyłam i doszłam. Ja wyszłam za takiego faceta bo w domu nie było można wytrzymać a to wydawała się jedyna droga jaką wtedy widziałam. Tato wymyślił że sam umieści swoje córki w odpowiednich domach a potem jak się okazało , że ten pomysł to wyszedł poraniony bo trafiłam na takiego samego s...... Jak on sam to zamknął oczy i unikał kontaktu. Potem rodzeństwo miało lepiej bo przestał aż tak im ustawiać życie jak pierwszemu dziecku. Ten pierwszy w rodzinie to ma przerąbane . Czułam się jak królik doświadczalny albo szczur tylko na biało przemalować.
Maciejka - Wto 19 Maj, 2020 14:16

Mi udział w tych kilku mitingach pozwolił spojrzeć na problem z innej strony. Zobaczyłam , że czynny alkoholik śpiewa taka sama piosenkę czyli pierdzielisz trzy po trzy i jest strasznie biedny i pokrxywdzony. Usłyszeć od innych trzeźwiejący czy akurat trzeźwych alkoholików, że robię dobrze, że mam szanse na uratowanie małżeństwa. Że choćby skały s... To mam być twarda i konsekwentna i robić swoje, że oni robili tak samo i tylko twarda i zdecydowana postawa żony, rodziny pomogła im trzepnac o glebę i podjąć walkę o trzeźwość o siebie a potem związek i rodzinę dała mi nadzieję że mi też to się uda, że uratuje małżeństwo. , Dzieci będą miały fajnego po terapii tatę. Taki był mój cel na początku. Z tym poszłam na terapię mimo że o mężu już nie mówiłam. Tam dowiedziałam się, że nie mam wpływu na dorosła osobę i mam zająć się swoim życiem, sobą.
Mexowi, nie zależało na niczym tylko zapić się tak mówił i to wykonał. To mu się udało a i jeszcze mu się udało spłodzić mądre i urodziwe dzieci, wnuków nie doxzekal. Jego strata.
Udało mu uratować mnie przed zmarnowaniem życia bo gdyby nie jego choroba , moja determinacja i walka żeby z tego wyjść to bym żyła jak moje rodzeństwo 20 lat za murzynami. Do murzynów nie mam nic po prostu chodzi mi ciemnogród.
Za to kim teraz jestem , w jakim miejscu jestem , jestem wdzięczna min. Mexowi i jego nałogowi bo zobaczyłam inny świat, inne życie, całe bogactwo i wrażliwość i piękno jakie mam w sobie. Tego nie zabierze mi nikt.




Nie dziwię się , że szukasz ciepła, miłości, bliskości, zrozumienia, wsparcia u faceta to normalne potrzeby. Żeby komuś to wszystko dać trzeba być blisko siebie, mieć dostęp do siebie, do tego całego wewnętrznego bagactwa w sobie. Nie znajdziesz tego u osoby zimnej, niedostępnej, niedojrzałej. Sama też tego w sobie nie zobaczysz bo na wierzchu jest warstwą lodu i a pod nią zabrudzone lustro. Które powoli już szorujesz a jak się rozmrozisx jak lodówka to zobaczysz piękna, wrażliwą, bogata i mądra osobę jaka jesteś co zasługuje na wszystko co najlepsze. Na dobre, szczęśliwe życie i godne życie i boku prawdziwego, dojrzałego mężczyzny. Są takie osoby na tym świecie i wierzę że jak na to będziesz gotowa to spotkasz taka duszyczkę. Amen.

Maciejka - Wto 19 Maj, 2020 14:28

Jak ja zorientowałam się, że jestem DDA , inaczej to odczytywaliśmy. Dorosłe dziecko agresji co spowodowało wybuch śmiechu na grupie terapeutycznej to zapragnęłam wyczyścić te oba zaburzenia żeby się świeciło po nich. Terapeuci mówili, nie da się, nierealne ale ja co tam mądrzejsza od wszystkich. Zrobię. Czyściłam, czyściłam aż miałam dość i przestałam. Jak coś wylezie to oczyszcze, uzdrowie. Jak nie to i tak zrobiłam kosmiczna robotę w rodzinę i wywróciłam świat nie tylko moj ale i rodziców, to dla nich było jak trzęsienie ziemi. Zdradziła mnie, poniosę karę, co ona robi, nie ma do niej podejścia. Teraz jest inaczej. Nasza Gośka to coś osiągnęła, zobaxz jak teraz żyje, Jej to teraz dobrze, a jak ładnie wygląda.
Maciejka - Wto 19 Maj, 2020 16:05

Jeszcze taka uwaga. Tu na forum nie każdy rozumie DDA. Nie zrozumie głodnego syty bo im się różnią apetyty.
Każdy też ma swoje tempo pracy i swoje tempo rozwoju. Warto pamiętać , że kiedy uczeń jest gotowy to pojawi się i nauczyciel.

esaneta - Wto 19 Maj, 2020 21:49

Kiedyś, nasz Yuraa napisał (jak zwykle krótko i treściwie ): „tam, gdzie zaczyna się alkoholizm, tam kończy się logika”
To tak w ramach odpowiedzi na pytanie: „ jak można zrezygnować z ........,..........,..........,......... i jeszcze z.........., na rzecz butelki?”

Jureczku, jeśli źle Cię zacytowałam, to wybacz :)

porzucona36 - Śro 20 Maj, 2020 10:26

Linka napisał/a:
alkoholik zawsze wie w jakie czule miejsce ma uderzyć


Oj tak. jego słowa zawsze dopiekały do żywego albo dotykały tego miejsca najbardziej wrażliwego, ale mi zawsze wydawało się że to dlatego że tak dobrze mnie zna , że jest taki inteligentny.
Linka napisał/a:
Po prostu dno każdego alkoholika jest gdzie indziej.

Przerabiałam to na terapii i może dlatego wydaje mi się, że dnem dla niego będzie narodziny dziecka, więc dlatego czuję ten żal i gorycz wynikające z faktu że trzeba było zaryzykować.

OSSA napisał/a:
nie mogę zrozumieć za kim tak młoda kobieta tęskni?

Za tym człowiekiem, którym był zanim nałóg go pochłoną, za tą jego dobrą stroną, która wracała do niego kiedy odstawiał picie. Ciągle mam złudzenia że on się zmienił dla niej dla dziecka, i tu ujawnia się poczucie straty tych pięknych chwil.

staaw napisał/a:
Ja do dzisiaj nie rozumiem jak można było wrócić do picia po 5 latach stabilizacji.

to mnie zaskoczyłeś, w takim razie zgadzam się że zrozumienie odrzucenia osoby, którą przez tyle lat uważało się za miłość swojego życia itp. nie ma sensu, mam tylko nadzieję że kiedyś go to zaboli tak jak mnie.

Maciejka napisał/a:
bo zaczęłam Cię zalewać różnymi informacjami, schematami, wiedzą , która sama i zdobyłam i doszłam

zalewaj jak najwięcej, największą wiedzę można czerpać właśnie z wiedzy i doświadczeń osób, które same doświadczyły tego wszystkie, w tedy to wszystko staje się realne i łatwiejsze do przyswojenia.
Maciejka napisał/a:
Nie znajdziesz tego u osoby zimnej, niedostępnej, niedojrzałej.

najgorsze jest to, że kiedy budowaliśmy naszą miłość on jeszcze nie był tak aktywnym alkoholikiem, i ja chyba psychicznie i mentalnie cały czas zostałam na tym etapie początku naszego związku, gdzie byliśmy tacy szczęśliwi. Ciągle wierzę że on jeszcze potrafi być taki jak kiedyś, że to dziecko go zmieni a ja nie będę koło niego, że to moje destrukcyjne zachowanie DDA wpłynęło na niego że zatracił się do tego stopnia w alkoholu. Znów wracają myśli że to ja byłam nieodpowiednia dla niego bbo faktycznie nie umiałam do niego dotrzeć i nie potrafię stworzyć rodziny.

OSSA napisał/a:
Kobieto ogarnij się, kup kwiaty tej nowej i czekoladki na osłodę,


na ten moment to raczej gotowa jestem wysłać jej ale zupełnie co inego, może z czasem gdy zmądrzeje zmienię zdanie, ale te wszystkie wiadomości które od niej otrzymywałam i ataki z jej strony spowodowały, że tym bardziej mam ochotę ją .................., że wlazła nie tam gdzie powinna.
OSSA napisał/a:
syn ci kiedyś podziękuje,

Syn już nieraz mi dziękował, że go nie ma z nami i tylko spokój mojego dziecka pozwala mi jeszcze patrzeć na to wszystko w minimalnym stopniu pozytywnie.

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 10:36

Pisz dziewczyno ile Ci potrzeba. Jak czytam Ciebie to widzę siebie sprzed lat. Niby słyszałam, czytałam a robiłam swoje .
Terapia, praca nad nad sobą i czas potrzebny tu.
Obwiniasz siebie za to że się nie udało z alkoholikiem.
Na mojej terapii terapeutka chyba od uzależnień mówiła , że alkoholizm to wierzchołek góry lodowej. Oni po prostu nie radzą sobie z problemami życia i uciekają w alkohol ale może to wytłumaczyć Ci alkoholik.
Mój mąż też był ddd u mnie była przemoc u niego choroba w rodzinie. Nie umiał się w tym odnaleźć , zapijał te problemy alkoholem. Dużo na ten temat rozmawialiśmy dopóki jeszcze dało się z nim gadać.
Do tanga trzeba dwojga porzucona. W związku ma być po równo biorę tyle samo co daje. W związku z alkoholikiem czynnym osoba wspôłuzaleznione tylko daje a niewiele bierze. Tu nie ma miejsca na nic. Odszedł bo nie dałaś mu spokojnie i radośnie pić jak napisał Stasiu.

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 11:52

Znasz takie książki?
Anatomia i terapia wspoluzaleznienia- P.Mellody
Toksyczne związki i jak się z nich wyzwolic_ ta sama autorka
Kobiety które kochają za bardzo- nie pamiętam autora.
Poza kontrola- Sztandar chyba
Trudna nadzieja- nie pamiętam autora.
Dzieci w rodzinie alkoholowej.
Pułapka współuzależnienia.

porzucona36 - Śro 20 Maj, 2020 12:36

Maciejka napisał/a:
Oni po prostu nie radzą sobie z problemami życia i uciekają w alkohol


akurat w to wierzę jak najbardziej, bo mój popłyną całkowicie jak stracił pracę, prestiż z tym związany i niezłą kasę. Później co prawda udało mi się go wsadzić na detoks ale dalej nic z tym nie zrobił więc znów zaczęło się to samo, może mniej okrutnie dla nas bo już nie ganiał z nożem, nie demolował domu ale w inny sposób był okrutny.

Maciejka napisał/a:
Odszedł bo nie dałaś mu spokojnie i radośnie pić jak napisał Stasiu.

Tak jak pisałam coraz bardziej to zaczyna do mnie docierać, jeszcze żeby dotarło że tam też pije tyle samo albo więcej, że się wcale nie zmienił a tylko moja głowa sobie to ubzdurała. Może okrutnie to zabrzmi, ale dobijają mnie jeszcze myśli, które powstały pod wpływem jego nowej, że zasłużyłam sobie na każde wpier...... bo źle go traktowałam i jego, że on wie co złego mi zrobił i w stosunku do niej na pewno tego nie zrobi. To wszystko jakoś podsyca mi w głowie, że to ja go prowokowałam to każdej krzywdy skoro dla niej teraz jest taki cudowny jak oni twierdzą. Może lepiej bym się czuła żeby okazało się że prawda jest inna, chociaż nie zyczę jej tego ale przynajmniej ja bym się utwierdziła w tym że to nie ze mną jest/było coś nie tak.
Dziękuję za tytuły mam nadzieję że znajdę je w necie w formie pdf Do tej pory bardziej studiowałam tematykę toksyczny związek itp, o współuzależnieniu dopiero zgłębiam temat, zresztą o alkoholizmie też się okazało że nie wiele wiedziałam, chociaz w nim żyłam.

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 13:25

A tak wprost może lekko niegrzecznie. A co Ciebie obchodzi co się z nim dzieje w nowym związku? Zazdrościsz tamtej , że ma lepiej od Ciebie?
Mój jak mnie zaczął ganiać to prędko mu się postawiłam. Powiedziałam sobie że nie będę tak żyła jak matka. Takie zachowania to się zgłasza na policji , zakłada niebieska kartę, interwencje i sprawa o znęcanie. Czego żałujesz? Przemovowca? A jakbyś wylądowała w szpitalu i była potem kaleka to jakbyś żyła? Co z Twoim dzieckiem by się stało? Warto czekać na kogoś kto gania słabszych z nożem? Co byś powiedziała na taką informację koleżance?


Ach te DDA nie wiedzą jak wygląda prawdziwa bliskość, miłość to godzą się na byle co aby nie być samej, aby mieć faceta. Byle był, byle jak aby nie samej

staaw - Śro 20 Maj, 2020 13:28

porzucona36 napisał/a:

Linka napisał/a:
Po prostu dno każdego alkoholika jest gdzie indziej.

Przerabiałam to na terapii i może dlatego wydaje mi się, że dnem dla niego będzie narodziny dziecka, więc dlatego czuję ten żal i gorycz wynikające z faktu że trzeba było zaryzykować.


To dno to chyba Twoje by było.
I dwa metry mułu.
Każdy alkoholik dobrze wie że panna z dzieckiem do odejścia mniej chętna jest jak bezdzietna...

Masz szczęście że się nie wpakowałaś...

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 13:40

Alkoholik to mistrz manipulacji a takiej głodnej miłości, ciepła dziewczynce starczy okazać trochę ciepelka, zbajerowac, posłuchać, przytulić i już złapana w sieć, można kręcić nią w różne strony, zrobić sobie parawan do picia i chulaj dusza piekła nie ma :bezradny: o jeszcze kwiatek jej kupić, czekoladkę i .. miło słodko na początku a jak zacznie stawiać warunki to różne sposoby przekonywania zastosować np. Poganiać z nożem.
Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 13:41

Zasłyszane na targu ale świetnie tu pasuje. Dobry bajer to połowa sukcesu. Alkoholik napewno będzie wiedział jak to zrobić.
porzucona36 - Śro 20 Maj, 2020 14:32

staaw napisał/a:
Każdy alkoholik dobrze wie że panna z dzieckiem do odejścia mniej chętna jest jak bezdzietna...

To pewnie dlatego wymienił na kolejną z dzieckiem.

Maciejka napisał/a:
Zazdrościsz tamtej , że ma lepiej od Ciebie?


Dokładnie tak to odczuwam i dlatego uważam że wiele winy leży po mojej stronie , skoro ona ma z nim dobrze a ja miałam piekło.

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 14:40

Ona ma gorzej od Ciebie. Ma czynnego alkoholika i do tego przemovowca. Lubisz adrenalinę, niebezpieczeństwo? Są inne sposoby żeby to poczuć, pijany facet do tego nie jest potrzebny. Jak ja słyszę obleśne teksty, wulgaryzmy to wieje od takiego gościa aż się kurzy.
porzucona36 - Śro 20 Maj, 2020 15:05

Maciejka napisał/a:
Ona ma gorzej od Ciebie. Ma czynnego alkoholika i do tego przemovowca.


Właśnie to jest to co nie dociera do mnie, a wręcz przeciwnie przekręca się na drugą stronę, że on już taki dla niej nie jest, na zasadzie że stał się lepszym i pouładanym człowiekiem. :stres:

Najdziwniejsze jest to, że każdy pijany facet mnie odrzuca a już szczególnie jak zaczyna przeklinać itp. mój alko jak był pijany to wzbudzał we mnie bunt przeciw niemu, złość, a teraz durne DDA pcha w otchłań tęsknoty. Może rzeczywiście czas znaleźć jakieś ekstrymalne hobby, żeby dostarczać sobie wymaganej dawki adrenaliny.

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 15:05

porzucona36 napisał/a:
uważam że wiele winy leży po mojej stronie , skoro ona ma z nim dobrze a ja miałam piekło.

Na pewno nie jest tak, że jedna strona jest totalnie winna wszystkiemu, ale mylisz się zakładając, że ona ma z nim dobrze. Ma takie same piekło jak Ty, tylko.............jeszcze tak do końca o tym nie wie i niestety tak jak Ty, wkrótce się o tym przekona

jal - Śro 20 Maj, 2020 15:14

porzucona36 napisał/a:
Może rzeczywiście czas znaleźć jakieś ekstrymalne hobby, żeby dostarczać sobie wymaganej dawki adrenaliny.


O! zaczynasz fajnie kombinować... to dobry kierunek.

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 16:07

Znam taka rodzinę gdzie dzieci chłopcy zaczęli bronić mamę przed tata z nożem w ręku albo kijem. Co byś zrobiła gdyby alkoholik na bani albo podpity zaatakował syna albo syn by coś mu zrobił i sprawa karna? Co by się stało gdybyś zaczęła się bronić i coś zrobiła alkoholikowi? Osoby broniące się trafiają nawet do więzienia.
Odszedł i problemów uniknelas . Niech sobie żyje daleko od Ciebie.

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 16:24

Ty masz kawałek o przemocy. Jak już te podstawowe przeczytasz to masz parę książek A. Miller
Gdy runa mury milczenia. Zniewolone dzieciństwo. Dramat udanego dziecka.
Ja z tymi książkami rozpracowywała przemoc i dzieciństwo.
Najpierw trzeba rozpracować współuzależnienie, potem przemoc i na końcu DDA.

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 17:23

porzucona36 napisał/a:
Może rzeczywiście czas znaleźć jakieś ekstrymalne hobby, żeby dostarczać sobie wymaganej dawki adrenaliny.

Nic z tych rzeczy. :nie: Ty masz wygaszać (wypłaszczać) emocje, a nie dostarczać organizmowi kolejnego "haju". Jako ekstremalne hobby proponuję Ci szachy albo wędkowanie :mgreen:

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 17:39

Na wędkę to porzuconą można złapać łatwo bez wysiłku zbytniego. Coś innego Ptero wymyśl lepiej :mgreen:
staaw - Śro 20 Maj, 2020 17:44

pterodaktyll napisał/a:
[ Jako ekstremalne hobby proponuję Ci szachy albo wędkowanie

Lub spływ kajakowy spokojną rzeką... :chmurka:

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 17:46

Maciejka napisał/a:
Na wędkę to porzuconą można złapać łatwo bez wysiłku zbytniego

To ona ma rzucać tą wędką, a nie łapać się na haczyk :mgreen:

Maciejka napisał/a:
Coś innego Ptero wymyśl lepiej

:mysli:

Robótki na drutach? :mgreen:

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 17:47

staaw napisał/a:
Lub spływ kajakowy spokojną rzeką...


g45g21 g45g21 g45g21



Pod warunkiem, że Ciebie tam nie będzie o Dostojny

:rotfl:

olga - Śro 20 Maj, 2020 17:55

Maciejka napisał/a:
Coś innego Ptero wymyśl lepiej

:mysli:

Robótki na drutach? :mgreen: [/quote]

No i robótkuje :) super relaks...polecam...malowanie jeszcze lepsze...

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:03

pterodaktyll napisał/a:
staaw napisał/a:
Lub spływ kajakowy spokojną rzeką...


Pod warunkiem, że Ciebie tam nie będzie o DoDostojny

Pływam bardzo bezpiecznie :foch:

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 18:04

staaw napisał/a:
Pływam bardzo bezpiecznie

:buahaha:

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:05

olga napisał/a:
[ malowanie jeszcze lepsze...

Malowanie wzbudza we mnie agresję :nerwus:
Rysuję węża który połknął słonia a żonka mówi że kapelusz inaczej rysuje się... :bezradny:

porzucona36 - Śro 20 Maj, 2020 18:06

[quote="Maciejka"]Na wędkę to porzuconą można złapać łatwo bez wysiłku zbytniego.
Oj nie tak łatwo, prędzej pogryzę niż dopuszczę następnego do siebie. sc43545
Cytat:
Ty masz wygaszać (wypłaszczać) emocj

Próbuje jak mogę, dawno nie pamiętam żeby tak nudno było w moim życiu i żebym miała tyle wolnego czasu, a to mi nie służy bo myślę o głupotach.
Cytat:
Robótki na drutach

Już to widzę latające druty prędzej nie na moją cierpliwość.

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:08

pterodaktyll napisał/a:
staaw napisał/a:
Pływam bardzo bezpiecznie

:buahaha:

Co się rechotasz? Jak dotąd żadna załogantka nie skarżyła się w kapitanacie...

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:10

porzucona36 napisał/a:

Oj nie tak łatwo, prędzej pogryzę niż dopuszczę następnego do siebie. .

Ostrożnie ze Skamieliną byś sobie ząbków nie pokruszyła... :rotfl:

Maciejka - Śro 20 Maj, 2020 18:11

Dobra skoro tak. To poczytaj Trudna nadzieję albo Poza kontrolą. Masz wyłożone prostym językiem co dzieje się z Tobą, alkoholikiem, dziećmi i jeszcze parę rzeczy, które ja zapomniałam co w tych książkach jest.
Jak ja zaczęłam je czytać to oderwać się nie mogłam od lektury. W końcu ktoś mi wytłumaczył prosto i jasno w jakim bagnie siedzę po uszy

Janioł - Śro 20 Maj, 2020 18:13

staaw napisał/a:
Jak dotąd żadna załogantka nie skarżyła się w kapitanacie...
wszystkie utopiłeś ? :rotfl:
pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 18:13

porzucona36 napisał/a:
dawno nie pamiętam żeby tak nudno było w moim życiu i żebym miała tyle wolnego czasu,

Skąd ja to znam........... :milczek:

porzucona36 napisał/a:
to mi nie służy bo myślę o głupotach.

To przestań i zajmij się swoim życiem żeby nie było takie nudne :p
:rotfl:

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 18:14

Janioł napisał/a:
staaw napisał/a:
Jak dotąd żadna załogantka nie skarżyła się w kapitanacie...
wszystkie utopiłeś ?

:buahaha:

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 18:15

staaw napisał/a:
Rysuję węża który połknął słonia a żonka mówi że kapelusz inaczej rysuje się..

Siem mały książę znalazł :rotfl:

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:16

Janioł napisał/a:
staaw napisał/a:
Jak dotąd żadna załogantka nie skarżyła się w kapitanacie...
wszystkie utopiłeś ?

:buahaha:
:okok:

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:24

pterodaktyll napisał/a:
staaw napisał/a:
Rysuję węża który połknął słonia a żonka mówi że kapelusz inaczej rysuje się..

Siem mały książę znalazł

Ja to się cieszę że nie skończyłem portretu teściowej przed dniem matki... :p

pterodaktyll - Śro 20 Maj, 2020 18:33

staaw napisał/a:
Ja to się cieszę że nie skończyłem portretu teściowej przed dniem matki...

Nie chciałeś sobie podnieść poziomu adrenalinki? :mgreen:

staaw - Śro 20 Maj, 2020 18:41

pterodaktyll napisał/a:
staaw napisał/a:
Ja to się cieszę że nie skończyłem portretu teściowej przed dniem matki...

Nie chciałeś sobie podnieść poziomu adrenalinki? :mgreen:

:rotfl:

OSSA - Czw 21 Maj, 2020 13:11

porzucona36 napisał/a:
na ten moment to raczej gotowa jestem wysłać jej ale zupełnie co inego, może z czasem gdy zmądrzeje zmienię zdanie, ale te wszystkie wiadomości które od niej otrzymywałam i ataki z jej strony spowodowały, że tym bardziej mam ochotę ją .................., że wlazła nie tam gdzie powinna.


Po jasną .... utrzymujesz z nową kochaną twojego byłego partnera jakiekolwiek relacje , zablokuj jego i jej nr telefonu, dostęp do fb, czy innych portali społecznościowych. Jak będzie ciebie nękać wbrew twojej woli to zgłoś odpowiednim organom . No chyba , że ty sama ją niepokoisz , tylko po co ?

Cóż czasu nie cofnę, do szarpaniny z przed lat nie chcę wracać.
Ty jesteś młoda , możesz wszystko zacząć od początku , tylko daj czasowi czas, a jemu i jego partnerce życz dużo zdrowia.

porzucona36 - Czw 21 Maj, 2020 13:24

Wczoraj błam na terapii i niestety usłyszał, że nadal tkwię w żałobie i na razie o porządnej terapii nie może być mowy, bo najpierw musimy ponownie przerobić proces żałoby. Za to mój syn radzi sobie coraz lepiej :lol2: , chociaż książki szkolne go gryzą to charakter i jego spokój pomału wraca do normy. :radocha:
Okazało się również, że to on uratował mi życie, ponieważ ja nigdy bym się nieprzeciwstawiła się alko gdyby chodziło tylko o mnie, a dzięki walce o syna miała się i odwagę postawić granicę. Trochę mi lepiej po tym spotkaniu, ale przeraża mnie że nadal tkwię w żalu. Mimo że już minęło tyle czasu ja nadal czekam aż wróci, nie mogę wyrzucić iluzji z głowy o nim, ani pozbyć się durnych myśli o cudowności życia z nim.
:
OSSA napisał/a:
;]Po jasną .... utrzymujesz z nową kochaną twojego byłego partnera jakiekolwiek relacje

OSSA napisał/a:
No chyba , że ty sama ją niepokoisz


Niestety ja nigdy pierwsza do niej się nie odzywałam, tylko ona nagminnie wypisywała do mnie najpierw z jego telefonu a póżniej z jego. Teraz mam ciszę od jakiegoś czasu.

Cytat:
a jemu i jego partnerce życz dużo zdrowia.


Chciałabym ale nie potrafię, może zdrowia to im życzę ale niestety szczęścia już nie, za dużo mnie to wszystko kosztuje.

olga - Czw 21 Maj, 2020 14:15

Przecież to widać, że tkwisz w nieutulonym żalu po nim....

Umarł, nie ma, nie wróci bo nie istnieje...
Zachowaj dobre wspomnienia i idź dalej..

porzucona36 - Czw 21 Maj, 2020 14:38

olga napisał/a:
Przecież to widać, że tkwisz w nieutulonym żalu po nim....


Bardziej łudziłam się że to tylko zazdrość o jego obecne życie i to dziecko co będzie miał a nie żal po nim a moze poprostu już się gubię i to cholernie :beczy: :boisie:

Maciejka - Czw 21 Maj, 2020 14:48

Porzucona dobrze, że przez proces żałoby pomaga Ci przejść terapeuta. Mi też pomagała, spokojnie idź swoim tempem i żałobę trzeba przeżyć też swoim tempem. Tkwisz w żalu po związku ale to minie. Póki co płacz, krzycz, pozwól tym wszystkim emocjom wybrzmieć i się wyciszyć. Trzymaj się :buziak: :pocieszacz:
Maciejka - Czw 21 Maj, 2020 15:06

Żałoba też ma swoje etapy i każdy z nich wymaga czasu. Mi terapeutka mówiła, że będzie mi przez to pomagała przejść tyle czasu ile będę potrzebowała. Tu nie ma , że pstryk i już . To tak nie działa. Ja to z początku to i leki na uspokojenie brałam. Też nie mogłam ruszyć dalej bo żałoba wszystko mi blokowała ale to minęło a ja mogłam pracować na terapii ddd indywidualnie.
staaw - Czw 21 Maj, 2020 15:15

Ja tu nie widzę żałoby tylko wq*** że inna ukradła coś mojego.
Mogę się oczywiście mylić...

porzucona36 - Czw 21 Maj, 2020 15:16

Maciejka napisał/a:
Ja to z początku to i leki na uspokojenie brałam.


Niestety ja tez biorę , :( ponieważ za bardzo poleciałam na początku i zaliczyłam depresję.

porzucona36 - Czw 21 Maj, 2020 15:19

staaw napisał/a:
Ja tu nie widzę żałoby tylko wq*** że inna ukradła coś mojego.


żeby to było tylko to już dawno odbiłabym się i po złości zrobiła to samo, ale ja niestety nie czuję na niego złości, a to przeszkadza mi w przebrnięciu przez to.

staaw - Czw 21 Maj, 2020 15:24

porzucona36 napisał/a:
ale ja niestety nie czuję na niego złości,

A na złodziejkę?

Maciejka - Czw 21 Maj, 2020 15:38

Jak ja przeżywałam żałobę to złość, żal, rozczarowanie, było najpierw na alkoholików z AA bo mówili , że mąż mi podziękuję a on umarł, bo oni żyją a on nie, na Boga nie wiem nawet za co, na obie rodziny, na cały świat. Rozczarowanie, że życie napisali całkiem inny i nieoczekiwany scenariusz i moje plany i nadzieję legły w gruzach. Musiałam budować wszystko od nowa i w pojedynkę. Coś się skończyło bezpowrotnie.
Po latach zrozumiałam w jaki sposób mąż mi podziękował. Całkowicie inaczej jak sobie wyobrażałam. Wszystko było inaczej.

Maciejka - Czw 21 Maj, 2020 16:08

porzucona36 napisał/a:
Maciejka napisał/a:
Ja to z początku to i leki na uspokojenie brałam.


Niestety ja tez biorę , :( ponieważ za bardzo poleciałam na początku i zaliczyłam depresję.


Ja nie chorowałam na depresję. Miałam silne leki uspokajające bo z rodziny męża pewien pan szedł za mną na pogrzebie i mówił same " dobre rzeczy" do ludzi tak żebym słyszała a ja nie mogłam się bronić żeby z pogrzebu cyrku nie zrobić. Przyplacilam to silnym bolem w plecach tak że nie mogłam głowy przekręcić. Dopiero po kontakcie z ta rodzina w markecie te emocje zepchniete w ciało doszły do głosu. Nie pamiętam jak na piechotę wróciłam z zakupami do domu. Złości i wściekłości starczyło mi na trzy dni sprzątania gruntownego w domu ale mi było mało. Piscinalam jeszcze siekierą parę grubych drzew koło domu i uratowałam dach i plecy przestały boleć a leki poszły do kosza.
Potem nauczyłam się radzić niewerbalnie też z takim zachowaniem.

porzucona36 - Czw 21 Maj, 2020 16:44

[/quote]
A na złodziejkę?[/quote]

A na nią to tak, ale bardziej z to co do mnie pisała, za to jak mnie obrażała.

porzucona36 - Pią 22 Maj, 2020 09:37

Maciejka napisał/a:
Przyplacilam to silnym bolem w plecach tak że nie mogłam głowy przekręcić.


Ja niestety przypłaciłam to depresją a co z tym związane szczękościskiem, bólem w karku takim że nie mogłam spać, trzęsące ręce również były na porządku dziennym. Niestety nie mogłam a raczej nie była w stanie wykonywać żadnych czynności w domu bo wszystko doprowadzało mnie do szewskiej pasji.

Maciejka napisał/a:
Dopiero po kontakcie z ta rodzina w markecie te emocje zepchniete w ciało doszły do głosu. Nie pamiętam jak na piechotę wróciłam z zakupami do domu.


Tez tak miałam. Po spotkaniu z jego matką w markecie tydzień po otrzymani SMSa od niego równiez nie pamiętałam jak zakończyłam zakupy i co tak naprawdę kupiła, a ona po 7 latach udawała że mnie nie zna. Oczywiście później atakowała mnie wiadomościami, jak najgorszego wroga że to wszystko moja wina itp. MASAKRA bo synek idealny, szczęśliwy jak nigdy itp.
Podobnie niestety reaguje na jego widok nawet z daleka. Nogi jak z waty, brakuje tchu, ręce zaczynają ponownie się trząść a w domu płacz na zmianę z wymiotami.
Chciała bym się któregoś dnia obudzić się i przekonać się że to wszystko to zły sen był.

jal - Pią 22 Maj, 2020 10:35

porzucona36 napisał/a:

Chciała bym się któregoś dnia obudzić się i przekonać się że to wszystko to zły sen był.


Tęsknisz za koszmarem ?

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 11:01

Napisałaś: Chciałabym któregoś dnia.....
I reszta zdania.
Jak trwały sprawy o przymusowe leczenie odwykowe to czułam się tak jak to opisałaś.
Dziś na mnie patrząc trudno uwierzyć , że kiedyś byłam strzepkirm nerwów. Trzęsły mi się ręce, targaly niemilosiernie emocje na przemian złości , strachu, zmęczenia psychicznego, bôlu, wstydu i ....to trwało chyba z półtora roku zanim go nie zabrali na odwyk żeby po 16 dniach wrócił taki nawalony że ledwo wtoczył się we drzwi. Schudłam w jeden miesiąc chyba z 15 kg wtedy.
Tak reagowałam jak ktoś mnie bardzo skrzywdził.
Pamiętam , że kiedyś jak jeździłam do ojca to tak naduakalam jego emocjami, atmosfera że dwa tygodnie byłam nie do życia. Ledwo chodziłam.
Lekarstwem okazało się ograniczenie kontaktów. Na początku jak ktoś mnie skrzywdził to jak się trzęsłam na jego widok to unikałam gościa. Potem jak wzięłam się porządnie za siebie to wzięłam odpowiedzialność za swoje uczucia, emocje na siebie. Widok tej osoby nie robił na mnie wrażenia. Nawet zaczynałam pierwsza wyciągnąć rękę i mówić zwyczajne część albo dzień dobry.
Teraz jak pojadę do ojca albo do niego zadzwonię to czuje się świetnie. Nawet jak słyszę jego emocje i te powalające i zwalsjace mnie z nóg wieczne narzekanie i podchody to te jego zachowania zostają po jego stronie. Mnie to nie rusza. Mam mocne i funkcjonalne granice .które mnie chronią. Gąbkę wyrzuciłam. Kupiłam sobie zwyczajna do kąpieli. Do mycia.
Nie jestem jego psychologiem, ani koszem na śmieci ani podpórka żeby mnie wykorzystywał a potem wyrzucał.
Ty też tego się nauczysz. Przed Tobą długa, kręta i trudna i bolesna droga ale warta każdego zachodu i każdej pracy. Tego nie da się opisać jak znajdzie się po drugiej jaśniejszej stronie mocy.

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 11:15

W Twoich wpisach widzę siebie sprzed lat . Też tkwiłam w roli ofiary, miałam z tego korzyści. Tak nauczyłam się od taty. Taką postawę znałam. Jak już dowiedziałam się , że tkwię w roli ofiary to zapragnęłam z tego wyjść. Przestałam się na nią zgadzać, przestałam ja grać. Powolutku i mozolnie wyszłam z niej. Nie pozwalam sobie na bycie ofiarą. Nie stać mnie na ten luksus. Jestem panią samej siebie. Stoję na równi z innymi ludźmi ani wyżej ani niżej. Jestem tak samo ważna jak inni. Mam takie same prawa jak inni. Nauczysz się tego też.
OSSA - Pią 22 Maj, 2020 12:41

porzucona36 napisał/a:
Oczywiście później atakowała mnie wiadomościami, jak najgorszego wroga że to wszystko moja wina itp. MASAKRA bo synek idealny, szczęśliwy jak nigdy itp.


Porzucona ja mam wrażenie , że nie inni ciebie atakują, ale bronią się przed twoimi atakami.
Wiesz jak mnie atakują nachalni sprzedawcy i mają super ofertę to grzecznie mówię nie nie mam czasu, kończę rozmowę taka "czerwona słuchawka" , jak to nie pomaga, dodaje numer do blokowanych. Prześladowanie, stalking jest karalny jeśli jesteś ofiarą zawsze możesz zgłosić to na policję , ale jeśli ty wydzwaniasz do byłego i jego nowej partnerki uważaj, bo to jest przestępstwo.

Co niby jest twoją winną , skoro to on ciebie zdradził i zostawił dla innej? Każdy pisze o sobie co chce, ale mam wrażenie, że to ty wydzwaniasz do byłego, do jego rodziny i znajomych. Twój nick świadczy o tym, że nie możesz pogodzić się ze startą, kogo ? alkoholika i przemocowca.

Ciesz się, że odszedł i twój syn nie doświadcza przemocy psychicznej ze strony pijanego "wujka" dziękuj bogu, sile wyższej, czy w co tam wierzysz, że ten koszmar się skończył. potrzebujesz dawki adrenaliny, zacznij biegać, ćwiczyć i przestań płakać za rozlanym mlekiem.

staaw - Pią 22 Maj, 2020 13:29

OSSA napisał/a:
przestań płakać za rozlanym mlekiem.

Ossa, pokochaj Kaczyńskiego... :rotfl:

Czas i cierpliwość tu potrzebne są...

porzucona36 - Pią 22 Maj, 2020 14:06

OSSA napisał/a:
Porzucona ja mam wrażenie , że nie inni ciebie atakują, ale bronią się przed twoimi atakami.


Niestety jesteś w błędzie. Nigdy do niej pierwsza nie napisałam bo nawet nie zam panienki, nie pochodzi z naszego miasta, nie mamy wspólnych znajomych. To ona atakowała mnie najpierw z jego telefonu a potem ze swojego. Oczywiście w pewnym momencie wdałam się z nią w dyskusję SMSową bo miałam dość odbierania obraźliwych wiadomości od niej ale tylko w momencie kiedy ona pierwsze do mnie napisała i zaatakowała. Potrafiła wysłać wiadomości sama do siebie z netu i podpisać się pod nimi moim imieniem, do czego później przyznała mi się w jednej z wiadomości - oczywiście ją zachowałam, albo wysyłać wiadomości o 23:00 bądź 1 w nocy. Co do wiadomości do niego to oczywiście pisałam, ale dlatego że mieliśmy kontakt telefoniczny do lutego, podczas którego wyznawał mi miłość i żalił się że nie może wrócić itp. Z rodziną było tak samo najpierw jego matka wydzwaniała do mnie i mojej matki (totalny absurd), ja nie odbierałam więc napisałam tylko grzecznościowego SMSa, a później jego córka mnie zaatakowała najpierw telefonicznie, a kiedy nie odebrałam zaczeła mnie atakować wiadomościam, a na koniec jego siostra do mnie dzwoniła.
Oczywiście dla niego wszystko było przedstawione odwrotnie, po raz kolejny ze mnie zrobili durnia i nienormalną, która do nich wydzwania ale zachowałam wszystkie dowody że sytuacja inaczej wyglądał bo nie wiem co mnie w życiu jeszcze spotka.
Wszystko ucichło w momencie gdy po kolejnym jej ataku i tłumaczeniu, jak to bardzo ona chciała mić dziecko i że w rzeczywistości nie jest taka zła dostał ode mnie wiadomość konkretną - prawdziwą ,na temat alko i tego co robił. Wówczas on mi wysłał wiadomość z groźbą i od tamtej pory dziewczynka ucichła i on też.
OSSA napisał/a:
Co niby jest twoją winną

To że pił, bił i traktował mnie w taki a nie inny sposób, bo ja nie umiałam z nim rozmawiać i do niego dotrzeć, ani docenić tak wspaniałego człowieka, stworzyć mu domu, rodziny,więc jestem sama sobie winna że byłam bita, a on pił tylko i wyłącznie z mojej i mego syna winy, a ona go wyzwolił od tak wstrętnej kobiety jak ja, od której on wreszcie uciekł.
OSSA napisał/a:
wój nick świadczy o tym, że nie możesz pogodzić się ze startą

Nie mogę, bo dałam sobie wmówić wszystko to co ona pisała a on mówił, że wszystko jest moją winą i że gdybym rzeczywiście była inna mniej stawiała warunków, zdecydowała się na dziecko to on by przestał pić i był.
OSSA napisał/a:
przestań płakać za rozlanym mlekiem.
Maciejka napisał/a:
Ty też tego się nauczysz

Maciejka napisał/a:
Też tkwiłam w roli ofiary,


Niestety nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo współuzależniona byłam/jestem od niego, jak bardzo mnie zmanipulował, dlatego zastanawiałam się czemu tak boleśnie znoszę rozstanie z nim, dopiero po wizycie u terapeuty okazało się co tak naprawdę dzieje się ze mną
OSSA napisał/a:
Ciesz się, że odszedł

Może kiedyś.

porzucona36 - Pią 22 Maj, 2020 14:08

staaw napisał/a:
Czas i cierpliwość tu potrzebne są...


Tak to prawda mam nadzieję że o ile czasu mam wbród, bo jak sami stwierdziliście jestem jeszcze młoda (powiedzmy) o tyle cierpliwość mi się kończy bo mam wrażenie że kręce się w kółlko.

porzucona36 - Pią 22 Maj, 2020 14:13

Maciejka napisał/a:
Ty też tego się nauczysz. Przed Tobą długa, kręta i trudna i bolesna droga ale warta każdego zachodu i każdej pracy. Tego nie da się opisać jak znajdzie się po drugiej jaśniejszej stronie mocy.

Boże tak bardzo gubię się w tym wszystkim, że twoje słowa pozwalają mi wierzyć że może faktycznie to nastanie.

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 14:28

Ja dziś policzyłam sobie od kiedy zaczęłam walczyć o dzieci i siebie. Miałam trochę ponad 30 lat i dopóki poszłam na terapię to minęło ok 3- 4 lata. Jak mąż zmarł miałam troszkę więcej od Ciebie. Zanim poszłam na terapię parę lat szukałam pomocy i dostawałam nie taka jaką była mi potrzebna. W tym czasie zadbałam o byt materialny i sprawy się potoczyły tak, że idąc na terapię miałam już separację a mąż odsiadywał wyrok za znęcanie. Ja poszłam na terapię, mąż do więzienia. Skończyłam terapię zima a on latem wyszedł z więzienia. Niecałe dwa lata potem umarł. Zapił się. Byłam po terapii a terapeutka pomagała mi przejść przez proces żałoby. Najpierw był szok, potem niedowierzanie, potem zlosc , targowanie się, potem smutek, poczucie straty i strata mojego świata w którym.byl mąż. Cały czas miał otwarte drzwi aż umarł. Koniec nastąpił. Potem akceptacja i pogodzenie się i ulga i nowy początek nowego życia. Ja potrzebowałam na to parę miesięcy.
Gdyby on nie umarł pewnie bym jeszcze walczyła o tamten świat. Los zdecydował za mnie. Nie musiałam wybierać. Gdyby jednak terapia mu nic nie dała mówił by tak jak pan z działu wyżej to by dostał takiego kopa że leciał by dalej jak widział i też by był koniec bo ile można.
Ja dałam radę i Ty dasz radę. Innej opcji nie ma.

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 16:52

Napiszę Ci taka historię. Pewna pani spotkała pana i się zakochała , potem okazało się z pana kawał drania przez duże D i CH przez dużą literę. Mimo prób ze strony rodziny pani pana nie pognała bo .....nie widzi świata bez niego . Gdyby pan zrobił to co prawdziwy facet by zrobił pani by została sama i był by dramat podobny do tego. Nie oceniam Ciebie, nie potępiam. Rozumiem co przeżywasz i dałam przykład z realnego życia.
Ta pani to nie ja bo faceci są fajni do ....pogadania , żadnego związku w parze nie przewiduję. :rotfl:

pterodaktyll - Pią 22 Maj, 2020 17:01

Maciejka napisał/a:
żadnego związku w parze nie przewiduję.

Zarzekała żaba błota :p

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 17:12

Nie wiem jak żaba ja zostanę sama . :p
porzucona36 - Pią 22 Maj, 2020 17:22

Maciejka napisał/a:
Cały czas miał otwarte drzwi aż umarł


Myślę niestety że u mnie będzie tak samo, cały czas będzie miał otwarte drzwi, bo pomimo tego że już minęła aż albo tylko 6 miesiecy ja nie potrafię wykreślić go z życia ani z głowy. Codziennie od nowa czekam na jakąś wiadomość. Naiwna głupia baba i tyle. Pomimo terapii ciągle w głowie to samo, a każdy inny facet jest ble.
Żeby nie staną wrogo do małego masz rację nigdy bym go nie pognała. Czasami mam wrażenie że to ja wszystko wyolbrzymiłam, że może on wcale nie jest uzależniony jak myślę, że ona miała rację że wszystko jest moja winą, bo jeżeli był by na takim etapie uzależnienia jak ja go oceniam to czy był by w stanie aż tak się poświęcic i udawać przed inna jaki jest święty?

pterodaktyll - Pią 22 Maj, 2020 17:26

Maciejka napisał/a:
Nie wiem jak żaba ja zostanę sama .

W błocie? :rotfl:

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 17:28

Oczywiście , że by był. Dla parawanami i wspólnika w pomaganiu w piviu- wszystko,. Dopóki ten pomagacz nie dostanie w kuper tak jak Ty i nie zacznie stawiać warunków.
Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 17:29

[quote="pterodaktyll"]
Maciejka napisał/a:
Nie wiem jak żaba ja zostanę sama .

W błocie? :rotfl: [/quote
A błoto to takie źle? Deszcz nie pada , skad mam wsiąść te błoto niby? :bezradny:

pterodaktyll - Pią 22 Maj, 2020 17:31

Maciejka napisał/a:
skad mam wsiąść te błoto niby?

Z Lądka Zdroju... :rotfl:

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 17:35

Nie polecę na Śląsk tam mają ciężkie powietrze. Byłam i sprawdziłam. :p
pterodaktyll - Pią 22 Maj, 2020 18:10

Maciejka napisał/a:
Nie polecę na Śląsk tam mają ciężkie powietrze. Byłam i sprawdziłam.

Geografia się Pani kłania :wysmiewacz:

staaw - Pią 22 Maj, 2020 18:12

porzucona36 napisał/a:
jeżeli był by na takim etapie uzależnienia jak ja go oceniam to czy był by w stanie aż tak się poświęcic i udawać przed inna jaki jest święty?

Ja byłem gotów na duże wyrzeczenia by dopiąć swego. Kiedy osiągnąłem cel, było jak zawsze...

Maciejka - Pią 22 Maj, 2020 18:23

[quote="pterodaktyll"]
Maciejka napisał/a:
Nie polecę na Śląsk tam mają ciężkie powietrze. Byłam i sprawdziłam.

Geografia się Pani kłania :wysmiewacz: [/quote
dolnośląskie i śląskie to te same ciężkie powietrze i do tego góry gdzie wyjątkowo źle się czuję. :p
Fajnie jest na Mazowszu, na Kujawach, na Pomorzu.

pterodaktyll - Pią 22 Maj, 2020 18:23

porzucona36 napisał/a:

Myślę niestety że u mnie będzie tak samo, cały czas będzie miał otwarte drzwi, bo pomimo tego że już minęła aż albo tylko 6 miesiecy ja nie potrafię wykreślić go z życia ani z głowy. Codziennie od nowa czekam na jakąś wiadomość

Czyli właściwie klasyka............
porzucona36 napisał/a:
Naiwna głupia baba i tyle.

Może nie tyle głupia, co zmanipulowana totalnie
porzucona36 napisał/a:
Czasami mam wrażenie że to ja wszystko wyolbrzymiłam, że może on wcale nie jest uzależniony jak myślę, że ona miała rację że wszystko jest moja winą, bo jeżeli był by na takim etapie uzależnienia jak ja go oceniam to czy był by w stanie aż tak się poświęcic i udawać przed inna jaki jest święty?

W najlepszym okresie mojego picia byłbym gotów zastawić Pana Boga żeby tylko się móc spokojnie nachlać........ :p taka choroba a Ty ciągle usiłujesz przyłożyć miarkę normalnego myślenia do człowieka psychicznie chorego

Maciejka - Sob 23 Maj, 2020 06:35

Żałoba minie, z depresji się wyleczysz, że współuzależnienia wyjdziesz, z chorej miłości się wyleczysz i zaśpiewasz.
A ja szczęśliwa, że Cię już nie kocham. :muza:
Z DDA też się wyvhodzi..... Będzie dobrze i zobaczysz co to jest normalność, szczęście, spokój i miłość. Zobaczysz, że im więcej miłości, życzliwości , zwykłego uśmiechu dajesz światu tym więcej tego dostajesz :buzki:

pietruszka - Nie 24 Maj, 2020 09:11

A ja się tak porzucona (mam nadzieję, że już wkrótce poprosisz o zmianę nicka, bo Ci przestanie pasować :mgreen: ), podpytam, czy miałaś jakieś zainteresowania, pasje sprzed poznaniem tego Wymarzonego d***? Może lubiłaś coś robić rękoma (wszelkie ręczne prace świetnie pozwalają nieco odgonić chaos myślowy). Sama przerobiłam już różne kreatywne robótki: decupage, filcowanie, odnawianie mebli, malowanie szablonami, liznęłam też nieco innych technik). Można też popróbować szycia, szydełka, robienia na drutach, quillingu, scrabookingu, malowania, robienia sztucznych kwiatów i tysiąca i jeden pomysłów, jak zająć ręce ( i co najważniejsze głowę) , a przy okazji udekorować mieszkanie "po babsku". Czasem nawet godzina takich zajęć pozwala ujarzmić mózg i skierować go na spokojniejsze tory. a może masz do czego wrócić?

W kwestii wędkarstwa i... adrenaliny to bym się kłóciła. Sama łowię, więc wiem, ile adrenaliny może wywołać. A rzeczywiście powrotów do hajów adrenalinowych (a tych "czynne" współuzależnione maja zwykle pod dostatkiem, a przydałoby się nauczyć nieco normalności, przynajmniej na początku) nie polecam. a wędkarstwo to wce nie taki spokojny sport. I zwykle za dużo facetów (i alkoholików) w pobliżu. [No chyba, że się lubi z nimi rywalizować, to wtedy jest niezła frajda, no ale to inna sprawa. Ci po alkoholu maja zwykle opóźniony zapłon i brań nie widzą].

A muzyka? Jaką lubisz? A jakiej przestałaś słuchać, bo on nie lubił? Lubisz tańczyć? Jaki ruch fizyczny lubisz (albo lubiłaś?)

jal - Nie 24 Maj, 2020 10:03

Żal po stracie to dłuższy proces... warto o tym wiedzieć :

https://psycholog-pisze.pl/5-etapow-zaloby/

Maciejka - Nie 24 Maj, 2020 10:13

Tu mniej jest żalu po facecie tylko te oczekiwania z nim związane. Realne czy nierealne, ten domek z kart i gniazdko budowane na suchej gałęzi nad wodą boli. To rozgryźć , ocenić realnie, wypisać plusy i minusy tego i ja bym szybciej w taki sposób z tym sobie poradziła. Każdy jest inny i co innego podziała.
pietruszka - Nie 24 Maj, 2020 10:30

Czasem pewnych procesów nie da się przyspieszyć... :bezradny: Ani na siłę przyspieszyć, ani niepotrzebnie nie taplać się w żałobie bez końca. Ważne (z mojego punktu widzenia), by rozumieć, ze pewne stany są normalne i umieć się sobą zaopiekować w takim stanie lub... umieć poprosić kogoś (na przykład terapeutę lub kogoś zaufanego) by pomógł zrozumieć określone zachowania, emocje. Ale przeżyć swoje i tak trzeba. I sobie pozwolić na przeżywianie określonych emocji, co nie jest łatwe.

Na pocieszenie , porzucona , podpowiem, ze każda z nas ten proces przeszła, lepiej lub gorzej. Nawet ja, która akurat z alkoholikiem została, bo podjęłam taką decyzję, gdy podjął abstynencję i zaczął terapie. Musiałam się przecież pożegnać z jakąś formą wyobrażenia o życiu. Pochować raz na zawsze wizję życia, którą wcześniej miała. Trzeźwiejący alkoholik to ani ten, którego poznałam i w którym się zakochałam, ani moja wizja i iluzja o nim. To całkiem inne życie, niż sobie wyobrażałam, z określonymi zasadami i wyrzeczeniami. To także inna ja, której obraz sobie stworzyłam (a raczej inni stworzyli obraz, a ja się dostosowałam). Tę całą przeszłość trzeba było pochować, pogrzebać i zacząć tworzyć świat na nowo, bardziej realny, mniej wyidealizowany, mniej czarno-biały. I nauczyć się być TU i TERAZ. Siebie zaakceptować. Teraz. W nowym świetle, w nowych okolicznościach.

Trudne, ale warto.

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 17:07

pterodaktyll napisał/a:
miarkę normalnego myślenia do człowieka psychicznie chorego

Masz rację ja ciągle nie potrafię myśleć o nim jako o osobie psychicznie chorej, bo nie dociera do mnie że alkohol mógł go aż tak zmienić, szczególnie w kwestii uczuć do mnie, na tyle żeby postąpić tak jak zrobił w tak krótkim czasie.

Maciejka - Nie 24 Maj, 2020 17:12

Pietruszka fajnie tłumaczy różne problemy. Mi też dużo pomogła. Umie fajnie ubrać w słowa i nazwać rzeczy po imieniu.
porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 17:26

pietruszka napisał/a:
czy miałaś jakieś zainteresowania, pasje sprzed poznaniem tego Wymarzonego d***? Może lubiłaś coś robić rękoma (wszelkie ręczne prace świetnie pozwalają nieco odgonić chaos myślowy)

przez wiele lat nie miałam czasu na d tym nawet się zastanowić, najpierw zamknęłam swój świat w synu gdy był mały a później skupiłam się na budowaniu rodziny z moim partnerem. To było wszystko co zajmowało mi czas. Oprócz książki na wieczór nic więcej nawet mnie nie interesowało, bo zwyczajnie nie miałam na to czasu, wolałam go poświęcić domownikom to dawało mi radość.

Maciejka napisał/a:
mniej jest żalu po facecie tylko te oczekiwania z nim związane. Realne czy nierealne, ten domek z kart i gniazdko budowane na suchej gałęzi nad wodą boli. To rozgryźć , ocenić realnie, wypisać plusy i minusy tego i ja bym szybciej w taki sposób z tym sobie poradziła.

Maciejka napisał/a:
Będzie dobrze i zobaczysz co to jest normalność, szczęście, spokój i miłość.

Jego też mi brakuje, jego uśmiechu, żartów itp. Ja nie widział tego jako domku z kart, tym bardziej że teraz konfrontuję się z rzeczywistością, może wmówiona przez otoczenie ale jednak i widzę że jednak można zbudować z nim dom o którym ja marzyłam ale nie umiałam.
Normalność dla mnie to do końca życia on obok, mówicie iluzja o nim, być może ale ja nie potrafię sobie tego uświadomić, przynajmniej na razie.

pietruszka napisał/a:
Ani na siłę przyspieszyć, ani niepotrzebnie nie taplać się w żałobie bez końca

pietruszka napisał/a:
I sobie pozwolić na przeżywianie określonych emocji, co nie jest łatwe.


Emocje które mnie zaatakowały i nadal atakują zaskakują mnie cały czas. Ja silna dotychczas baba stałam się jak małe nieporadne dziecko , które nie potrafi poukładać sobie myśli w głowie ani swoich uczuć. Ganiam się między teorią a tym co czują. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło, a tym bardziej że to wszystko co było między nami było klasyką alkoholizmu, z której sobie nie zdawałam sprawy. Jedyne co kotłuje mi się w głowie to w kółko myśl gdzie ja popełniłam błąd, że to wszystko go tak pochłonęło. Jak usłyszałam od niego - wypóściłaś mnie z rąk, i tak właśnie się czuję
Czekam na moment, kiedy obudzę się pewnego dnia i poczuję ulgę.

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 17:29

Maciejka napisał/a:
Pietruszka fajnie tłumaczy różne problemy. Mi też dużo pomogła. Umie fajnie ubrać w słowa i nazwać rzeczy po imieniu.


Wszystkie słowa, które od was dostaję dają mi siłę pomimo, że ja często majaczę jak potłuczona w kółko to samo. Kręcę się do okoła ale jak to podsumowałam moja terapeutka, w koło ale do przodu, trochę mnie to pociesza, ale nadal nie pozwala mieć nadziei że będzie dobrze bez niego.

pterodaktyll - Nie 24 Maj, 2020 17:33

Łomatkoboskoforumowo........toż to prawie syndrom sztokholmski.......... :szok:

porzucona36 napisał/a:
ja często majaczę jak potłuczona w kółko to samo.

Jeżeli sama to zauważasz, to już jest jakieś światełko w tunelu :okok:

Maciejka - Nie 24 Maj, 2020 17:36

Emocje nie atakują. One powstają na skutek myśli. Najpierw pojawia się myśl , potem ocena sytuacji, potem uczucie czy jak to nazwalas emocja. Emocja pokazuje różne potrzeby, zwykle niezaspokojone.
Jak czytam wypowiedź to widzę szok, niedowierzanie. Nie możesz otrząsnąć się z szoku.
Szok, że to wszystko było kłamstwo, że rozsypał się Twój świat, że to się dzieje naprawdę.
Nie umiem Ci pomóc.
Ja reaguje inaczej. Najpierw jest szok. Po kilku dniach albo po jednym się otrząsam z niego. Zachowuje w trudnych sytuacjach zimną krew. Oceniam co się stało. Szukam rozwiązań, opanowuje sytuację i dopiero teraz dochodzą do głosu uczucia i emocje. Dopiero wtedy przeżywam to co jest we mnie. One nie atakują. Pokazują co się dzieje we mnie. Są jak drogowskazy, dobrzy przyjaciele którzy wpadli z wizytą

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 17:59

pterodaktyll napisał/a:
syndrom sztokholmski...


Terapeutka też mi to zasugerowała już, bo ja nadal nie widzę w nim kata, tylko człowieka którego pokochałam.

Maciejka napisał/a:
Emocje nie atakują. One powstają na skutek myśli.


Staram się walczyć z nimi, dostałam nawet kilka ćwiczeń aby je opanować, uczę się pomału je stosować

.
Maciejka napisał/a:
Szok, że to wszystko było kłamstwo, że rozsypał się Twój świat, że to się dzieje naprawdę.


Strzelone w 100% , nie mogę uwierzyć że ja taka zawsze zdroworozsądkowa kobieta pozwoliłam tak się zwiść i oszukać. Dotychczas zawsze tak jak ty zachowywałam zimną krew i potrafiłam znaleść logiczne rozwiązanie probleu, ale tym razem nie wiem co się stało że to wszystko mnie przerosło.
że alkohol był ważniejszy na tyle aby zbyudować tak fikcyjną nowa rodzinę wbrew wszystkiemu.

OSSA - Nie 24 Maj, 2020 18:05

porzucona36 napisał/a:
zamknęłam swój świat w synu gdy był mały a później skupiłam się na budowaniu rodziny z moim partnerem. To było wszystko co zajmowało mi czas. Oprócz książki na wieczór nic więcej nawet mnie nie interesowało, bo zwyczajnie nie miałam na to czasu, wolałam go poświęcić domownikom to dawało mi radość.


Może spójrz na to tak, nareszcie mam czas dla siebie , syn jest na tyle samodzielne, że mogę, chcę zrobić to ... tamto , wreszcie nie tracę czasu i energii na kontrolę pijącego partnera. Jesteś wolna, nikt ciebie nie ogranicza .... zbuduj na nowo swój świat. Może coś lubiłaś robić , może chciałaś się czegoś uczyć , wiem teraz trudniej wyjść z domu , ale chcieć to móc. Jeśli ktoś czegoś naprawdę chcę szuka sposoby jeśli nie powodu :bezradny:

Ty postanowiłaś użalać się nad sobą, bo on odszedł .... trudno.... życie toczy się dalej , z nim, czy bez niego jutro będzie nowy dzień i tylko od ciebie zależy jak go spędzisz;
:dzierga2: :manicure: zv4v g45g 54k9l 34123 :kawa: z przyjaciółmi ?

Maciejka - Nie 24 Maj, 2020 18:16

Jak będziesz walczyć z uczuciami to przegrasz. Ja je po prostu przyjmuje, otwieram szeroko drzwi i zapraszam do środka. Przyjmuje je i akceptuję. Jak nic nie wiedziałam o nich to czytałam, uczyłam się jak je rozpoznać, co one oznaczają a potem nauczyłam się identyfikować je, rozpoznawać, czuć w ciele. Słuchać ich i z nimi rozmawiać. Brzmi jakby wariatka pisała, nie? Jednak to jest właśnie kontakt z uczuciami.

Szok mija a Ciebie jakoś to trzyma. Nie strzeliłam. Rozpoznałam. Jak zmarł mój mąż tak samo było. Jak to tak? Dlaczego? Miało być inaczej. Nie tak miało być. Muszę sobie sama poradzić. Wszystko stracone, muszę budować od nowa. Nie mam nic do powiedzenia.

Po kilku latach wydarzyło się w moim życiu coś gorszego od śmierci męża.
Widziałam do czego to zmierza i nic nie mogłam zrobić. Moje dziecko chciało się zabić. Nie udało się jej. Miałam takie poczucie winy i złość na siebie , że nie umiem tego nawet napisać.
Też był szok. Zrobiłam co trzeba trzy dni przeplakalsm w szpitalu. Dzieciaka uratowali. Wróciłam do domu i zajęłam się reszta dzieci . Dopiero wtedy pozwoliłam sobie na przeżywanie uczuć.
Z poczuciem winy uporałam się teraz , na początku roku. Dzieciak już mną nie rządzi, ja się od siebie odkleilam, przestało boleć w końcu.

Maciejka - Nie 24 Maj, 2020 18:35

Ważna rzecz, jak komuś uda się w kimś rozbudzić poczucie e winy to ma narzędzie żeby rządzić ta osoba. Alkoholik świetnie umie grać na uczuciach, rozbudzać poczucie winy. Może w ten sposób rządzić partnerem, wspôłuzaleznione je jej z ręki. Robi co on chce. Alkoholik jest góra wspôłuzaleznione ofiarą.
Chcesz być ofiarą chorej miłości, chcesz nie mieć swojego zdania, zrezygnować z siebie dla butelki wódki, wina, piwa alkoholu?

pietruszka - Nie 24 Maj, 2020 18:45

porzucona36 napisał/a:
na budowaniu rodziny z moim partnerem. To było wszystko co zajmowało mi czas.


Energia, którą zwykle potrafimy nakierować na pijącego alkoholika, na zajmowanie się nim, jego sprawami, jego potrzebami to spora doza naszego czasu, który marnujemy żyjąc w takim toksycznym związku. Sama też się uczyłam niejako od nowa siebie, własnych potrzeb, własnych pomysłów na życie. Pamiętam, że kiedy się obudziłam, to z przerażeniem odkryłam, jakby zamiast mnie, było takie wielkie NIC.
porzucona36 napisał/a:
że ja taka zawsze zdroworozsądkowa kobieta
porzucona36 napisał/a:
Ja silna dotychczas baba
:szok:
Tia... my w większości wszystkie take silne, takie mądre, takie zaradne.. Wiele z nas potrafi nawet wiertarkę obsługiwać, niektóre nawet drewno rąbać (bo czymś chałupę trzeba ogrzać, jak on leży pijany).

No bo po co alkoholikowi taka słaba. Przecież on potrzebuje (zwykle) takiej, co to i zarobi, i oporządzi i pomoże pozory normalności stworzyć, by on mógł grać dalej rolę poprawnego obywatela. No czasem też we współuzależnienie wpadnie taka słabiutka, uzależniona, co to można przemocowo stłamsić i doprowadzić do stadium niewolnicy... No ale to się chyba zdarza rzadziej, chociaż kilka takich kobiet wyniszczonych też spotkałam. Rzadziej się lecza, bo się boja. W terapii , czy na Al-anon częściej spotykam te wspaniale, świetnie radzące sobie, tylko... z poczuciem wartości bliskim zeru. Nie wierzą, że potrafią. Na szczęście to proces odwracalny :]

Maciejka napisał/a:
Pietruszka fajnie tłumaczy różne problemy.

Dziękuję. Chociaż już coraz trudniej wczuć mi się w tamten czas. To już kilkanaście lat nowego życia.
porzucona36 napisał/a:
potrafiłam znaleść logiczne rozwiązanie probleu, ale tym razem nie wiem co się stało że to wszystko mnie przerosło.
że alkohol był ważniejszy na tyle aby zbyudować tak fikcyjną nowa rodzinę wbrew wszystkiemu.

rozumem alkoholizmu nie ogarniesz, choroby nie wyleczysz... i swoim chceniem nawet nad katarem nie zapanujesz... zostaw... puść... szkoda energii... zajmij się sobą... (haha... na początku nie wiedziałam o co chodzi w tym zajmowaniu się sobą :wysmiewacz: )

porzucona36 napisał/a:
Czekam na moment, kiedy obudzę się pewnego dnia i poczuję ulgę.

Przyjdzie, przyjdzie... pamiętam wiosnę, kiedy znów (po kilku latach) zobaczyłam, że trawa się zieleni i zaczęłam się cieszyć jak dziecko... tak na nowo... fajne wspomnienie. I u Ciebie tak będzie... (oczywiście, jeśli dasz sobie sama szansę).

Ja dziś zrobiłam sobie dwa bukiety z bzów, jeden mieszany z kaliną. Ach jak u mnie pachnie... Macie kwiaty w domu?

czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 20:22

Pietruszka może i mnie to też czeka? jestem osobą zaradną, sama prowadzę działalność teraz to nawet i potrafię rozkręcić część od odkurzacza. ALe co ja za to mogę ,że jestem taka ? :szok: :szok:
porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 20:53

Maciejka napisał/a:
Szok mija a Ciebie jakoś to trzyma.


Może dlatego że wszystkiego w życiu mogłam się spodziewać z jego strony ale nie tego co mnie spotkało, a może dlatego że moja pewność siebie mnie zawiodła, że dałam się tak oszukać, że om
Maciejka napisał/a:
czegoś takiego.

[quote="Maciejka"]to ma narzędzie żeby rządzić ta osoba


On już mną nie rządzi bo go tu nie ma i nawet nie interesuje się mną, więc rządzenie mną na nic już mu nawet się nie przyda. w trakcie związku próbował nie raz wzbudzić we mnie poczucie winy ale nie dawałam się potrafiłam to zwalczyć w sobie, nie dałam mu się. Yeraz nawet nie miał by z tego porzytku bo nie chce mnie znać.

staaw - Nie 24 Maj, 2020 21:08

porzucona36 napisał/a:

On już mną nie rządzi bo go tu nie ma i nawet nie interesuje się mną, więc rządzenie mną na nic już mu nawet się nie przyda. .

Rządzi, rządzi... :luzik:
Cały czas piszesz głównie o nim.
Jak słusznie zauważyłaś nie jest to mu do niczego potrzebne więc zachowujesz się nierozsądnie :rotfl:

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:09

pietruszka napisał/a:
odkryłam, jakby zamiast mnie, było takie wielkie NIC


dokładnie tak mam, nie ma nic jest pustka którą próbuję wypełnić odwiedzając rodzinę, przyjaciół sprzątając w ogródku ale to ciąhgle mało ciąglę czuję tą pustkę.

pietruszka napisał/a:
na początku nie wiedziałam o co chodzi w tym zajmowaniu się sobą )


dokładnie, ja dopiero na terapii w piątek zrozumiałam to co pisaliście już wcześniej o tym że szczęście w związku to nie dawanie szczęścia i branie go tylko wtedy gdy zapominając a raczej w ogóle nie biorąc pod uwagę czy mi z tym dobrze. nawet potrafiłam się wpędzić w poczucie winy odbierając sobie radość z nowego auta, no bo po co mi skoro stary jeszcze się turla a to że nie jest wygodny i bezpieczny to nie ważne przecież i tak nigdzie nie jezdze tylko po mieście. Teraz muszę nauczyć się tego również wobec innych osób żeby więcej nie popełnić już tego błędu. Cieszy mnie że chociaż tyle udało mi się pojąc.

pietruszka napisał/a:
Macie kwiaty w domu


Nie , jakoś nawet nie pomyślałam o tym.

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:13

staaw napisał/a:
Rządzi, rządzi...
Cały czas piszesz głównie o nim


jaki miał by w tym cel skoro i tak nie planuje powrotu do mnie? Chociaż może i masz rację ale on i tak o tym nie wie a ja niszczę sobie psyche ale to działa nieświadomie.

staaw - Nie 24 Maj, 2020 21:14

czerwonamila napisał/a:
Pietruszka może i mnie to też czeka? jestem osobą zaradną, sama prowadzę działalność teraz to nawet i potrafię rozkręcić część od odkurzacza.

Asiu, jeżeli pójdziesz do serwisu AGD i będziesz za darmo naprawiała odkurzacze bo pan serwisant jest w ciągu to rzeczywiście będzie patologia... :rotfl:

Warto umieć różne rzeczy ale to nie znaczy że masz brać na siebie cudze obowiązki...

czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 21:20

staaw napisał/a:
czerwonamila napisał/a:
Pietruszka może i mnie to też czeka? jestem osobą zaradną, sama prowadzę działalność teraz to nawet i potrafię rozkręcić część od odkurzacza.

Asiu, jeżeli pójdziesz do serwisu AGD i będziesz za darmo naprawiała odkurzacze bo pan serwisant jest w ciągu to rzeczywiście będzie patologia... :rotfl:

Warto umieć różne rzeczy ale to nie znaczy że masz brać na siebie cudze obowiązki...


odkurzacz jest mój firmowy, rzecz byłą prosta do naprawy

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:20

Cytat:
brać na siebie cudze obowiązki..


Ja to odbierałam jako pomoc w domowych obowiązkach bo on do późna pracuje, więc sama kosiłam trawę, zasypywałam piec, wrzucałam opał itp. Nie pomyślałam nawet o tym że go wyręczam, za to on w weekend kiedy ja chciałam pojechać nad jezioro miał mnóstwo wymówek tego co trzeba zrobić przy domu, a ja taka nie wdzięczna nie chcę mu pomagać tylko dzieciaka nad jezioro ciągnę.
Może też przez to na koniec usłyszałam, że nie mógł przy mnie czuć się mężczyzną.

staaw - Nie 24 Maj, 2020 21:21

porzucona36 napisał/a:
on i tak o tym nie wie a ja niszczę sobie psyche .

Dokładnie tak jest.

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:29

Muszę nauczyć się widzieć w nim alkoholika tak jak każe mi terapeutka i wy, ale to ciężkie kiedy czuję się gorsza od niego bo ona ma to o czym ja marzyłam do tej pory. Porobana jestem. /Zazdroszę wam że macie to już za sobą.
porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:29

staaw napisał/a:
Dokładnie tak jest.


/Nie tak łatwo jest z tym sobie poradzić, nie tak łatwo :( xcc

czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 21:31

porzucona36 napisał/a:
Cytat:
brać na siebie cudze obowiązki..


Ja to odbierałam jako pomoc w domowych obowiązkach bo on do późna pracuje, więc sama kosiłam trawę, zasypywałam piec, wrzucałam opał itp. Nie pomyślałam nawet o tym że go wyręczam, za to on w weekend kiedy ja chciałam pojechać nad jezioro miał mnóstwo wymówek tego co trzeba zrobić przy domu, a ja taka nie wdzięczna nie chcę mu pomagać tylko dzieciaka nad jezioro ciągnę.
Może też przez to na koniec usłyszałam, że nie mógł przy mnie czuć się mężczyzną.

oj dałaś mi do myślenia. Tylko ja np. zawsze się staram żeby facet był mężczyzną , getelmenem :-) mam nadzieję,że wkrótce na takiego trafię.

staaw - Nie 24 Maj, 2020 21:34

porzucona36 napisał/a:
Cytat:
brać na siebie cudze obowiązki..


Ja to odbierałam jako pomoc w domowych obowiązkach bo on do późna pracuje, więc sama kosiłam trawę, zasypywałam piec, wrzucałam opał itp.

Jestem staroświecki uważam że wykonywałaś nieswoje obowiązki.
porzucona36 napisał/a:


Może też przez to na koniec usłyszałam, że nie mógł przy mnie czuć się mężczyzną.

Nie wiem co on myślał mówiąc to.
Ja nie pozwalam żonce włazić w moje obowiązki i dobrze nam z tym.
Zawsze może powiedzieć że niema obiadu bo nie wymieniłem uszczelki w zlewie... :rotfl:
Ja pięciu minut nie wytrzymałbym z dominującą kobietą...

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:37

czerwonamila napisał/a:
getelmenem


Ale mój był - zawsze puszczał mnie pierwszą w drzwiach, otwierał mi drzwi do samochodu, nosił torby z zakupami jak pojechaliśmy w końcu razem na zakupy, potrafił kawę do łóżka zaserwować, odśnieżyć lub odmrozić mi auto gdy pierwszy wychodził do pracy itp. Szkoda że potem potrafił tak bardzo zadać ból.
Przez ten gentelmenizm - wiem że mało poprawne słowo, wybaczcie - teraz mam iluzję której nie mogę się pozbyć.

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:40

staaw napisał/a:
z dominującą kobietą...


Nie miałam za bardzo wyjścia bo jak drzwu szafki pod zlewem spadły to tydzień stały pod ścianą bo czasu nie było naprawić więc po tygodniu kupiłam zawiasy i sama wymieniłam , trawa taka urosła że nasza shih tzu nie dawała rady po niej chodzić, a w nocy piec piszczał i było zimno bo on zapomniał zasypać opał. Nie wszystko robiłam za niego tylko to co odbierało komfort życia mój i mojego syna.

czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 21:43

mój były też był getelmenem ,ale np. później nie odzywał się tydzień bo pił. więc nie wiem jak z tym jest i ma być... Ja czasem już nie wiem na co zwracać uwagę u faceta.
staaw - Nie 24 Maj, 2020 21:45

porzucona36 napisał/a:
czerwonamila napisał/a:
getelmenem


Ale mój był - zawsze puszczał mnie pierwszą w drzwiach, otwierał mi drzwi do samochodu, nosił torby z zakupami jak pojechaliśmy w końcu razem na zakupy, potrafił kawę do łóżka zaserwować, odśnieżyć lub odmrozić mi auto gdy pierwszy wychodził do pracy itp. .

Generalnie robił rzeczy które nie wymagały od niego większych wyrzeczeń.

(no chyba że "na ciuchy" też z Tobą chodził :rotfl: )

Stawiam dolary przeciw orzechom że gdyby miał wybór czy odwiedzić Ciebie w szpitalu czy pójść na urodziny szwagra jego dżentelmenizm szybko by stopniał...

czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 21:46

staaw napisał/a:
porzucona36 napisał/a:
czerwonamila napisał/a:
getelmenem


Ale mój był - zawsze puszczał mnie pierwszą w drzwiach, otwierał mi drzwi do samochodu, nosił torby z zakupami jak pojechaliśmy w końcu razem na zakupy, potrafił kawę do łóżka zaserwować, odśnieżyć lub odmrozić mi auto gdy pierwszy wychodził do pracy itp. .

Generalnie robił rzeczy które nie wymagały od niego większych wyrzeczeń.

(no chyba że "na ciuchy" też z Tobą chodził :rotfl: )

Stawiam dolary przeciw orzechom że gdyby miał wybór czy odwiedzić Ciebie w szpitalu czy pójść na urodziny szwagra jego dżentelmenizm szybko by stopniał...


ano to masz rację,ale to już jest przeszłość. Teraz wyciągnąć wnioski i iść do przodu :)

staaw - Nie 24 Maj, 2020 21:48

porzucona36 napisał/a:
staaw napisał/a:
z dominującą kobietą...


Nie miałam za bardzo wyjścia bo jak drzwu szafki pod zlewem spadły to tydzień stały pod ścianą bo czasu nie było naprawić .

Moje stały by pół roku i jeszcze żonka by je tak ustawiła żebym pięć razy dziennie się o nie potykał...

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:54

Cytat:

(no chyba że "na ciuchy" też z Tobą chodził


Chodził i na początku nawet nie marudził, później brakło czasu więc zamawiałem przez internet.

Cytat:
odwiedzić Ciebie w szpitalu czy pójść na urodziny szwagra jego dżentelmenizm szybko by stopniał...


I tu masz rację bo jak leżałam ciężko chora w szpitalu to przez dwa tygodnie był u mnie trzy razy jak było naprawdę źle, a później jakoś nie miał czasu bo pił z kolegami, nawet przyjaciółka odbierała mnie ze szpitala no on nie mógł akurat prowadzić bo dzień wcześniej auto zostawił u kolegi, więc ja dobra kobiety wracając że szpitala je zabrałam i sama dotarłam do domu.

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 21:55

Tylko one spadały ale dla mnie na nogi bo on do kuchni nie wchodził bo wracał na tyle późno i w takim stanie że do domu że od razu szedł spać a ja nie mam takiej cierpliwości.
czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 21:58

porzucona36 napisał/a:
Tylko one spadały ale dla mnie na nogi bo on do kuchni nie wchodził bo wracał na tyle późno i w takim stanie że do domu że od razu szedł spać a ja nie mam takiej cierpliwości.


czytam i współczuję co przeszłaś... Ja w porę się wycofałam. Mam nadzieję,że już nie będę się czepiać takich typków. :roll:

staaw - Nie 24 Maj, 2020 22:00

porzucona36 napisał/a:
Tylko one spadały ale dla mnie na nogi bo on do kuchni nie wchodził bo wracał na tyle późno i w takim stanie że do domu że od razu szedł spać a ja nie mam takiej cierpliwości.

Było całkiem odkręcić i postawić na drodze z garażu do łóżka :rotfl:

A cierpliwości jak ja się nauczyłem to każdy może :pocieszacz:

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 22:10

czerwonamila napisał/a:
czytam i współczuję co przeszłaś


Jak usłyszałam sama sobie byłam winna bo nie dałam ciepła w domu, atmosfery i w ogóle aby mógł postępować inaczej.

czerwonamila - Nie 24 Maj, 2020 22:11

porzucona36 napisał/a:
czerwonamila napisał/a:
czytam i współczuję co przeszłaś


Jak usłyszałam sama sobie byłam winna bo nie dałam ciepła w domu, atmosfery i w ogóle aby mógł postępować inaczej.


no na pewno. I wierzysz w tą jego bajkę? Przestań, przeprał Ci głowę. :roll: Każda kobieta ma miłość w sobie.

staaw - Nie 24 Maj, 2020 22:19

porzucona36 napisał/a:
czerwonamila napisał/a:
czytam i współczuję co przeszłaś


Jak usłyszałam sama sobie byłam winna bo nie dałam ciepła w domu, atmosfery i w ogóle aby mógł postępować inaczej.

Wina, o ile można mówić o winie w uzależnieniach, zawsze leży po obu stronach.
Znam kilka małżeństw które rozpadły się nie z powodu pijaństwa a rozpoczęcia leczenia.
Ona chciała żeby przestał pić a reszta by została bez zmian. On wytrzeźwiał, założył spodnie i przestał się zgadzać na rolę najstarszego dziecka...

porzucona36 - Nie 24 Maj, 2020 22:26

Cytat:
I wierzysz w tą jego bajkę?


Oczywiście że tak jak mnie zostawił uwierzyłam we wszystko co włożył mi do głowy przez te lata, a poczucie winy jeszcze przypieczętowali jego rodziną i nowa pani.

Cytat:
. On wytrzeźwiał, założył spodnie


Ale ja na to liczyłam bo taki był na początku, a ja już byłam tak bardzo zmęczona ogarniając wszystko, tym bardziej że wiedziałam że on świetnie to potrafi i daje sobie z tym radę, bo miał dqi prawe a nie lewe ręce tylko ja słyszałam w kółko że jak facet niema po żadnej kobiety to i przy domu nic mu się nie chce robić.

staaw - Nie 24 Maj, 2020 22:34

porzucona36 napisał/a:
ja słyszałam w kółko że jak facet niema po żadnej kobiety to i przy domu nic mu się nie chce robić.

Nie wiem jak inni, kiedy ja nie mam obowiązków, wyzwań, poczucia że jestem potrzebny, to wymyślam głupoty...

Zobacz na starsze pary. Kobieta na emeryturze zawsze ma coś do zrobienia, facet o ile niema działki czy innego hobby szybko umiera przed telewyzorem z postępującym alchaimerem...

pterodaktyll - Nie 24 Maj, 2020 22:39

porzucona36 napisał/a:
Jak usłyszałam sama sobie byłam winna bo nie dałam ciepła w domu, atmosfery i w ogóle aby mógł postępować inaczej.

Zapamiętaj sobie raz na zawsze, naklej na wszystkich ścianach, lodówce i na czym co tam w domu jeszcze masz taki tekst: Żaden, ale to absolutnie żaden alkoholik nie zaczyna pić przez swoją kobietę i jak co niektóry trzeźwieje, to na pewno nie dla niej. Przyklej sobie wszędzie i postaraj się uwierzyć, że to jest naprawdę prawda, czyli oczywista oczywistość ;)

pterodaktyll - Nie 24 Maj, 2020 22:41

staaw napisał/a:
Wina, o ile można mówić o winie w uzależnieniach, zawsze leży po obu stronach.

Można też powiedzieć In vino veritas :milczek:

staaw - Nie 24 Maj, 2020 22:47

pterodaktyll napisał/a:
staaw napisał/a:
Wina, o ile można mówić o winie w uzależnieniach, zawsze leży po obu stronach.

Można też powiedzieć In vino veritas :milczek:

Quid hoc est veritas?

pterodaktyll - Nie 24 Maj, 2020 22:48


pterodaktyll - Nie 24 Maj, 2020 23:18

staaw napisał/a:

Quid hoc est veritas?


:bezradny:

OSSA - Nie 24 Maj, 2020 23:34

staaw napisał/a:

Rządzi, rządzi...
Cały czas piszesz głównie o nim.


Niestety tak to z współuzależnionymi jest ON... dzieci .. .. dom , pies , kot, a na samym końcu ona. Kiedy chodziłam na terapię to prowadząca pytała na każdym spotkaniu co u mnie .... mówiłam co on zrobił , czego nie zrobił, pewnego dnia powtarza to samo pytanie, a ja znowu ON ...... wówczas zwróciła mi uwagę, ja nie pytam o niego tylko co u ciebie . Zadałam sobie sprawę , że mnie w tym wszystkim nie ma, byłam matka Polka , pracowałam zawsze musiałam mieć wysprzątane mieszkanie, obiad z dwóch dań, dzieci miały się tylko dobrze uczyć i ładnie wyglądać. Na pozór wszystko było okay, tylko pod warstwą makijażu skrywałam siniaki, spuchnięte od płaczu oczy, nieprzespane noce, a tak naprawdę nie było mnie.


Dziś jak mi się chcę to sprzątam, jak nie to trudno, prawię się nie maluje, jestem sobą niczego nie muszę udawać.

pietruszka - Pon 25 Maj, 2020 01:34

staaw napisał/a:
Moje stały by pół roku i jeszcze żonka by je tak ustawiła żebym pięć razy dziennie się o nie potykał...

A ja się nauczyłam na terapii asertywnie prosić (krótkie, proste, zwięzłe i dokładne komunikaty), więc jak mi na czymś zależy, to stosuję :rotfl: ale to taka moja tajemnica :milczek: Czasem pozwalam też Pietruchowi trochę pozwlekać, żeby miał nieco przyjemności, jak mu się przypomni i może za bohatera domu porobić.
Nawet dostał ode mnie takie skarpetki:


No ale tera to już takie przekomarzanie się... Kiedyś to była impreza, kumple i wieczny rausz lub kac. Wówczas wiele spraw było i tak na mojej głowie...


Czasem nie mogę wyjść ze zdumienia, ale współuzależnione są w rzeczywistości tak samowystarczalne i tak zaradne... Mogłyby zwykle całkiem fajnie i dostatnio żyć, a tak kurczowo się trzymają tych zapilców... :mysli: Sama nie byłam inna. Im bardziej alkoholizm zaawansowany, tym mniej pożytku z faceta. Nawet plemniki mizerne :bezradny:
;)

Maciejka - Pon 25 Maj, 2020 01:38

porzucona36 napisał/a:
Muszę nauczyć się widzieć w nim alkoholika tak jak każe mi terapeutka i wy, ale to ciężkie kiedy czuję się gorsza od niego bo ona ma to o czym ja marzyłam do tej pory. Porobana jestem. /Zazdroszę wam że macie to już za sobą.

Muszę, każecie mi, terapeutka mi każe
A Ty co , jak dziecko tata czy mama każe coś zrobić i musisz to zrobić?
Nikt z nas niczego Ci nie każe, po prostu dzielimy się tym co sami przeszliśmy, czego się nauczyliśmy, dajemy informacje zwrotne. Sama decydujesz czy i co z tego weźmiesz.
Ciągle jeszcze oddajesz innym kontrolę nad sobą zamiast wsiąść to na siebie.
Masz rację to jest trudne i wymaga czasu ale możliwe. Powoli tego też się nauczysz. Spróbuj powyrzucać słowa przymusu ze swojego słownika i zamienić je na słowa wyboru. Dla współuzależnionych to ważne. Jak myslisxtak się czujesz.
Mi z uczuciami pomogła poradzić książka.
Zrozumiesz uczucia- pokonasz problemy.

staaw - Pon 25 Maj, 2020 04:42

pietruszka napisał/a:
Czasem pozwalam też Pietruchowi trochę pozwlekać, żeby miał nieco przyjemności, jak mu się przypomni i może za bohatera domu porobić.

:chmurka: :buzki:
Toż to frajda niewiele mniejsza od sexu.
A i ten lepiej wychodzi w wykonaniu bohatera jak ciamajdy... :rotfl:

jal - Pon 25 Maj, 2020 05:55

porzucona36 napisał/a:

Jak usłyszałam sama sobie byłam winna bo nie dałam ciepła w domu, atmosfery i w ogóle aby mógł postępować inaczej.


Jeśli już szukasz winy u siebie to tylko w pomaganiu w piciu... i stwarzaniu komfortu picia partnerowi.

Miłością nie leczy się alkoholizmu... a na pewno nie naiwną.

Maciejka - Pon 25 Maj, 2020 07:50

Pytanie nie brzmi: dlaczego on, inni mi to robią lub zrobili, tylko: Dlaczego ja na to im pozwalam?
Żeby nie było , ja też dziś rano postawiłam sobie takie pytanie i poranek bez manipulacji, jestem biedna musisz zrobić co ja chcę bo ja tak chce. Zwykle . Nie zrobię tego i już

porzucona36 - Pon 25 Maj, 2020 09:49

Cytat:
Można też powiedzieć In vino veritas


Czyli to co mówił pod wpływem było szczera prawda anie bełkotem pijanego?

staaw - Pon 25 Maj, 2020 10:25

porzucona36 napisał/a:
Cytat:
Można też powiedzieć In vino veritas


Czyli to co mówił pod wpływem było szczera prawda anie bełkotem pijanego?

To była prawda, ale jego. Tak widział świat.

Jeżeli otrzesz się o słupek przy parkowaniu, Ty widzisz ryskę a właściciel błotnik do wymiany.
Kilka śladów błota w kuchni dla Ciebie oznacza brudną kuchnię...

pterodaktyll - Pon 25 Maj, 2020 12:40

porzucona36 napisał/a:
Czyli to co mówił pod wpływem było szczera prawda anie bełkotem pijanego?

staaw napisał/a:
To była prawda, ale jego. Tak widział świat.

Widzisz.....to jest tak, że alko wierzy świecie, że to co mówi i co mu się wydaje, jest prawdą. Problem polega na tym, że najczęściej ma się to nijak do jakiejkolwiek rzeczywistości i są to raczej pobożne życzenia, czego z kolei on nie przyjmuje do wiadomości. Tworzy sobie iluzję otaczającego go świata i w tej iluzji żyje, robiąc absolutnie wszystko żeby nie dopuścić do jakiejkolwiek zmiany. Każda zmiana to potencjalne niebezpieczeństwo utraty komfortu picia, więc stanie na głowie żeby do tego nie dopuścić. Ot i cała "miłość" :bezradny:

porzucona36 - Pon 25 Maj, 2020 16:16

Maciejka napisał/a:
Muszę, każecie mi, terapeutka mi każe


Maciejka te słowa wylatują mi zupełnie niekontrolowanie, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego. Oczywiście że chcę czerpać z waszego doświadczenia i waszych rad, chcę wreszcie ruszyć z miejsca pomimo że nie dam rady zrozumieć jego sposobu postępowania chcę zrozumieć siebie.

Maciejka napisał/a:
Dlaczego ja na to im pozwalam?
Ż


Dlatego, że dotychczas nie widziałam i nieruzumiałam tego, ale z dnia na dzień liczę na to że będę coraz bardziej umiała postawić granice a on przestanie mną rządzić.

pterodaktyll napisał/a:
potencjalne niebezpieczeństwo utraty komfortu picia


po analizie na terapii okazało się że ja mu dobitnie zabrałam komfort picia, poniewaz w pewnym momencie zajęłam się sobą i synem, żyliśmy obok niego, a on zamiast się ocknąć pod namową rodziny ułożył sobie życie z kimś innym. I wiecie co, gdy tak postępowałam wobec niego w trakcie bycia razem, czułam że mam rację że słusznie robię szkoda tylko że ten stan nie utrzymał się w momencie kiedy on odszedł.

Maciejka - Pon 25 Maj, 2020 16:22

Trening czyni mistrza. Ja też czasem wpadam w stare schematy ale bardzo szybko się orientuje i wskakuje na nowe myślenie.
Ja albo inni zwracamy uwagę na jakiś problem. Nie oczekuje, że jak coś Ci napisze to od razu będziesz postępować jak ja albo inaczej. Sama dojdziesz do tego jak ma wyglądać Twoje życie.
Nie wiem na jaką terapię chodzisz indywidualna czy grupowa. Na każdej inaczej się pracuje. Ja chodziłam głównie na grupa, indywidualnych spotkań miałam mało.
Spokojnie. Powoli małymi kroczkami, jeden do przodu dwa do tyłu ale idzie. Wbrew pozorom ku lepszemu.

porzucona36 - Pon 25 Maj, 2020 16:37

Maciejka napisał/a:
Nie wiem na jaką terapię chodzisz indywidualna czy grupowa.


Na indywidualną na szczęści przynajmniej tak myślę. Od razu nie dam rady, muszę parę razy przeczytać wasze wpisy, żeby dotarło . Dlatego często zdarza mi się poruszać po raz kolejny problem i swoje wątpliwości, a zarazem męczyć was swoją monotonnością problemu. Tu mogę przynajmniej wszystko wyrzucić z siebie.

Maciejka - Pon 25 Maj, 2020 17:10

I gra gitara, Pisz ile Ci potrzeba, mogę popisać, mam czas.
Ja wolałam grupowa. Na grupowej jest temat i się pracuje na indywidualnej to terapeuta i pacjent i konkretny problem. Mi lepiej szło na grupowej.
Poszłam na spotkanie konsultacyjne i od razu na grupowa mnie skierowali i do psychiatry jak wszystkich żeby depresję wykluczyć lub inne choroby psychiczne.
Pamiętam że tak mnie wbilo dzieciństwo a potem życie z czynnych alkoholikiem w ziemie , że bałam się , że ten psychiatra coś znajdzie .
A on pogadał i mówi:
Ja tu zadnej choroby nie widzę od emocji to psycholog.
Byłam taka szczęśliwa , że nie jechałam autobusem na dworzec tylko na piechotę parę przystanki zasuwalam.

Klara - Pon 25 Maj, 2020 17:52

porzucona36 napisał/a:
Na indywidualną na szczęści przynajmniej tak myślę.

Według mnie nie myślisz dobrze.
Wydaje mi się, że byłoby dobrze, gdybyś zapytała o możliwość udziału w grupie.
Czasami trzeba poczekać, aż się zbierze odpowiednia ilość osób, by grupa mogła powstać, ale wierz mi, że warto poczekać, a przede wszystkim warto wyrazić taką chęć.

edit:
Uczestniczenie w grupie nie wyklucza spotkań indywidualnych, nawet jest wskazane takie połączenie.
Gdybyś jeszcze wybrała się na grupę Al-Anon, miałabyś komplet.

porzucona36 - Pon 25 Maj, 2020 20:06

Cytat:
gdybyś zapytała o możliwość udziału w grupie

Cytat:
Gdybyś jeszcze wybrała się na grupę Al-Anon


Nie jestem jeszcze gotowa na terapie grupowa szczególnie w moim mieście. Pracuje w takiej instytucji że grupowa odpada, ale na spotkanie al-anon uczęszczam na szczęście jest możliwość zdalnie.

Maciejka ja zamierzam skorzystać z twojej rady i wziąć udział w terapii aa żeby bardziej zrozumieć tok rozumowania i całokształt tej choroby. Pisać będę chyba że już będziecie mieli mnie dość i tego w kółko powtarzania tego samego. :rotfl: wasze wszystkie rady, komentarze to skarbnica wiedzy bo poparta osobistymi doświadczeniami.

Mam pytanie czy ktoś ma w formie pdf książkę "Alkoholik. Instrukcja obsługi"?

pterodaktyll - Pon 25 Maj, 2020 20:15

porzucona36 napisał/a:
żeby bardziej zrozumieć tok rozumowania i całokształt tej choroby.

Swojej czy alkoholika? :mysli:

porzucona36 - Pon 25 Maj, 2020 20:32

Cytat:
Swojej czy alkoholika


Chyba jednej i drugiej

Maciejka - Pon 25 Maj, 2020 20:38

Ej coś Ci się pomyliło. Po co Ci terapia AA ? Ja byłam na paru mitingach AA otwartych bo mówiłam jak Karina i nie rozumiałam jak można mieć w du*** rodzinę i myśleć tylko o chlaniu. Jak posłuchałam alkoholików to zrozumiałam , że oni wszyscy jak piją to mówią tak samo, że nie tylko on tak robił. Oni mi pokazali i utwierdzili w przekonaniu , że robię dobrze.
Na swojej terapii dostałam wiedzę trochę o chorobie alkoholowej, o systemie iluzji i zaprzeczania. Zobaczyłam gdzie jest mój mąż. Na tej betoniarze i jak się wyvhodzi z tej choroby. Wiem ogólnie o chorobie alkoholowej, nie mam terapii alkoholizmu bo po co mi ona. Ja byłam wspôłuzaleznione i ddd. Z tego miałam się wyleczyć i wyjść z roli ofiary, osoby zależnej od innych, nauczyć się budować poczucie własnej wartości od wewnątrz, stawiać granice funkcjonalne, podnieść samoocenę i pewność siebie. Nauczyć się radzić sobie z uczuciami, odmrozić siebie i chciałam nauczyć się płakać. Zazdrościłam na grupie koleżankom bo one płakały a ja nie. Byłam zablokowana. Puściły łzy jak zmarł maz a potem jak wlazlam w smutek i żal po utraconym dzieciństwie. Tu myślałam , że w depresję władze jak mnie rozwaliło ale ze mnie twarda sztuka , dałam radę bez załamania, płakałam i płakałam, taplslsm się w dolinie żalu i taplslsm aż błotko obeschlo a ja poczułam ulgę. I radość że w końcu popłakałam sobie. Potem płakałam z radości, jak byłam smutna, jak poczułam żal i krzywdę, że złości. Z bezradności. puściły blokady.

Klara - Pon 25 Maj, 2020 20:47

porzucona36 napisał/a:
Nie jestem jeszcze gotowa na terapie grupowa szczególnie w moim mieście. Pracuje w takiej instytucji że grupowa odpada, ale na spotkanie al-anon uczęszczam na szczęście jest możliwość zdalnie.

Oj, bo ja ciągle zapominam, że grupowe spotkania nie są teraz możliwe :oops:

Jeśli jednak będą możliwe, to będę Ci powtarzała, że spotkania na żywo są najskuteczniejsze.
Jeśli zaś chodzi o gotowość, to jedna z piszących tu koleżanek (może się odezwie? :mysli: ) też tak dość długo powtarzała, a gdy się wreszcie przełamała, ruszyła szybko do przodu.

Widzę też, że obawiasz się, że na grupie spotkasz kogoś znajomego, więc Ci opowiem o moich dwóch zdarzeniach.
Mieszkam na wsi, ale blisko dużego miasta, dlatego pierwszy raz na grupę Al-Anon wybrałam się do samego śródmieścia będąc pewna, że tam to już nikogo znajomego nie będzie.
Możesz sobie wyobrazić moje zaskoczenie, gdy podczas przerwy prawie zderzyłam się z moim sąsiadem, który wyszedł na przerwę w spotkaniu grupy AA odbywającym się w sąsiednim pomieszczeniu.
Myślisz, że to coś zmieniło? Nic a nic. Ani on nikomu o tym nie powiedział, ani ja.
Drugie zdarzenie miało miejsce na terapii grupowej.
Gdy już się zebrała grupa, pierwsze spotkanie trwało już dobrą chwilę, otworzyły się drzwi i zdyszana wpadła jeszcze jedna uczestniczka.
Nie wierzyłam oczom. Była to osoba, którą dotąd znałam z cyklicznych zawodowych szkoleń jako bardzo pewną siebie i służącą mi jako wzór specjalistkę w naszym fachu. Obie też pracowałyśmy w instytucjach w naszym odczuciu wykluczających bywanie w miejscach w których się znalazłyśmy, bo to tylko pozornie jest wstyd.
Później w rozmowie ze śmiechem przyznała, że gdy mnie zobaczyła, nie wiedziała, czy ma zostać, czy od razu uciekać.
Tymczasem obie byłyśmy głęboko współuzależnione i właściwie w tym względzie niczym się od siebie nie różniłyśmy.
Wszystkie nasze przekonania związane z tym, że nikt nie wie, jakie mamy problemy, okazały się wymyślone, a obawy, że zostaniemy w jakiś sposób napiętnowane z tego powodu, że zwróciłyśmy się o pomoc do specjalistów, były nieprawdziwe.

Maciejka - Pon 25 Maj, 2020 20:59

U nas to terapeutka decydowała kto na grupowa kto na indywidualną. Jak ktoś miał depresję to bywało że najpierw była indywidualna a potem grupowa.
U nas nie było koncertu życzeń. Wybieram sobie terapię i idę. Decydowała terapeutka. Na DDA też potrzebna była gotowość i terapeuci decydowali. Nie każdy kto chciał to się dostał

pterodaktyll - Pon 25 Maj, 2020 21:02

porzucona36 napisał/a:
Chyba jednej i drugiej

Tą jedną to rozumiem, ale na huk Ci ta druga? Czy to coś zmieni w Twoim młodym życiu?

Klara - Pon 25 Maj, 2020 21:13

Maciejka napisał/a:
U nas nie było koncertu życzeń. Wybieram sobie terapię i idę. Decydowała terapeutka.

Jeśli ktoś przez czas dłuższy uczęszcza na indywidualną i po jakimś czasie zaczyna wspominać, że chętnie zacząłby grupową, to wówczas terapeutka może zdecydować, a jeśli nieustannie powtarza, że nie jest gotów, to go przecież siłą nie będzie zapędzała.
Jak u nas było tego nie wiem. Mnie zaproponowała grupę na pierwszej rozmowie przy czym zastrzegła, że trzeba poczekać, aż będzie właściwa liczba osób. Szczegółowego sposobu typowania do grupy nie znam i w tamtym czasie jakoś mnie to nie interesowało.

olga - Pon 25 Maj, 2020 21:39

Ja chodziłam najpierw na grupową a potem na indywidualną....

Na grupowej nie miałam żadnego problemu żeby się otworzyć...musieli mi siłą gębę zamykać bo nie chciałam nikogo dopuścić do głosu.... Ale to był rok 2011 i 2012...najpierw zgłosiłam się chyba w 2005 i wtedy rzeczywiście siedziałam cicho...zbuntowana, odrzucająca wszystko o czym było mówione...zrezygnowałam po jednym albo dwóch spotkaniach bo "mój alkoholik" był wtedy z tych "lepszych" tzn był jeszcze dobrze funkcjonujący...w gacie nie sikał, po pijaku nie jeździł, po melinach się nie włóczył...na to trzeba było poczekać pięć lat...

staaw - Pon 25 Maj, 2020 23:35

pterodaktyll napisał/a:
porzucona36 napisał/a:
Czyli to co mówił pod wpływem było szczera prawda anie bełkotem pijanego?

staaw napisał/a:
To była prawda, ale jego. Tak widział świat.

Widzisz.....to jest tak, że alko wierzy świecie, że to co mówi i co mu się wydaje, jest prawdą. Problem polega na tym, że najczęściej ma się to nijak do jakiejkolwiek rzeczywistości i są to raczej pobożne życzenia, czego z kolei on nie przyjmuje do wiadomości.

Moim zdaniem zbytnio zawęziłeś kwerendę, wasza Skamieniałość. Problem dotyczy szerszej grupy ludzkości niż tylko alkoholicy. Racjonalny mózg zrobi wszystko by zachować spójność świata, który takim wcale nie jest.
Ja, widząc jak rozjeżdża mi się świat rzeczywisty ze światem wartości mogłem zrobić jedyne co umiałem, wyłączyć mózg alkoholem.
No bo jak na trzeźwo używać smartfona, wiedząc że w kopalniach litu pracują dzieci za dolara dziennie?

Dopiero pogodzenie się z faktem że świat nie jest i nigdy nie będzie idealny daje pewną szansę na normalne życie w społeczeństwie zajętym wojną zwolenników Bolka ze zwolennikami Lolka, no i walcząca o parytety Tola :rotfl:
Niektórzy, po wielu cierpieniach, są w stanie zrozumieć to jedna bajka mająca jeden cel.
Przynieść kasę reżyserowi... :glupek:

porzucona36 napisał/a:

Mam pytanie czy ktoś ma w formie pdf książkę "Alkoholik. Instrukcja obsługi"?

A zamierzasz jeszcze obsługiwać jakiegoś alkoholika?
Wydaje mi się że w innym celu rozpoczęłaś terapię.

Moim zdaniem jedyną książką dotyczącą alkoholizmu jest "Anonimowi alkoholicy"
Do kupienia w BSK i na niektórych mityngach AA...
https://sklep.aa.org.pl/anonimowi-alkoholicy-iv-wydanie-p-110.html

Audiobuk na YT:


Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 05:33

Słyszałam, że : Alkoholik instrukcja obsługi to bardzo dobra książka dla współuzależnionych. Ja tego nie znam. Znam Trudna nadzieję, Poza kontrolą, Małżeństwo na lodzie.
Dla współuzależnionych starczy wiedzy z tych książek na temat alkoholizmu. Koniec współuzależnienia. Pułapka współuzależnienia. I wiele innych.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 05:42

Kobiety, które kochają za bardzo- jeszcze.
Dużo jest literatury na ten temat
Materiały Al- Anon- Problemy w małżeństwie z alkoholikiem - chyba bo nie jestem pewna.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 06:24

Z tej wielkiej księgi AA to warto przeczytać rozdział: Do żon. Reszta to dla uzależnionych. Po co zawracać sobie głowę czymś co mnie nie dotyczy. Ja się nie uzaleznie, alkohol jest niedobry, gryzie, gorzki i odbiera rozum i niszczy życie.
Kiedyś też chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o alkoholizmie, czytałam co wpadło mi w ręce, nic to nie dawało mi, niczego i tak nie rozumiałam . Potem właściwą, prosta książka, odpowiednia pomoc psychologiczna, fachową literatura i mocne postanowienie , że z tego wyjdę bo koleżanka ma czynnego alko w domu i chodzi z podniesioną głową i jest szczęśliwa i ja tak chce. Ona mogła to ja też mogę

pietruszka - Wto 26 Maj, 2020 06:41

porzucona36 napisał/a:
w pewnym momencie zajęłam się sobą i synem, żyliśmy obok niego, a on zamiast się ocknąć pod namową rodziny ułożył sobie życie z kimś innym.


hehe... wszelkie próby manipulacji (! tak, tak, my też to próbujemy robić i czasem to działa, ale... na chwilę, dopóki się nas odpowiednio nie zmiękczy :wysmiewacz: ) z naszej strony zwykle spełzają na niczym. Przecież ci specjaliści od manipulacji dobrze wiedzą, że my to robimy w określonym celu (aby przestali pić, podjęli terapię, umyli okna, przykręcili śrubkę - odpowiednie skreślić). Ileż to ja sama różnych głupstw zrobiłam, aby... :rotfl: :rotfl: :rotfl: i...d***

Jak mu się zachciało trzeźwieć to stało się to wtedy, gdy ja miałam już inne plany. Zupełnie jakby mi na złość zrobił. :rotfl:

porzucona36 napisał/a:
Mam pytanie czy ktoś ma w formie pdf książkę "Alkoholik. Instrukcja obsługi"?

:rotfl: Czyżby ktoś skopiował mój tytuł wątku sprzed lat. (na innym, już nieistniejącym forum). Zlotem bym wtedy zapłaciła za taki tytuł . :wysmiewacz: I za nic nie mogłam zrozumieć, dlaczego mi alkoholicy i leczące się koalki mi próbują wytłumaczyć, że alkoholika się nie obsługuje, ale zwiewa odeń jak najdalej. Znacznie ważniejsze jest nauczyć się obsługiwać siebie. Wgrać nowe programy, bo zwykle mamy wadliwe, przestarzałe oprogramowanie i jesteśmy podatne na wirusy :mgreen:

Tak na serio książki już nie miałam okazji czytać, "wychowałam się na starej klasyce". Wszystkie te tytuly, które Maciejka podała. A... i "Buty mojego męża" (czy jakoś tak). Z alkoholowych książek (znaczy się o alkoholikach) to chyba Rehab Osiatyńskiego mi wystarczył, żeby mnie wyleczyć z głodu wiedzy o cudzej chorobie. Na szczęście nie straciłam wiele czasu i zajęłam się książkami o swoich dysfunkcjach. ale rozumiem, mózg jest zafiksowany na cudzym, taki mechanizm obronny (zająć się kimś, zamiast sobą). Pewnie każda z nas to przechodziła na początku zdrowienia. Ja na pewno.

Na szczęście, moja terapeutka szybko mnie zakręciła tematem mojego dzieciństwa, więc mi szybko cudzy alkoholizm wyleciał z głowy. Na grupowej natomiast wałkowałam współuzależnienie. W grupie... trudniej się ukryć. I chyba największe oświecenia zawdzięczam właśnie grupowej.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 06:55

Moje dwie głowy - jeszcze ale nie znam tej książki. Ponoć też dobra.
Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 07:19

Ja też wychowana na starej , dobrej literaturze. Wartościową lektura są książki Ewy Woyfyllo
Można jeszcze poszukać na jutube filmików Jerzego Mellibrudy. Tematyka dość szeroka. Na temat uzależnienia co nieco . Współuzależnienia, związków.

jal - Wto 26 Maj, 2020 07:34

"Aby wybaczyć" - Ewa Woydyłło

Wprawdzie on nie zasługuje na wybaczenie ale ja zasługuję - to zdanie otworzyło mi oczy w kwestii noszenia i pielęgnowania urazy.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 07:43

Manipulacja: Szantaż emocjonalny, Gdy Twój partner łże jak pies.
pterodaktyll - Wto 26 Maj, 2020 09:34

staaw napisał/a:
zbytnio zawęziłeś kwerendę,

Co ja zrobiłem???!!! :shock:

Łomatkoboskoforumowo.........mógłbyś Wasza Dostojność jakoś przystępniej, co by było zrozumiałe dla większej połowy populacji :rotfl:

porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 11:29

Maciejka napisał/a:
Ej coś Ci się pomyliło. Po co Ci terapia AA ?

pterodaktyll napisał/a:
Tą jedną to rozumiem, ale na huk Ci ta druga? Czy to coś zmieni w Twoim młodym życiu?


Dziękuję za słowo młodym, jeszcze chciałabym się tak poczuć, bo ja uważam że na tyle starym że wszystko stracone. :beczy: A co do terapii to chciałabym poznać spojrzenie alkoholików na to wszytko, usłyszeć na własne uszy to co pisała Maciejka, jak można mieć gdzieś osoby które się "kocha" i które kochają jego, jak można atakować ich, zdradzać itp. Może to da mi możliwość szybszego wstania z kolan bo w końcu dotrze do tej durnej makówki, że to nie ja byłam winna tej sytuacji.
Niestety ja na razie nie jestem w stanie przezwyciężyć się i wziąć udział w terapii grupowej, aczkolwiek nie odrzucam tej możliwości w czasie późniejszym. Jest jeszcze jeden powód dla którego nie chciałam uczestniczyć w grupowej ale wstyd mi było go tu napisać, a mianowicie to że nie chciała bym aby on wiedział że po związku z nim muszę się leczyć, bo i tak wszem i wobec określił mnie mianem psychicznie chorej, która potrzebuje psychiatry.

olga napisał/a:
bo "mój alkoholik" był wtedy z tych "lepszych" tzn był jeszcze dobrze funkcjonujący...w gacie nie sikał, po pijaku nie jeździł, po melinach się nie włóczył...na to trzeba było poczekać pięć lat...

Tak samo było z moim, jak jest teraz nie wiem ale może gdyby w trakcie związku było już tak źle jak u ciebie po 5 latach szybciej otworzyłabym oczy. Nie za bardzo chce mi się wierzyć, że do takiego stanu sie doprowadzi szczególnie teraz jak będzie mieszkała z noworodkiem.

staaw napisał/a:
A zamierzasz jeszcze obsługiwać jakiegoś alkoholika?
Wydaje mi się że w innym celu rozpoczęłaś terapię.


Nie planuję już żadnego w swoim życiu, ale na mittingu al-anon wszyscy polecali tą książkę, zresztą mój terapeuta również, podobno pozwala ona inaczej spojrzeć na problem alkoholowy i zrozumiec bardziej siebie, jako współuzależnioną. Nie wiem nie czytałam jeszcze jak to zrobię dam wam znać.

porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 11:38

pietruszka napisał/a:
ale rozumiem, mózg jest zafiksowany na cudzym, taki mechanizm obronny (zająć się kimś, zamiast sobą). Pewnie każda z nas to przechodziła na początku zdrowienia.


Na temat swoich dysfunkci już też sporo poczytałam, ale najpier studiowałam literaturę na temat tosycznych związków, socjopaci itp, moje dwie głowy równiez przeczytałami wszystko co czytałam niby pasowało ale cały czas nie było to aż tak w 100 %, dopiero jak mi terapeutka powtórzyła kilka razy to co już pisałam, że trzeba zobaczyć w nim alkoholika a później cała resztę problemów, że to głownie z tej choroby wynikało większość przykrości które mnie spotkały, idealnie dopasowało mi się wszystko w całość. Później trafiłam na mitting al-anon i na forum, i zaczyna mi się jeszcze bardziej wszystko łączyć.

pietruszka napisał/a:
wszelkie próby manipulacji


nigdy nie patrzyłam na to z tej strony, bardziej z braku siły już i cierpliwości przestałam mu prać, gotowac ,zmieniać pościel, robić zakupy, odzywać się i zajęłam sobą i synem, teraz na terapii usłyszałam że to tak zwana twarda miłość, która w wielu przypadkach pozwala dotknąć alkoholikom ich dna od którego się odbijają. Wówczas ja tego nie wiedziała, zareagował instunktownie, ale oczywiśćie po wszystkim miałam straszne wyrzuty sumienia, że jak ja mogłam tak postąpić wobbec niego, on mi rowniez nieomieszkał wyrzucić, że gdybym się odzywała do niego a nie milczała on by nie poszukał innej.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 11:43

Mój mąż też nazywał mnie psychicznie chora i tą panią co uprawia najstarszy zawód swiata :rotfl: i jeszcze wiele innych " imion" miałam u niego. To klasyka gatunku.
Trzeba mieć w tyle takie zachowania.
Wiesz, każdy sądzi wdg siebie. On czuje się nie w porządku to przeżycia to na Ciebie. Psychiatra się znalazł z Bożej łaski. :rotfl:

porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 11:53

Maciejka napisał/a:
tą panią co uprawia najstarszy zawód swiata


W trakcie związku jak miał za długi ciąg też słyszałam takie określenia, jak również wiele innych, a roman miałam pewnie z 3/4 miasta albo więcej, ale wówczas miałam to w duszy bo wiedziałam że to wódka mówi a nie on, ale te ataki po rozstaniu od niego, od niej i jego córki, o tym jak to psychiczna jestem nienormalna, że mam źle dobrane leki skoro mi nie pomagają i powinnam zmienić lekarza szczególnie mnie zabolały, może dlatego że już wówczas zaczęłam się leczyć.

pterodaktyll - Wto 26 Maj, 2020 11:59

porzucona36 napisał/a:
Dziękuję za słowo młodym, jeszcze chciałabym się tak poczuć, bo ja uważam że na tyle starym że wszystko stracone.

:buahaha: :glupek:
Zawiadamiam Cię uprzejmie, że życie to zaczyna się dopiero po czterdziestce (co najmniej po czterdziestce, a niektórzy powiadają nawet, że po piędziesiątce.........cokolwiek miałoby to znaczyć. :milczek:
porzucona36 napisał/a:
chciałabym poznać spojrzenie alkoholików na to wszytko, usłyszeć na własne uszy to co pisała Maciejka, jak można mieć gdzieś osoby które się "kocha" i które kochają jego, jak można atakować ich, zdradzać itp. Może to da mi możliwość szybszego wstania z kolan bo w końcu dotrze do tej durnej makówki, że to nie ja byłam winna tej sytuacji.

Jak powiada Wieszcz "..........Czucie i wiara silniej mówią do mnie, niźli mędrca szkiełko i oko"
Jeszcze raz pytam po huk Ci to? Dlaczego usiłujesz, z uporem godnym lepszej sprawy, zrozumieć ludzi, którzy ni cholery sami nie mogą zrozumieć dlaczego chleją :bezradny:
porzucona36 napisał/a:
Maciejka napisał/a:
tą panią co uprawia najstarszy zawód swiata


W trakcie związku jak miał za długi ciąg też słyszałam takie określenia, jak również wiele innych, a roman miałam pewnie z 3/4 miasta albo więcej, ale wówczas miałam to w duszy bo wiedziałam że to wódka mówi a nie on,

To po prostu kompleks Otella, dość częsty wśród czynnych alko.)

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 12:04

Co innego przeczytać a co innego usłyszeć na mitingu na żywo od innych. Lepiej dociera .
porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 12:08

pterodaktyll napisał/a:
Jeszcze raz pytam po huk Ci to?

Maciejka napisał/a:
co innego usłyszeć na mitingu na żywo od innych. Lepiej dociera .


I tu podpisuję się obiema rękoma, po cichu liczę że dzieki temu pozbędę się wyrzutów sumienia, że to nie moja wina. :roll:

Zespół Ottella dotyczący tylko jednej osoby? Jak to usłyszałam, już teraz on nie musi być zazdrosny bo nie ma podstaw, bo nowa dama nie uśmiecha się do innych a potrafi nawet dać w gębę. xcc Ja nigdy nie potrafiła bym nikogo uderzyć w twarz a poza tym nie miałam powodu, bo akurat w tym temacie mam jasną i twarda granicę, którą zaznaczam już na poczatku znajomości, i on o tym wie bo sam się przekonał jak za mną łaził na poczatku znajomości, zajęło mu to pół roku zanim w ogole zgodziłam się z nim umówić, a nie w ciągu 3 miesięcy zamieszkać z nim i mieć dziecko!!!!!

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 12:17

Alkoholik piję bo jest alkoholikiem i tyle co do winy.
Poczucie winy to ogromne narzędzie w rękach manipulatora. Rządzi w ten sposób inna osoba. Jestem taki miły, opiekuńczy, zaradny szczyt cnót a ty taka wredna, nieużyta, nic nie potrafisz dobrze zrobić, nawet chłopa utrzymać przy sobie , nawet dziecka mi nie dałaś, do niczego się nie nadajesz, zginiesz beze mnie. Zobacz znalazłem inna, ona to nie to co ty, z nią mi dobrze , nie przeszkadza mi radośnie pić. Zobacz co mogłaś mieć i co straciłaś. Z tobą nie da się stworzyć normalnej rodziny.
To wszystko to wbijanie w ziemie drugiej osoby, niszczenie jej psychiki, to niszczenie kogoś żeby usprawiedliwić własne braku, chore myślenie i postępowanie.
Nie pozwalają nikomu obsadzać Ciebie w roli ofiary.
Nie ma widowni nie ma przedstawienia. Nie ma kąta nie ma ofiary.
On nie zrezygnuje z roli kąta to Ty musisz walnąć pięścią w stół i wyjść z tego, zbuntować się przeciw temu.
Poczuć złość, masz wtedy energię , możesz zacząć działać.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 12:39

W internecie można znaleźć dwa teksty to. : List alkoholika i Gdyby alkohol mógł mówić....
Warto sobie poczytać....

porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 14:52

Maciejka napisał/a:
Jestem taki miły, opiekuńczy, zaradny szczyt cnót a ty taka wredna, nieużyta, nic nie potrafisz dobrze zrobić, nawet chłopa utrzymać przy sobie , nawet dziecka mi nie dałaś, do niczego się nie nadajesz, zginiesz beze mnie. Zobacz znalazłem inna, ona to nie to co ty, z nią mi dobrze
Maciejka napisał/a:
Zobacz co mogłaś mieć i co straciłaś. Z tobą nie da się stworzyć normalnej rodziny.

Dokładnie to usłyszałam i jeszcze wiele podobnych, żeby tylko od niego to pół biedy ale jeszcze od niej i jego rodziny to już były gwoździe do trumny mojej wartości. a do tego to dziecko w tle z nią i dziękuję bardzo popłynęłam w dół, bo we wszystko uwierzyłam.
Na razie uderzyłam na tyle pięścią że mam zero kontaktu, o reszcie co się ze mną dzieje nie może być katem, a dla niej na pewno nie będzie jak sam twierdził.

olga - Wto 26 Maj, 2020 15:31

Będzie, będzie :luzik: niech tylko zacznie mu zabraniać pić... Jak tylko dziecko się urodzi jego picie będzie jej przeszkadzać, będzie chciała mieć ojca dla dziecka a dla siebie pomoc. Skończy się sielanka....bo to, że on do picia wróci to więcej niż pewne....dla człowieka niestabilnego emocjonalnie nocne pobudki, płacz niemowlaka, bóle brzuszka, kolki, biegunki będą trudne do przeskoczenia bez uśmierzacza....do tego dojdzie brak zainteresowania nim że strony partnerki, skupienie się na dziecku.... I biedny miś pójdzie się pocieszyć...
Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 15:41

Oni nie rozumieją choroby alkoholowej i dlatego takie akcje w Twoim kierunku. Jak do mnie jego rodzinka zaczęła miec pretensje to uciekam krótko : Ja przynajmniej coś robiłam a wy pozakładali ręce pod d**ę i czekali az umrze. A jak były gadki przy mnie na pogrzebie to powiedziałam tylko do jednej osoby : Jedna uwaga i wychodzę.
Była cisza jak makiem zasiał.
Tamtą sytuacja co pisałam wcześniej to jak trumnę prowadzili to on mówił te wszystkie " przyjemności.
W wiosce też na uwagę sąsiadki: Tobie też na plecach wisi.
Obejrzałam się i mówię; Gdzie? Tu nic nie wisi.
Druga wybuchła śmiechem.
To wszystko , że umiałam się obronić to ciężka moja praca na terapii i praca, uczenie się asertywności.
Nie daj się nikomu wbić w ziemie. Tak Cię traktują jak na to pozwalasz

porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 18:17

Cytat:
niech tylko zacznie mu zabraniać pić.

Maciejka napisał/a:
jego picie będzie jej przeszkadzać,


Wątpię żeby do tego doszło, ona z twardy przekonaniem twierdziła że on już nie pije bo nie musi. Więc skoro jej nie przeszkadzało w tedy to i nadal nie będzie.

Maciejka napisał/a:
Jak do mnie jego rodzinka zaczęła miec pretensje to uciekam krótko


Ja niestety nie byłam tak twarda, a raczej jak teraz pomyślę to absurdalnie głupia, bo oczywiście nie powiedziałam im że to przez picie wszystko, tylko potulnie wzięłam winę na siebie stwierdzając że wiem co zrobiłam źle i że już nie będę taka dla niego. :boisie: :glupek2: Jedyne co do jego córki napisałam prawdę, to oczywiście był atak za to na mnie od niej i jego panienki, że jakim prawem ja go tak oczerniam.

Maciejka napisał/a:
Nie daj się nikomu wbić w ziemie. Tak Cię traktują jak na to pozwalasz
by

Na dzień dzisiejszy zupełnie inaczej bym im powiedziała ale czasu nie cofnę. Wybielilam misia. A na dodatek to sama czuję się jak ten toksyczny człowiek w związku, od którego należało się odciąć i zacząć żyć od nowa.

Maciejka - Wto 26 Maj, 2020 18:22

Czlowiek uczy sie na błedach, Ty dopiero jesteś na początku drogi. Nauczysz sie powoli.
olga - Wto 26 Maj, 2020 19:44

porzucona36, początek związku to często zauroczenie...wtedy nic nie przeszkadza...to jest normą...potem klapki z oczu spadają...jej też spadną.... Chyba, że ona imprezowa i sama lubi chlapnąć?...
porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 20:07

olga napisał/a:
Chyba, że ona imprezowa i sama lubi chlapnąć?..

Z tego co słyszałam to dokładnie tak jest i to ich najbardziej połączyło wcześniej.

olga - Wto 26 Maj, 2020 20:16

Szkoda dziecka, które będzie się wychowywać w patologii...

Nie dorastasz jej do pięt bo nieimprezowa jesteś... Nie wiem czy to zarzut czy raczej komplement?...

pterodaktyll - Wto 26 Maj, 2020 20:30

olga napisał/a:
Nie wiem czy to zarzut czy raczej komplement?...

W tej sytuacji to oczywiście komplement :mgreen:

olga - Wto 26 Maj, 2020 20:36

Też tak myślę...
OSSA - Wto 26 Maj, 2020 21:13

porzucona36, nie obraź się dziś jest dzień matki , masz nastoletniego syna i mogłabyś z nim fajnie spędzić ten dzień , a ty dalej on, on............ rozpaczasz tak jakbyś straciła najstarsze dziecko. Skup się na sobie i na tym co naprawdę jest ważne , zamiast ciągle bić pianę po starcie pijącego partnera .

vz4 wbij sobie do tej młodej głowy , nie przez ciebie pił i nie dla ciebie przestanie, dla tej nowej też nie przestanie pić.
Z tego co piszesz twój były nie jest stały w uczuciach , ma dziecko z poprzedniego związku, teraz będzie miał kolejne. Zastanawiam się tylko po co piszesz do jego córki. Przecież do jeszcze dziecko, no może nastolatka, tak czy inaczej nie chce wiedzieć jaki jest jej ojciec, dziecko nie powinno być nigdy stroną w sporze z rodzicami, dorosłymi.
Cały czas piszesz bo on , jego rodzina i jego nowa partnerka ciebie, oczerniają i atakują , a ja odnoszę wrażenie, że oni się tylko bronią, przed tobą.

Linka - Wto 26 Maj, 2020 21:20

OSSA napisał/a:
a ja odnoszę wrażenie, że oni się tylko bronią, przed tobą.

Ossa, ty tak na poważnie ?
Nie wydaje mi się, zeby taki tekst pomógł. :blee:

pterodaktyll - Wto 26 Maj, 2020 21:42

OSSA napisał/a:
ja odnoszę wrażenie, że oni się tylko bronią, przed tobą.

Jeśli chodzi o rozkminianie czyichś intencji, to nigdy nie byłaś dobra w te klocki E. :mgreen:

porzucona36 - Wto 26 Maj, 2020 21:51

Cytat:
masz nastoletniego syna i mogłabyś z nim fajnie spędzić ten dzień


I spędziłam, a pisałam z wami w między czasie. Niestety nie potrafię wyrzucić tego bólu z głowy i z serca.

Cytat:
tylko po co piszesz do jego córki. Przecież do jeszcze dziecko,

OSSA napisał/a:
a ja odnoszę wrażenie, że oni się tylko bronią, przed tobą.


Gdybyś poświęcił odrobinę uwagi na moje wcześniejsze wpisy wiedział byś ze to nie ja pisałam do mlodej a ona do mnie, oczywiście źle zrobiłam odpisując ale po kolejnej wiadomości z obrażaniem mnie nie wytrzymałam. Nie będę się powtarzać co do reszty i opisywać jak to wygladalo po raz kolejny bo już o tym pisałam.

Cytat:
Nie wydaje mi się, zeby taki tekst pomógł


Linka to fakt, w ogóle nie pomógł ale przyjmuje go z pokorą, bo każdy komentarz jest potrzebny, tylko na przyszłość prosiłabym jeżeli ktoś w taki sposób będzie mnie wspierał, to chociaż niech pofatyguje się przeczytać coś co napisami wcześniej żeby mieć jasny obraz sytuacji a nie wspierać mylnymi wnioskami.

pterodaktyll - Wto 26 Maj, 2020 22:39

porzucona36 napisał/a:
OSSA napisał/a:
a ja odnoszę wrażenie, że oni się tylko bronią, przed tobą.


Gdybyś poświęcił odrobinę uwagi na moje wcześniejsze wpisy wiedział byś


Gdybyś uważniej przyjrzała się, to OSSA jest raczej żeńskim nickiem, a nie męskim. Męski to raczej byłby truteń :mgreen:

:rotfl: :rotfl:

OSSA - Śro 27 Maj, 2020 00:00

pterodaktyll napisał/a:
Jeśli chodzi o rozkminianie czyichś intencji, to nigdy nie byłaś dobra w te klocki E.


Próbowałam zrozumieć intencje pijącego męża przez ponad ćwierć wieku i w końcu on mnie zostawił dla :flacha:

Dzieci dorosły, wyprowadziły się z domu, ja już zbliżam się do emerytury i dalej nie mogę zrozumieć dlaczego? On wolał c44vc niż rodzinę. Przecież miał wszystko kochającą żonę ,
zdrowe dzieci, dobrą pracę, kasę, dom, rodzinę, cudowne wnuczki, a woli wódkę.
Teraz już podobno pije mniej, ale pije i pewnie za życia nie przestanie :bezradny:


[quote="porzucona36"] nie chciałam ciebie urazić , jeśli tak to odebrałaś to przepraszam :kwiatek:

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 06:14

A ja dawno przestałam próbować zrozumieć dlaczego miał wszystko w du***, nie chciał żyć , dopiero jak śmierć zajrzała mu w oczy to sam na odwyk chciał ale było już za późno. Przestało mnie męczyć moje myślenie dlaczego inni alkoholicy żyją a inni umierają. Wystarczy proste i krótkie zdanie.
Taka jest choroba alkoholowa. On był alkoholikiem i pił. Nie ja decyduje kto ma żyć i jak ma żyć. Wszystko dzieje się po coś. Nie ma spotkań przypadkowych. Wszystko jest tak jak ma być.

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 06:19

Dlaczego tak? A dlaczego nie? Dlaczego jeden choruje na raka i żyje a drugi umiera? Bo tak jest i już. Jak mogę coś zrobić to robię jak nie mogę to nie mój problem.
porzucona36 - Śro 27 Maj, 2020 10:23

pterodaktyll napisał/a:
Gdybyś uważniej przyjrzała się, to OSSA jest raczej żeńskim nickiem, a nie męskim.


Przepraszam za pomylenie formy, obiecuję poprawę. :kwiatek: Może troszkę zbyt nerwowo zareagowałam ale niestety czasami jeszcze tak mam, chociaż staram się nad tym pracować. Nie gniewm się doceniam każde słowo, które tutaj dostaje zarówno te dobre jak i te gorsze, moze czasami trzeba mna wstrząsnąć żeby dotarło.

Czy ja jestem imprezowa? :mysli: Myślę, że tak ale może nie codziennie. Ja tez lubię spotkać się ze znajomymi przy piwku, albo wieczorem wypić lampkę wina, ale nie codziennie, albo do utraty tchu niestety albo stety. Myslę, że ze względu na dziecko ona również wyhamuje. Nigdy nie myślałam, że aby zatrzymać przy sobie faceta musiała bym towarzyszyć mu przy butelce, zawsze myślałam, że kobieta powinna o siebie dbać, o dom, rodzinę a picie na ostatnim miejscu.
Macie rację że próba zrozumienia jego choroby jest niemożliwa, zbyt czasochłonna i zbyt energetyczna, myślę, że gdyby chodziło tu tylko o tę chorobę łatwiej było by mi to przetrawić. Jak wspomniała Maciejka wcześniej mam też problem ze straconymi nadziejami, pragnieniami, które pokładałam w nim i w tym związku. A do tego jeszcze ta kobieta i dziecko :boisie: Myślę, że to mnie pogrążyło.

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 10:34

Daj czas czasowi, piszesz na forum, chodzisz na terapię,pracujesz nad sobą. Robisz co trzeba. Powoli, spokojnie , małymi krokami i w swoim tempie. Kiedyś to poukladasz. Pisz ile Ci trzeba. Mi też zajelo dużo czasu żeby poukładać świat na nowo.
Zdrada Cię najbardziej boli. To trudne do przejścia ale pomysł. Raz Cię zdradził poszedł w tango zdradzi drugi raz. Czy naprawdę nie ma na świecie dojrzałych facetów i wiernych? Miłość nie rani, nie wydeptuje w ziemie innych żeby samemu poczuć się lepiej. Po co Ci facet co bawi się innymi, kobietami, traktuje je jak przedmioty. Znudziła się zabawka to ja rzucam i zabieram się za inna

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 11:19

Jeszcze spróbuj popatrzeć na to tak. On codziennie Ciebie zdradzał dla alkoholu, coraz mniej czasu dla Ciebie, a coraz więcej dla alkoholu. Czy naprawdę nie zasługujesz na życie bez tego smrodu i bez wiecznego bycia ta na ostatnim miejscu? A gdzie miejsce dla Ciebie , a Gdzie Ty ,?
czerwonamila - Śro 27 Maj, 2020 11:57

Maciejka napisał/a:
Jeszcze spróbuj popatrzeć na to tak. On codziennie Ciebie zdradzał dla alkoholu, coraz mniej czasu dla Ciebie, a coraz więcej dla alkoholu. Czy naprawdę nie zasługujesz na życie bez tego smrodu i bez wiecznego bycia ta na ostatnim miejscu? A gdzie miejsce dla Ciebie , a Gdzie Ty ,?


Oj pęknie i konkretnie napisałaś. Teraz to przeczytałam i sobie myślę: Chłopak mojej siory tak robi,ale zamiast alko jest tylko praca matka a ona na końcu. Jest cierpliwa 3 lata.

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 12:00

Co to za związek jak jest w nim samotna....
Z drugiej strony niektórym to pasuje.
Żyj i daj żyć...

czerwonamila - Śro 27 Maj, 2020 12:01

Maciejka napisał/a:
Co to za związek jak jest w nim samotna....
Z drugiej strony niektórym to pasuje.
Żyj i daj żyć...

jej sprawa tylko taka myśl co wychwyciłam. Tak jest samotna bardzo. Teraz myśli,że go zatrzymie na dziecko.
No nic idę zająć się firmą :)
Duma mnie roznosi ,bo mogę oddać pożyczone pieniążki.

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 12:05

Tak. Dysfunkcja to nie tylko w rodzinie alkoholowej.
porzucona36 - Śro 27 Maj, 2020 12:09

Maciejka napisał/a:
Raz Cię zdradził poszedł w tango zdradzi drugi raz.


Ja niestety widzę to na razie jeszcze inaczej, raz zdradził trudno powinęła mu się noga, miał słabość, może ja byłam za mało uczuciowa dla niego, za mało ciepła mu dałam, widzę dużą szansę że to się nie powtórzy. Próbuję powtarzać sobie, że jestem durna skoro tak myślę, ale zaraz potem włącza mi się że przecież on zawsze brzydził się zdradą, że to była ostatnia rzecz jakiej mogłam się po nim spodziewać, więc to na pewno ja coś nie tak zrobiłam. Myślę, że zdrada z alkoholem mniej mnie bolała, niż z nią, może dlatego, że wobec niego nie czułam się gorsza jako kobieta, partnerka do życia i stworzenia rodziny.

porzucona36 - Śro 27 Maj, 2020 12:21

Maciejka napisał/a:
Po co Ci facet co bawi się innymi, kobietami, traktuje je jak przedmioty. Znudziła się zabawka to ja rzucam i zabieram się za inna


Mam właśnie poczucie, że tylko wobec mnie taki był i że żadnej więcej z jego strony to nie spotka, dlatego tak bardzo czuję się winna, że swoim zachowanie popchnęłam go do zdrady.

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 12:31

Gdyby naprawdę kochał to by nie zdradził. Dobrze Ci w roli ofiary? A w roli osoby skrzywdzonej?
pterodaktyll - Śro 27 Maj, 2020 13:25

porzucona36 napisał/a:
tak bardzo czuję się winna, że swoim zachowanie popchnęłam go do zdrady.

Co????? :shock:

:chmurka: .............normalnie siem rozmarzyłem.....eeeech żeby to jeszcze prawda była.......... :mgreen:

Tak miedzy nami jaskiniowcami.....dawno takiej głupoty nie czytałem, choć różne czytuję :milczek: :rotfl:
Mam do Ciebie drobną prośbę, zmień ten idiotyczny nick na "Wyzwolona", od razu poczujesz się lepiej. ;)

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 13:36

Nie , porzucona jest w sam raz. Koleżanka porzuciła swoje życie, potrzeby, marzenia dla jakiegoś przerośniętego dzieciaka i tęskni za miłością i ciepelkiem od człowieka , od którego wieje chłodem i mrozem i zapachem, smrodem alkoholu.
Przepraszam porzucona pewnie nie wiesz nawet , że tak to wygląda.

Whiplash - Śro 27 Maj, 2020 13:36

pterodaktyll napisał/a:
Whiplash napisał/a:
Dlaczego kobiety zdradzają mężczyzn?

Kobiety nie zdradzają prawdziwych mężczyzn...................


pterodaktyll napisał/a:
porzucona36 napisał/a:
tak bardzo czuję się winna, że swoim zachowanie popchnęłam go do zdrady.

Co?????

.............normalnie siem rozmarzyłem.....eeeech żeby to jeszcze prawda była..........



Czekajno panie dokturze... Czyli kobieta nie może być powodem zdrady, a *nieprawdziwy mężczyzna może? :mysli:

Czegoś w tej logice mi brak... jakby logiki...

pterodaktyll - Śro 27 Maj, 2020 14:21

Whiplash napisał/a:
Czekajno panie dokturze...

Czekajno Kol. Red.
Kobieta jako spiritus movens nie wchodzi w rachubę, sam wiesz, że do alkoholika nie można przykładać etykietki normalnego faceta, bo ma się to nijak do całej rzeczywistości. :bezradny:
Whiplash napisał/a:
nieprawdziwy mężczyzna może?

Umówmy się Kol. Red. albo mężczyzna, albo nieprawdziwy. Te pojęcia raczej się wykluczają. To coś podobnego do tego, jak być trochę w ciąży, albo trochę nie być :mgreen:

Whiplash - Śro 27 Maj, 2020 14:49

Pozwoli kol dr że go jeszcze raz zacytuję. Mówisz waść prawdziwie jak Ewangelia i niezrozumiale jak Pytia delficka :mgreen:
pterodaktyll - Śro 27 Maj, 2020 14:52

Whiplash napisał/a:
Mówisz waść prawdziwie jak Ewangelia i niezrozumiale jak Pytia delficka

No jak nie, jak tak.........bystry z Waści interlokutor :mgreen:

Whiplash - Śro 27 Maj, 2020 14:54

pterodaktyll napisał/a:
bystry z Waści interlokutor


I vice versace. :mgreen:

staaw - Śro 27 Maj, 2020 17:04

pterodaktyll napisał/a:
porzucona36 napisał/a:
tak bardzo czuję się winna, że swoim zachowanie popchnęłam go do zdrady.




.............normalnie siem rozmarzyłem.....eeeech żeby to jeszcze prawda była..........

Czy prawdziwy mężczyzna marzy by go kobieta popychała? :szok:
Do zdrady rzecz oczywiście oczywista...

pterodaktyll - Śro 27 Maj, 2020 17:42

staaw napisał/a:
Czy prawdziwy mężczyzna marzy by go kobieta popychała?

Wyście nic nie zrozumieliście Dostojny. Toż trza mistrzem świata być, żeby skoczyć se w bok i jeszcze spowodować żeby to kobita poczuła się winna :rotfl:

Janioł - Śro 27 Maj, 2020 17:46

pterodaktyll napisał/a:
Toż trza mistrzem świata być
alkoholikiem wystarczy :rotfl:
staaw - Śro 27 Maj, 2020 18:05

pterodaktyll napisał/a:

Wyście nic nie zrozumieliście Dostojny.

Zrozumieliśmy, chcieliśmy się jedynie upewnić czy prawidłowo... :p

porzucona36 - Śro 27 Maj, 2020 18:08

Maciejka nie cierpię być w roli ofiary, nigdy nie sadziłam, że jeszcze w życiu będę cierpieć, a już na pewno nie z powodu rozstania.

Muszę się wam do czegoś przyznać, miałam dzisiaj spotkanie z terapeutą i w trakcie terapii wyszła kolejna baaardzo dziwna rzecz, której nigdy bym się nie spodziewała otóż usłyszałam, że mam problem z zamknięciem przeszłości, bo podświadomie uważam, że jak zamknę przeszłość i pogodzę się z tym co się stało, zacznę normalnie żyć to spowoduję a raczej odbiore sobie szansę powrotu do niego. Byłam w szoku, ja cały czas na niego czekam, nie chcę podejmować rzadnych decyzji, które mogą spowodowac zamknięcie mu drzwi do powrotu. Jestem w szoku nadal. I znów zobaczyła szczęśliwy obraz ich rodziny a moje poczucie straty mnie zablokowało, bo jak ja mogę układać sobie życie? A jak będzie chciał wrócić a ja podejmę decyzje, które mu na to nie pozwolą? Masakra jakie pranie mózgu mam.

staaw - Śro 27 Maj, 2020 18:13

porzucona36 napisał/a:
otóż usłyszałam, że mam problem z zamknięciem przeszłości, bo podświadomie uważam, że jak zamknę przeszłość i pogodzę się z tym co się stało, zacznę normalnie żyć to spowoduję a raczej odbiore sobie szansę powrotu do niego. Byłam w szoku, ja cały czas na niego czekam, nie chcę podejmować rzadnych decyzji, które mogą spowodowac zamknięcie mu drzwi do powrotu. .

Nareszcie usłyszałaś kawałeczek prawdy o sobie... :okok:

A jak będzie chciał wrócić to :pala: na plecy i kapcie przez okno...

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 18:15

Widzisz koleżanko, poczucie winy i poczucie krzywdy obsadza człowieka w roli ofiary. Jeśli ciągle będziesz się katować i obwiniać, że alkoholik poszedł w sina dał przez Ciebie, nie wyjdziesz z roli ofiary. Alkoholik tak zrobił bo było mu wygodnie, bo tak podpowiedziała mu choroba alkoholowa, chora głową, chore emocje.
Tkwienie w roli ofiary ma swoje korzyści. Mi pomogło troszkę z tego wyjść jak wypisałam sobie te korzyści. Przeczytałam i tozpracowslsm kilka książek w tym temacie plus oczywiście terapia. Moje poczucie własnej wartości jest sterowane od wewnątrz. Nie jestem zależna od opinii innych ludzi od czyjegoś widzimisię.
Terapia i te forum to rodzaj lustra. Nasze zwrotki pokazują co zauważany w Twoich wpisach. Czasem podpowiadamy jak sami z podobnymi problemami poradziliśmy .

Janioł - Śro 27 Maj, 2020 18:22

porzucona36 napisał/a:
Masakra jakie pranie mózgu mam.
się to nazywa prawda o sobie żadne pranie
pterodaktyll - Śro 27 Maj, 2020 18:25

porzucona36 napisał/a:
usłyszałam, że mam problem z zamknięciem przeszłości, bo podświadomie uważam, że jak zamknę przeszłość i pogodzę się z tym co się stało, zacznę normalnie żyć to spowoduję a raczej odbiore sobie szansę powrotu do niego.

Czy chcesz być zdrowa, szczęśliwa, spełniona? Czy chcesz mieć dobre relacje z ludźmi? Czy chcesz kochać i być kochaną? Naprawdę tego chcesz? Zastanów się dobrze. Jeśli Twoja odpowiedź brzmi "Tak, chcę", to przygotuj się na to, że trzeba będzie wstać z kolan, wziąć na grzbiet odpowiedzialność za własne problemy, ponieść ich konsekwencje i wyruszyć ze swojej strefy komfortu w nieznane. Zmiany są trudne i generują stres. Lęk przed zmianą jest czymś naturalnym, ale jeśli go nie przezwyciężysz, to pozostaniesz w tym "bagienku" w którym teraz jesteś i...........niczego nie zmienisz a na koniec utoniesz w nim. Wybór należy do Ciebie

Maciejka - Śro 27 Maj, 2020 18:38

To ta nadzieja Cię trzyma w tej przeszłości, że on wróci i będzie jak dawniej, miły , opiekuńczy, pomocny i......może nie poganiać z nożem, nie urządzi znów piekła w domu. Alkoholizm to choroba postępująca. Jak wróci i nic ze sobą nie zrobi to będzie dużo gorzej.
Ja też miałam do końca nadzieję , że to małżeństwo da się uratować ale...postawiłam warunki, terapia, dalszą praca nad sobą a potem zobaczymy.
Ty masz wdg mnie gorzej bo on żyje i pije radośnie dalej i trudno Ci to wszystko skreślić . Łudxisz się nadzieja , że da się z nim coś zbudować.
Podpisuję się pod wpisem Pterka. Też tak myślę.

porzucona36 - Czw 28 Maj, 2020 12:24

Janioł napisał/a:
się to nazywa prawda o sobie żadne pranie


Miałam na myśli pranie mózgu, które mam po związku z którego nawet sobie sprawy nie zdaję. Niby takie logiczne, niby takie życiowe a działam momentami jak robot zaprogramowany na czekanie i nawet sama nie zdaję sobie z tego sprawy.

pterodaktyll napisał/a:
Czy chcesz być zdrowa, szczęśliwa, spełniona? Czy chcesz mieć dobre relacje z ludźmi? Czy chcesz kochać i być kochaną?


Tak chcę, ale na razie widzę tego możliwość tylko przy nim niestety, chociaż pojawiają się godziny, gdy zaczynam już myśleć zdrowo i racjonalnie :hura: . Niestety to jeszcze nie trwa zbyt długo ale już przynajmniej w ogóle się pojawia.

porzucona36 - Czw 28 Maj, 2020 12:30

Maciejka napisał/a:
To ta nadzieja Cię trzyma w tej przeszłości, że on wróci i będzie jak dawniej, miły , opiekuńczy, pomocny i......może nie poganiać z nożem, nie urządzi znów piekła w domu. Alkoholizm to choroba postępująca. Jak wróci i nic ze sobą nie zrobi to będzie dużo gorzej.


Ja ciągle mam jeszcze w głowie to, że on już nie pije, że się nawrócił, opamiętał i jest znów taki jak był kiedyś, gdy jeszcze tak bardzo nie popłyną w alkohol.

Maciejka napisał/a:
Ty masz wdg mnie gorzej bo on żyje i pije radośnie dalej i trudno Ci to wszystko skreślić . Łudxisz się nadzieja , że da się z nim coś zbudować.


Najgorzej, że ja nie wiem tak naprawde co teraz robi, wiedziałam co robił dwa miesiące no może trzy temu bo teraz nie mam rzadnych informacji ani o nim ani od niego więc moja chora głowa idealnie go wybieliła zgodnie z tym co do niej włożył.

Ale prawda jest taka, że macie znów rację, czas najwyższy się ogarnąć, podnieść się z kolan i wreszcie przestać czekać, a miłość z czasem przejdzie, nie?

pterodaktyll - Czw 28 Maj, 2020 12:44

porzucona36 napisał/a:
pojawiają się godziny, gdy zaczynam już myśleć zdrowo i racjonalnie :hura: . Niestety to jeszcze nie trwa zbyt długo ale już przynajmniej w ogóle się pojawia.

Każdy potężny dąb zaczyna się od małego ziarenka ;)

Maciejka - Czw 28 Maj, 2020 13:13

Zostawił Cię drań jeden? To niech idzie w tył i przód , co Cię interesuje co się z nim dzieje. Pomarł sral mały żal - jak mawiał mój tato. Przecież to przerośnięty dzieciak w skórze dorosłego.
Pojawiają się momenty już zdrowszego myślenia. Jak się czujesz w takich chwilach?

porzucona36 - Czw 28 Maj, 2020 13:19

Maciejka napisał/a:
Jak się czujesz w takich chwilach?


Muszę ci powiedzieć, że jakoś dziwnie lekko, chociaz nadal jeszcze nie w pełni wartościową kobietą, ale lżej.

Maciejka - Czw 28 Maj, 2020 13:22

Zapamiętaj te uczucie i przypominaj jak przyjdą" durne" myśli.
Poszedł sobie to mu zaśpiewaj. Życzę ci szerokiej drogi :muza:

porzucona36 - Czw 28 Maj, 2020 13:59

Maciejka napisał/a:
Zapamiętaj te uczucie i przypominaj jak przyjdą" durne" myśli.


Postaram się w miarę możliwości, ale na śpiewy i inne radości z tego że go nie ma to jeszcze za wcześnie.

Maciejka napisał/a:
co Cię interesuje co się z nim dzieje.


Wiem, że to dziecinne ale chyba chciała bym usłyszeć potwierdzenie waszych słów, może w tedy lepiej by mi się zrobiło. Mówią, że powinnam mu wybaczyć, to w tedy łatwiej będzie mi zapomnieć, ale nie potrafię . :bezradny: Zdarza mi się już nawet czasami źle mu życzyć niestety.

jal - Czw 28 Maj, 2020 14:00

porzucona36 napisał/a:

Ja ciągle mam jeszcze w głowie to, że on już nie pije, że się nawrócił, opamiętał i jest znów taki jak był kiedyś, gdy jeszcze tak bardzo nie popłyną w alkohol.


Powroty do poprzedniej partnerki u alkoholików się dość często zdarzają... znam kilkanaście przypadków ale efekt końcowy przeważnie był kiepski.

I jest dylemat przyjąć,przytulić, czy kopnąć w du...ę ?

Linka - Czw 28 Maj, 2020 14:56

Tak mi to chodzi po głowie....porzucona36 przeczytaj ten tekst
https://komudzwonia.pl/viewtopic.php?t=217

więcej znajdziesz na stronie Fundcji Kobiece Serca
choćby taki artykuł

Kiedy wciąż masz nadzieję, że on się zmieni

View Larger Image

Mówią „nadzieja umiera ostatnia”. Mówią też „nadzieja matką głupich”. Podtytuł książki Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo” w angielskim oryginale brzmi: „when you keep wishing and hoping he will change”, co można przetłumaczyć na: „kiedy wciąż masz nadzieję, że on się zmieni”.

To prawda, że dla kochających za bardzo kobiet słowo „nadzieja” ma wyjątkowe znaczenie. Pozwala im wytrwać w relacjach, w których są poniewierane, odrzucane, wykorzystywane, traktowane jak przedmiot, z pogardą, bez szacunku, w których nie czują się bezpiecznie, albo stają się żebraczkami miłości. Żyją z nadzieją, że on się zmieni, a pożywką dla tej nadziei jest kilka przepięknych wspomnień z początku ich związku, albo też fantazje, jak pięknie może w nim być. Nadzieja karmi głodne serca kobiet zdradzonych, opuszczonych dla innej, a także kobiet, które same odeszły od partnera, ale nie po to, by zakończyć związek, tylko żeby wywołać w nim cudowną przemianę. Uczucie to jest typowe dla współuzależnionych żon alkoholików, które liczą na to, ze ich heroiczne wysiłki wyciągnięcia mężczyzny z nałogu nie pójdą na marne, że kiedyś zakończą się sukcesem. Nadzieja jest też podporą dla upadających w poczuciu bezradności kobiet – ofiar przemocy, a okresy „miodowych miesięcy” utrwalają ich przekonanie o słuszności podjętych decyzji, by pozostać w związku.

Ale przecież słyszy się o małżeństwach, które przeszły kryzys i z perspektywy czasu oceniają go jako służący umocnieniu ich związku. O kobietach, które doczekały się, że ich mąż przestał pić. O powtórnych zejściach po rozstaniu, czy nawet rozwodzie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości, ludzie rzeczywiście się zmieniają, przechodzą przeobrażenia, dojrzewają do podjęcia ważnych decyzji. Jak to więc jest z tą nadzieją? Czy aby absolutnie ją odrzucając, gdy ważą się losy związku, nie wylewamy dziecka z kąpielą? Może nie jesteśmy wystarczająco cierpliwe? Wyrozumiałe? Może w tym „kochaniu za bardzo” nie wszystko jest szkodliwe, nie wszystko – chcąc się z niego wyzwolić – trzeba odrzucić? Może rezygnując z nałogowych zachowań uda nam się przemycić nadzieję na to, że nasz ukochany przemieni się z Bestii w Księcia?

Myślę, że tak naprawdę chodzi tu o coś innego, O wybór sposobu na życie. Czy jako kobiety chcemy klucz to szczęścia trzymać we własnej dłoni, czy też oddać go mężczyźnie. Te z nas, które kochają za bardzo wybierają tę drugą opcję – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jeśli mężczyzna dysponuje kluczem do naszego szczęścia, daje nam to wygodę zdjęcia z siebie odpowiedzialności za swoje samopoczucie. Jeśli jesteśmy nieszczęśliwe, to wiadomo dlaczego – przez Niego (z dużej litery). Jeśli dojdzie do uzależnienia, nasze życie zredukuje się do jednego obszaru – związku z Nim (wciąż z dużej litery). Cała nasza uwaga, wszystkie nasze myśli, skoncentrowane będą na Ukochanym, co nie dziwi, bo to on jest strażnikiem naszego skarbu – szczęścia.

Tak jak alkoholik w czynnym nałogu nie wyobraża sobie życia bez alkoholu, tak kochająca za bardzo kobieta nie wyobraża sobie życia bez ukochanego. Jej układ nagrody w mózgu został zaprogramowany, wytworzyły się ścieżki neuronalne, które uczucie przyjemności łączą z konkretnym bodźcem. Wyzwolenie z kochania za bardzo, tak jak wyzwolenie z regulowania emocji alkoholem, wymaga przeprogramowania. Dla kobiety uzależnionej od miłości nadzieja w istocie jest jednym z objawów nałogu – silną potrzebą doświadczenia ze strony mężczyzny ciepłego słowa, troski, przytulenia, seksu. Wydaje się jej, że tylko to może uczynić ją szczęśliwą. Jak zgłodniały pies, czekający na zrzucane z pańskiego stołu kości, jest gotowa czekać dowolnie długo. Nie dba o to, że jej szczęście trwa tylko ulotne chwile, ani o to, że płaci za nie słoną cenę. Że inne obszary jej życia – kariera zawodowa, rodzina, pasje, rozwój osobisty, w zasadzie legły w gruzach, że siada jej psychika i cierpi ciało. Przeprogramowanie polega na dostrzeżeniu tych strat, nazwaniu nadziei głodem nałogowca i podjęciu decyzji o rezygnacji z zachowań, które doprowadziły ją do uzależnienia. Dla kobiety kochającej za bardzo oznacza to porzucenie nadziei, że on się zmieni. Skonfrontowanie się z prawdą, opartą na faktach, nazwanie rzeczy po imieniu.

Ludzie uzależnieni, wszystko jedno od czego, mają jedną wspólną cechę – poczucie niezwykłych mocy, zdolnych spowodować, że uda im się na wszystko mieć wpływ, mieć wszystko pod kontrolą. Alkoholik uważa, że jakby tylko chciał, mógłby przestać pić. Kobieta, która kocha za bardzo sądzi, że jak się bardziej postara, jak wzmoże swoje wysiłki, będzie jeszcze więcej myśleć, albo wykaże więcej cierpliwości, to w końcu doczeka się oczekiwanego finału – cudownej przemiany partnera. W terapii uzależnień, a także w programie 12 kroków, podkreśla się, że aby wyzdrowieć, przede wszystkim pożegnać należy swoje poczucie wszechmocy. Uznać swoją bezsilność – w szczególności wobec nałogu, uznać, że utraciło się kontrolę nad swoimi zachowaniami w obszarze życia nim dotkniętym. Uznanie bezsilności jest powiązane z kształtowaniem umiejętności rozróżniania tego, na co mamy wpływ od tego, na co wpływu nie mamy. I o ile nadzieja w sytuacjach od nas zależnych jest ze wszech miar wskazana – bo trudno realizuje się postawiony sobie cel bez nadziei na jego osiągnięcie, o tyle w tych drugich, gdy na coś nie mamy wpływu, zazwyczaj jest sprytnym unikiem przed uznaniem swoich ograniczeń.

Gdy przychodzą do mnie kobiety poranione, ze złamanymi sercami, bliznami po wcześniejszych krzywdach i szukając u mnie ulgi w cierpieniu jednocześnie nie chcą pozbyć się nadziei na to, że on się zmieni, że będą kiedyś z ukochanym żyły długo i szczęśliwie, zachęcam je do dostrzeżenia, że oczekują niemożliwego. Karmiąc swoją nadzieję pogłębiają swoje uzależnienie od miłości, a ich cierpienie jest tego konsekwencją. Każde uzależnienie pozwala na ucieczkę od uczuć, z którymi człowiek sobie nie radzi. Cierpienie kochającej za bardzo kobiety jest ucieczką od smutku po stracie, od przeżycia żałoby po tym, co się skończyło. Żałoba także wiąże się z cierpieniem, ze łzami, ale opłakując stratę dochodzimy z czasem do etapu pogodzenia się z nią, do akceptacji tego, co się stało, otwieramy się na nowe i na przeżywanie radości. Uznajemy, że tak jak początek, tak koniec jest wpisany w ludzkie życie, a w jego trakcie ludzie, a w szczególności my – kobiety, przechodzimy różne cykle Życia – Śmierci – Życia. Nic nie jest dane raz na zawsze. Wszystko się zmienia, czy tego chcemy, czy nie. I niezależnie od naszej woli… W odróżnieniu od cierpienia związanego z kochaniem za bardzo, cierpienie żałoby ma swój kres.

Moja mama zawsze powtarzała: „po śmiechu zawsze następuje płacz”. Ja – z nadzieją – teraz dopowiadam: „a po płaczu – śmiech.”

Maciejka - Czw 28 Maj, 2020 16:13

Potrafisz to wychwycicć,?
porzucona36 napisał/a:
pojawiają się godziny, gdy zaczynam już myśleć zdrowo i

racjonalnie


Jak pojawia sie takie mysli;
porzucona36 napisał/a:
że on już nie pije, że się nawrócił, opamiętał i jest znów taki jak był kiedyś, gdy jeszcze tak bardzo nie popłyną w alkohol.
porzucona36 napisał/a:
że ja nie wiem tak naprawde co teraz robi,


to wtedy przypomnij sobie to;
porzucona36 napisał/a:
e jakoś dziwnie lekko, c

Ze tak sie czujesz jak o nim nie yślisz

Troche nagmatwałam, nie wiem czy nie za wczęsnie jeszcze ale to jest takie miejsce w tobie gdzie jest lekko i sposkój, tzw, kotwiczenie. albo stopowanie tylko wtedy to dziaął ta;
Pojawiają się myśli toksyczne o nim. słyszysz je . krzyczysz w myślach STOP i przypominasz sobie te uczucie gdzie czułaś sie lekko i spokojnie.

pterodaktyll - Czw 28 Maj, 2020 16:30

jal napisał/a:
jest dylemat przyjąć,przytulić, czy kopnąć w du...ę ?

Kopnąć i ....................przytulić ;)

porzucona36 - Czw 28 Maj, 2020 16:45

Cytat:
Kopnąć i ....................przytulić
Cytat:

I jest dylemat przyjąć,przytulić, czy kopnąć w du...ę ?


Na dzień dzisiejszy przytulić i to mocno, nadal kocham za bardzo niestety a co będzie kiedyś nie wiem ale jak kopne to już nigdy nie przytulę. Na razie będę czekać ale pomaly również wstawc z kolan zobaczymy czy szybciej wstanę z kolan czy on wróci.

Maciejka - Czw 28 Maj, 2020 16:48

Najlepiej to żeby on na zawsze zapomniał Twoje i nie i adres jak ma tak postępować jak dotychczas. :pocieszacz: :buziak:
Linka - Czw 28 Maj, 2020 17:12

porzucona36 napisał/a:
czy on wróci.

Ty się lepiej módl, by nigdy nie wrócił.
porzucona36 napisał/a:
nadal kocham za bardzo

Jest taki syndrom, niestety z miłością on ma niewiele wspólnego.

porzucona36 - Czw 28 Maj, 2020 17:14

Cytat:
Najlepiej to żeby on na zawsze zapomniał Twoje i nie i adres


Myślę że już to zrobił więc na nic moje nadzieję, z czasem zapewne będę mu za to wdzięczna, ale jeszcze nie teraz.

olga - Czw 28 Maj, 2020 17:36

porzucona36, bosze kochany,na co Ci on potrzebny?.... Chcesz znowu z lękiem czekać na niego i z nadzieją, że może wróci trzeźwy?.... Przecież to największy koszmar jaki można przeżywać....może wojna i głód jest gorsza....
Nie pamiętam nic gorszego jak ten zgrzyt klucza w zamku...ja po tym poznawałam w jakim jest stanie...i to patrzenie w oczy czy mętne i błyszczące...i to wąchanie i tembr głosu.... Nigdy więcej takiego koszmaru xcc

Maciejka - Czw 28 Maj, 2020 18:59

Ja umiem wsiąść to co mi potrzebne na dany moment z różnych rzeczy, z piosenki, z bajki, przeczytanego tekstu, niewinnej rozmowy, przypadkowego spotkania, itp. i dziele się tym z innymi. Zbytnio to ja nie umiem śpiewać , dla siebie jak nikt nie słyszy ale potrafię podnieść sobie samopoczucie albo dać kopa jak trzeba z tekstu piosenki najlepiej po polsku.
porzucona36 - Pią 29 Maj, 2020 13:13

Maciejka napisał/a:
a umiem wsiąść to co mi potrzebne na dany moment z różnych rzeczy, z piosenki, z bajki, przeczytanego tekstu, niewinnej rozmowy, przypadkowego spotkania, itp.


Zazdroszczę ci tym razem, bo ja mam wrażenie że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie, każda piosenka coś przypomina, a w każdym filmie ktoś jest w ciąży albo szczęśliwie zakochany.

pterodaktyll - Pią 29 Maj, 2020 13:40

porzucona36 napisał/a:
ja mam wrażenie że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie, każda piosenka coś przypomina, a w każdym filmie ktoś jest w ciąży albo szczęśliwie zakochany.

Powiada Klasyk (i terapeuci), jak sobie wymyślisz, tak później masz....... :bezradny:

porzucona36 - Pią 29 Maj, 2020 13:43

pterodaktyll napisał/a:
Powiada Klasyk (i terapeuci), jak sobie wymyślisz, tak później masz.......


Szkoda, że moje wymyślania nie działają na innym polu tak samo. :mysli: zrgvr

pterodaktyll - Pią 29 Maj, 2020 13:49

porzucona36 napisał/a:
Szkoda, że moje wymyślania nie działają na innym polu tak samo

No to zrób z tym coś, zamiast tkwić ciągle w tym samym miejscu ;)

Maciejka - Pią 29 Maj, 2020 14:00

porzucona36 napisał/a:
Maciejka napisał/a:
a umiem wsiąść to co mi potrzebne na dany moment z różnych rzeczy, z piosenki, z bajki, przeczytanego tekstu, niewinnej rozmowy, przypadkowego spotkania, itp.


Zazdroszczę ci tym razem, bo ja mam wrażenie że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie, każda piosenka coś przypomina, a w każdym filmie ktoś jest w ciąży albo szczęśliwie zakochany.


A terapeuta to nie mówił Ci, że na co zwracasz uwagę to wzmacniasz?
Szłam kiedyś z koleżanką z terapii przez miasto a ona mówi: w tym B. to sami pijani faceci.
Ja nie zauważyłam szczególnego " wysypu" pijanych facetów. Może że dwóch zauważyłam po drodze.
Może nie w tę stronę patrzysz.
Kobieto po 40 stce kobiety rodzą dzieci . Jedno już masz, jak masz urodzić kolejne to urodzisz.

porzucona36 - Nie 31 Maj, 2020 14:18

Terapeuta to skutecznie wdeptał mnie w ziemię w piątek, do dzisiaj nie mogę się podnieść, ale może taka prawda była mi potrzebna, chociaż nie potrafię jeszcze tego poukładać w głowie. Jest mi teraz siebie samej żal że zylam w takim kłamstwie tyle lat.
Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 14:30

Mi terapia otwierała oczy i pomagała zrozumieć sama siebie. Jak przeżywałam żałobę to terapeutka pomagała mi nazywać co się we mnie dzieje , pomagała mi przejść przez etapy żałoby. Chyba bym pomyślała nad zmianą terapeuty. Ja na początku wcale nie radziłam sobie z krytyka a jak ktoś mnie wbijał w ziemie to wialam i omijałam taka osobę .
porzucona36 - Nie 31 Maj, 2020 14:44

Cytat:
Chyba bym pomyślała nad zmianą terapeuty.


Powiem Ci szczerze, że zastanawiam się nad tym. W piątek pierwszy raz poszłam do nowego terapeuty, który prowadzi też mojego syna, ale to co usłyszałam sprawiło że nie umiem teraz porządku w głowie utrzymać. Dam mu jeszcze jedna szansę, e jeżeli po kolejnym spotkaniu będę czala się tak samo, to zostanę tylko przy swojej pani terapeutce, bo po spotkaniu z nią czuję się znacznie spokojniejsza, chociaż wiele rzeczy pomaga mi dostrzec, przerobić i zrozumieć.

jal - Nie 31 Maj, 2020 14:49

Dobieranie terapeuty aby mi się podobał to nie zawsze dobra droga... ja bym nie zmieniał, skoro ruszył to co Cię boli - jest szansa na fajną pracę.
esaneta - Nie 31 Maj, 2020 14:57

Z terapeutą, jak z lekarstwem, nie musi smakować, ma leczyć.
Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 15:06

Ja bym nie chodziła do terapeuty co prowadzi moje dziecko. Chyba któraś terapeutka mówiła że lepiej leczyć się u różnych terapeutów chyba , że terapia rodzinna to wtedy co innego.
A już przypomniałam, chodziłam na terapię współuzależnienia i równolegle na inną bo problemy z dziećmi mialam i terapeutka z młodzieżowego ośrodka mówiła żebym u nich odpuściła i wróciła na DDA albo dokończyć problemy z dziećmi. Jak poszłam po skończonej swojej terapii to okazało się, że została tu kosmetyka a my zagrałyśmy się za DDA i pracę na genogramie.

Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 15:08

Potem jeszcze jak młoda była w psychiatryku to tamte terapeutki na rodzinną zapraszały terapię i Mowily, że matka chodzi do jednej a córka do innej. Mi nie było to już potrzebne.
Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 15:19

Nie wiem gdzie Ty mieszkasz moja to w mazowieckim psychiatryku leżała i całe szczęście, że parę lat byłam już po terapii i przemoc prawie roxpracowalam bo tamci specjaliści to bardzo chętnie wbijali samotna mamę w ziemie, że nie upilnował dzieciaka. Tym razem trafili na z wyglądu słaba i delikatna ale silna psychicznie mamę i mamuśka im się nie dała. Były konstruktywne rozmowy i dyskusje z tymi specjalistami co nie potrafią odróżnić temperamentu od zaburzeń że spektrum autyzmu. :nerwus:
Potem byłyśmy u psychiatry w innym mieście i pytała skąd oni wzięli taka dziwna diagnozę i idiotyczny wypis.

pterodaktyll - Nie 31 Maj, 2020 15:27

Maciejka napisał/a:
Chyba bym pomyślała nad zmianą terapeuty.

Osobiście odradzałbym taki pomysł.
jal napisał/a:
Dobieranie terapeuty aby mi się podobał to nie zawsze dobra droga... ja bym nie zmieniał, skoro ruszył to co Cię boli - jest szansa na fajną pracę.

esaneta napisał/a:
Z terapeutą, jak z lekarstwem, nie musi smakować, ma leczyć.

Pod tym podpisuję się wszystkimi skrzydłami, zmienić zawsze zdążysz

staaw - Nie 31 Maj, 2020 16:52

pterodaktyll napisał/a:

esaneta napisał/a:
Z terapeutą, jak z lekarstwem, nie musi smakować, ma leczyć.

Pod tym podpisuję się wszystkimi skrzydłami, zmienić zawsze zdążysz

Dokładnie.
Terapeuta ma leczyć a nie poprawiać samopoczucie...

Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 16:55

Mi terapeuci mówili, ze terapeuta musi podpasować klientowi, czy pacjentowi. Będzie 10 terapeutów i z jednym bedzie praca a z drugim nie. Takie moje zdanie w temacie. Ja bym nie chodziła do terapeuty co chodzi moje dziecko.
pterodaktyll - Nie 31 Maj, 2020 18:09

Maciejka napisał/a:
Ja bym nie chodziła do terapeuty co chodzi moje dziecko.

A ja chodziłem i nic strasznego się nie stało

pterodaktyll - Nie 31 Maj, 2020 18:10

staaw napisał/a:
Terapeuta ma leczyć

A ściślej wspomagać leczenie

esaneta - Nie 31 Maj, 2020 18:28

pterodaktyll napisał/a:
Maciejka napisał/a:
Ja bym nie chodziła do terapeuty co chodzi moje dziecko.

A ja chodziłem i nic strasznego się nie stało

Ja też i chwalę sobie bardzo :)

pietruszka - Nie 31 Maj, 2020 19:06

Maciejka napisał/a:
terapeuta musi podpasować klientowi, czy pacjentowi.

hmmm... pytanie, co to znaczy podpasować...
Terapeuta też czasem jest po to, by w pełni odczuć niewygodę, bo tylko w ten sposób można ruszyć d*** z miejsca. Leczenie to nie naklejenie plasterka. Czasem trzeba zedrzeć ileś plastrów (które sami naklejaliśmy przez lata), by dotrzeć do rany. Raz a dobrze ją wyczyścić, a potem dopiero pozwolić się jej w końcu zagoić.

Z perspektywy czasu, im bardziej mnie bolało, tym bardziej była potrzebna terapia. Przez chwilę chodziłam w zastępstwie do terapeutki, którą znałam z grupowej. Kilka spotkań i było... nijak. Kiedy moja wróciła do pracy, to wyryczałam się, przyznałam sama przed sobą, że czas za pewne kwestie wziąć osobistą odpowiedzialność, dowiedziałam się jak to zrobić i choć bolało ruszyłam z miejsca.

Więc różnie to dopasowanie może wyglądać.

Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 19:09

Pietruszka mi tak mówili terapeuci tam gdzie trafiałam. To znaczy z jednym terapeuta złapać tzw, język a z innym nie. Ja chodziłam na współuzależnienie i indywidualna była średnio na jeża a byłam na ddd i świetnie mi się pracowało z inną.
Maciejka - Nie 31 Maj, 2020 19:51

Przypomniało mi się skąd taki opór że każdy terapeuta dobrze leczy. Niektórzy specjaliści chcieli mnie obedrzeć ze skóry a poważnie. Chcieli mnie leczyć z temperamentu jako zaburzenia i na początku zaznaczali , że nie wiadomo czy będzie konkretna pani ze mną pracować , czy zaufam. Zaufałam pani od DDA tamtej id wspol i DDA nie zaufałam.
Podobne gadki były w psychiatryku z młodą i nie dałam wmówić że ma coś czego nie ma. Z dzieciakiem się rozumiemy i dogadujemy. Terapeutę i psychiatrę zawsze sprawdzam nawet teraz jak w ramach pracy zdarzy mi się zetknąć z jakimś specjalista.

porzucona36 - Nie 31 Maj, 2020 23:20

Czuję że moje wyrzuty sumienia kiedyś mnie pokonają, ale dziś ciężka noc przede mną, będę walczyć z nimi i tymi beznadziejnymi myślami jak jestem beznadziejna. Wizja jego szczęśliwej rodziny znów mnie dopadła, byle do rana. Współuzależnienie jest straszne.
OSSA - Pon 01 Cze, 2020 00:50

porzucona36, daj na mszę lub inną ofiarę i ciesz się, że zostawił ciebie w spokoju.
Mój ex nie mieszka ze mną od lat, przed chwilą zadzwonił, po jakiego wuja nie wiem . Chyba mu ta wóda do reszty mózg wyżarła. Wystraszyłam się, że coś się stało, a ten głupio o pierwszej w nocy pyta, czy idę jutro ( dziś ) do pracy, bo ma do mnie sprawę.

porzucona36 napisał/a:
dziś ciężka noc przede mną, będę walczyć z nimi i tymi beznadziejnymi myślami jak jestem beznadziejna



Przede mną też ciężka noc , jestem tak wkurzona , że mnie obudził , gdyby był pod ręką dostałby w :plask: , a tak on sobie c44vc , a ja musiałam wziąć leki uspokajające, by móc ponownie zasnąć i jutro normalnie funkcjonować. Oczywiście przy okazji powiem mu co myślę o jego nocnych telefonach, jak kiedyś będzie trzeźwy na gadanie z pijanym szkoda mi energii.

porzucona36, Chcesz tego żyć resztę życia w rytmie jego ciągów ?

jal - Pon 01 Cze, 2020 07:37

porzucona36 napisał/a:
Czuję że moje wyrzuty sumienia kiedyś mnie pokonają, ale dziś ciężka noc przede mną, będę walczyć z nimi i tymi beznadziejnymi myślami jak jestem beznadziejna. Wizja jego szczęśliwej rodziny znów mnie dopadła, byle do rana. Współuzależnienie jest straszne.


Wyrzuty sumienia to straszna zmora... ale uważaj bo mam wrażenie,że wpadasz w cierpiętnictwo - Twoja chora głowa dokłada więcej niż na to zasługujesz.

Maciejka - Pon 01 Cze, 2020 08:41

W internecie jest do poczytania tekst; Zawsze tak nie bedzie- jak mi źle to czasem to sobie czytam. Daje kopa i do myślenia.
Wszystko mija nawet najdłuższa żmija. Po burzy zawsze świeci słońce. Po nocy przychodzi dzień.

pterodaktyll - Pon 01 Cze, 2020 10:11

Maciejka napisał/a:
Wszystko mija nawet najdłuższa żmija. Po burzy zawsze świeci słońce. Po nocy przychodzi dzień.

A w ruletce po czarnym zawsze przychodzi czerwone :mgreen:

Maciejka - Pon 01 Cze, 2020 10:20

Grałeś?
pterodaktyll - Pon 01 Cze, 2020 10:34

Pewnie, skąd inaczej bym wiedział :mgreen:
porzucona36 - Pon 01 Cze, 2020 14:59

Na razie nie będę zmieniać terapeuty, zobaczę co przyniosą kolejne spotkania. Ja również, tak jak Maciejka chodzę równolegle na dwie terapie dla DDA i współuzależnionych, szczerze to ta dla DDA bardziej mi odpowiada, bo terapeutka bardziej rozpracowuje mnie i to co mnie boli itp. Na razie nie będę rezygnować z tej drugiej zobaczymy, może to tylko pierwszy szok, pierwsze mylne wrażenie, a może dlatego że mieszkam w małym mieście i mój alko jest znany z racji zawodu i raczej średnio przez niektórych lubiany, a wiem że moj nowy terapeuta również znał go, a może dlatego że współpracuje z moim synem od paru lat i patrzy trochę przez jego pryzmat. Pożyjemy zobaczymy.

jal napisał/a:
Wyrzuty sumienia to straszna zmora... ale uważaj bo mam wrażenie,że wpadasz w cierpiętnictwo - Twoja chora głowa dokłada więcej niż na to zasługujesz.


Coś o tym słyszałam na terapii, podobno to również mi się wytwarza jako mechanizm czekania na powrót. Brrrrr, nie cierpię siebie i tego co się ze mną stało, oraz tego że tak się posypałam.

czerwonamila - Pon 01 Cze, 2020 20:44

tak sobie myślę o tych relacjach i się zastanawiam jak nie brać za męża , męża-ojca-tatusia. często kobiety nie szukają mężczyzny tylko ojca dla którego będą małą córeczką... 8|
porzucona36 - Pon 01 Cze, 2020 22:34

Cytat:
męża-ojca-tatusia. często kobiety nie szukają mężczyzny tylko ojca dla którego będą małą córeczką...


A może szukają mężczyzny, który będzie się troszczyć, kochać je. Ciężkie są te pragnienia w obliczu iluzji którymi zostałyśmy nakarmione na początku związku, wobec braków emocjonalnych wyniesionych z domu.

Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 04:49

A może szukają sobie dziecka do zaopiekowania , do rządzenia nim i uczenia jak ma żyć? Taki obraz wynieśli z domu, bo facet jest słaby, delikatny i trzeba chodzić koło niego jak koło jajka. Facet w zamian na początku zabajeruje, da troszkę ciepelka ale nie za dużo bo jemu musi coś zostać, pokaże , że umie być opiekuńczy, troskliwy, umie słuchać jej potrzeb ale do czasu kiedy już ona będzie zbajerowana, zakręcona wokół niego, kiedy cel będzie osiągnięty. Potem powolutku , po kawałku, tak żeby nie zorientowała się za szybko zacznie uciekać, oddalać się, tego co było na początku będzie coraz mniej a ona niech tęskni, marzy, stara się. W końcu sama do tego doprowadziła. Niech teraz cierpi, poniesie karę. Należy się jej. Tego kwiatu pół światu. Jak nie będzie mi jeść z ręki znajdę lepsza od niej.
pietruszka - Wto 02 Cze, 2020 09:37

porzucona36 napisał/a:
Brrrrr, nie cierpię siebie i tego co się ze mną stało, oraz tego że tak się posypałam.


Mało Ciebie pokopało, za co siebie jeszcze karzesz? I ciesz się, że się posypałaś. Posypałaś się, to powoli, jak puzzle siebie złożysz od nowa. Mogłaś tak do końca życia zaciskać zęby, aż w trumnie byś się zorientowała, że w ogóle nie żyłaś.

Whiplash - Wto 02 Cze, 2020 12:26

pterodaktyll napisał/a:
Mało prawdopodobne

1/37 lub 1/19 w zależności od wersji

OSSA - Wto 02 Cze, 2020 12:50

porzucona36, Maciejka, po wuja wam to ciągłe wracanie do przeszłości, trzeba zamknąć ten rozdział i zacząć żyć pełnią życia. Obie jesteście wreszcie wolne , po co ciągle rozdrapujecie rany.

Oczywiście zamknąć to nie znaczy zapomnieć, bo tak się nie da, rozsypało się i trzeba na nowo układać puzzle , tak jak napisała pietruszka.

Mnie mój były czasem wkurza na maksa, nie mogę całkowicie się odciąć mamy dzieci i wnuczki czasem trzeba coś ustalić wspólnie, najczęściej dochodzimy do porozumienia, chyba, że on jest pod wpływem i dzwoni w środku nocy :glupek: , za dnia opierniczyłam i mam spokój na jakiś czas.

Nieraz złoszczę się na szefa (wydawało mu się mówił co mam zrobić, ale nie powiedział, zapomniał albo zmienił decyzję) na koleżankę/kolegę z pracy, ale wracam do domu i staram się zająć myśli tym co mogę , co chcę robić. Nie rozpamiętuje przeszłości, nie liczę na powrót ex, że spędzimy jesień życia w domku z ogródkiem i biegającymi wnuczkami. Prędzej zacznę w coś grać koledzy moderatorzy udzielają fachowych porad. :)

Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 13:59

Ossa coś Ci pomyliło. Ja nie rozdrapuje przeszłości. Staram się wesprzeć koleżankę bez poganiania mówienia: Po co to robisz, zamknij to wreszcie, trzeba to i tamto. Pamiętam ile mi czasu zabrało poukładanie puszki i ostatnią rzeczą jakiej potrzebowałam to dobre rady od rodzinki i znajomych. Po prostu dziele się swoją drogą bez ładunku emocjonalnego.
Nie zrozumie głodnego syty bo im się różnią apetyty Ossa

Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 14:10

A mój problem na teraz to iść jeszcze na miasto czy lepiej posiedzieć. Tak rozdrapuje stare rany , że nachodzilam się po mieście aż mi nogi bolą ale jeszcze ponad 2 godziny mam wolnego , szef zadzwonił. To by było na tyle jeśli chodzi o moje siedzenie w przeszłości Ossa.
Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 14:15

Porzucona a jakie Ty masz prawa kobieto? Jakieś wogole masz?
porzucona36 - Wto 02 Cze, 2020 15:03

OSSA napisał/a:
po wuja wam to ciągłe wracanie do przeszłości, trzeba zamknąć ten rozdział i zacząć żyć pełnią życia.

Maciejka napisał/a:
Po prostu dziele się swoją drogą bez ładunku emocjonalnego.
Nie zrozumie głodnego syty bo im się różnią apetyty Ossa

OSSA napisał/a:
nie znaczy zapomnieć, bo tak się nie da, rozsypało się i trzeba na nowo układać puzzle ,


Rozsypane puzzle żeby pokładać trzeba najpierw do nich wrócić i przerobić, tak jak napisała maciejka ten co to przerobił wie dokładnie jakie to trudne. Wiele rzeczy udało mi się już ogarnąć i wyrzucic sobie z głowy, ale niestety wiele jeszcze zostało. A wsparcie, które dostaję tutaj od osób które przeszły podobne wydarzenie wiele daje. Chciałabym już wszystko zamknąć ale nie da się tak łatwo. :bezradny: Boję się dnia, kiedy będę musiała z nim stanąć oko w oko a nie daj borze z ich szczęśliwą rodzinką.

Maciejka napisał/a:
Porzucona a jakie Ty masz prawa kobieto? Jakieś wogole masz?


Mam prawo ......hmmm dobre pytanie? :mysli: Nie wiele jeszcze widzę swoich praw niestety. Jedno prawo już ogarnęłam, mam prawo wreszcie na spokojnie spotkać się z przyjaciółmi i nikt mnie nie rozlicza, o której wrócę, gdzie będę, kto dzwonił, po co itp. Chciałabym jeszcze poczuć prawo do bycia szczęśliwą, ale mam nadzieję że to w wkrótce nastanie.

Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 15:08

A prawo do bycia sobą, do własnego zdania, do mówienia: nie, tak, może, nie wiem.
Prawo do nie słuchania rad znajomych, do popełniania błędów, do bycia w takim punkcie w jakim jesteś i wiele wiele innych.
Prawa trzeba nauczyć się respektować swoje i cudze.
Pomalutku dasz radę w końcu jak nie Ty to kto...

Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 15:24

Ossa ponoć też jest po terapii. We współuzależnieniu do przepracowania jest złość i lęk głównie , że w wstydzie nie wspomnę. Pamiętam jak szłam do tych alkoholików i oglądałam się co chwila czy żadnego znajomego na horyzoncie nie widać.
Ja też dziś do Ossy złośliwie napisałam parę postów .
Jak jestem zmęczona to złość się uruchamia, dziś fizycznie się zmęczyłam i nad wodenir zaniosło i po ulubionych sklepach i jeszcze pizze sobie kupiłam i już wrabałam.
Dobra mam na wierzchu , że jak jestem zmęczona to bardziej słuchać siebie i odpocząć bo ktoś może oberwać za to że jestem zmęczona.

Maciejka - Wto 02 Cze, 2020 17:24

Taki tekst Ojca Pio mi się nasunął.
Przeszłość moja Panie powierzam Twemu miłosierdziu.
Teraźniejszość moja polecam Twojej Miłości
Przyszłość moja Panie oddaje w ręce Twojej Opatrzności.

OSSA - Śro 03 Cze, 2020 21:54

Maciejka napisał/a:
Nie zrozumie głodnego syty bo im się różnią apetyty Ossa


Dokładnie tak, twój mąż umarł , partner porzuconej odszedł nawet nie wiecie jakie macie szczęście , mój eks najpierw wydzwaniał po nocach, zablokowałam jego numer telefonu, zaczął przyłazić pod mieszkanie właśnie się awanturuje , nie otworzyłam chyba sąsiedzi za chwilę wezwą policję Kużwa :bezradny: kiedy się to wreszcie skończy , kiedy ten człowiek wreszcie zapije się i pozwoli nam spokojnie żyć, bo na to że wytrzeźwieje już nie mogę liczyć. Myślałam, że choć wnuczki będą miały dobre wspomnienie o dziadku, one wprawdzie nigdy nie widziały go pijanego. Syn ograniczył mu kontakt z dziećmi do minimum, nigdy nie zostawia go samego z dziećmi nawet na chwilę, z czynnym alkoholikiem nigdy nie wiadomo, nawet jak jest pozornie trzeźwy, za chwilę może być pijany , albo ma gdzieś ukrytą flachę , albo kupi przy pierwszej okazji. Od jakiegoś czasu chleje na umór , ot praca zdalna żadnej kontroli, tak musiał choć stwarzać pozory, przez kilka godzin.

:krzyk: mordę pod balkonem jeszcze chwila, któryś z sąsiadów wezwie policję i dobrze na takiego durnia nie ma innej rady jak cczxc

jal - Śro 03 Cze, 2020 22:02

OSSA napisał/a:
... mój eks najpierw wydzwaniał po nocach, zablokowałam jego numer telefonu, zaczął przyłazić pod mieszkanie właśnie się awanturuje , nie otworzyłam chyba sąsiedzi za chwilę wezwą policję Kużwa :bezradny: kiedy się to wreszcie skończy , kiedy ten człowiek wreszcie zapije się i pozwoli nam spokojnie żyć, bo na to że wytrzeźwieje już nie mogę liczyć.


Szczerze współczuję...

OSSA - Śro 03 Cze, 2020 22:30

jal napisał/a:
Szczerze współczuję...
Kiedyś miałam nadzieje, że to się zmieni oczywiście były dłuższe lub krótsze przerwy , leczenie terapię w ośrodkach zamkniętych, otwartych, pilnowałam by chodził na AA itd. ale on nigdy nie doczekał pierwszej rocznicy trzeźwości. Ostatecznie nasze drogi się rozeszły dzieci się usamodzielniły i był spokój.

Przy okazji rodzinnych uroczystości trzymał fason , ale teraz w dobie korona jak został zupełnie sam i na pracy zdalnej pewnie chlał od rana do wieczora, o kilku dni zaczął mnie nękać telefonami o różnych dziwnych porach, na dwóch zdaniach wiedziałam, że jest pod wpływem i kończyłam rozmowę. Zaczęłam dostawać obraźliwe sms zablokowałam jego numer miałam nadzieję, że mu się znudzi.
Nie wiem, czy przyjechał pijany, czy pił pod blokiem w samochodzie. W każdym razie :krzyk: pod balkonem, aż go zabrała policja na izbę, zabrałam kluczyki od auta, przynajmniej nikomu krzywdy po pijaku nie zrobi.

Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 03:47

Ossa mój mąż był alkoholikiem przemocowcem, mieszkaliśmy na wsi w jednym domu . Był okres, że policja przyjeżdżała trzy razy w tygodniu. Nie mów mi , że nie rozumiem choroby alkoholowej. Widziałam jak wygląda padaczka, jak chlustala krwią pod jabłonka, jak go trzęsło, nie masz pojęcia co przeżywały dzieci jak leżał w rowie pod szkołą, jak przywoziła go policja bo zebrała gdzieś z drogi a jak oni odjechali to wyleciała szyba w kredensie. Raz zamknął się w domu i nie chciał mnie wpuscic a policja była bezradna , negocjowali z nim. Rozebrałam z tyłu domu okno i weszłam i wpuściłam stróżów prawa.
Nie rozumiem jak można skończyć terapię i pisać takie posty jakby niewiele się wyniosło z terapii. Nie porównuj niczyjej sytuacji do swojej, żadnej krzywdy, żadnego bólu.
Na terapii dostaliśmy kartkę co to jest informacja zwrotna. Tam było że nie dajemy rad tylko dzielimy się tym widzimy, jak odbieramy druga osobę. Jak po skończonej terapii asertywność odbierać jak atak na siebie.
Albo pisać , że osy nie są wyrozumiałe i używają żądła. Kto tu komu próbuje dokuczyć.
Skończyłam terapię, coś jeszcze po niej, rozliczyłam się z urazami, pracuje na ulepszaniem siebie, nad zmianą swoich zachowań a innych zostawiam w spokoju, nie ustawiam nikogo pod siebie a jeśli to się zdarzy albo przepraszam i się wycofuje z takiego zachowania albo się wycofuje. Nie muszę mieć racji ani postawić na swoimi. Lubię podyskutować, pogadać, dojść do porozumienia albo nie jak się nie da. Wyciągam wnioski że swoim błędów, potknięć, itp i itd.
Ja Ci nie współczuję. Masz terapię, wiesz co robić, a godzisz się na telefony, przemoc i cyrki ze strony alkoholika. Ja bez terapii zatrzymałam przemoc . Tyle ode mnie w temacie do Ciebie.

Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 04:12

Pijany alkoholik tak mówił, jestem chory na alkoholizm muszę pić, taki już jestem. Mój był na detoksie i jak wytrzeźwiał. Taki już już jestem , mały , skromny , niepozorny , nieśmiały jak wypije to ręce na biodra , nogi szeroko w rozkroku i : k....co! Z naburmusxona mina , zmarszczonym brwismy i zaciskający mi się powoli pięściami. Jak komuś pasuje taki jaki jest to po co pracować nad sobą , jak druga osoba pozwoli to można na niej się wyżyć, przerzucić swoje braki i ból. Tak napisałam z obserwacji bez personalnych wycieczek.
Rozumiem też trwanie przy alkoholiku, przemovowcu przez całe życie. Godzenie się na życie z kimś kto pokazał że jest draniem i zamiast zmienić zamki, kopnąć w d**ę to układa się z nim życie, bierze kredyt, kupuje dom. Ja go kocham, bez niego nie wyobrażam sobie życia , nie chce być sama.

Ja bym wolała być sama, wybrałam życie samej, tak jest mi dobrze. Tu dziele się kawałkiem swojej historii, wspomnieniami z tego co przeszłam i ogromną wiedzą że współuzależnienia, DDA i pracy własnej, trudnej bolesnej nad sobą. Praca nad sobą trwa, będzie trwała całe życie jakie mi zostało. Rozumiem starość, to moja praca, boje się starości a raczej tego, że mam takie ciało że nieraz sam dotyk boli, na starość jak ktoś nie daj Bóg będzie się mną zajmował mogę być nieznośna, nieprzyjemna , bo ludzie starsi mają dużą wrażliwość na ból nawet jeśli wcześniej tego u nich nie było. W tym temacie też mam już dość duża wiedzę.

Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 04:33

A to podsumowanie moich dwoch ostatnich wpisów w temacie.

Zamknieta w sobie, szukasz ucieczki
Boisz sie wyjsc , boisz sie chciec
Wiem jak jest trudno strach przezwyciezyc
Na przekor zyciu nadawac mu sens
Wszystkim nam brakuje szczescia
Masz to na co godzisz sie
Kazda droga jest latwiejsza
Gdy widzisz to, co dobre jest
Mam duzo sil lecz ufac nie bede
choc dobry los dal co chcialam miec
Kiedys dla ciebie bylam diamentem
Zmienil mnie czas, zmienily mnie lzy
Wszystkim nam brakuje szczescia
Masz to na co godzi

https://www.google.com/se...chrome&ie=UTF-8

W ttym tkascie ejst wszystko. masz to na co godzisz sie.
Jak ktoś nie wiem to mozna mu cos podpowiedzieć, pokazac drogę albo kierunek a jak ktos wie i dalej tkwi to ma to co chce i nic takiej osoby nie usprawiedliwia. Nie pasuje to zmień , nie wiesz to sie dowiedz, nie umiesz to się naucz.

OSSA - Czw 04 Cze, 2020 05:27

Maciejka napisał/a:
Ja Ci nie współczuję. Masz terapię, wiesz co robić, a godzisz się na telefony, przemoc i cyrki ze strony alkoholika. Ja bez terapii zatrzymałam przemoc . Tyle ode mnie w temacie do Ciebie.


Na jeden dzień awantura z byłym mi wystarczy,

dodaje ciebie do ignorowanych.

Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 05:28

Nareszcie :radocha: przestaniesz się czepiać, terapia lepiej by tu pomogła.
Ma terapia a awanturuje się z alkoholikiem. U nas mówiło się : skutki terapii :mgreen:

Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 05:56

Porzucona zobacz jak można poradzic sobie z napstnikiem zachowujac spokój i pozostajac przy swoim zdaniu. Ta wymiana zdan z Ossą pokazuje która z nas jest w jakim puknckie i co ma zrobione a czego nie. Ty tez nauczysz się sie radzic sobie w róznych sytuacjach tylko asertywnosc to jest na koncu pracy, na koncu terapii.
Ja po skonczonej terapii w rozmowie z meżem i kuratorką na podwórku to mowiłam łamaicym się głosem ale spokojnie , chwiejnie i alkoholik odszedł z pustymi rękami a w wiosce poszła fama , ze on mówił , ze nie ma gdzie mieszkac a ja otworzyłam drzwi i powiedziałam , ze ja zabiorę swoje graty z jego pomieszczenia bo sobie zagospodarowałam jak on siedział za znecanie sie and rodziną w iwęzieniu i moze sobie tu wejsć. Nie wszedł bo bał si e interwencji i , wiedział , ze nie dam mu szalec i wysadzic domu w powietrze.

Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 07:26

Wiem, że żart. Obudziłam się i nie mogłam już zasnąć to zajrzałam na forum a tu do mnie wycieczka czynnej wspôłuzaleznionej to sobie sprawdziłam sama siebie :mgreen: i Staska podczytalam, przy okazji sobie coś wzięłam. :mgreen:
Maciejka - Czw 04 Cze, 2020 07:34

Gdzieś w jakiejś książce to spotkałam się z takim określeniem pani i pana w związku. Pani- domowy komitet ulepszeń i Pan- Pan dobra rada.
Najgorzej jak domowy komitet ulepszeń zacznie ulepszać nie to co trzeba i założy spodnie to wtedy problemy jak na karuzeli ....

porzucona36 - Pią 05 Cze, 2020 14:52

Musiałam trochę pokładać w głowie po tym wszystkim.

OSSA napisał/a:
Dokładnie tak, twój mąż umarł , partner porzuconej odszedł nawet nie wiecie jakie macie szczęście


Jakaś część prawdy w tych słowach jest ale sposób jej przekazywania jest dość ostentacyjny. Tak samo jak Maciejka pomimo, że jestem na początku swojej drogi widzę, że niestety ossa potrzebuje terapii. Może dlatego, że sama sporo już przeczytałam na ten temat na forum, usłyszałam na terapii i mitingach. W jej sowach zionie nienawiść, która jest bardzo odczuwalna.

Maciejka napisał/a:
Zamknieta w sobie, szukasz ucieczki
Boisz sie wyjsc , boisz sie chciec
Wiem jak jest trudno strach przezwyciezyc
Na przekor zyciu nadawac mu sens


Słowa idealnie opisujące to co teraz mam w sercu i głowie.

Wczoraj miałam również "przyjemność" minięcia się ze swoim alko. Byłam na spacerze z przyjacielem i psem na swoim osiedlu, wspomę tylko że znajduje się ono na uboczu miasta i w żaden sposób nie jest po drodze dla niego, zkres jego obowiązków służbowych również nie obejmuje tego terenu. Jednak nie omieszkał akurat tu przyjechać na stację, kiedy zobaczył mnie, nie darował sobie żeby 20 na godzinę jechać za mną i odprowadzić prawie pod blok. Usmiech na mojej twarzy wytrwał do końca, oczy zwrócone w drugą stronę oby tylko nie na niego. Chociaż w środku rewolucja z wieszchy pozory. Myślałam że udusze się z tego wszystkiego. Jednak mieliście rację lepiej było go i jego auta nie widywać , teraz ściskanie w dołu. Po cholerę to było, po co jeszcze jechać za kimś do kogo się twierdziło że nie chce się znać???? Nierozumiem

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 15:02

Zrobił to celowo dokładnie żebyś tak się czuła. Może chciał żebyś go błagała o powrót. Może mu już te niebo się przemienia w piekło.
Dałaś radę. Brawo Ty. :brawo:

OSSA - Pią 05 Cze, 2020 15:06

porzucona36 napisał/a:
niestety ossa potrzebuje terapii. Może dlatego, że sama sporo już przeczytałam na ten temat na forum, usłyszałam na terapii i mitingach. W jej sowach zionie nienawiść, która jest bardzo odczuwalna.


Nienawiść , owszem ale nie do ciebie :buzki: tylko do alkoholika, który zmarnował mi życie, jak teraz widzę pijaka przechodzę na drugą stronę ulicy. Na sam widok pijanego mam odruch wymiotny. Mimo, że alkoholik nie mieszka ze mną od lat nie mam kieliszków w domu, dorośli synowie też utrzymują abstynencje choć nie muszą. Każdego od alkoholizmu dzieli tylko jedne kieliszek wolą nie próbować.

Twoje życie twoje wybory już znikam z tego tematu. v43rvj

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 15:07

Widzisz porzucona nie wystarczy chodzić na terapię, trzeba jeszcze na niej pracować. Terapia daje narzędzia do poradzenia sobie ze sobą, z tym co dzieje się w człowieku, daje narzędzia jak kochać siebie, jak wziasc odpowiedzialność za siebie na siebie, jak odkleić się od innych.
Można to porównać do recepty. Lekarz wypisuje i daje zalecenia ale pacjent sam decyduje czy zażyje leki czy położy je w kąt lub wyrzuci do śmieci.
Jak czytam wpisy Ossy to wiem czego nie chce dla siebie.

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 15:12

OSSA napisał/a:
porzucona36 napisał/a:
niestety ossa potrzebuje terapii. Może dlatego, że sama sporo już przeczytałam na ten temat na forum, usłyszałam na terapii i mitingach. W jej sowach zionie nienawiść, która jest bardzo odczuwalna.


Nienawiść , owszem ale nie do ciebie :buzki: tylko do alkoholika, który zmarnował mi życie, jak teraz widzę pijaka przechodzę na drugą stronę ulicy. Na sam widok pijanego mam odruch wymiotny. Mimo, że alkoholik nie mieszka ze mną od lat nie mam kieliszków w domu, dorośli synowie też utrzymują abstynencje choć nie muszą. Każdego od alkoholizmu dzieli tylko jedne kieliszek wolą nie próbować.

Twoje życie twoje wybory już znikam z tego tematu. v43rvj


O a po mnie to spływa aby mnie nie zaczepiał. Alkohol czasem wypije nie jestem uzależniona, dzieci też czasem wypija. Żadne z nas nie ma w sobie nienawiści raczej dużo zrozumienia, życzliwości, zwykłego uśmiechu, staram się raczej rozumieć jak oceniać kogoś z zachowaniem to już sprawa dyskusyjna. Ostatnio też staram się nie oceniać niczyich wyborów. Alkohol jest dla ludzi tylko nie dla wszystkich. Alkoholikiem nikt się nie urodził, po prostu niektórzy ludzie na to chorują.
Slowem- widać skutki terapii niestety.

OSSA - Pią 05 Cze, 2020 16:30

Maciejka napisał/a:
Jak czytam wpisy Ossy to wiem czego nie chce dla siebie.


Zgodnie z regulaminem forum nie ocenami piszemy tylko o własnych doświadczeniach, a ty się mnie uczepiłaś jak rzep psiego ogna i łazisz za mną w każdym temacie. Bo coś chcesz udowodnić tylko nie wiem czy sobie , czy mi , jeśli mi to strata twojego czasu.

Niestety perełko posty są widoczne zanim się zaloguje i ignor nie działa :bezradny:
Proszę grzecznie zajmij się sobą, a mnie daj święty spokój nie potrzebuję twoich rad.

Z góry dziękuję z poważaniem ossa

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 16:31

Ossa poczytaj sobie asertywności zamiast bawić się policjanta. Nie napisałam nic złego.
OSSA - Pią 05 Cze, 2020 17:01

porzucona36, jeśli mogę podzielę się swoim doświadczenie , związałam się moim byłym mężem jako bardzo młoda osoba, on był już uzależniony, jego poprzednia partnerka dała mu kopa w d*** . Oczywiście pił przez nią, " bo to zła kobieta była" naiwnie uwierzyłam :glupek: niby skąd miałam wiedzieć co znaczy alkoholizm, neta nie było , w domu rodzice starali się zapewnić jak najlepsze warunki do życia , nigdy nie widziałam pijanego ojca, ani awantur w domu.
Ot poleciałam za ex jak ćma do światła. Sielanka trwała bardzo krótko , gdy byłam w twoim wieku choroba alkoholowa ex była już tak rozwinięta, że pracodawca postawił mu warunek, albo leczenie , albo wypowiedzenie. Wrócił z terapii, spokój był kilka miesięcy , późnej na przemian, leczenie i chlanie, aż kilka lat temu spakował się zabrał swoje rzeczy i się wyprowadził, by móc bezkarnie chlać .

W między czasie zaliczył zawał , wypadek po który nie wiadomo było czy będzie normalnie chodził, terapia i chlanie taka emocjonalna huśtawka przez ćwierć wieku.

Kiedy odszedł, szok nie dowierzania, ale że ja uparta baba jestem, pozbierałam się dość szybko, wreszcie miałam czas zająć się sobą zdobyłam nowe doświadczenie , zmieniłam pracę na lepiej płatną , spłaciłam długi i mogłabym się cieszyć dziećmi i wnukami, a tu pojawia się on ze swoimi pretensjami i awanturami.

OSSA - Pią 05 Cze, 2020 17:12

Maciejka napisał/a:
Ossa poczytaj sobie asertywności zamiast bawić się policjanta. Nie napisałam nic złego.


Ty mylisz pojęcia jeśli ktoś mówi NIE , to znaczy NIE , a ty koniecznie chcesz by było po twojemu.
Po raz ostatni uprzejmie proszę byś się ode mnie odczepiła i nauczała innych.

Z wyrazami szacunku ossa

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 17:25

Tu nie ma szacunku. Napisałam z pozycji ja. Próbka współuzależnienia czynnego. Jak wytrzymać że wspôłuzaleznione czynna , co nie odroznia ziarna od plew i bierze wszystko jak atak na siebie. Nie ma darmo mówi się , że współuzależnienie to ciężka choroba. Bez odbioru.
Mam prawo pisać czego chce nie chce, jak odbieram i jak widzę czy to Ci pasuje czy nie.

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 17:43

Ja skończyłam . Mam uczulenie na owady osy a może nie mam., Kiedyś miałam a teraz to wiadomo hormony i zmiany ale sprawdzać nie będę bo wizyta lekarza może być potrzebna. :p Moim zdaniem to potrzebne bo widać jak czynna wspôłuzaleznione odbiera komunikaty nie po myśli.
Nie zareaguje na kolejny wpis. Dość mam.

Maciejka - Pią 05 Cze, 2020 17:47

Olga lepiej zobacz jak my kiedyś tam odbieraliśmy i patrzyliśmy na swiat. Nigdy więcej w tamtych ramach i iluzjach lepiej już iść na spacer aż nogi wejdą w ...tyłek. :rotfl:
porzucona36 - Sob 06 Cze, 2020 09:15

OSSA napisał/a:
jeśli mogę podzielę się swoim doświadczenie


Dziękuję ci za twoją historię, to wiele dla mnie znaczy. Niestety widzę, że masz momenty kiedy nakręcasz się złością na swojego alko, przez co inni mogą odbierać to jako atak na nich - też tak miałam i nadal mi się zdarza niestety, ale dzięki terapii zaczynam już to dostrzegać. Wiem, że jeszcze nie potrafię nad tym panować. Nie jestem taka mądra żeby sama wysnuwać takie wnioski, ale moja terapeutka pozwala mi to dostrzec i przepracować. Twoja historia ma wiele podobnych wątków z moją :zmeczony: , przepraszam ale mam nadzieję, że powtórzy się w jego nowym związku. Przerażam sama siebie pisząc i czując coś takiego, sama nie wiem skąd to się bierze, może z poczucia, że gdyby tak było moje decyzje podjęte w trakcie zwiazku z alko były słuszne?! :mysli: :zalamka:

Maciejka masz rację dałam radę, ale ile mnie to kosztowało. Jeszcze bardziej utwierdziłam się w tym, że nie potrafię na dłuższą metę śmiać się, udawać że jestem szczęśliwa mając w sercu zupełnie coś innego. Pozory można stwarzać ale na krótką chwilę, tym bardziej zaczynam wierzyć że to co on pisał jest prawdą i na prawdę jest szczęśliwy, bo skoro ja duszę się fikcją po jednym spotakniu to tym bardziej on żyjąc na codzień też by się dusił. No cóż prawda boli szkoda że tylko mnie.

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 09:59

Jak mi było ciężko i mój czynny alkoholik to wykorzystywał to pomagałam sobie tym, że nie dam mu tej satysfakcji żeby on był góra , cieszył się moim cierpieniem. Jak schodził mi z oczu to wtedy dopuszczałam do siebie te wszystkie uczucia i emocje. Potem na terapii nauczyłam się , że zemsta, źle życzyć komuś innemu bije we mnie. Co mi da jak komuś fokucze, będę mu źle życzyć jak sama czuje się z tym podłe jak to wróci do mnie że zdwojoną siła.
Masz w sobie jakąś taka zazdrość że im się razem udało.
Skoro jest taki szczęśliwy to po jakiego grzyba jechał za Tobą samochodem żebyś widziała....
Tu coś nie gra, nie halo.
Jak pozwolisz mu wrócić i jeszcze dasz się wbić w poczucie winy to leżysz na łopatach i kwiczysz.


Ja jak odzyskał dostęp do zazdrości, jak to roxpracowalam to zaczęłam wykorzystywać zazdrość żeby zdobyć to czego mi brakowało. Jak brakowało mi rozmowy albo relacji z inną osobą to eyvhodzilam do ludzi, dzwoniłam do rodzeństwa albo szłam do sąsiadki posłuchać jak pierdzieli trzy po trzy. Jak byłam z czegoś niezadowolona to zmienalam to tak żebym była zadowolona.

Każde uczucie to energia i od każdego z nas zależy co z nią zrobi czy ona będzie mu służyć czy go niszczyć.

pterodaktyll - Sob 06 Cze, 2020 10:35

Maciejka napisał/a:

Skoro jest taki szczęśliwy to po jakiego grzyba jechał za Tobą samochodem

To jest bardzo dobre pytanie :okok:
Maciejka napisał/a:
Jak pozwolisz mu wrócić i jeszcze dasz się wbić w poczucie winy to leżysz na łopatach i kwiczysz.

A do tego wyjesz i ryczysz..........tylko po co Ci to? :mysli:





Maciejka. Powiedz po co ona leżeć na tych łopatach? To jakaś nowa forma samoudręczania się? :mysli:

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 10:48

Pterek pytasz jakbys nie wiedział :szok: Wiadomo, że nie podniesie się tak jak teraz. Upadnie mocniej bo alkoholizm zrobi swoje z alkoholikiem a alkoholik z partnerką.

Ja chciałam jeszcze dopowiedzieć, że w tym Twoim wpisie do porzuconej piszę, widzę dużo bólu , krzywdy i to nie tylko doznanej od alkoholika ale od Ciebie samej. Jak Ptero napisał samodreczenia się na własne życzenie.
Na czyjejś krzywdzie nie zbuduje się szczęścia, jak komuś źle się życzy to własne samopoczucie się nie poprawi.

pterodaktyll - Sob 06 Cze, 2020 11:43

Maciejka napisał/a:
Pterek pytasz jakbys nie wiedział

Zawsze mi się zdawało, że łopatą się kopie jakieś doły czy rowy natomiast przeważnie jak ktoś leży to na łopatkach

:rotfl: :rotfl:

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 11:45

Co się czepiasz, łopaty są na plecach każdego człowieka. :rotfl:
Na muzyce chyba się znasz a nie polskim języku. Chyba , że się doksztalciles. :rotfl:

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 11:48

U nas mawiało się: doły to kopie szpadlem albo sipą a człowiek/ ludź to ma łopaty.
Regionalnie napisałam.

pterodaktyll - Sob 06 Cze, 2020 11:48

Maciejka napisał/a:
łopaty są na plecach każdego człowieka.

Łopaty to są na łbie łosia i w marketach budowlanych :rotfl:

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 11:49

Też :rotfl:
pterodaktyll - Sob 06 Cze, 2020 11:50

Maciejka napisał/a:
Na muzyce chyba się znasz a nie polskim języku.

Siem pisze "na" polskim języku w tym kontekście :p
Maciejka napisał/a:
Chyba , że się doksztalciles.

Niooo....już jakiś czas temu :mgreen:

staaw - Sob 06 Cze, 2020 13:38

pterodaktyll napisał/a:

Maciejka napisał/a:
Chyba , że się doksztalciles.

Niooo....już jakiś czas temu

Wierzę.
Tylko że to był język wczesnosumeryjski...

pterodaktyll - Sob 06 Cze, 2020 14:18

staaw napisał/a:
Tylko że to był język wczesnosumeryjski...

A gdzie tam ..... późnokoptyjski :p

OSSA - Sob 06 Cze, 2020 15:45

porzucona36 napisał/a:
Niestety widzę, że masz momenty kiedy nakręcasz się złością na swojego alko, przez co inni mogą odbierać to jako atak na nich


Dzięki , dobrze widzisz ("niestety" jest niepotrzebne w twoim poście), jestem wściekła na tego pijaczynę , przez co niechcący dostało się tobie rykoszetem. Przepraszam :buzki:


Nigdy nie daj sobie wmówić , że alkoholik pije przez ciebie i dla ciebie przestanie. Owszem, można poradzić sobie z tą chorobą ale samemu trzeba chcieć, przykładem jest wiele osób tu na forum, zachowują trzeźwość. Niestety mój ex nie wytrzeźwieje za życia, :bezradny: tyle odwyków, terapii otwartych zamkniętych i nic , "on nie jest alkoholikiem" zawsze pił przez coś lub kogoś. Nigdy nie przyznał się sam przed sobą, że ma problem z alkoholem , a wszystkie inne trudności w życiu są tego konsekwencją.

Zawsze ktoś, coś, było winne nigdy on. Gdyby zostawił mnie przed laty i pozwolił spokojnie żyć oszczędziłby mi wiele lat szarpaniny, stresu, depresji, dopiero jak się wyprowadził okazało się , że mogę,chcę , potrafię. Nie szukam nowego związku jakoś na mojej drodze sami popaprańcy, nie wiem przyciągam chyba jak magnez nieudaczników. Dlatego jestem sama z wyboru, ty nie musisz jesteś bardzo młoda , możesz zacząć wszystko od nowa .Powodzenia :okok:

porzucona36 - Sob 06 Cze, 2020 18:37

Maciejka napisał/a:
Jak schodził mi z oczu to wtedy dopuszczałam do siebie te wszystkie uczucia i emocje.

Dokładnie tak postąpiłam, na twarzy uśmiech oczy daleko przed siebię a w środku ból.

Maciejka napisał/a:
Masz w sobie jakąś taka zazdrość że im się razem udało.


To raczej chyba nie zazdrość że im się udało, tylko wyrzut do siebie, że może faktycznie coś ze mną było nie tak skoro im się udało a nam nie, że może faktycznie to ze mną coś jest nie tak. To zyczenie mu źle jest chyba po to aby upewnić się, że ja nie wymyśliłam sobie jego choroby i postąpiłam właściwie. Masz rację nie powinnam źle mu życzyć, zresztą do tej pory w swoim życiu nikomu źle nie życzyłam, więc niech on ma też swoje szczęście chociażby ze względu na to dziecko, niech chociaz ono ma ojca skoro mój syn i jego córka go tak naprawdę nie miały.

[/quote]aki szczęśliwy to po jakiego grzyba jechał za Tobą samochodem żebyś widziała....[/quote]

To mnie właśnie najbardziej zastanawia, myślę ze obraz który zobaczył zdziwił go ogromnie, było to coś czego nigdy nie widział ja i inny mężczyzna idacy spacerkiem. Myślę, że co do powrotu, to pozostanie to tylko w mojej głowie, on już podją decyzję i z tego co prezentował przez ostatnie miesiące ma zamiar w niej wytrwać, więc teraz tylko wyrzucić to z głowy.

Maciejka napisał/a:
samodreczenia się na własne życzenie.


Tak jeszcze niestety dręczę sie poczuciem winy , że to wszystko ja zepsółam, ale pracuję nad tym.

porzucona36 - Sob 06 Cze, 2020 18:42

OSSA napisał/a:
Gdyby zostawił mnie przed laty i pozwolił spokojnie żyć oszczędziłby mi wiele lat szarpaniny, stresu, depresji,


Kiedyś być może przyznam ci rację i też swojemu alko podziękuję za to, a depresji mi nie oszczędził bo wpadłam w nią po jego odejściu. Będę pracować nad sobą i walczyć, żeby wyleczyć się z niego, tej chorej miłości, czy będę sama tego jeszcze nie wiem, na dzień dzisiejszy mam zdanie że nikogo oprócz niego nie dopuszcze do siebie, jego tez nie mogę a więc wynik jest jeden, na razie zostaję sama a co życie przyniesie zobaczymy.

OSSA - Sob 06 Cze, 2020 18:59

porzucona36 napisał/a:
na razie zostaję sama a co życie przyniesie zobaczymy.

znasz takie powiedzenie z deszczu pod rynnę ?
Najpierw trzeba sobie spokojnie poukładać w głowie, co chcę, czego oczekuję od partnera.
Tu na forum ktoś powiedział najpierw wyprostuj celownik, dokładnie tak powinno być.

Nic na siłę, być sama nie znaczy samotna, będąc w związku byłam bardziej samotna niż dziś.

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 19:18

Porzucona jest jedna rzecz , która powinnaś. Nazywa się ona:.....nic .
Powinnam to przymus a on rodzi opór. Zamień to słowo na słowo wyboru. Chce, mogę, zrobię tak lub tak.

Maciejka - Sob 06 Cze, 2020 19:22

OSSA napisał/a:
porzucona36 napisał/a:
na razie zostaję sama a co życie przyniesie zobaczymy.

znasz takie powiedzenie z deszczu pod rynnę ?
Najpierw trzeba sobie spokojnie poukładać w głowie, co chcę, czego oczekuję od partnera.
Tu na forum ktoś powiedział najpierw wyprostuj celownik, dokładnie tak powinno być.

Nic na siłę, być sama nie znaczy samotna, będąc w związku byłam bardziej samotna niż dziś.


No właśnie można komuś cos poradzić , podpowiedzieć do momentu w którym samemu się poradzili z problemem inaczej to szkodzenie a nie pomoc. Zacytowałam osse ale chodzi mi ogólnie. Słowa terapeutki. Nie radz jak sama masz bajzel w życiu.

OSSA - Sob 06 Cze, 2020 19:53

Wiele razy prosiłam perełkę , maciejkę by się ode mnie odczepiła i zajęła się swoim życiem. Proszę w takim razie moderatorów by poskromili prywatne wycieczki maciejki pod moim adresem .

Ktoś kto ma poukładane życie nie bywa na forach alkoholowych , po to tu jesteśmy by dzielić się swoimi doświadczeniami, każdy z nas ma swój "bazjel" gdyby było inaczej siedziałabym teraz w wnusią i przyjaciółmi na kawie.

Maciejka - Nie 07 Cze, 2020 08:57

porzucona poczytaj;

Nienawiść mówi: "Nie cierpię tego że coś nie idzie po mojej myśli i będę oskarżał za to każdego wedle mojej woli, do momentu aż wszystko pójdzie po mojej myśli."
Gniew mówi: "Jestem tak bardzo wściekły że coś nie idzie po mojej myśli, i nie mam pojęcia co z tym zrobić."
Smutek mówi: "To takie niesprawiedliwe że coś nie idzie po mojej myśli..."
Strach mówi: "Nie mogę sobie wyobrazić aby coś nie poszło po mojej myśli."
Ignorancja mówi: "Byłoby dużo lepiej gdyby wszystko zawsze było po mojej myśli."
Znudzenie mówi: "To co jest nie jest tym co chciałbym, aby było."
Uczucie pustki mówi: "Wydaje się, że coś po mojej myśli jest zawsze przeciwne albo inne od tego co jest."
Akceptacja mówi: "Wszechświat zawsze konspiruje ku mojego najwyższego dobra, czy wydaje się to jakby coś szło po mojej myśli, czy nie."
Spokój mówi: "Kiedy odkładam na bok moje własne nalegania, widzę jasno moją ścieżkę."
Współczucie mówi: "Rozumiem to jak się czujesz. Coś również nie poszło wiele razy po mojej myśli."
Radość mówi: "Wszystko zawsze idzie po mojej myśli, bez względu na wszystkie detale, okoliczności i obroty sytuacji."
Miłość mówi: "Kocham tego który posiada żądania względem życia, i uwielbiam również tego, który nie ma w sobie żadnych nalegań jako wieczna niewinność wszystkiego."
Jedność mówi: "Zarówno to że wszystko idzie po mojej myśli, jak i nie, jest równą ekspresją Wszechświata nieskończonych form."
Transcendencja mówi: "Wszystkie ścieżki prowadzą do jednego zamysłu."
Prawda mówi: "JA JESTEM ścieżką, ścieżką JESTEM."
Matt Kahn

https://www.facebook.com/matrycaEwy/

pietruszka - Wto 09 Cze, 2020 18:54

OSSA napisał/a:
roszę w takim razie moderatorów by poskromili prywatne wycieczki maciejki pod moim adresem .

A dajcie Wy sobie ignora nawzajem i po sprawie. Jesteście obie tak doświadczone w forumowaniu, że chyba umiecie siebie ignorować nawet bez używania przycisku "Ignoruj". Jak mi z kimś nie po drodze to... omijam, unikam, nie wchodzę w dyskusje, pyskówki. Ale kiedyś... hmmm... emocje mi niejeden na forum podniósł. Oj... działo się...
A jak Wam się nie uda, to Wam obu czerwonych kokardek dam, to ładny kolor ;) Na początek proponuję 7 dni wzajemnego omijania się. Dacie radę?
-----
porzucona36 napisał/a:
eby wyleczyć się z niego, tej chorej miłości

A może by tak na początek polubić samą siebie? Zamiast chorej miłości, odrobina samolubienia się?
Niepotrzebnie postrzegamy świat, że jeśli facet odchodzi do innej, to... musi znaczyć, że my jesteśmy do d***
A to nieprawda. Ludziom po prostu się nie układa, nie pasują do siebie, mają nieadekwatne oczekiwania co do związku, powinności, obowiązków, praw, szacunku... A alkoholicy (jeśli ma się to szczęście, że uciekają) to odchodzą do tych, u których mają lepszy komfort picia. I tu nie ma żadnej głębszej filozofii.

Maciejka - Wto 09 Cze, 2020 19:02

Pietruszka na czerwone kartki się nie piszę, jak nie ma różowych albo fioletowych to ja rezygnuje z takiego stroju. A Ossy nie zaczepiam , nie moja wina , że ktoś tam nie potrafi czytać ze zrozumieniem albo bierze co mu pasuje do siebie. :bezradny: :lol:
pterodaktyll - Wto 09 Cze, 2020 20:05

pietruszka napisał/a:
Na początek proponuję 7 dni wzajemnego omijania się.

pietruszka napisał/a:
jak Wam się nie uda, to Wam obu czerwonych kokardek dam, to ładny kolor

Salomon by tego lepiej nie rozsądził Koleżanko Moderatorko :brawo: :brawo: :brawo:

pietruszka napisał/a:
.. A alkoholicy (jeśli ma się to szczęście, że uciekają) to odchodzą do tych, u których mają lepszy komfort picia. I tu nie ma żadnej głębszej filozofii.

A skąd ty to wiesz? :mysli: ..... :milczek:

porzucona36 - Śro 10 Cze, 2020 14:37

Maciejka napisał/a:
Zamień to słowo na słowo wyboru. Chce, mogę, zrobię tak lub tak.

OSSA napisał/a:
u na forum ktoś powiedział najpierw wyprostuj celownik


Taki mam zamiar, najpierw poukładać sobie w głowie, zapomnieć, nauczyć się żyć na nowo, a później wchodzić w nowy związek.

pietruszka napisał/a:
musi znaczyć, że my jesteśmy do d***

pietruszka napisał/a:
u których mają lepszy komfort picia.


Niestety czułam się dnem totalnym, do niczego kobietą na samym początku rozstania, teraz jeszcze wraca do mnie ta myśl, ale nie jest ona już tak częsta. Dałam sobie wmówić przez wszystkich, przez niego że to ja jestem ta zła kobieta, która nie chciała mieć rodziny, teraz dzięki terapii pomału udaje mi się zwalczać te myśli na tyle by nie wracały a jedynie przebłyskiwały czasami. Co do komfortu picia, to jest to coś czego nigdy nie pojmę :szok: może dlatego, że ja go nie potrzebuję, a cenię sobie bardziej inne potrzeby i uczucia. Pozostaje mi wierzyć, że coś takiego faktycznie istnieje i jest ważniejsze, niż drugi człowiek którego się kocha.

pietruszka napisał/a:
wraca w te same miejsca.


Mój zmienił miasto zamieszkania, kolegów, całe towarzystwo i człowieka, z którym żyje więc nie wierzę już w możliwość jego powrotu, nawet zdarza mi się mieć odczucie, że w cale na niego nie czekam, pomimo, iż nadal zajmuj znaczną część miejsca w moim sercu, to głowa coraz częściej odpoczywa od niego.

jal - Śro 10 Cze, 2020 16:55

porzucona36 napisał/a:

Mój zmienił miasto zamieszkania, kolegów, całe towarzystwo i człowieka, z którym żyje więc nie wierzę już w możliwość jego powrotu, nawet zdarza mi się mieć odczucie, że w cale na niego nie czekam, pomimo, iż nadal zajmuj znaczną część miejsca w moim sercu, to głowa coraz częściej odpoczywa od niego.


To bardzo dobra wiadomość...

pietruszka - Śro 10 Cze, 2020 18:02

jal napisał/a:
To bardzo dobra wiadomość...

Módl się, porzucona, by mu tak zostało. Być może akurat ten lubi uciekać. Wcześniej czy później być może znów ucieknie. Tylko dziecka żal. Dobrze, że akurat Ciebie to nie spotkało. Byłaś na to dość odpowiedzialna.

porzucona36 - Pon 15 Cze, 2020 14:27

pietruszka napisał/a:
Byłaś na to dość odpowiedzialna.


Jakoś mnie ta odpowiedzialność teraz nie ciszy.

Cały długi weekend był trudny, taki pusty, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, syn w swoim świecie, a ja znów poczułam przerażającą samotność, zagubienie i pustkę. Rozganiałam wspomnienia jak tylko mogłam, nawet udało mi się całkiem nie źle, ale niestety widok rodzin z dziećmi na spacerze zrobił swoje, wróciły zwątpienia i wyrzuty sumienia. Straszne jest to współuzależnienie i to zbytnie analizowanie w głowie, dlaczego ja, dlaczego nie zaryzykowałam, dlaczego kocham nadal, tęsknię i duszę się myślą że go przy mnie już nie będzie.

Linka - Pon 15 Cze, 2020 15:22

porzucona36 napisał/a:
Cały długi weekend był trudny, taki pusty, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić

Wiem , to trudny dla Ciebie czas.
Proponuję, byś już dziś zaplanowała kolejny weekend. tak, byś miała zapełnioną każdą godzinę. Może nawet syn da się namówić na jakiś wspólny wypad.
Masz teraz czas na kontakt z rodziną, z dawno nie widzianymi znajomymi, na czytanie książek, spacer, i cokolwiek tam sobie wymyślisz.
porzucona36 napisał/a:
dlaczego nie zaryzykowałam

Ryzykowałabyś nie tylko swoim życiem, ale i dziecka.
porzucona36 napisał/a:
widok rodzin z dziećmi na spacerze zrobił swoje,

Rozumiem, że to cię jeszcze boli, ale statystycznie rzecz biorąc, nie mogłaś tam widzieć tylko rodzin, bo co czwarte dziecko wychowuje się w niepełnej rodzinie.

olga - Pon 15 Cze, 2020 20:14

Mój miniony weekend:
Sobota: 7 rano stałam już przy makramie...do godziny 10, potem szybciutko się umyłam, przegrzebalam włosy szczotką i poszłam po zakupy, ogarnęłam kuchnię, ugotowałam ogórkową i stanęłam znowu przy makramie....i tak do godziny 17 albo 18....potem padłam ze zmęczenia...
Niedziela:
O 7 rano już stałam i rozsuplywałam wczorajsze :mgreen: (tylko część bo zmieniłam koncepcję)....skończyłam całość około południa.... Jak skończyłam to wzięłam się za filcowanie na mokro....pierwsze podejście nieudane :bezradny: Zrobiłam więc masę papierową i ulepilam doniczkę na kaktusową kompozycję....schnie nadal... W międzyczasie słuchałam Andre Rieu...Potem padłam ze zmęczenia....
Nie miałam czasu na rozpamiętywanie przeszłości....

porzucona36 - Śro 17 Cze, 2020 21:42

Dziś jest ciężki dzień, ale mam nadzieję że za rok nie będę już o nim tak myślała, dzień w którym wszystko paręnaście lat temu się zaczęło a dzisiaj już nie istnieje a miało być tak pięknie, początek dobrego życia, aj.....
staaw - Śro 17 Cze, 2020 22:25

porzucona36 napisał/a:
Dziś jest ciężki dzień, ale mam nadzieję że za rok nie będę już o nim tak myślała.....

Nadzieja piękna rzecz :chmurka:
A jaki masz plan by nadzieja zamieniła się w cel?

Linka - Śro 17 Cze, 2020 22:38

porzucona36 napisał/a:
, dzień w którym wszystko paręnaście lat temu się zaczęło

W tym roku byłaby 30 rocznica mojego ślubu.
Mówiąc szczerze zupełnie o tym nie pamiętałam.
Przyjdzie taki czas, ze i Ty zapomnisz..im prędzej, tym lepiej dla Ciebie.

A swoją droga, dlaczego przez tyle lat nie sformalizowaliście tego związku ?

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 00:16

Linka napisał/a:
dlaczego przez tyle lat nie sformalizowaliście tego związku


Taka moda, mam problem z młodszym synem od kilku lat mieszka samodzielnie, ma własne mieszkanie i nie chce sformalizować związku. "Tak .. ... ale .... a właściwie po co ?" .
Babcie załamują ręce, na szczęście epidemia trochę ostudziła zapał wszystkich do organizowania młodym życia. Praca, kariera, wygodne życie ..................................................................... rodzina, dzieci :bezradny:

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 06:39

porzucona36 napisał/a:
Dziś jest ciężki dzień, ale mam nadzieję że za rok nie będę już o nim tak myślała, dzień w którym wszystko paręnaście lat temu się zaczęło a dzisiaj już nie istnieje a miało być tak pięknie, początek dobrego życia, aj.....


Niedługo będzie kolejna rocznica śmierci mojego męża, pomimo trudnego małżeństwa dopiero w tamtym roku zapomniałam o rocznicy. Minęło już kilkanaście lat.
Tak bardzo nie przeżywałam śmierci jak Ty rozstania a pamięć i jakiś smutek zawsze się pojawiał. O rocznicy ślubu też pamiętałam aż do niedawna ale to obojętne wspomnienie.
Zależy od osobowości, miłości, od tego jak człowiek sobie z tym poradzi. Kiedyś ból minie, wspomnienia zostaną bez emocji.

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 07:38

porzucona36 napisał/a:
dzisiaj już nie istnieje a miało być tak pięknie, początek dobrego życia, aj.....


Dopóki będziesz nadal trzymała się swoich marzeń, pragnień, nierealnych życzeń, oczekiwań które mają nikłą szansę na zrealizowanie to ból będzie żywy. Od Ciebie, Twojej pracy nad sobą, od Twoich wyborów zależy czy to przestanie boleć, czy to umrze w Tobie czy pozwolisz sobie na szczęście, na miłość czy będziesz żyła tym bólem. Czy to będą wspomnienia czy żywy , przeżywany na nowo ból.

Linka - Czw 18 Cze, 2020 07:46

OSSA napisał/a:
i nie chce sformalizować związku. "

Mnie nie o modę chodzi, ani krótkie związki.
Dla mnie planowanie dziecka, marzenie o rodzinie w sytuacji, gdy facet nie deklaruje się, ze ze mna chce być, to po prostu mrzonki.

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 08:21

Linka napisał/a:
Dla mnie planowanie dziecka, marzenie o rodzinie w sytuacji, gdy facet nie deklaruje się,


My jesteśmy z tego pokolenia, że wszystko się naprawiało od pralki, po lodówkę. Teraz młodzi jak im coś nie pasuje wystawiają i zamieniają na inny model. Podobnie jest ze związkami, znam bardzo wiele młodych par gdzie po pięknym ślubie i deklaracji przed ołtarzem "póki śmierć na nie rozdzieli " są już po rozwodzie lub w trakcie. Niestety dziś trwalsza niż małżeństwo/związek jest umowa kredytowa z bankiem. :bezradny:

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 09:28

Mam wrażenie że sformułowanie: my jesteśmy z tego pokolenia:...
Dla mnie brzmi: za moich czasów i ble, ble ble.
Ja też mam już pół wieku na karku i za moich czasów bez slubu życie albo po rozwodzie to już bylo vis w rodzaju przestępstwa.
Za moich czasów bez slubu to jakoś kiepsko ale było dość popularne, na dobre i złe dopóki śmierć albo rozwód nas nie rozłączy. :mgreen:

porzucona36 - Czw 18 Cze, 2020 14:15

Linka napisał/a:
A swoją droga, dlaczego przez tyle lat nie sformalizowaliście tego związku ?


Linka napisał/a:
gdy facet nie deklaruje się, ze ze mna chce być, to po prostu mrzonki.


Linka, na początku stwierdziliśmy, że ślub jest nam nie potrzebny bo oboje jesteśmy po rozwodach, później mój się deklarował, kilka razy wspominał o ślubie, chociaż tak naprawdę nigdy się nie oświadczył, ale ja niestety po pierwszym małżeństwie mam uraz, że po założeniu obrączki wszystko zmienia się na gorsze. Chciałam najpierw pożyć razem, a później planować ślub, ale w tej gonitwie lepszego jutra niestety nie doszło do tego, a on w pewnym momencie temat ślubu zaczął traktować jak jakąś umowę, która ma obowiązywać, a dzięki której wszystkie dobra materialne będą współwłasnością a szczegolnie dom, zresztą na pożegnanie usłyszałam, że gdybyśmy byli małżeństwem on by nigdy mnie nie zdradził, nie wyprowadził się. Może coś w tym jest. :mysli:

porzucona36 - Czw 18 Cze, 2020 14:25

staaw napisał/a:
A jaki masz plan by nadzieja zamieniła się w cel?


Na pewno wyprostować swoj tok rozumowania, wierzę że terapia w końcu przyniesie rezultaty w połączeniu z moją pracą nacodzień, że nauczę się wreszcie kochać siebie i dbać o siebię - a to przychodzi mi najciężej. Na miłość do byłego niestety nie mam jeszcze planu, jak wyrzucić go z serca, wyrzuty sumienia też mnie jeszcze dopadają ale pracuję nad nimi, niestety kochać nie umiem przestać.

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 14:35

porzucona36 napisał/a:
gdybyśmy byli małżeństwem on by nigdy mnie nie zdradził, nie wyprowadził się. Może coś w tym jest.


G... prawda małżeństwo nie gwarantuje miłości i wierności, nawet takie przed ołtarzem.
Nie wyprowadziłby się to pewne, dom stanowiłby współwłasność, mało tego nawet jeśli ty byś odeszła to nie zwalniałoby ciebie z obowiązku spłacania wspólnego kredytu.
Dlatego możesz powiedzieć miałam szczęście, że odszedł nie muszę spłacać jego długów i nie muszę toczyć przez lata wojny przed sądem o dom.

staaw - Czw 18 Cze, 2020 14:42

porzucona36 napisał/a:
niestety kochać nie umiem przestać.

A jeżeli Ci powiem że nigdy nie umiałaś... kochać?

Takia mała zagadka do przemyślenia na wieczór a może nawet temat do rozmowy z terapeutą.

Znajdź różnice: poświęcenie, miłosierdzie, motyle w brzuchu, stan równowagi między dawaniem a braniem z drugą osobą, sex, litość...

Wszystko to nazywa się miłością, o piękna greko żebym miał cierpliwość się ciebie uczyć... :chmurka:

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 14:46

A mi się nasunęło:
Pierwszy do Boga
Drugi od diabła.
Trzeci.....
Ja tak się naochocilam tego od Boga, że nawet nie pomyślę żeby spróbować tego od Diabła. :rotfl:

Czasem wyjdzie w rozmowie, że mąż umarł i pada pytanie: Dobry był?
I ta sama osoba sobie odpowiada. Dobry bo drugiego nie chce. :mgreen:

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 15:36

staaw napisał/a:
Znajdź różnice: poświęcenie, miłosierdzie, motyle w brzuchu, stan równowagi między dawaniem a braniem z drugą osobą, sex, litość..


Moim zdaniem, nie jesteśmy zbyt pomocni , bo zupełnie czego innego od związku oczekuje osoba
+/- 50 .

Autorka tego wątku ( nie pasuje mi ten nick porzucona) jest bardzo młoda i ma szansę na fajny związek jeśli będzie na to gotowa . Powodzenia :okok: :okok: :okok: ergr

Linka - Czw 18 Cze, 2020 15:59

staaw napisał/a:
A jeżeli Ci powiem że nigdy nie umiałaś... kochać?

Nad tym bym się zastanowiła Porzucona.
Przepraszam bardzo za to co napiszę, ale mi to na obsesję wygląda bardziej niż na miłość.

Im bardziej niedostępny obiekt uczuć, tym "miłość " większa.

pterodaktyll - Czw 18 Cze, 2020 17:38

staaw napisał/a:
jeżeli Ci powiem że nigdy nie umiałaś... kochać?

Ja bym się zgodził z tą opinią w całości :tak:

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 18:02

Jak to było: Czy te oczy mogą kłamać .... :muza: czy ja mógłbym serce złamać , ależ skąd. :muza: :(
porzucona36 - Czw 18 Cze, 2020 19:10

Mam mętlik w głowie, łzy lecą mi ciurkiem, dzisiaj mój były również przyjechał ale tym razem z nią, oczywiście musiałam na nich trafić, chociaż mnie nie widzieli to myślałam że pęknie mi serce. Jak tak to zaklinał się że nigdy nie pozwoli abyśmy się spotkali, a teraz przywozi ją w 7 miesiącu d wobec wszystkich swoją nową damę, Sam widok jej spowodował że łzy wylały mi się strumieniem, do tej pory chociaż przyjezdzał sam. :krzyk: :krzyk: :beczy: :beczy: :beczy:
Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 19:13

Ojejku. Wyłącz się, manipulacja na całego. Nie ma innych miejsc tylko koło Ciebie. Dobrze wiedział co robi manipulant. Następnym razem jak dojrzysz to szybko zwiewaj.
Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 19:27

Wyplacz się miało być.
pterodaktyll - Czw 18 Cze, 2020 20:08

Maciejka napisał/a:
Wyplacz się miało być.

A najlepiej to się wyplącz z tego wszystkiego ;)

porzucona36 - Czw 18 Cze, 2020 20:15

"a teraz przywozi ją w 7 miesiącu d wobec"

ucięło mi zdanie, przywiózł ją w 7 miesiącu ciąży, służbowym busem, rozwoził towar i świecił nią wszem i wobec w naszym mieście.

Maciejka masz rację jak wylałam morze łez to odrobinę mi lepiej. teoretycznie wogole mógł by jezdzić tak jak do tej pory wogóle nie zachaczając o moje osiedle, bo nie jest ono na jego trasie i bez problemu może je ominąć. Skoro nie planuje nigdy do mnie wrócić to po co to robi?

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 20:18

porzucona36 napisał/a:
Mam mętlik w głowie, łzy lecą mi ciurkiem, dzisiaj mój były również przyjechał ale tym razem z nią, oczywiście musiałam na nich trafić, chociaż mnie nie widzieli to myślałam że pęknie mi serce. Jak tak to zaklinał się że nigdy nie pozwoli abyśmy się spotkali, a teraz przywozi ją w 7 miesiącu d wobec wszystkich swoją nową damę, Sam widok jej spowodował że łzy wylały mi się strumieniem, do tej pory chociaż przyjezdzał sam. :krzyk: :krzyk: :beczy: :beczy: :beczy:


:pocieszacz: :buziak:

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 20:25

porzucona36 napisał/a:
"a teraz przywozi ją w 7 miesiącu d wobec"

ucięło mi zdanie, przywiózł ją w 7 miesiącu ciąży, służbowym busem, rozwoził towar i świecił nią wszem i wobec w naszym mieście.

Maciejka masz rację jak wylałam morze łez to odrobinę mi lepiej. teoretycznie wogole mógł by jezdzić tak jak do tej pory wogóle nie zachaczając o moje osiedle, bo nie jest ono na jego trasie i bez problemu może je ominąć. Skoro nie planuje nigdy do mnie wrócić to po co to robi?

A to proste jak drut. Żebyś czuła się winna, żeby Cię ukarać, żeby Ci pokazać , że każda jest lepsza od ciebie, że jesteś zerem, nie nadajesz się żeby być matką jego dziecka, nie zasługujesz żeby być matką jego dziecka i nie zasługujesz na niego.
Znajomo brzmi, słyszałaś to już , prawda?
Po co Ci takie coś co urodziło się człowiekiem i facetem. Czy nie ma ludzi , facetów co nie gnoja kobiet?

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 20:35

porzucona36 napisał/a:
teoretycznie wogole mógł by jezdzić tak jak do tej pory wogóle nie zachaczając o moje osiedle, bo nie jest ono na jego trasie


Moim zdaniem szukasz dziury w całym. Może na tym osiedlu oprócz ciebie mieszka jakiś jego znajomy, może miał coś do załatwienia ot i wszystko skoro pisałaś, że ciebie nie widział, nie spotkaliście się, nie przyszedł do twojego domu i nie robił awantur, w czym problem?

porzucona36 - Czw 18 Cze, 2020 20:47

Nie ma znajomych na moim osiedlu zadnych, nigdy nie miał on nie znosi mojego osiedla, ale ma na pewno ta świadomość ze wszyscy znajomi doniosą mi o jego wizycie w mieście.

Maciejka ale jaki on ma w tym cel, po co to robi, już to udowodnił zostawiając mnie dla niej i zakładając z nią rodzinę, po co to mu teraz to wszystko? Odbija piłeczkę za to że ostatnio widział mnie z kolegą?

Ossa on nie z tych żeby przyjść do domu i robić awantury, jak go nazwała moja terapeutka to alkoholik w białą kolnierzyku.

Maciejka - Czw 18 Cze, 2020 20:55

A tam w nosie i z nim. Jak zobaczysz go to odwróć się na pięcie w drugą stronę. Prawdziwy facet tak nie postępuje
OSSA - Czw 18 Cze, 2020 21:01

porzucona36 napisał/a:
on nie z tych żeby przyjść do domu i robić awantury, jak go nazwała moja terapeutka to alkoholik w białą kolnierzyku.


Moim zdaniem choroba dotyka tych na wysokich stanowiskach i tych z nizin społecznych. Nie ma lepszych, ani gorszych wobec alkoholu wszyscy uzależnieni są jednakowo bezsilni. Mój ex na trzeźwo pan na stanowisku z teczuszką i w garniturze , a w ciągu niczym nie różni się do bezdomnego, cuchnie tak samo :bezradny: Zaczyna od markowych alkoholi , a jak nie ma kasy to ............ szkoda gadać.

olga - Czw 18 Cze, 2020 21:02

Myślisz, że nadal jesteś w centrum jego zainteresowań?
Podejrzewam, że tak nie jest...

OSSA - Czw 18 Cze, 2020 22:14

olga napisał/a:
Myślisz, że nadal jesteś w centrum jego zainteresowań?
Podejrzewam, że tak nie jest...


Trafna uwaga :okok:

porzucona36 - Pią 19 Cze, 2020 00:04

olga napisał/a:
Myślisz, że nadal jesteś w centrum jego zainteresowań?
Podejrzewam, że tak nie jest.


Być może masz rację i tylko moje myśli krążą koło niego i liczą ze wszystko będzie jak dawniej, łudząc się ze przecież nie można tak łatwo wymazać z pamięci tego wszystkiego co było między nami.

Maciejka - Pią 19 Cze, 2020 06:12

Ja niczego nie wymazalam. Pamiętam ale mnie to nie boli. To tylko wspomnienia .
Ciągle masz oczekiwania, nadzieję którymi żyjesz i to boli. Nie chcesz z tym się rozstać, puścić tego.

jal - Pią 19 Cze, 2020 07:04

porzucona36 napisał/a:

Maciejka ale jaki on ma w tym cel, po co to robi, już to udowodnił zostawiając mnie dla niej i zakładając z nią rodzinę, po co to mu teraz to wszystko? Odbija piłeczkę za to że ostatnio widział mnie z kolegą?


Próbujesz zrozumieć coś czego się nie da... a nawet nie ma potrzeby - dręczysz się na swoje życzenie.

A niech mu się fajnie układa w nowym związku a dziecko niech rośnie w zdrowiu...

OSSA - Pią 19 Cze, 2020 10:14

porzucona36 napisał/a:
tylko moje myśli krążą koło niego i liczą ze wszystko będzie jak dawniej,


Pytanie gdzie jest twój syn, czy zapytałaś go, czy on chciałby by "wujek" wrócił?

Janioł - Pią 19 Cze, 2020 11:47

Oto 5 etapów :
ZAPRZECZENIE – Nie, to nie może być prawda. To na pewno jakaś pomyłka.
GNIEW – Za co to spotyka akurat mnie? ...
TARGOWANIE – Jak bardziej o siebie zadbam, to może się poprawi. ...
DEPRESJA – To wszystko nie ma najmniejszego sensu.
AKCEPTACJA – Teraz już nic nie zmienię, muszę się pogodzić z losem.

które trzeba przejść........lekarstwem jest czas i cierpliwość

Maciejka - Pią 19 Cze, 2020 11:53

I pomoc psychologa czasem.
Janioł - Pią 19 Cze, 2020 12:05

Jasne ......
Tajga - Pią 19 Cze, 2020 12:14

porzucona36 napisał/a:
dzisiaj mój były również przyjechał ale tym razem z nią, oczywiście musiałam na nich trafić, chociaż mnie nie widzieli to myślałam że pęknie mi serce. Jak tak to zaklinał się że nigdy nie pozwoli abyśmy się spotkali, a teraz przywozi ją w 7 miesiącu d wobec wszystkich swoją nową damę


No TO już powinno dać Ci do myślenia.
Za kim Ty rozpaczasz?
Za facetem który 7 miesięcy temu zdradził, spłodził dziecko, wyprowadził się
do matki swojego nowego dziecka, i obwozi się z Bogu ducha winną kobietą
jak małpką cyrkową ?
To jest facet?????
To są jakieś popłuczyny , zdrowy umysłowo mężczyzna jeżeli odejdzie, to ODEJDZIE.
Osobnik jest niedojrzały i ma nierówno pod sufitem.



porzucona36 napisał/a:
zresztą na pożegnanie usłyszałam, że gdybyśmy byli małżeństwem on by nigdy mnie nie zdradził, nie wyprowadził się. Może coś w tym jest.


Nie jestem wpółuzależniona ( czasem czytając wątki takie jak ten ,cieszę się ,że jestem tylko zwyczajną
alkoholiczką ), ale nawet w najgorszym ciągu alkoholowym nie powiedziałabym większej bzdury.
Nie mów że wzięłaś to na serio?

"Może coś w tym jest"?

Niczego w tym nie ma, co najwyżej.... jak wyżej.

Maciejka - Pią 19 Cze, 2020 12:27

Porzucona a co byś powiedziała swojej przyjaciółce gdyby ta opowiedziała co sama tu napisałaś?
porzucona36 - Pią 19 Cze, 2020 14:02

OSSA alkoholik w białym kołniezyku to nie oznacza tylko że biznesmen, zaczynający picie od markowych alkoholi, to tez pewien rodzaj postępowania, które stosuje wobec swojej partnerki. To stwarzanie pozornego szczęścia, chodzenię do pracy, nadmierne dbanie o zwenętrzną opinię a w domu piekło, tak zwany inteligent, który kazde postępowanie zamyka w czterech ścianach.

jal napisał/a:
A niech mu się fajnie układa w nowym związku a dziecko niech rośnie w zdrowiu...


Niech mu dziecko zdrowo rośnie i tyle kropka.

OSSA napisał/a:
Pytanie gdzie jest twój syn, czy zapytałaś go, czy on chciałby by "wujek" wrócił?

Mój syn odpowiada krótko, że nie chce go widzieć i mieć z nim cokolwiek wspólnego.

porzucona36 - Pią 19 Cze, 2020 14:08

Tajga napisał/a:
Nie mów że wzięłaś to na serio?


Oj uwierz mi, że mój mózg przyjął to jako moją winę i swiętą prawdę. Dzisiaj na dobicie usłyszałam jak strzępi język na mój temat znowu, jaka to byłam kiepska w łóżku, że za rzadko z nim sypiałam :zalamka: itp. :szok: a prawda była zupełnie inna. Koledzy już mu przyklepują, jak to dobrze zrobił zostawiając mnie bo ze mną niczego by nie miał, a tak teraz ma szczęśliwą kobietę i czeka na dziecko.
I to jest odpowiedź na to czy uwierzyłam, nawet jak wbiję sobie do głowy że to bzdura, słyszę coś co sprowadza mnie na ziemię że może jednak miał rację.

Maciejka napisał/a:
Porzucona a co byś powiedziała swojej przyjaciółce gdyby ta opowiedziała co sama tu napisałaś?


Nie wiem, ale raczej aby zrobiła wszystko aby przestać o nim myśleć, i układała sobie spokojnie życie. Szkoda że ja jeszcze nie potrafię wobec siebie tego zastosować.

Maciejka - Pią 19 Cze, 2020 14:19

To napisz sobie to na kartce i czytaj tyle razy aż uwierzysz, że potrafisz.
Nie potrafię, nie umiem oznacza tyle co nie chce spróbować.
Pewne rzeczy pewnie że człowiek nie umie ale to jest w mocy kazdej osoby.
To trudne spojrzeć na siebie jak na przyjaciela ale możliwe.

OSSA - Pią 19 Cze, 2020 14:37

porzucona36 napisał/a:
To stwarzanie pozornego szczęścia, chodzenię do pracy, nadmierne dbanie o zwenętrzną opinię a w domu piekło, tak zwany inteligent, który kazde postępowanie zamyka w czterech ścianach.


Znowu budujesz jakiś świat iluzji i zaprzeczeń myślisz, że cokolwiek dzieje się tylko w czterech ścianach i nikt o niczym nie wie.
Wszyscy wkoło nie mają węchu i słuchu?
Mam znajomego (mieszkam w wielkim mieście) czasem mijamy się na korytarzu lub obok windy cuchnie nieprzetrawioną wódą / zapach maskuje drogimi perfumami, czysta koszulka, a ja boję się razem z nim wejść do winy by ktoś nie pomyślał, że to ja tak cuchnę.
Myślałam skrzywienie, uraz do ex. Nie mówiłam nikomu co mnie to obchodzi, kiedyś rozmawiam ze znajomą i przypadkiem pada nazwisko tego kolegi "a to ten alkoholik co tłucze żonę, a później w niedzielę razem idą do kościoła. To ty wiedziałaś , jasne wszyscy wiedzą , ale skoro ona nic z tym nie robi to nie będę się wtrącać."


Innym razem współuzależniona mówi na grupie zmieniamy mieszkanie, ale to mi nie pasuje, bo tam w tym bloku patologia mieszka .... K....a , a to że jej mąż pije do upadłego, miał wyrok w zawieszeniu za znęcanie się nad rodziną to nie patologia. Chleje dalej ona udaje, że wszystko jest :okok: usprawiedliwia go przed pracodawcą i kuratorem, bo przecież nie wyślę go do więzienia.


Obudź się kobieto :nerwus: :nerwus: otwórz szeroko oczy, posłuchaj dorastającego syna , on nie chce powrotu "wujka" .

porzucona36 - Pią 19 Cze, 2020 14:52

Tak u nas wszyscy niby widzieli, ale jakoś nie słyszę teraz dobrze że go już z wami nie ma ale za to słyszę, jaka to byłam zła, jak zniszczyłam mu życie.
OSSA - Pią 19 Cze, 2020 14:52

porzucona36 napisał/a:
Dzisiaj na dobicie usłyszałam jak strzępi język na mój temat znowu, jaka to byłam kiepska w łóżku, że za rzadko z nim sypiałam


Po co słuchasz takich głupot? Nie masz ważniejszych problemów ? Odnoszę wrażenie, że to nie on tylko ty, z uporem maniaka chcesz się dołować i dowalać sobie. Dlaczego nie powiesz znajomym nie jesteśmy już razem i nie chcesz na jego temat rozmawiać.
Przyjaciele zrozumieją, że dla ciebie to bolesny temat, inni cóż olej ich , za chwilę znajdą inny temat do plotek.

Maciejka - Sob 20 Cze, 2020 10:00

Taka refleksja mi się pojawiła.
Mój mąż miał sekret z domu którym nie chciał się chwalić , ja miałam swój taki sekret to nas do siebie ciągnęło, zbliżało.
Ty masz za sobą rozwód, były partner też jest po przejściach .
Podobnie coś Was połączyło. Wspólna decyzja o nie braniu ślubu bo taki wniosek wyciągnęliście z poprzednich związków.
Dla męża taka zależna dziewczynka była świetnym parawanem do picia bo nie umiała żyć, nie wiedziała jak wygląda prawdziwy związek.
Ta zagubiona, skrzywdzona przez rodziców dziewczynka wyciągnęła wniosek z domu rodzinnego że nie będzie workiem treningowym dla męża, że żadna sztuka tak cierpieć jak matka i znoscic to co matka.

Jak tylko została przekroczona przez męża granicą , że wyciągał do mnie łapy jak byłam w ciąży z bliźniakami to powiedziałam dość, koniec. Stanę na uszach a to skończę. Niech spada na drzewo , poradzę sobie sama bez niego. Ja to nie matka.

Nie rozumiem Twojej postawy jak wiele osób co tu piszą. Tak to odbieram. Ciężko jest mi dać Ci zwrotki, wesprzeć Ciebie no dla mnie decyzja faceta i inny związek i rodzina to koniec tego etapu w życiu. Koniec etapu to też przemoc, ganianie z nożem.
Wydaje mi się, że najlepiej tu pomoże psychoterapia i czas i praca nad sobą. Oczywiście pisanie na forum też coś pomaga ale licząc na zrozumienie innych to raczej iluzja.
Nie zrozumie głodnego syty

porzucona36 - Śro 01 Lip, 2020 15:14

Maciejka napisał/a:
Tdla mnie decyzja faceta i inny związek i rodzina to koniec tego etapu w życiu. Koniec etapu to też przemoc, ganianie z nożem.
Wydaje mi się, że najlepiej tu pomoże psychoterapia i czas i praca nad sobą. Oczywiście pisanie na forum też coś pomaga ale licząc na zrozumienie innych to raczej iluzja.
Nie zrozumie głodnego syty


Każde wasze słowa stanowią niezwykłe wsparcie, zarówno z waszych doświadczeń jak i mądrości przeżyć. Twoje stanowisko jest jak najbardziej rozsądne w tej sytuacji, ale dla mnie z DDA, oraz współuzależnionej, nie jest ono takie proste do zastosowania. Chociaż rozum mówi mi, że masz rację, to przez psychikę przebijają się inne rzeczy. Najgorsze jest to, że przez ostatnie wydarzenia cofnęłam się prę kroków w tył i dałam się znów sprowadzić do parteru. Wróciło poczucie winy za rozpad związku i niedostateczne bycie dobrą dla niego, dla rodziny - żeby ją stworzyć. Moja terapeutka stwierdziła, że musimy cofnąć się i ponownie przepracować uczucie złości, które mam w stosunku do tej kobiety, inaczej nie dam rady iść do przodu i zamknąć przeszłości. Cieszyłam się już, że poukładałam sobie w miarę w głowie , zaczęłam cieszyć się życiem, spotykać ze znajomymi. Wystarczyło jedno spotkanie z nimi, a bardziej zobaczenie ich razem, żeby stare myśli wróciły, stare wyrzuty. Jak długo jeszcze wizja ich szczęsliwości w rodzinie nie pozwoli mi się pukładać, ile jeszcze razy wrócą te wyrzuty?

Maciejka - Śro 01 Lip, 2020 15:19

Na to pytanie nie zna odpowiedzi nikt. Wdl mnie tyle to potrwa aż pozwolisz odejść starej miłości na pawlacz a najlepiej w inną epokę.
Ja teraz też mam potwornie trudny czas ale to jest związane z innymi problemami. Dużo znów zależy ode mnie i poradzę sobie choćbym miała ruszyć głazy.

luana - Śro 01 Lip, 2020 19:24

Witaj pozucona,

jak Ciebie czytam to przypominam sobie poczatki pisania tu na forum.
Bylo to jakies 10 lat temu. Mam nadzieje, ze jeszcze mnie ktos tu pamieta :]
Piszesz-cytuje: zresztą na pożegnanie usłyszałam, że gdybyśmy byli małżeństwem on by nigdy mnie nie zdradził, nie wyprowadził się. Może coś w tym jest.

I powiem Ci, ze bullshit w tym jest.
Ja sama przezylam 11 lat w zwiazku z alkoholikiem.
Kiedy powiedzial mi, ze gdyby mial syna to napewno by nie pil, pomyslalam sobie, ze w koncu mam sposob.
Urodzilam mu syna o pieknych czarnych oczach i niesamowitej inteligencji w jednym slowie cudo. :lol2:
Dla udoskonalenia rodziny urzadzilam slub. On praktycznie na niego przyszedl, nawalil sie jak dzika swinia i tyle. Nasz syn niedlugo skonczy 11 lat. 5 lat temu ostatecznie po wielu probach od niego odeszlam. Od 3 lat jestesmy po rozwodzie. A on CHLEJE dalej!!!!
Nawet chyba wiecej niz wczesniej.....

Facit tego wszystiego jest taki:
On nie zaprzestal CHLANIA, a ja wychowuje syna sama. Dbam sama o jego potrzeby, sama chodze na wywiadowki, mecze ( syn gra w pilke),to ja tulilam dziecko, kiedy tesknilo za tata, ja tlumaczylam, kiedy dziecko pytalo dlaczego inne dzieci maja tate, on nie, sama spedzalam swieta, urodziny jak i inne uroczystosci. Bo on swietuje swoja jedna jedyna uroczystosc- CHLANIE!!!

Moge Ci tylko pogratulowac, ze nie bylas jednak taka naiwna jak ja i nie zdecydowalas sie na ciaze i malzenstwo. Ja bylam glupsza! Dlatego zostaw to i ciesz sie, ze nie na Ciebie padlo to cale bagno, tylko spadnie na nia.
To ona bedzie musiala sie nauczyc roli samotnej matki, to ona bedzie cierpiala, a najbardziej zacierpi jej jeszcze nienarodzone malenstwo. A to dla matki jest najsmutniejsze doswiadczenie zycia!!. To wszystko spadnie na nia, tylko ona jeszcze o tym nie wie.
Zaloze sie dzis, ze za jakies piec lat ona sama bedzie szukac pomocy, tak jak Ty dzisiaj.

olga - Śro 01 Lip, 2020 19:46

luana,
luana napisał/a:
Mam nadzieje, ze jeszcze mnie ktos tu pamieta


Luana...tak myślę... usiłuje sobie przypomnieć... Ty gdzieś na południu Niemiec mieszkasz :]

Wiedźma - Śro 01 Lip, 2020 20:10

luana napisał/a:
Mam nadzieje, ze jeszcze mnie ktos tu pamieta

Pamiętam Cię :aha:

pterodaktyll - Śro 01 Lip, 2020 20:29

luana napisał/a:
Mam nadzieje, ze jeszcze mnie ktos tu pamieta

Oj pamię :buziak: tam, pamiętam.......com ja się tu nagadał żebyś w końcu przejrzała na oczęta :buziak:

Linka - Śro 01 Lip, 2020 20:37

luana napisał/a:
Mam nadzieje, ze jeszcze mnie ktos tu pamieta :]

Pamięta.
Dobrze, że jesteś Luana :buzki:

esaneta - Śro 01 Lip, 2020 20:57

I ja Cię pamietam :)
To właśnie od Twojego wątku rozpoczęłam lekturę forum :)

luana - Śro 01 Lip, 2020 21:13

Hej kochani,

tyle zmian w moim zyciu dobrych i mniej dobrych. Juz od dawna chodzi mi po glowie
dokonczyc swoj watek. W koncu zbiore sie bo czas sie wszystkim z wami podzielic.
Olga ja z poludnia Niemiec, a od tygodnia z polnocy. Jestem blisko Ciebie ( mysle, ze ok 50km) i teraz od spotkania juz sie nie wywiniesz!!!!
Pterus , a Ciebie kiedys napewno odwiedze jak juz wczesniej obiecalam i osobiscie podziekuje Ci za cenne rady. Bylo ciezko ale z Twoja pomoca / Wasza pomoca udalo sie :rotfl:
Ale nie bede zasmiecac autorki tego watku swoimi sprawami ( bo pewnie zaraz ktos bedzie musial tu posprzatac, jak za dawnych czasow :figielek: )

do autorki watku jeszcze raz APEL!!
Uwierz , ze jestem realnym przykladem. Dobrze sie stalo, ze odszedl i zasmieci zycie innej kobiecie, nie Tobie. Wygrywasz dzis szanse na lepsze zycie, choc nie do konca w to wierzysz.
Wiara w siebie to dlugi proces. Wiele lez, goryczy, zalu. Z tym nie da sie uporac z dnia na dzien. Zwlaszcza kiedy jestesmy DDA. Niejedna z nas przerabiala ten temat. Niektore wygraly nowe zycie, inne je niestety nadal przegrywaja z roznych powodow. Zycze Ci abys nie nalezala do tych drugich ale zwyciezyla ! :buzki:

luana - Śro 01 Lip, 2020 21:15

Sorry- zycze Ci abys nalezala do tych pierwszych!!! to z pospiechu :)
olga - Śro 01 Lip, 2020 21:17

luana, pisz dokładnie gdzie :D
Możesz na pw albo daj namiary na Messenger

pterodaktyll - Śro 01 Lip, 2020 21:48

luana napisał/a:
Pterus , a Ciebie kiedys napewno odwiedze jak juz wczesniej obiecalam i osobiscie podziekuje Ci za cenne rady.

Cała przyjemność po mojej stronie :mgreen:

OSSA - Wczoraj 19:27

luana, fajnie , że się odezwałaś :buzki:
Maciejka - Dzisiaj 5:50

Porzucona a próbowałaś techniki uwalniania złości? Wizualizacji?
Fajna i skuteczna technika na spuszczenie napięcia , uwolnienia uczuć.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group