To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...

INNE UZALEŻNIENIA - Kobieta, która kocha za bardzo

Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 18:17
Temat postu: Kobieta, która kocha za bardzo
Witajcie
Od zawsze miałam problemy. Ale dopiero ostatnio dotarło do mnie jaki jest mój pierwotny, rzeczywisty problem. Jestem uzależniona od miłości. Uświadomiła mi to książka: "Kobiety, które kochają za bardzo".
Książka ta uświadomiła mi jak bardzo potrzeba kokietowania, uwodzenia mężczyzn dla poczucia własnej egzystencji, ważności i wartości wpłynęła na moje życie.
To były dziwne związki z nieodpowiednimi mężczyznami, nieudane małżeństwo, zdrady, trójkąty emocjonalne... Tego było MNÓSTWO!!! I dopiero teraz to zostało obnażone i nazwane :zalamka:
Obecnie jestem w związku, bardzo specyficznym, burzliwym, pełnym rozstań, kłótni, ale i cudownych pojednań, godzin rozmów i bliskości (???). Nigdy nie zdradziłam fizycznie ani mentalnie Mariusza, chociaż wiem, że będąc z nim wchodziłam w bliskie relacje z mężczyznami. Chociaż... może to już była zdrada. :(
W każdym razie w listopadzie zeszłego roku zupełnie odcięłam inne "związki", zaangażowałam się bardzo w to co tworzyliśmy, On nie dowierzał w moją uczciwość.
W marcu dowiedziałam się, że nocowała u niego koleżanka. Nie tylko w domu, ale i w łóżku. Twierdzi, że do niczego nie doszło, że między nimi spało jego dziecko. Wtedy zupełnie zawalił się mój świat. Wcześniejsze relacje były dla mnie furtką, emocjonalną ucieczką gdy pojawiały się problemy w związkach, wtenczas zostałam z tym sama. Nie przypominam sobie bardziej bolesnego doświadczenia.
Po jakimś czasie znowu zbliżyliśmy się do siebie, znowu tworzymy związek. Ja spotykam się z ludźmi, zaczęłam otwierać się na znajomości z kobietami (czego wcześniej nie potrafiłam zupełnie), mam też kilku znajomych mężczyzn, ale nie wchodzę z nimi w żadne bliższe relacje.
Problemem stała się moja chorobliwa zazdrość. Dostaję pier%^#ca gdy nie umiem się do niego dodzwonić albo nagle przychodzi myśl, że teraz jakaś kobieta mogłaby przy nim spać. To jest CHORE!!! Byłam w zeszłym tygodniu na mityngu SLAA, dostałam kilka ulotek, 12 Kroków i próbuję powierzać Bogu to co się ze mną dzieje.
Z Mariuszem dzieje się podobnie, tyle że on to wypiera. Ja rozumiem mechanizm jaki spowodował u niego tą zazdrość, aczkolwiek on nie wierzy, że się zmieniłam. Uważa, że to co widzi, jest prawdą. A widzi kłamstwa, oszustwa, które tak naprawdę sam imaginuje.
Jestem zmęczona, a wiem, że to dopiero początek drogi. Przez lata leczyłam się a to na depresję, a to na zaburzenia odżywiania, a to na zaburzenia osobowości, a przyczyną tego wszystkiego był brak miłości albo chore zdobywanie jej namiastki.
Szukam sponsorki, chcę realizować Program 12 kroków i chcę zdrowieć, zatrzymać to, co się we mnie rozwijało prze ponad 30 lat.
Mam nadzieję, że w myśl modlitwy o pogodę ducha oraz z Waszą pomocą będę miała odwagę zmieniać to, co mogę zmienić.

Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 19:24

chyba pomyliłaś tematy ..powinnaś to napisać w dziale Alanon ..
Klara - Nie 27 Lip, 2014 19:37

Jras4 napisał/a:
chyba pomyliłaś tematy

Niczego nie pomyliła. Amy pisze w dziale, dotyczącym Jej problemu.

Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 19:41

to dział o alkoholizmie czy sie myle ? ale może i ty masz racie i to dział o nie alkoholizmie
Klara - Nie 27 Lip, 2014 19:44

Jras4 napisał/a:
to dział o alkoholizmie czy sie myle ?

Jeśli umiesz czytać, to proszę wykonaj tę mało skomplikowaną czynność, choć rozumiem, że myślenie sprawia Ci już niejaką trudność :(
Jesteś w dziale "Inne uzależnienia".

Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 19:47

to tu są dwa działy ?
Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 19:52

A może jakieś słowa skierowane do mnie...?
Mam mózg, umiem czytać. To dział "Inne uzależnienia", a moim uzależnieniem jest uzależnienie od miłości.
Jeśli zrobiłam błąd to chyba są odpowiednie osoby,które przeniosą wątek

Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 19:53

niestety masz pecha wrzucili cie do alkoholików
olga - Nie 27 Lip, 2014 19:53

witaj :)

nie zrobilas bledu, piszesz tu gdzie trzeba

Słoneczko - Nie 27 Lip, 2014 19:55

Witaj, :)
Klara - Nie 27 Lip, 2014 19:56

Amy1983 napisał/a:
Jeśli zrobiłam błąd to chyba są odpowiednie osoby,które przeniosą wątek

Amy! Wszystko w porządku :luzik:
Jras jest facetem z innej planety. Nie zwracaj na niego uwagi :beba:

Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 19:59

Klara napisał/a:
Amy! Wszystko w porządku :luzik:
Tak to czemu pisze w dziale inne uzaleznienia o swoim problemie ? widać ma jakis problem
ale ammy ja nic sie nie znam na tym o czym piszesz ale moge zaspiewć Ci ..płynie wisła płynie ,, tak wiem nic to nie pomoże ale zawsze coś

Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 20:02

Jras4,
Sam też możesz napisać.
olga, Słoneczko, Klara,
Dziękuję
Jak widać, mam w sobie sporo złości, zagubienia, generalnie jestem chodzącym chaosem, napięciem.
Dopiero uczę się modlitwy, medytacji, prowadzę dzienniczek uczuć i wdzięczności. Ale to dla mnie MAŁO. Pomóżcie

Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 20:03

Jras4,
Jednak pomogło, również dziękuję.

Słoneczko - Nie 27 Lip, 2014 20:04

Jras4, koleżanka jest uzależniona od miłości.

Czytaj ze zrozumieniem.
Podobnie jak nasz Nieaniołek.
KPW?

Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 20:05

o jesli pomogło to może i zaspiewam .. jak długo na wawelu co ?
Jras4 - Nie 27 Lip, 2014 20:06

Słoneczko napisał/a:
Podobnie jak nasz Nieaniołek.
co ????
chyb pisze wyraznie że od uczucia a nie tego drugego ( Boże wybacz to słowo )

Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 20:06

Słoneczko napisał/a:
Podobnie jak nasz Nieaniołek.

Tak, przeglądałam wątek. Nieco inna "odmiana", ale tak.
Jras4 napisał/a:
jak długo na wawelu co ?

???

Zagubiona - Nie 27 Lip, 2014 20:11

Amy1983, witaj :)

Wiem o czym piszesz, te emocjonalne uzależnienia, te relacje z innymi mężczyznami ocierające się o zdradę itp.

Rada na początek- POWOLI- NIE PCHAJ JADĄCEGO POCIĄGU ;)

Pozdrawiam
Ewa- uzależniona od seksu chorej miłości

P.S. Na Jrasa nie zwracaj uwagi ;)

Klara - Nie 27 Lip, 2014 20:12

Amy, stanęłyśmy w Twojej "obronie", ale najlepiej pomoże Ci nasz Nie.Aniołek, gdy się tu zjawi.
Ja jestem współuzależniona, ale Twojego problemu nie mam i nie odważyłabym Ci cokolwiek radzić.
Wiem, że oprócz mityngów, kilka razy w roku odbywają się warsztaty wyjazdowe, na których ludzie pracują na krokach.
Jeśli Nie.Aniołek nie będzie miała na ten temat informacji, a Ciebie to zainteresuje, mogę się dowiedzieć szczegółów i Ci przekazać.

Edit:
O, już jest Nie.Aniołek :D

Słoneczko - Nie 27 Lip, 2014 20:15

W.moim związku był epizod, że po kokejnym z resztą rozstaniu nie umiałam żyć bez niego. Ja lojalna a on był już z inną (ale to już inna inszość)
Tak byłam zakochana, że wszysyko mu wybaczałam i
ściągnęłam byłego z powrotem od innej do siebie.

Odkochałam się kiedy pokochałam siebie.
Terapia mi pomogła :tak:

Zagubiona - Nie 27 Lip, 2014 20:15

Informacje o warsztatach zawsze pojawiają się na stronie SLAA- z tego co wiem, a jeśli nie to dowiem się kiedy są najbliższe od jednego z organizatorów. I dodatkowo dwa razy do roku są zjazdy wspólnoty.
Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 21:24

Nie.anioł napisał/a:
POWOLI- NIE PCHAJ JADĄCEGO POCIĄGU

Ale coś chcę zrobić, a mam wrażenie, że to wszystko mało i niewystarczająco :(
I jeszcze kolejna kłótnia i coś, co zdarzyło się w zeszłym tygodniu. Kolega napisał mi około 22, że wraz ze znajomymi wybierają się z psiakami na spacer, chcieli żebym też się zabrała. Ja najpierw usłyszałam dźwięk w telefonie, myślałam, że koleżanka pisze. Dopiero później zobaczyłam, że to kolega. No więc zostałam ozwana kłamcą i oszustem, że kolegom nadaję damskie imiona, więc coś się za tym musi kryć.
Już nie mam siły tłumaczyć :beczy: Nie zrobiłam niczego złego. Mam w sobie wielkie napięcie, czuję się bezradna. I nie umiem przetłumaczyć sobie, że to jego problem.
Słoneczko napisał/a:
Odkochałam się kiedy pokochałam siebie.

A co to znaczy?

Zagubiona - Nie 27 Lip, 2014 21:33

Amy1983, na początku też tak miałam, że czułam, że ciągle robię za mało, z czasem zrozumiałam, że sobie tyle ile mogę, a zdrowienie wymaga czasu i nie na co go na siłę przyspieszać.
Klara - Nie 27 Lip, 2014 21:36

Amy1983 napisał/a:
Słoneczko napisał/a:
Odkochałam się kiedy pokochałam siebie.

A co to znaczy?

http://www.beatapawlikows...,text,2838.html

Słoneczko - Nie 27 Lip, 2014 22:43

Klara napisał/a:
Amy1983 napisał/a:
Słoneczko napisał/a:
Odkochałam się kiedy pokochałam siebie.

A co to znaczy?

http://www.beatapawlikows...,text,2838.html
Dziękuję Klaro :okok:
Amy, w tej treści zapodanej przez Klarę jest zawarta istota pojęcia "pokochać siebie"
:tak:

Amy1983 - Nie 27 Lip, 2014 23:09

Znam Pawlikowską, mam i przeczytałam większość jej książek. Ale rozum i emocje rozjeżdżają mi się zupełnie. Co z tego, że wiem jak nie czuję? Jak to uruchomić?
Jesteśmy po rozmowie z M. Mnóstwo emocji, napięcia, smutku, płaczu, żalu, pretensji... Czasami mam wrażenie, że również od tych emocji się uzależniłam, że bez tego=bez niego, byłoby pusto, nudno, szaro, nijak... Mimo, że widujemy się średnio raz w tygodniu i bardzo dobrze radzę sobie z samotnością (lubię swoje towarzystwo, w większości przypadków umiem zorganizować sobie czas), to gdy dochodzi do rozstania (dochodziło już 8 razy)... Ze mną koniec, czuję, że umieram. To nie jest normalne. To jest CHORE!!!
Zarówno jego, jak i moja terapeutka poradziły nam wspólną terapię dla par. Ma nam ona pomóc albo się dogadać albo rozstać... Bardzo się mijamy.

Amy1983 - Pon 28 Lip, 2014 08:45

I znowu to napięcie!!! Jest nie do wytrzymania. Chociaż towarzyszy mi już tak długo, że aż dziwne, że się nie przyzwyczaiłam, że się nie uodporniłam. A jednak...
Mam wyrzuty sumienia, że wczoraj tak nakrzyczałam, że puściły mi nerwy. Mimo, że potrzebny był mi czas oddalenia się (dostrzeżenie i nazwanie swojego uzależnienia), usłyszałam słowa krytyki, że olewam. Czy tak wygląda osoba, która olewa? Czy tak się czuje? Rozdarta w środku, totalnie zagubiona? Skołowana? Zmęczona? Czemu nie potrafię puścić, odpuścić?
Dziś przy kompulsywnych myślach odmawiam modlitwę o pogodę ducha. Gdy kończę, od razu muszę znowu zacząć, bo napięcie, bo lęk, bo żal i płacz. Świetny przykład doświadczania bezsilności z Kroku 1. Tylko co z tego? Co dalej? Jestem zmęczona. Dziękuję, że mogę się tym tu podzielić.
Dobrego dnia

szika - Pon 28 Lip, 2014 11:26

Witaj Emi :)
dopiero teraz zajrzałam do Ciebie :)

a teraz na powaznie..

Amy1983 napisał/a:
Jest nie do wytrzymania.


zadaj sobie pytanie, że niby dlaczego to jest nie do wytrzymania? przecież wytrzymujesz... jesteś, nie rozpadłas się na kawałki, nie umarłaś... żyjesz...

Amy1983 napisał/a:
dziwne, że się nie przyzwyczaiłam, że się nie uodporniłam.

takie coś nie istnieje moim zdaniem..
skoro napięcie sie pojawia to oznacza, że jest Ci do czegoś potrzebne, nic się nie dzieje przypadkiem, ani nie jest tak, że świat jest stworzony po to aby Ciebie nękać... świat jest dobry i sprawiedliwy taki jaki jest, a wszystko co nam się wydarza jest po coś...
Amy1983 napisał/a:
Mam wyrzuty sumienia, że wczoraj tak nakrzyczałam, że puściły mi nerwy.

wyrzuty sumienia, poczucie winy to emocje, których bywamy niewolnikami... niestety sa bardzo destrukcyjne..
przekonałam sie o tym na własnej skórze...
kiedyś, gdy odczuwałam poczucie winy to myślałam o sobie, uwazałam siebie za osobę "ludzką"... uważałam, że to szlachetne, dobre i potrzebne poczucie...
dziś wiem, że myliłam się... poczucie winy było dla mnie pułapką i...
i to mi było najtrudniej przyjąć... ale w końcu przyjęłam: poczucie winy wynikało z mojej podświadomej dumy, stawiałam siebie (nieswiadomie) ponad innymi ludźmi... bo skoro ja to odczuwam to jestem lepsza od tego kogos, kto tego nie odczuwa...

to poczucie winy, o którym pisałas, wynikające z tego, że nie opanowałas emocji i robiłas to czego nie chcesz tak naprawde robić, na ten moment oczyciwscie jest potrzebne i dobre, bo informuje Ciebie, że coś jest nie tak, że chcesz coś zmienić... proponuję przy tym pozostań...
pozwoliłam sobie jednak napisac o tym więcej...gdyz z poczuciem winy to ja niegdyś zyłam za pan brat, o kazdej porze dnia i nocy, w kazdej praktycznie sytuacji i wobec chyba wszystkich ludzi na świecie i w ogóle wobec świata...
Amy1983 napisał/a:
usłyszałam słowa krytyki, że olewam. Czy tak wygląda osoba, która olewa?

tu przeciez Ty najlepiej wiesz, że nie olewasz... a więc... czy rzeczywistośc jest taka jak inni ją widzą? czy tak jak Ty?
a moze ani taka ani taka?
to jest tylko odbiór Twojego partnera i Twój... tylko odbiór...
trzymaj się swojego, a reszta świata niech się trzyma swojego...
obwinianie dla osoby obwiniającej wcale nie jest takie fajne... tak naprawde jest odwracanie swojej uwagi od siebie i koncentrowanie sie na otoczeniu... wynika to z lęku, ze strachu przed samooceną...
Amy1983 napisał/a:
bo napięcie, bo lęk, bo żal i płacz.

to sa Twoje myśli Kochana... myśli wywolują emocje, nie odwrotnie...
jesli cos z tego co napisałam zainteresuje Cie to pytaj..

Amy1983 - Pon 28 Lip, 2014 13:07

Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Bardzo mnie to uspokoiło. Chociaż chyba najbardziej rozmowa z M... Wiem, że jest tak jak piszesz. JA TO WSZYSTKO WIEM, ale nic z tego nie czuję :( Już z 300 razy odmówiłam modlitwę o pogodę ducha, odwracam swoją uwagę i myśli, afirmuję, powtarzam, że mogę wybrać ich tysiące, a wybieram właśnie TE... Nic innego nie przychodzi mi do głowy. BEZSILNOŚĆ. Czuję, że to czas kiedy gotowa jestem do podjęcia pracy nad 1 Krokiem. Czy jest na forum miejsce, gdzie mogę znaleźć albo zapytać o sponsora? Przeglądałam i nie znalazłam.
zołza - Pon 28 Lip, 2014 13:15

Amy1983 napisał/a:
Już z 300 razy odmówiłam modlitwę o pogodę ducha, odwracam swoją uwagę i myśli, afirmuję, powtarzam, że mogę wybrać ich tysiące, a wybieram właśnie TE... Nic innego nie przychodzi mi do głowy.


Nie zafiksuj się totalnie na sobie bo oszalejesz !!! Oddziel ziarno od plew i nie bierz tak wszystkiego do siebie :luzik: Uważam ( oczywiście to tylko moja dygresja ;) ) że powinnaś trochę wyluzować w temacie i dać sobie więcej czasu . Nie od razu Rzym zbudowano :P
Życze Ci tego i pozdrawiam serdecznie :okok:

Amy1983 - Pon 28 Lip, 2014 13:26

zołza,
Nie byłoby problemu gdybym to umiała zrobić. Nagle coś mi się przestawia w czaszce i fiksuję, wpadam w histerię, wszystko przestaje istnieć, tunelowe widzenie, tunelowe myślenie. ceewd
I, teraz mi to przyszło do głowy, przydałby mi się ktoś kto mnie po prostu trzepnie w łeb na opamiętanie vz4

szika - Pon 28 Lip, 2014 13:27

Amy1983 napisał/a:
JA TO WSZYSTKO WIEM, ale nic z tego nie czuję

akurat to doskonale rozumiem, również się w atkim rozdwojeniu motałam latami...
u mnie akurat poszło przez umysł czyli przez wiedzę...
czytałam, pytałam ludzi, słuchałam co mówią... duzo duzo pytań... baaaardzo duzo pytań... az w końcu załapałam... ale tu kazdy ma swoją drogę... ja należę do tych, którzy na czucie musza długo czekać...
kiedyś wkurzałam się na siebie (samokrytyka) że inni to tak pac i mają coś na co ja musze tak długo czekac...
dziś już inaczej na to patrzę :)
dziś lubię w sobie te moja dociekliwość i dzielenie włosa na cztery i więcej... bo to jestem ja właśnie, ja Szika unikalna, jedyna taka i niepowtarzalna ... wcale nie musze miec tak jak inni :)

zołza - Pon 28 Lip, 2014 13:37

Ja też tak chciałam :mgreen:

pterodaktyll napisał/a:
Mówisz-masz.....


vz4

A tak poważnie . Odpuść sobie trochę , weż kąpiel , zrób sobie paznokcie lub poprostu umyj okna lub poćwicz . Takie proste sposoby naprawdę działają - zmieniaja myślenie . Odprężają. :)

Amy1983 - Pon 28 Lip, 2014 17:02

szika,
Ja mam podobnie. Sporo pytań, dociekań, analiz. I chyba mózg mi się od tego przegrzał, bo słowa
zołza napisał/a:
Nie zafiksuj się totalnie na sobie bo oszalejesz !!!
które odebrałam jako "PRZESTAŃ qr**, PRZESTAŃ, STOP!", pomogły. Puściłam, jest ulga drggb
Dziś już żadnej psychologicznej analizy, żadnych kroków, modłów. Czeka na mnie "Pan Popper i jego pingwiny" sc43545 gapienie się na deszcz, mizianie psiaka i słodkie lenistwo. g4g412 Chwilo trwaj! A jak mi się odmieni to cczxc macie moje pozwolenie.
DZIĘKUJĘ!!!

zołza - Pon 28 Lip, 2014 17:08

Amy1983 napisał/a:
Dziś już żadnej psychologicznej analizy, żadnych kroków, modłów. Czeka na mnie "Pan Popper i jego pingwiny" gapienie się na deszcz, mizianie psiaka i słodkie lenistwo.


Grzeczna dziewczynka cczxc :mgreen:

Amy1983 - Pon 28 Lip, 2014 17:21

pterodaktyll napisał/a:
skąd Ty wzięłaś ten deszcz?

Na przyjemności trzeba sobie zasłużyć, to nagroda dla mnie :radocha:
zołza,
ergr
Uwielbiam tę laskę z różowymi wstążeczkami sc43545

zołza - Pon 28 Lip, 2014 17:34

Amy1983 napisał/a:
Na przyjemności trzeba sobie zasłużyć


Znowu nie tak :nie:
Przyjemność trzeba sobie samemu serwować , należy nam sie jak psu buda ( byle nasza przyjemność nie była krzywdą dla innych ) . Ma być mi/nam dobrze a jak mi jest dobrze to i innym przy mnie jest dobrze :skromny: Ale namieszałam svkl

Amy1983 - Pon 28 Lip, 2014 17:37

zołza,
Ja rozumiem, a hasło to tylko powiedzonko. Bardziej chodziło mi o to, że Mój Bóg dał mi do zrozumienia to, że zrobiłam dobrą robotę, że mogę odpocząć, ochłonąć dlatego dał mi deszcz.

zołza - Pon 28 Lip, 2014 17:41

Amy1983 napisał/a:
że zrobiłam dobrą robotę, że mogę odpocząć,


I tak trzymaj c4fscs

endriu - Pon 28 Lip, 2014 23:03

Amy1983 napisał/a:
Czy jest na forum miejsce, gdzie mogę znaleźć albo zapytać o sponsora?

a skąd jesteś? :)

matiwaldi - Wto 29 Lip, 2014 07:03

endriu napisał/a:
a ............


mam przekonanie,graniczące z pewnością,że nie o taki sponsoring koleżance chodzi ,który Ty masz na myśli ..............
8)

Amy1983 - Wto 29 Lip, 2014 11:26

endriu,
Śląsk. Ale z tego co wiem, nie trzeba mieć bezpośredniego kontaktu ze sponsorem. Znajomi kontaktują się ze swoimi sponsorami za pomocą sms, maili i telefonu.
Wczoraj wieczorem znowu przychodziły złe myśli, wkręcanie i PRZESTAŃ już nie wystarczyło. Pomogło rozmowa z wewnętrznym dzieckiem, utulenie, zasnęłyśmy.
A dziś spokój, ale i zmęczenie. Mięśnie rozluźnione, bezwład. Zmęczenie - efekt myśli, emocji

szika - Wto 29 Lip, 2014 11:45

Amy mam pytanko...
napisałaś, że wszystko wiesz...
chciałabym zapytać...jakiej konkretnie pomocy oczekujesz?
pytam z dbałością o samą siebie, aby nie narażać sie na pisanie czegoś na zasadzie wałkowania dawno poznanych rzeczy... bo to będzie dla mnie strata mojego czasu i energii...

Amy1983 - Wto 29 Lip, 2014 12:57

Jestem BARDZO wdzięczna za wszystkie Wasze słowa i zainteresowanie. Dajecie mi swój czas i zaangażowanie.
szika,
Widzę dużo podobieństw między tym byłaś kiedyś i mną w obecnym "stadium" i bardzo chciałabym żeby to z czym się identyfikujesz Ty, stało się też dla mnie prawdą nie tylko na poziomie umysłu.
Od Ciebie zależy ile czasu i energii "zostawisz" w moim wątku. Chciałabym być gotowa, chłonąć wszystkie Wasze słowa i mądrości, ale biorę tylko tyle ile potrafię.
szika napisał/a:
jakiej konkretnie pomocy oczekujesz?

Chyba tego, żebyście dzielili się ze mną swoimi doświadczeniami, sposobami. Potrzebuję żeby czasami ktoś mnie tu wirtualnie przytulił, pocieszył, kopnął, ustawił do pionu. Dużo daje mi to, że mogę tu pisać. Takiego spokoju jaki mam dzisiaj nie czułam już dawno. I sądzę, że forum, ludzie tutaj, mają w tym ogromny udział. Jeszcze raz dziękuję

szika - Wto 29 Lip, 2014 13:00

rozumiem :buziak:
dziekuje za odpowiedź :kwiatek:

Słoneczko - Wto 29 Lip, 2014 15:07

Cytat:
I sądzę, że forum, ludzie tutaj, mają w tym ogromny udział. Jeszcze raz dziękuję
Rzecz oczywista :tak:

Amy1983 napisał/a:
Takiego spokoju jaki mam dzisiaj nie czułam już dawno.
Ucieszyło mnie to zdanko :pocieszacz:
szika - Wto 29 Lip, 2014 15:41

podzielę się jak to z grubsza było ze mną...
ja przez wiele lat uważałam swój związek za toksyczny i zły, a swoje cechy za te, które trzeba naprawić, zmienić...
długa terapia indywidualna, potem weszłam na forum... tu dostałam wiele wsparcia od grupy aby obejrzec swoje dzieciństwo...
przełom nastapił gdy przeczytałam książkę "Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus"... zresztą ksiązkę te podsunięto mi tutaj, na forum...
kiedyś ją czytałam, ale widocznie nie byłam wcześniej gotowa na przyjęcie informacji w niej zawartych... to było kolejne podejście, ale gdy już miałam dużo większą wiedzę...
książka ta pokazała mi, że wiele moich cech, których wcześniej nie akceptowałam, albo w ogóle nie wiedziałam co mam z nimi zrobić, bo ani rusz nie dawałam rady ich z siebie "wyplenić" - wiele tych cech są naturalnymi i porządanymi wręcz u kobiety, u mnie...
poczułam ogromna ulgę bo przestałam się winić za wiele moich zachowań...
konflikt wynikał z niezrozumienia różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami...
zobaczyłam również, że mój facet, do którego miałam milion zarzutów, pretensji, żali i krytyki - jest normalnym, zdrowym facetem, że reaguje i w ogóle "działa" tak jak opisuje to Gray w swej książce...
pokazałam te ksiązkę mojemu menowi a ten natychmiast ją kupił...
zmieniło się u nas wszystko...
owszem, bywa, że oboje włazimy w stare schematy... ani on ani ja ideałami nagle się nie staliśmy... ale mamy dla siebie więcej tolerancji, choć nie zawsze zrozumienia...

dzięki tej książce naprawde poczułam moją kobiecość... w pełnej krasie... a zapewne miałam z tym wczesniej problem.. to dla mnie duzy krok naprzód...
potrafię na dzień dzisiejszy odróżnić zaburzenia w moim zachowaniu i emocjach spowodowane programami współuzaleznienia, DDA itd... od zachowan i emocji całkowicie naturalnych, kobiecych...
znacznie wzrosła moja samoakceptacja a co za tym idzie akceptacja dla reszty świata :)

zołza - Wto 29 Lip, 2014 16:15

szika napisał/a:
dzięki tej książce naprawde poczułam moją kobiecość... w pełnej krasie... a zapewne miałam z tym wczesniej problem.. to dla mnie duzy krok naprzód...


Cieszę się bardzo :brawo: zauważyłaś i przyjęłaś to co dla otoczenia było oczywistością :)
Twoja kobiecość to najprawdopodobniej dominująca i najpiękniejsza cecha , którą Ci dano i najcenniejszy Twój Skarb. Dobrze , że go odkryłaś :buziak:

Amy1983 - Wto 29 Lip, 2014 19:00

szika,
Też kiedyś czytałam "Kobiety z Marsa...", ale niewiele z niej pamiętam. Jutro wizyta w bibliotece i lektura.
Dziś przyjechał M. Pokazałam mu ulotkę z SLAA i opowiedziałam wprost co się ze mną dzieje. Myślę, że należy mu się prawda i szczerość, dalej jego kolej co z tym zrobi. Mówi, że rozumie i też tak miał, teraz też tylko w mniejszym nasileniu. Mam nadzieję, że uda nam się dogadać. Pomogło też to, że gdy włączały mi się chore myśli i podejrzenia, od razu mu o nich mówiłam. Ale to bez sensu. Sama chciałabym sobie z nimi radzić.

Jo-asia - Wto 29 Lip, 2014 20:11

:)

Dziękuję..że piszesz o sobie. To, co czytam jest mi bardzo bliskie.
To nie jest bez sensu. Konfrontacja myśli..z rzeczywistością, jest konieczna. Pozwala zobaczyć gdzie fałsz a gdzie prawda. Z czasem..nie będzie potrzebna i sama dasz radę.
Radzisz sobie świetnie. Słuchasz. Jesteś szczera. To bardzo mocne atuty w Twoich rękach.
Nie wymagaj zbyt wiele od siebie na raz :)
Potrzebny jest czas i konsekwencja....
pozdrawiam

Amy1983 - Wto 29 Lip, 2014 20:43

Jo-asia napisał/a:
Konfrontacja myśli..z rzeczywistością, jest konieczna.

Masz rację. Zupełnie nie ufam sobie. Jest to wynik tego, że w moim domu rodzinnym podważano to co widziałam (JA: tata pije... MAMA: nieeeee!!! tata nie pije!!!)
Jo-asia napisał/a:
Słuchasz. Jesteś szczera.

Wiem, że bez tego będę kręciła się w kółko.

Jras4 - Wto 29 Lip, 2014 20:57

Amy1983 napisał/a:
. Pokazałam mu ulotkę z SLAA i opowiedziałam wprost co się ze mną dzieje
zle zrobiłas zobaczysz to obruci sie pszeciw tobie
Amy1983 - Śro 30 Lip, 2014 10:23

Jras4 napisał/a:
zle zrobiłas zobaczysz to obruci sie pszeciw tobie

Uważacie, że to źle? Że powinnam to zostawić dla siebie? Nie mam problemów ze zdradą, nie myślę o innych facetach. Bardziej pokazałam, że jest moim słabym punktem. Od niego zależy co z tym zrobi i czy wykorzysta przeciwko mnie, przeciwko nam...
Wczoraj miała miejsce bardzo dziwna sytuacja. Okazało się, że stałam się obiektem czyjejś obsesji :shock: :shock: :shock: Nie wiem jak się zachować, czuję się winna.
Kiedyś byłam blisko z tą osobą, ale potem została przyjaźń. W trakcie związku z M., zgadzałam się żeby ta osoba była moją "emocjonalną odskocznią", co również pozwalało mi się nie zbliżać do M. On potem związał się z kimś, co przeżyłam jako opuszczenie. W listopadzie, jak już pisałam, zerwałam wszystkie bliskie relacje z mężczyznami, ta relacja też ulegała dalszemu ochłodzeniu. I tak sobie trwała, dużo rzadziej się widywaliśmy. Jego związek rozpadł się w grudniu, potem miał jeszcze jakieś kobiety. Ale też w to specjalnie nie wnikałam.
Wczoraj przyjechał i dziwnie się zachowywał. Miał jakiś lęk w sobie, chciał coś powiedzieć. Dopiero dzisiaj po 5 zaczęły się sms i rozmowa przez telefon: że jemu jest ciężko, że mnie pożąda, marzy o tym, żeby mnie dotknąć, kochać się ze mną, że tamte dziewczyny to były tylko "odskocznie", że myślał o mnie, zadawał intymne pytania, porównywał siebie i M, mówił, że chce się mną opiekować, że się o mnie martwi 34dd 34dd 34dd :krzyk: :krzyk: :krzyk: :krzyk:
Jakie to było dziwne. Ja nie chcę wchodzić z nim w bliską relację. To nigdy nie było dobre.
Źle mi, bo wiem, że on to przeżywa, że to go boli, a uważam go za dobrego człowieka Nie wiem czy mówić o tym M.
Na razie zadecydowaliśmy, że nie będziemy się widywać.

szika - Śro 30 Lip, 2014 11:45

Amy1983 napisał/a:
Uważacie, że to źle?

Amy pamiętaj, że tu jest wielu ludzi i każdy jest inny. To, że jedna osoba coś napisała, nie oznacza, że jest to głos zbiorowy...
Miej Kochanie trochę dystansu do forum... spokojnie... z czasem sama zobaczysz które wypowiedzi sa dla Ciebie wartościowe, a które nie.
Miałam podobnie i bardzo się wkrecałam na poczatku, ale mi już przeszło :pocieszacz:

milutka - Śro 30 Lip, 2014 11:59

Sziko super się Ciebie czyta :)ile cudownych mądrości się miesci w tak małej osóbce :buziak:
szika - Śro 30 Lip, 2014 12:59

milutka, dostałam tak duzo na tym forum od Was :buzki:
co będe potrafiła to oddam ergr

Jonesy - Śro 30 Lip, 2014 13:11

Coniektórym zapomina się najwyraźniej, że w określeniu "warunkowy pobyt" ważniejsze znaczenie ma pierwszy człon niż drugi cczxc

Iras, daję Ci ostrzeżenie - widzę że w tym konkretnym temacie kompletnie sobie nie radzisz, a Twoja nieporadność przestała być uroczo zabawna. Przenieś się do innych działów proszę uprzejmie.

Amy - ja uważam że dobrze zrobiłaś mówiąc partnerowi o swoich problemach. Nawet jeśli by się wam nie udało z jakiś powodów, to na pewno nie przez szczerość. Zaś co do "konkurenta" - miałem niestety podobną sytuację z żoną - w jakiś sposób, pewnie też z mojej winy tak samo jak z jej, zaniedbaliśmy swoje relacje i zaczęła zwierzać się koledze z pracy. Kolega nabrał ochoty na coś więcej i jak zrobiło się niefajnie i nachalnie, wtedy mnie się przyznała. Ja ufam swojej żonie na tyle mocno, że uwierzyłem w jej zapewnienia że poszukiwań fizycznej bliskości w tym nie było (jeszcze). Ale ona też dostała ostrzeżenie od życia - niewinne z pozoru zabawy mogą mieć naprawdę fatalne konsekwencje, gdy na szali stawiamy wszystko co dla nas najdroższe.

W jakiś sposób pomogło to nam ponownie zbliżyć się do siebie... Chociaż brzmi to naprawdę szalenie, ale w naszym uzależnionym świecie większość spraw wydaje się szalona :mgreen:

Zagubiona - Śro 30 Lip, 2014 13:53

Amy1983, jestem trochę zabiegana. więc ciężko mi pisać na bieżąco.
Dobrze, że powiedziałaś o swoich problemach partnerowi. Wiem co czujesz będąc czyimś obiektem- zerwij wszelkie kontakty z tą osobą i na miłość Boską nie obwiniaj siebie za emocje i stan innych.

A poza tym spokojnie, powoli do przodu :)

Jras4 - Śro 30 Lip, 2014 17:10

Amy1983 napisał/a:
, że jest moim słabym punktem.
i to własnie jest wielki błąd no i czy on tak naprawde chce to wiedzieć
Jras4 - Śro 30 Lip, 2014 17:12

Jonsei wcale nie idzie o fizyczne coś tam z kims tam ale o czas w jakim to mówi i co z tą wiedzą stanie sie np za rok ..
Maciejka - Śro 30 Lip, 2014 21:08

Witaj :) nie wiem czy ci to pomoże ale dla mnie świadomosc , ze to choroba powoduje ,ze traktuję taka osobe dobra na przykłdazie męża napisze, że traktuję jego picie czy uzaleznienie jak chorobe , że on tego nie robi celowo i staram sie dowiedziec jak mu pomóc, na czym to polega , ale pomóc tak żeby nie szkodzić. Uwalnia tak świadomośc od złosci i karania, od osądzania i byc moze wystawienia walizek za drzwi od razu jakby mi o tym powiedział. Ja chyba wolałabym wiedziec ,ze mój partner jest chory niż dowiedzieć się od niego,o tym niz ,pantoflową pocztą.
Amy1983 - Czw 31 Lip, 2014 12:11

Nie.anioł napisał/a:
na miłość Boską nie obwiniaj siebie za emocje i stan innych.

Staram się, ale to już kolejna osoba. Kilka lat temu w ciągu roku oświadczyło mi się 4 mężczyzn :szok: . Później, gdy już byłam z M, zdarzyło mi się, że kolega sporo ode mnie starszy, również wymarzył sobie poślubienie mnie 34dd . Z żadną z tych osób nie byłam w związku, z żadną nie miałam kontaktów seksualnych. Więc przyciągam takich mężczyzn, coś robię podświadomie!!! Myślę, że mogę się podobać, ale żeby od razu chęć ślubowania? :mysli: Przyznasz, dość rzadko zdarzają się takie sytuacje. Teraz mam w sobie taką obawę, że zaczynam się izolować, bywam niemiła do facetów.
perełka napisał/a:
Ja chyba wolałabym wiedziec ,ze mój partner jest chory niż dowiedzieć się od niego,o tym niz ,pantoflową pocztą.

Myślę, że zasługuje na szczerość. A w temacie kolegi... Na razie nic nie mówiłam. M uważał już wcześniej, że tak właśnie jest, ja go nie słuchałam :( A tu taka bomba :roll:
Wczoraj mityng. Przeróżne różności się ze mną działy żeby się nie wybrać, ale podeszłam do tematu zadaniowo. I oczywiście nie żałuję. Słyszę jakie cuda dzieją się tam z ludźmi, jak inaczej zaczynają postrzegać swoje związki, swoje osoby, swoich partnerów. JA TEŻ TAK CHCĘ!!! Po mityngu uruchomiła mi się cudowna wdzięczność, spokój, radość. Niechaj trwa. :lol2:

Amy1983 - Pią 01 Sie, 2014 08:45

Dziwny był wczoraj dzień... :mysli: Niby wszystko ok, ale niepokój się pojawił.
Zauważyłam, że niedomówienie, niedopowiedzenia nakręcają moje myśli. Na początku nie umiałam skonkretyzować o co mi tak dokładnie chodzi, dopiero później porozmawiałam z M. i bardzo mnie uspokoił.
Wieczorem zrobił mi niespodziankę, zaprosił do kina. Bardzo się ucieszyłam :radocha: Założyłam sukienkę, buty na obcasach, miałam nadzieję, że mu się spodoba. Gdy weszłam do samochodu, pierwsze co usłyszałam to drwiący głos, że mi "antenki stoją z zimna", a potem, że mi buty nie pasują. I nastrój padł :blee: Tak jakby to miało największe znaczenie. Zaczęły się przepychanki słowne. W końcu stwierdził, że nie będzie mi słodził jak inni faceci tylko po to żeby zaciągnąć mnie do łóżka 34dd Odechciało mi się wszystkiego. Po 1 czułam się niedoceniona. Po 2 wqrzałam się na siebie, że taka uwaga tak bardzo mnie zabolała, że miała na mnie wpływ W końcu stwierdził, że naprawdę ładnie wyglądam (mimo niepasujących butów), nie miało to już żadnego znaczenia... Zachował się jak d***.
Pokazało mi to jak bardzo moje poczucie wartości i własne zdanie są niepewne i uzależnione od niego. Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić. Jeszcze rok temu spotkałabym się z kilkoma "kolegami", którzy udowodniliby mi, że M. się myli, teraz jestem z tym sama... :zalamka:

Jo-asia - Pią 01 Sie, 2014 09:16

Amy1983 napisał/a:
Pokazało mi to jak bardzo moje poczucie wartości i własne zdanie są niepewne i uzależnione od niego.

szczerze..nie wiem kiedy i jak, mi to "przeszło"
myślę, że i poczucie wartości a nade wszystko akceptacja siebie..taką jaką jestem, miała tu, kolosalne znaczenie :)

w każdym razie...jest do zrobienia ;)
i "sama"....smakuje zupełnie inaczej..bo, po tym... nie ma wpływu opinia czy ocena, innych...szczególnie mężczyzn

szika - Pią 01 Sie, 2014 09:36

Amy1983 napisał/a:
Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić.

a jak Ty się z tym czujesz? co o sobie myślisz? jak siebie osądzasz i czy osadzasz? stań na chwilę z boku i obserwuj siebie... co się dzieje w Twoim ciele i emocjach gdy nazywasz, wyrażasz te odkrycia?

Amy1983 - Pią 01 Sie, 2014 10:07

Czuję się bardzo zagubiona, jak mała dziewczynka, która czeka, aż ktoś nią pokieruje, powie co ma zrobić, określi kim i jaka jest. Teraz, gdy przestałam "kierować" mężczyznami, gdy ściągnęłam maskę uwodzenia, została niepewność i ta mała dziewczynka... :/
szika - Pią 01 Sie, 2014 11:22

mała dziewczynka czego, kogo potrzebuje?
rodziców... mamy, taty...
ojciec pełni ogromnie wazną rolę w zyciu dziewczynki, póki jest mała, ale potem również...
ojciem ma dziewczynkę kochac i podziwiać... to ojciec sprawia, że dziewczynka oddziela się od matki i przestaje z nią rywalizować...to w ojcu dziewczynka sie najcześciej zakochuje.. to ojciec przyczynia się do poczucia kobiecości w dorastającej małej kobiecie..
mam wrażenie, że tego nie dostałaś i szukasz tego w innych mężczyznach...
tak trochę w wyobraźni, fantazjując widze Ciebie jak zatrzymujesz się przy każdym z tych mężczyzn i sprawdzasz: tata? czy nie tata? a gdy okazuje się, że to jednak nie tata odchodzisz szukać dalej...
to takie moje skojarzenia i intuicyjne fantazje...
Ty sama wiesz najlepiej jak jest... tylko może jeszcze do tego w sobie nie dotarłaś :)

Amy1983 - Pią 01 Sie, 2014 11:36

szika napisał/a:
mała dziewczynka czego, kogo potrzebuje?

Bezpieczeństwa, stałości, miłości, poczucia bycia piękną i ważną, wartościową, wyjątkową, jedyną, niezastąpioną... :zalamka:
Masz rację, nie dostałam tego od taty, był nieobecny.
Cytat:
widze Ciebie jak zatrzymujesz się przy każdym z tych mężczyzn i sprawdzasz: tata? czy nie tata?

Być może... Mój były mąż był bardzo podobny do mojego taty, niestety również jak on, nieobecny, zdystansowany, oziębły, niepewny i wyniosły... Gdy poznałam M., bardzo cieszyłam się, że nie jest podobny do mojego ojca. Terapia uświadomiła mi jak bardzo podobny jest do mojej matki :( I wiem to i dotarłam do tego, ale nadal nie wiem co z tym dalej robić :zmeczony:

szika - Nie 03 Sie, 2014 09:25

Amy1983 napisał/a:
I wiem to i dotarłam do tego, ale nadal nie wiem co z tym dalej robić

zaakceptować...

niby łatwo powiedzieć... wiem..
ja miałam terapię przez bardzo długi czas... ksiązki, wiedza... poznawałam mechanizmy, schematy...odnajdywałam u siebie...
i bardzo czesto zadawałam pytanie takie jak Ty teraz: dobra, ja to wiem, ale co mam z tym zrobić?

w domysle: jak sie tego pozbyć...

pułapka tkwi w tym "pozbyć się"... nacisk na zmianę, koniecznie, już, teraz...mam dość siebie...

słyszysz to?

gdzies usłyszałam czy przeczytałam "pokochać siebie"... ale co to znaczy?
zaczęłam uczyć się dostrzegać swoje zalety... no ok, udało się, juz potrafię nie tylko wyliczac swoje wady i ograniczenia ale tez potrafię wymienić co mam fajnego...
ale to dalej nie to... "tamte" cechy dalej przecież są! ja ich nie chcę! co mam z nimi zrobić?

bardzo powoli to się działo u mnie... ale w końcu dotarło...

zaakceptować... zaakceptowac siebie taką jaka jestem... z wadami, zaletami (nie rozgraniczać tego) ze wszystkimi moimi cechami, które sa tylko i wyłącznie moje... ja za nie odpowiadam...

wtedy przyszła wewnetrzna integracja, jedność, spójność... ja jako istota...jedna... cała.. nie dwie: dobra i zła...

transformacja wad na zalety... brzmi naukowo... trudne... w ogóle o co chodzi?
pomogło zrozumienie...

przyciagam takich ludzi do siebie jakich potrzebuję... te osoby, które pojawiają sie w moim życiu to moje lustra...

gdy zaczęłam głębiej sie sobie przyglądac, ale tak uczciwie najbardziej jak potrafiłam...z otwartym umysłem na przyjęcie każdej opcji... zobaczyłam, że to co drażniło mnie w innych ludziach to moje cechy!

i zrobiło się mi samej siebie szkoda, zaczęłam odczuwać współczucie... "rany jak ty sie dziewczyno męczysz"...
współczucie a nie krytykę i "jak sie tego pozbyć"...

paradoksalnie przyszła akceptacja... to jest cud... to się "samo" stało... poprostu przyszło :)

szika - Nie 03 Sie, 2014 09:39

wróć... zapomniałam o jednej jeszcze bardzo waznej rzeczy ...
po drodze jeszcze i najpierw była akceptacja dla innych ludzi...
to przyszło łatwiej niż akceptacja dla siebie...

zrozumienie, wybaczenie i przyjęcie do świadomości, że tak jak ci ludzie się wobec mnie zachowali było z najlepsza intencją... że postępowali najlepiej jak na dany moment potrafili... bo przecież ja też zawsze miałam dobre intencje... i nie umiałam inaczej - wtedy...

przyglądałam się bardzo powoli ale dokładnie...
przyjęłam na wiarę: jeśli cos mnie w zachowaniu innych ludzi dotyka to to mnie dotyczy... to znaczy, że ja tak mam choć tego nie widze...
zatem postanowiłam zobaczyć...wreszcie...
i tak po kolei..
- gdy mój partner mnie porzucał? zaczęłam dostrzegać, że ja na to czekałam już wcześniej, spodziewałam sie tego...a więc przyciągnełam...
- gdy ktos mnie atakował? zobaczyłam, że ja przez cały czas bałam się, czułam lęk przed atakiem..

ja te wszystkie zdarzenia przyciągałam!!!

ale nie było łatwo to zobaczyć... pomogli mi przyjaciele, ludzie życzliwi...
dziś mam takich ludzi wokół całe mnóstwo...
gdy ja sie uśmiecham.. tak w duszy - to inni odpowiadają tym samym...

to dowód na to, że sami kreujemy nasz świat... jestesmy odpowiedzialni za nas samych...

KaTre - Nie 03 Sie, 2014 09:54

Witaj Amy :)
Pod pewnymi względami mam podobne problemy do Twoich.
Też próbuję utulić tą małą dziewczynkę w środku mnie.

Amy1983 napisał/a:
szika napisał/a:
mała dziewczynka czego, kogo potrzebuje?

Bezpieczeństwa, stałości, miłości, poczucia bycia piękną i ważną, wartościową, wyjątkową, jedyną, niezastąpioną... :zalamka:
Masz rację, nie dostałam tego od taty, był nieobecny.


Też mam za sobą nieudane małżeństwo z "nieodpowiednim" mężczyzną - związek oparty na moim niskim poczuciu własnej wartości i desperackim pragnieniu bycia zaopiekowaną, kochaną, akceptowaną. Desperacki do tego stopnia, że pozwalałam na zbyt wiele ( w tym "skok w bok"), byle by tylko nie być sama, samotna.

Amy1983 napisał/a:
JA TO WSZYSTKO WIEM, ale nic z tego nie czuję :(

Też tak miałam/mam. Terapeutka powiedziała mi, że początkowo tak właśnie jest, że robimy coś bez przekonania (niby wiemy, że potrzebne ale emocjonalnie czujemy pustkę, wydaje nam się, że to bezcelowe) ale jest duża szansa, że po pewnym czasie "zaskoczy" i uczucia się pojawią. A stopniowo i świata zacznie "normalnieć".

:pocieszacz: :buziak:

Amy1983 - Nie 03 Sie, 2014 23:07

Cieszę się że Was mam.
U mnie było dobrze, ale do czasu, potem już tylko gorzej. Wiem, że rozwiązaniem byłoby odstawienie, ale brak na to siły i wsparcia. Na razie do piątku bycze się w górach i próbuję wymyśleć pomysł na siebie, wsłuchać się w swoje wnętrze, zobaczyć jakie potrzeby się we mnie kryją. Przy M. na pewno się to nie uda. Lepiej funkcjonuję w dystansie z nim, ale wtedy on wzbudza we mnie poczucie winy i znowu wracamy do starych schematów. Jestem tym zmęczona, nie umiem wytłumaczyć mu, że to,co się ze mną dzieje nie jest wynikiem moich wyborów.

Amy1983 - Pon 04 Sie, 2014 15:52

Cudowny dzień! Rano, na szlaku wypłakałam swoje emocje, przyroda przyjęła. Potem spotkałam życzliwych, pomocnych ludzi, którzy wyratowali mnie z opresji. Na szlaku okazało się, że mam niezłą kondycję i orientację w terenie. A w tym wszystkim cudownie czułam wsparcie obecność Siły Wyższej. M. w dystansie. Jest mi lekko, spokojnie, radośnie... Czuję się WYSTARCZAJĄCA.
Słoneczko - Pon 04 Sie, 2014 16:08

Amy1983 napisał/a:
Jest mi lekko, spokojnie, radośnie... Czuję się WYSTARCZAJĄCA.
Miło czytać takie posty :tak:

:kwiatek:

Amy1983 - Pon 04 Sie, 2014 21:29

Słoneczko,
Cudownie jest to pisać, cudownie czuć, przeżywać. Na razie nie myślę co będzie jak wrócę. Chcę wreszcie żyć chwilą obecną, a nie przeszłością czy planami. Dzień był udany, czuję fizyczne zmęczenie, noc zapowiada się spokojna i zadowolona z siebie to się teraz liczy.
Dziękuję, że mogę się tym podzielić.

Amy1983 - Wto 05 Sie, 2014 08:18

Zostało mi uświadomione to, że nie mam w życiu celu :( Nie wiem do czego dążę. Dążę donikąd?
Mar123 - Wto 05 Sie, 2014 08:28

A czy życie na trzeźwo to nie wystarczający cel ? Ja taki mam i staram się go realizować
szika - Wto 05 Sie, 2014 08:39

Amy1983 napisał/a:
Zostało mi uświadomione to, że nie mam w życiu celu :( Nie wiem do czego dążę. Dążę donikąd?

zostało mi uświadomione?
co to oznacza? ktos tak o Tobie powiedział?
a jak Ty czujesz?

Amy1983 - Wto 05 Sie, 2014 08:43

szika napisał/a:
ktos tak o Tobie powiedział?

Tak.
szika napisał/a:
a jak Ty czujesz?

Czuję, że to prawda. Nie mam celu, żyję z dnia na dzień.
Mar123 napisał/a:
A czy życie na trzeźwo to nie wystarczający cel ?

Nie sądzę.

szika - Wto 05 Sie, 2014 08:49

Amy1983 napisał/a:
Czuję, że to prawda. Nie mam celu, żyję z dnia na dzień.

czujesz czy myslisz, że tak jest?

Jonesy - Wto 05 Sie, 2014 09:52

Mar123 napisał/a:
A czy życie na trzeźwo to nie wystarczający cel ? Ja taki mam i staram się go realizować


Trzeźwieję by żyć, a nie żyję by trzeźwieć. Kolosalna różnica!!!

Amy1983 - Wto 05 Sie, 2014 16:49

szika,
Czuję i myślę. Trochę przykre, ale za to mogę go sobie wyznaczyć. Jeszcze nie wiem jak...
Jonesy napisał/a:
Trzeźwieję by żyć, a nie żyję by trzeźwieć.

BRAWO!!!

Amy1983 - Wto 05 Sie, 2014 19:13

Już się zaczyna: lęki, myśli, paranoje, napięcie... xcc bijcie!!!
zołza - Wto 05 Sie, 2014 19:24

Amy1983 napisał/a:
Już się zaczyna: lęki, myśli, paranoje, napięcie... bijcie!!!


Amy :)
To mechanizm iluzji - pomyśl , że to kiepski film , który sama sobie kręcisz w głowie. Przełącz kanał , np. wyreżyseruj sobie komedię :) Swoje myślenie w każdej chwili możesz zmienić i napisać nowy scenariusz. :pocieszacz: Bierz sie do dzieła. :okok:

zołza - Wto 05 Sie, 2014 19:55

My alkoholicy mówimy w takich sytuacjach " Jak sobie wymyślisz - tak bedziesz miał/a ".
Zagubiona - Wto 05 Sie, 2014 20:23

Amy1983, tu nie o bicie chodzi ;) tu chodzi o Twoje myślenie.
Po pierwsze tnij myśli, czyli że jak myśli idą w stronę chorych zachowań to pomyśl np. o lakierze do paznokci itp.
Po drugie nie kręć scenariuszy.
Po trzecie w takich sytuacjach kontaktuj się z innymi trzeźwiejącymi w tym lub innym uzależnieniu.
A po czwarte, jak coś to jestem na PW ;)

No i po piąte, zastanów się co wywołało taki Twój stan- będziesz wiedziała czego na przyszłość unikać :)

Amy1983 - Wto 05 Sie, 2014 22:22

Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!
Myśli tnę modlitwą o pogodę ducha, spacerami, rozmową z ludźmi.
Scenariusze kręcę, bo decyzje trzeba podjąć, a boję się tego.
Kontaktuję się z osobami na forum, przeglądam wątki, piszę do osób, które są mi życzliwe.
O punkcie 4 będę pamiętać.
Myśli, niepokój wywołał brak planu na popołudnie, poczucie samotności i tęsknota. Rozmowa ze znajomym pomogła, choć pojawił się też lęk, bo to nowa znajomość, a lęk dotyczy jego intencji. Nie chcę żeby ta znajomość szła w kierunku flirtu, uwodzenia, pilnuję się bardzo. Z drugiej strony wiem, że izolacja też nie jest wyjściem.
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ.

Zagubiona - Wto 05 Sie, 2014 22:44

Jeśli chodzi o lęk co do intencji tej nowej znajomości to jest w tym uzależnieniu oczywisty. Ja poradziłam sobie z nim w ten sposób, że zerwałam kontakty z pewną grupą społeczną, która silnie wyzwalała we mnie głód. A w znajomościach z mężczyznami często wsłuchuje się w siebie i swoje emocje. Ba swego czasu miałam podejrzenia, że coś nie w tym kierunku idzie wobec kogoś tu na forum, więc na jakiś czas zniknęłam, ułożyłam sobie z głowie i okazało się, że obawy były bezpodstawne.
Z czasem się tego wszystkiego nauczyłsz jeśli tylko zechcesz :)

Amy1983 - Śro 06 Sie, 2014 09:10

Zadzwoniłam dziś do M., nie odbierał. Napisałam mu sms. Moim celem jest DOM,a on nie chce go ze mną tworzyć, więc nasze drogi muszą się rozejść. Boję się, bardzo się boję, ale nie chcę żyć marzeniami, które nie są wspólne. Jest mi cholernie :beczy:
Jo-asia - Śro 06 Sie, 2014 09:25

Amy1983 napisał/a:
Boję się, bardzo się boję, ale nie chcę żyć marzeniami,

moje doświadczenie pokazało mi..jak bardzo te "marzenia" są.. wyłącznie moimi myślami, jak bardzo odbiegają od prawdy
bolało.. myślę, że po to.. aby zapamiętać, aby nauczyć się żyć w prawdzie, rzeczywistości, tu i teraz
:pocieszacz:

Jo-asia - Śro 06 Sie, 2014 09:41

Amy,
Twój wątek, bardzo mi "poukładał", to.. co się ze mną działo, całkiem nie tak dawno
ja postrzegałam to nie, jako uzależnienie a jako przekonanie
teraz widzę, że jedno i drugie ma ze sobą wiele wspólnego
zerwanie tej iluzji, było przeżyciem tak prawie silnym, jak zaprzestanie picia
po bólu, przyszedł bezsens życia, dołączyła się choroba fizyczna, chciałam umrzeć.. nie widziałam możliwości życia dalej
aż, zmieniłam priorytety.. kolejny raz
zaczęłam sobie wyznaczać, krótkie cele
mnie pomaga..

Amy1983 - Śro 06 Sie, 2014 09:44

Jo-asia,
Pomóż mi. Czuję, że umieram.

Jo-asia - Śro 06 Sie, 2014 09:53

Amy1983 napisał/a:
Czuję, że umieram.

to dobrze :)
znaczy się uwalniasz, znaczy się.. narodzisz się na nowo :)
pozwól uczuciom wypłynąć
spróbuj zawierzyć.. często mówisz o modlitwie o pogodę Ducha
Bóg, właśnie spełnia Twoją prośbę, uwalnia Cię
uwierz Mu :) zawierz Mu :)

to.. co teraz umiera, pożegnaj.. podziękuj, za to że było, że się zdarzyło
przebacz

Amy1983 - Śro 06 Sie, 2014 13:08

Zaczyna się, jestem oskarżana, że ktoś inny się pojawił. Ze wszystkich sił próbuję powstrzymać się od tłumaczenia. Nie robię niczego złego, chcę zawalczyć o siebie, o moje życie oparte na to w co wierzę, chcę stworzyć zdrowy dom, chcę dać radę wytrzymać bez lęku, tłumaczenia się i uzależnienie od jednego człowieka. Boję się.
szika - Śro 06 Sie, 2014 13:29

Amy1983 napisał/a:
Zaczyna się, jestem oskarżana,

ja tez tak miałam...
bardzo trudno było mi przed sama sobą przyznac się do tego, że to odbicie moich mysli..
ja podejrzewałam, ja byłam nieufna, ja czekałam w pełnej gotowosci na pretensje...
racjonalizowałam taki sposób myślenia z bardzo dobrymi intencjami, że przeciez ja w ten sposób o siebie dbam, o swoje bezpieczeństwo...a to ON to jest ten, który wszystko psuje...
na zewnatrz udawałam szczęśliwą, jak to sobie świetnie radzę, jak to mi jest dobrze... samej.. do czasu... za każdym razem dopadało mnie to własnie - ta tesknota, której nie rozumiałam, ta pustka, lęk, że mnie porzuci...

gdy zrozumiałam, że wybrałam własnie dokładnie takiego partnera, który pokazuje mi moje własne programy wewnetrzne, moje niewyróby, moje mysli i uczucia... gdy to zrozumiałam - stał się cud...
wszystko się zmieniło i już nigdy nie będzie takie jak było...

Amy1983 - Śro 06 Sie, 2014 23:24

szika,
Podziwiam. Ja czuję fizyczny ból, boję się, chcę pisać, dzwonić, przepraszać, żałuję.. Ale wiem też, że zdecydowałam się wybrać drogę inną po to, żeby wreszcie coś zmienić, bo trwając w miejscu zaszkodziłabym nie tylko sobie, ale i unieszczęśliwiła M. Chcę wreszcie dogrzebać się do prawdziwej mnie, żeby zacząć prawdziwie żyć.

szika - Śro 06 Sie, 2014 23:35

Amy1983 napisał/a:
boję się, chcę pisać, dzwonić, przepraszać, żałuję..

o jak ja to dobrze znam :(
ilez razy ja przepraszałam, brałam wszystko na siebie... ze to ja jestem winna...

az w końcu dotrało do mnie, że poprzez branie odpowiedzialności na siebie tak naprawdę zyłam w złudzeniu, że mam jeszcze na cos wpływ, że mam moc..
przeprosze i bedzie dobrze.. bo skoro to ja jestem winna to w takim razie wystarczy, że to ja sie zmienie i on będzie mnie kochał...

poniekąd dośc logiczne rozumowanie...ale to zupełnie nie ta droga była...

bo ja brałam na siebie to jak on mnie traktował poprzez pryzmat mojego programu "nie zasługuję na miłość, musze na miłośc zasłużyć"...

nic bardziej mylnego... niestety nie sprawdziło sie...
wtedy działało na chwilę... bo on głupiał... oczy robił jak 5 złotych i "jak to? no weź przestań!"

ale zaraz było tak jak zawsze...

a ja działałam jak automat... w myslach "na pewno mnie odrzuci"... no i odrzucał...

wtedy mogłam sie zatapiać w tym stanie cierpienia i katuszy wewnętrznych, lęku i paniki... pławiłam sie w tym...

pamietam jeszcze...

ale można z tego wyjśc kochana :)

szika - Czw 07 Sie, 2014 00:07

http://youtu.be/bBuRj_0ronQ
akurat - jak na zyczenie - znalazłam filmik ... tak mi pasuje do Twojej sytuacji... ja tak miałam :)

Amy1983 - Czw 07 Sie, 2014 16:29

szika,
Oglądam to już wtóry raz. NIESAMOWITE!!! Dziękuję!

szika - Czw 07 Sie, 2014 17:56

Amy on to tak super powiedział, że ja lepiej bym nie potrafiła...
ale tak mniej więcej się wychodzi z takich stanów jakie Ty masz... :buziak:
to znaczy ja tak mniej wiecej sobie poradziłam, ale nie słyszałam tego wczesniej... jakos tak sama...
ale faktem jest, że trzeba się na nowe otworzyć... na nowe i całkiem inne niż mamy w sobie zakorzenione...
u mnie zaczęło się od podwazenia wszelkich moich przekonań i ich weryfikacji po kolei... jak leci... kazda drobnostka nawet...

co ciekawe - tak myślę - tę technike obserwacji śmiało można wykorzystywać w każdej ale to dosłownie w każdej sytuacji...
tej przyjemnej również... wtedy mam poczucie szczęścia i pełni... jedności...

trzymam kciuki za Ciebie, boś mądra Dziewczyna... ciekawa jestem Twoich refleksji i co się tak w ogóle dzieje :kwiatek:

Amy1983 - Pią 08 Sie, 2014 01:28

szika,
Pora wrócić do medytacji... Zupełnie się zagubiłam, nie ma mnie, jestem moim wyobrażeniem czyichś oczekiwań. A to,co we mnie woła, to wewnętrzne dziecko. Jak je zaspokoić? Jak puścić, uwolnić?

szika - Pią 08 Sie, 2014 23:08

Jak? Hmmm...
To nie jest takie proste...
To Twoje dziecko ma bardzo duzo do powiedzenia, pewnie wielu rzeczy nigdy nie mowilo...
Pomaga (mi bardzo pomoglo) wypowiedzenie zalu na glos, wydobycie na poziom swiadomy, na swiatlo dzienne. To bylo trudne, nie mialam szczescia miec terapii grupowej dla DDA, pisalam tu na forum. Ale to nie przyszlo latwo. Bardzo jednak oczyscilo mnie. Gdybym wtedy umiala tak jak teraz zaakceptowac moje emocje pewnie byloby mi latwiej, niestety wtedy walczylam jeszcze ciagle.
Z czasem nauczylam sie jak opiekowac sie sobą, sluchac intuicji. Przede wszystkim ustalilam sama ze soba, ze emocje, mysli to nie jestem ja. One sa przez jakis czas i mijaja. Ulga przyszla gdy nauczylam sie stawac obok i obserwowac co sie we mnie dzieje, juz o tym pisalam.
Tak jak Mooji podpowiada, wejsc w te emocje, nie odrzucac, zaakceptowac, ze sa moje, nawet rozbujac do maksimum, ale pozostawac na pozycji obserwarora.
Ulga sama przyjdzie, bez Twojej woli, tak po prostu.
Nie zrazaj sie jesli to potrwa, nie zatezymuj sie, idz dalej.
Sorki za bledy, pisze z telefonu.
z
Zatem wsluchaj sie, co to Twoje Dziecko mowi? Na jaki temat placze?
Warto miec kogos blisko, kogos kto Cie wesprze, wystarczy ze wyslucha.
Jesli czujesz sie na silach pisz tu.

Amy1983 - Sob 09 Sie, 2014 01:10

szika,
Staram się rozmawiać z moim wewnętrznym dzieckiem, potem nazywamy emocje i tłumaczę Maleństwu, uspokajam, włączam racjonalne myślenie, staram się, żeby myśli wpłynęły i uspokoiły emocje. Wracam do medytacji i afirmacji, bo swego czasu bardzo mi pomagały.
W kwestii nowego znajomego, okazało się, że jednak nie chce zostać tylko znajomym. Na początku przestraszyłam się. Oczywiście do niczego nie doszło. Zapytałam tylko czy czuł się uwodzony. Stwierdził, że nie. Znowu chciałam się wycofać i izolować, czułam się winna. Ale uznałam, że skoro nie zrobiłam niczego złego to nie mam powodów żeby się ukrywać. Porozmawiałam, postawiłam jasne granice i stwierdziłam, że reszta to już nie mój problem. Dobrze mi z tym.

milutka - Sob 09 Sie, 2014 09:20

szika napisał/a:
http://youtu.be/bBuRj_0ronQ
akurat - jak na zyczenie - znalazłam filmik ... tak mi pasuje do Twojej sytuacji... ja tak miałam

Sziko ...zerkłam na to wczoraj ...dziękuję :buziak:

Amy1983 - Nie 10 Sie, 2014 10:29

Mieliśmy się dziś spotkać z M.,miałam oddać mu jego rzeczy, zostawił w skrzynce klucze. Czuję się okropnie, znowu ten ból i poczucie odtrącenia, chce mi się płakać, czuję się samotna. Wiem, że tak jest lepiej, że być może to zbyt szybko. Nawet nie wiedziałam, że tak bardzo wyczekiwałam tego spotkania...
Amy1983 - Pon 11 Sie, 2014 12:17

Odstawienia ciąg dalszy. Boli, boli, boli. Czuję się jak na detoxie. Nie wiem czy najlepszym czy najgorszym jest fakt, że wystarczyłby sms, rozmowa, spotkanie... tak niewiele i tak bardzo w zasięgu, tak blisko. Ale potem kac, poczucie winy, utrata kontroli... kołowrotek by ruszył... Trzeba przetrwać, chcę przetrwać, przeczekać, przeżyć. Potem już będzie łatwiej, lepiej, inaczej. Muszę przestać być żeby móc się stać... Proszę o modlitwę.
Jo-asia - Pon 11 Sie, 2014 15:18

Jestem myślami przy Tobie.
pterodaktyll - Pon 11 Sie, 2014 15:22

Amy1983 napisał/a:
. Czuję się okropnie, znowu ten ból i poczucie odtrącenia, chce mi się płakać, czuję się samotna.

Cytat:

Odstawienia ciąg dalszy. Boli, boli, boli. Czuję się jak na detoxie. Nie wiem czy najlepszym czy najgorszym jest fakt, że wystarczyłby sms, rozmowa, spotkanie... tak niewiele i tak bardzo w zasięgu, tak blisko.

Jak sobie wymyślisz tak będziesz miała zwykł mawiać mój terapeuta........... :bezradny:
Amy1983 napisał/a:
potem kac, poczucie winy, utrata kontroli..

Na własne życzenie jakoby, nie sądzisz? :bezradny:

szymon - Pon 11 Sie, 2014 15:54

pterodaktyll napisał/a:
ak sobie wymyślisz tak będziesz miała zwykł mawiać mój terapeuta........... :bezradny:

ja tylko bym tak rąk nie rozkładał, bo mi podobnie kiedyś mówili i to jedno z lepszych haseł jest
bo to To, on, ona, ja, kreuje w głowie to, jak się teraz czuję, nikt inny
i nie ma takiej siły na świecie, żeby to zmieniła, tak myślę ja

Amy1983 - Pon 11 Sie, 2014 19:09

Nie będę wmawiała sobie, że czuję inaczej. Odstawienie czegoś, co uzależnia nie jest łatwe, dla nikogo. Ja to przeżywam właśnie tak. I żeby iść dalej muszę odstawić i muszę przeżyć.
Jras4 - Pon 11 Sie, 2014 19:34

Amy1983 napisał/a:
co uzależnia nie jest łatwe
a chciałaś by było łatwo miło i pszyjemnie ? haha nie da sie musi boleć to co uzaleznia musisz całkiem wykreslić z zycia i to bez litości
Amy1983 - Pon 11 Sie, 2014 21:43

Jras4 napisał/a:
a chciałaś by było łatwo miło i pszyjemnie ?

No pewnie, chociaż wiem, że to niemożliwe. Są momenty, że radzę sobie bardzo dobrze, czuję wewnętrzną zgodę i wolność. Ale czasami... mam wrażenie, że rozpadnę się na tysiące kawałeczków...

Zagubiona - Pon 11 Sie, 2014 22:08

Amy, wiesz tu nie chodzi o to, żeby wmawić sobie, że czujesz inaczej niż czujesz. Tylko o to by się niepotrzebnie nie nakręcać, nie gdybać, nie wybiegać w przyszłość. Żyć tu i teraz.

Pamiętaj, że najważniejsza jest zawsze chwila obecna. Przeszłości nie zmienisz, a przyszłość niepewna, tylko teraz należy do Ciebie.

Rozumiem, że Ci ciężko- to normalne ale, jeśli będziesz pracowała nad swoją trzeźwością, to będzie lżej. Wiesz rany zanim zaczną się goić trzeba odkazić, a to bolesny proces, ale przyspiesza gojenie. Można i bez bólu, nie odkazić, tylko wtedy nie ma się co dziwić, że proces gojenia trwa dłużej i rana co rusz otwiera się na nowo.

szika - Pon 11 Sie, 2014 22:38

Amy a tak zapytam jesli mogę...
czy Ty byłas u jakiegos specjalisty od uzaleznień? masz diagnoze fachową?

dlaczego pytam...

nie to, żebym chciała podważać cokolwiek, napisze o moich doświadczeniach..
ja równiez czytałam różne ksiązki...
kiedyś, dawno juz temu, gdy przestałam pić, może miałam trzeźwości ze dwa lata, wpadły w moje ręce materiały na temat zaburzeń osobowości... rózne tam były wymienione... i ja w bardzo wielu siebie zobaczyłam, najbardziej mi pasowała osobowośc Borderline (!!!???)...
"Kobiety, które kochają za bardzo" równiez czytałam i oczywiście siebie zdiagnozowałam jako uzaleznioną od miłości... pasowały mi wszystkie symptomy...jeździłam na mitingi SLAA... ale jakoś nie zagrzałam tam na długo miejsca...

gdy juz pisałam tu na forum, w któryms momencie zadałam sobie i forumowiczom pytanie czy ja jestem współuzależniona?
cały szereg objawów wskazywał że tak...

tak więc trochę jak w syndromie studenta sama diagnozowałam sobie różne zaburzenia, koniecznie chciałam się gdzieś "zakwalifikowac" bo najzwyczajniej w świecie szukałam swojej tożsamości...

to co teraz piszesz, że doszło do rozstania...

według mnie ból, który przeżywasz jest najbardziej naturalny na świecie!!!!
mam wrażnie, że poczucie winy odczuwasz z powodu tęsknoty za męzczyzną, z którym wiązałaś nadzieje na związek...
przecież nic w tym złego, że chciałas z nim być, ani w tym, że dziś rozsypujesz się na kawałki - jak to okreslasz... legły w gruzach Twoje marzenia...
sorki, ale ja nie widze w tym nic "chorobowego" - wręcz przeciwnie...

szika - Pon 11 Sie, 2014 22:51

jesli mogłabyś... napisz cos więcej o tym kacu, poczuciu winy... prosze...
mam wrazenie, że ma to związek z Twoimi przekonaniami na swój temat...
ale napisz Ty... nie chce Ci nic sugerować swojego... bo oczywiście mogę się mylić...

Amy1983 - Pon 11 Sie, 2014 23:05

szika,
Tak, jestem w terapii i jestem zdiagnozowana jako DDA i osoba współuzależniona.
szika napisał/a:
sorki, ale ja nie widze w tym nic "chorobowego" - wręcz przeciwnie...

Uzależnienie od chorej miłości było u mnie źródłem zarówno problemów z używkami, kompulsywnym objadaniem się, przygodnym seksem, depresji, rozwodu... Tyle że wcześniej wypierałam to przerzucając odpowiedzialność na mężczyzn, rodziców... I to mi podkreśliła terapeutka na ostatniej sesji. Moja siostra ma podobne problemy, nasza rodzina była dysfunkcyjna.
Zresztą związek z M. był niezdrowy. Moje "odskocznie", jego niedostępność, moje używki, jego dług, moja zazdrość, jego dystans, moje dialogi z nim w głowie, jego dwubiegunowość, ciągłe "odbijanie piłeczki", no i 9 rozstań, ciągłe powroty, obwinianie, obrażanie... DOŚĆ!!!

szika - Pon 11 Sie, 2014 23:13

Amy1983 napisał/a:
Zresztą związek z M. był niezdrowy. Moje "odskocznie", jego niedostępność, moje używki, jego dług, moja zazdrość, jego dystans, moje dialogi z nim w głowie, jego dwubiegunowość, ciągłe "odbijanie piłeczki", no i 9 rozstań, ciągłe powroty, obwinianie, obrażanie... DOŚĆ!!!

to zupełnie tak samo jak u mnie ....
Amy1983 napisał/a:
jestem w terapii i jestem zdiagnozowana jako DDA i osoba współuzależniona.

to super:)
wszystko co wymieniłas miałam łącznie z alkoholizmem, oprócz przygodnego seksu... tego nie znam... tu akurat jestem bardzo monotematyczna i lojalna...
a o tym poczuciu winy?
napiszesz coś?

Amy1983 - Pon 11 Sie, 2014 23:25

szika napisał/a:
napisz cos więcej o tym kacu, poczuciu winy...

Kac i poczucie winy pojawiają się, bo:
1. Zostawiam kogoś, kto być może mnie potrzebuje. Ale nic nie wskazuje na to, że mnie potrzebuje. Mimo to poczucie winy jest.
2. Związek nie służy żadnemu z nas. Jeśli decyduję się odejść to powinnam odejść, a nie wracać.
3. Odstawiam M., a potem piszę, dopytuję... Mimo, że radzę sobie bardzo dobrze gdy go nie ma, nawet lepiej.
4. Zerkam na jego profil na fb.
5. Byłam/jestem zazdrosna.
6. Nie zrobiłam wszystkiego, by ratować związek, nie byłam wystarczająco dobra.
7. Mam w sobie lęk, że jemu beze mnie dobrze, a mnie bez niego ciężko i źle.
8. Na początku związku nie byłam gotowa żeby wychowywać jego dziecko, potem on wyizolował go zupełnie.
9. Wiem, że robię dobrze, a mimo to nie ufam sobie.
10. Wiem, że gdyby pojawił się w drzwiach, rzuciłabym mu się na szyję i wszystko przestałoby mieć jakiekolwiek znaczenie...

Ja nawet czytając to widzę irracjonalność tych "argumentów" - WSZYSTKICH!!! Ale emocje wewnątrz mnie generują poczucie winy.

szika - Pon 11 Sie, 2014 23:50

powiem Ci, że "odwaliłaś" juz kawał dobrej, terapeutycznej roboty... gratuluję :okok:
bardzo fajnie, że potrafisz to zobaczyć, wymienić... to wcale nie jest łatwe...
powiem Ci tez, że to co napisałaś to tak jakbys napisała o mnie sprzed całkiem niedawna :)

spójrz na te listę... to wszystko co napisałaś to sa Twoje PRZEKONANIA...

pewnie zarzuciłaś Marsa i Wenus...
polecam Ci ponownie...
dla mnie ta ksiązka była przełomem...

większośc moich przekonań udało mi się dzięki tej ksiązce rozebrać na czynniki pierwsze...
i to nie tylko tych co do mnie jako kobiety...ale równiez zmieniło się moje spojrzenie na mężczyzn ... i to o 180 stopni...
wiele rzeczy, które uwazałam za dysfunkcje okazało się całkowicie normalnymi, kobiecymi cechami... a facetów poprostu nie rozumiałam... mierzyłam ich zachowania swoja miarą - kobiety... a ci jak uparte osły nie chcieli wpasowac się w moje widzenie i wyobrażenie... bo to poprostu było niemozliwe...

a ten związek to juz tak definitywnie? jestes tego pewna, że to nie ten?
bo coś mi się zdaje, że ten facet jeszcze będzie Ci do czegoś potrzebny... jesli nie on sam to pamięc zdarzeń, emocji... on Ci pokazuje Twoje dysfunkcje i Twoje słabe punkty do przepracowania...

ode mnie tak jeszcze dwa słowa... ja to dopiero niedawno zrozumiałam...
wybieram w moim otoczeniu, przyciagam takich ludzi, którzy mi sa potrzebni... to, że się na kogoś wkurzam to doskonały drogowskaz dla mnie gdzie jeszcze mam "wirusa'...

no i przede wszystkim akceptacja... świat jest doskonały, dobry, idealny... to my kreujemy problemy...

jest jeszcze jedna ksiązka Beaty Pawlikowskiej "W dżungli podświadomości"... to seria bodajże czterech tytułów, ale według mnie wystarczy pierwsza część...
w kąciku czytelniczym na tym forum jest fragment tej ksiązki...
http://komudzwonia.pl/vie...p=653651#653651

wiele osób tutaj ta ksiązka porwała dosłownie :)
może znajdziesz czas... :)

Amy1983 - Wto 12 Sie, 2014 08:27

szika,
Jestes NIESAMOWITA,dziękuję.
Marsa i Wenus odłożyłam. Wrócę do książki jak będę gotowa na związek. Teraz nie jestem zupełnie.
Książki Pawlikowskiej przeczytałam niemal wszystkie z tej serii i nadal wiedza nie idzie w parze z emocjami.
Co do M. Nie wiem czy definitywnie się rozstaliśmy. Jest jedynym mężczyzną, którego kocham, ale to niestety nie oznacza tego, że będziemy razem ani tego, że nasz związek będzie satysfakcjonujący, ani też tego, że On będzie przewidywał nas w swoich planach na przyszłość. Pewne jest to, że wreszcie muszę się zająć sobą, a nie zrobię tego przy nim. Pewne jest to, że nie radzę sobie z zazdrością, bo zawiódł moje zaufanie, nie ufam mu, a związek bez zaufania nie ma prawa bytu. Pewne jest to, że oboje na ten czas działamy na siebie toksycznie. Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek żeby ten związek nadal miał trwać. Nie teraz, nie w takiej formie.

szika - Wto 12 Sie, 2014 08:48

dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania były własnie te decyzje, które podejmowałam pod wpływem rozumu...
rozstania... było "koniec piesni, odchodzę, mam dość, nie nie nie"...

i to bolało... męczyło... było źródłem cierpień...
pomogło wtedy gdy poddałam swoje decyzje pod watpliwość "czy naprawde musze teraz decydować? przecież nie musze... bedzie co ma być... jesli wrócimy do siebie to wrócimy, jesli nie to tez dobrze, ale TERAZ NIE PODEJMUJĘ DECYZJI"...
puściłam, zostawiłam... a po co ja mam sie martwić o to czy wytrwam w decyzji????
przedziwnie to dało ulge, zajęłam sie sobą a przestałam zajmować związkiem..
a o to przeciez chodzi...

dlaczego napisałam, że jest Ci potrzebny ten facet...
bo jesli nie byłby Twoim zwierciadłem to pozwoliłabys mu odejśc bez cierpienia, ot tak poprostu... przyjęłabyś to rozstanie jako naturalna kolej rzeczy...
skoro tęsknisz to wiesz, masz mozliwość spojrzeć własnie na siebie...

na przykład zaufanie...

być może na poziomie umysłu teraz sie zbuntujesz, ale gwarantuję Ci, że własnie wybrałas faceta, który nie jest wart zaufania po to aby zobaczyć jak sama sobie nie ufasz... jak sama siebie rozczarowujesz...

i tym sposobem znów dochodzimy do przekonań...
"powinnam być taka, lub taka... powinnam... muszę"...

nic nie powinnaś, nic nie musisz... MOŻESZ :)

Amy1983 - Wto 12 Sie, 2014 09:50

szika,
Moje emocje są na poziomie małego dziecka, nie mogę nimi obarczać nikogo, a to robiłam. Próbowałam nie zajmować się związkiem, ale on pomagał mi uciekać ode mnie. Całą swoją wartość opierałam na nim. Koniec! Chcę wreszcie zająć się sobą. Nie ma we mnie buntu wobec tego napisałaś. Wiem, że M. jest moim odbiciem. Wiem, że jesteśmy bardzo do siebie podobni. Wiem, że wyciągnął na powierzchnię moje największe lęki. Wiem, że chciałam go zmienić mając nadzieję, ze przez to zmienię się ja. Ja to wszystko wiem... Tylko co z tego...?

szika - Wto 12 Sie, 2014 09:58

Amy1983 napisał/a:
Ja to wszystko wiem...

jak się z tym czujesz, że to wiesz? co to Tobie robi? co myslisz o sobie?

Amy1983 - Wto 12 Sie, 2014 10:08

Sprawia, że czasem potrafię się zatrzymać w swoich myślach. Potrafię też wesprzeć i pomóc innym. Sobie nie za często, więc złoszczę się na siebie, że poddaję się lękom i zbyt mało na nie wpływam. To pewnie wynik tego, że nie jestem w swoich oczach autorytetem, czuję się małą dziewczynką.
szika - Wto 12 Sie, 2014 11:56

dziecko w swojej "konstrukcji" jest czyste i niewinne, spontaniczne i ciekawe świata...
jest wspaniałe i cudowne...
to dorosli wprogramowują w dziecko swoje lęki...
Amy1983 napisał/a:
czuję się małą dziewczynką

słysze bezradność...
to nic złego czuć się jak dziewczynka :)
pozwól sobie na to, że masz prawo nie znac odpowiedzi na wiele pytań... czy musisz? przecież nie musisz...

czy to nie przypadkiem przekonanie, że jako ta dorosła to "powinnaś" sobie świetnie radzić, być samodzielną, nikogo ani niczego nie potrzebowac?

Amy1983 - Wto 12 Sie, 2014 12:02

szika napisał/a:
czy to nie przypadkiem przekonanie, że jako ta dorosła to "powinnaś" sobie świetnie radzić, być samodzielną, nikogo ani niczego nie potrzebowac?

Oczywiście. I chyba też przeraża mnie to jak wiele i jak wielu potrzebuję. Pojawiają się oczekiwania, a niespełnione doprowadzają do frustracji, zlości...
Czytam o Marsjanach i Wenusjankach - wygląda na to, że mam w sobie więcej z Marsjanina, niż M, a on więcej z Wenusjanki niż ja. Ale efekt końcowy zachowany - brak zrozumienia i porozumienia.

szika - Wto 12 Sie, 2014 12:16

ta ksiązka nie dlatego abyś pracowała nad związkiem... znajdziesz tu duzo o sobie samej :)
o facetach przy okazji :)
Amy1983 napisał/a:
efekt końcowy zachowany - brak zrozumienia i porozumienia.

śmiem twierdzić, że nie tylko w sferze związku... również brak zrozumienia dla samej/samego siebie ...
brak zrozumienia rodzi frustrację... frustracja rodzi złość... złość prowadzic do eskalacji konfliktów itd itd...

tu wydaje mi się nie tyle to zrozumienie jest wazne, choć na pewno się przydaje... ważna jest świadomość różnic... że ktoś drugi ma inaczej świat urządzony... ale intencje ZAWSZE są dobre :) nawet jesli nam się wydaje, że jest inaczej...

Tajga - Wto 12 Sie, 2014 13:00

Powiem Wam moje miłe, że chyba NIKT nie był tak uzależniony od faceta jak JA :P
Amy1983 - Wto 12 Sie, 2014 14:30

Tajga,
Przybliżysz mi swoją historię?
szika napisał/a:
również brak zrozumienia dla samej/samego siebie ...
brak zrozumienia rodzi frustrację... frustracja rodzi złość... złość prowadzic do eskalacji konfliktów itd itd...

I znowu trafiłaś w sedno

Jo-asia - Wto 12 Sie, 2014 17:41

Amy1983 napisał/a:
Tylko co z tego...?

ano to..że nadal się za tamto obwiniasz :(
umiesz sobie wybaczyć, odpuścić?

widzę, w Tobie determinację :)
wiesz, ja najbardziej bałam się to puścić...bo myślałam, jak to zniknie..zniknie sens mojego życia..miłość
jak będę żyła bez miłości..ja jej potrzebuję jak powietrza
jeśli nie kocham...to ja, nie istnieję

a to zmieniło znaczenie...dziś, nie muszę kochać a chcę :)
dziś..kocham, nie dlatego że powinnam..a dlatego, że mogę :)

Amy1983 - Wto 12 Sie, 2014 19:42

Jo-asia napisał/a:
ano to..że nadal się za tamto obwiniasz

Tak. Mam w sobie lęk, że mogłam coś więcej, chociaż wiem, że nie mogłam już nic więcej... :szok:
Jo-asia napisał/a:
umiesz sobie wybaczyć, odpuścić?

Pracuję nad tym. Popołudnie z Louise Hay dało dużo spokoju i zgody, czego dawno nie zaznałam. :lol2:
Jo-asia napisał/a:
widzę, w Tobie determinację

Dobrze widzisz :okok:
Jo-asia napisał/a:
wiesz, ja najbardziej bałam się to puścić...bo myślałam, jak to zniknie..zniknie sens mojego życia..miłość
jak będę żyła bez miłości..ja jej potrzebuję jak powietrza
jeśli nie kocham...to ja, nie istnieję

O to, to, właśnie to. I myślę, że jak odpuszczę to już nie zaznam miłości jakiejkolwiek, nawet tej kalekiej, chorej, uzależnionej...
Jo-asia napisał/a:
dziś..kocham, nie dlatego że powinnam..a dlatego, że mogę

Gdzie się włącza ten guziczek :cwaniak:
Ja wiem, że to wymaga czasu i pracy nad sobą. Problem dostrzegłam, nazwałam w sobie niedawno i już chciałabym wszystko sobie poukładać. To się tak nie da. Na razie chcę popracować nad swoimi myślami, jestem dla siebie bardzo surowa. Krytykuję się, osądzam, strofuję, karzę. A więc na początek łagodność, mityngi i Wasze wsparcie. :buzki: :buzki: :buzki: :buzki:

Tajga - Wto 12 Sie, 2014 19:44

Amy1983 napisał/a:
Przybliżysz mi swoją historię?

Tak, ale na PW ;)

Jo-asia - Wto 12 Sie, 2014 19:44

Amy1983 napisał/a:
. A więc na początek łagodność, mityngi i Wasze wsparcie.

:okok:

Amy1983 - Śro 13 Sie, 2014 13:44

Dziś przyszedł lęk, że już nigdy nikt mnie nie przytuli. Potrafiłam godzinami siedzieć w czyichś ramionach. Swego czasu zależało mi, żeby to były jakiekolwiek ramiona, potem już chciałam tylko jedne. Zamknęłam oczy, w myślach przytuliłam swoje wewnętrzne dziecko, wyobraziłam sobie jak Bóg nas kołysze, że jesteśmy bezpieczne, uspokoiłam oddech. Tęsknota nie minęła, ale lęk odszedł. Pomogło.
Amy1983 - Czw 14 Sie, 2014 14:44

Od wczoraj mam w sobie dziwne przeżycia, zupełnie inne,niż te, których wcześniej doświadczałam.
Złe myśli oddalam dzięki modlitwie o pogodę ducha, medytacjom i afirmacjom. To działa. Są trudne momenty, czasem tęsknota zalewa tak bardzo, ze aż wypływa w postaci łez. Ale czuję też zgodę na to. Wiem, że to, co chore musi wyjść. W ciszy i w samotności się pojawia. Nie uciekam, trwam. Dostrzegam małe radości, dziękuję za to, otwieram się na wszystko co dobre. i, ku mojemu zdziwieniu, dziś zadzwonił telefon z propozycją dodatkowej pracy :radocha:
Bardzo dużo dał mi wczorajszy mityng. Była tam dziewczyna, która nadal się miota. Odstawia obiekt i wraca. Widziałam jak bardzo cierpi. To jest BÓL!!! Umocniło mnie to, gdy dzieliłam się z nią swoimi sposobami na przetrwanie, poznałam nowy sposób prowadzenia dzienniczka uczuć, dostałam materiały do ćwiczeń. W sobotę kolejny mityng.
Zaczynam odczuwać potrzebę napisania listu do M. Listu, którego nie wyślę. Listu, który pomoże mi puścić, kontynuować proces pożegnania. Znowu przychodziły mi myśli obwiniające się, ale powstrzymałam je, pamiętając, że zrobiłam WSZYSTKO TAK JAK POTRAFIŁAM NAJLEPIEJ, więcej, inaczej nie umiałam dać.
Zdobyłam literaturę, która pomaga mi zrozumieć mój stan, uświadamiam sobie, że nie jestem sama. Jest mnóstwo osób, które zmagają się z podobnym problemem. Z tym można żyć szczęśliwie :] Mogę żyć szczęśliwie g4g412

Jo-asia - Czw 14 Sie, 2014 14:59

Amy1983 napisał/a:
Zaczynam odczuwać potrzebę napisania listu do M. Listu, którego nie wyślę. Listu, który pomoże mi puścić, kontynuować proces pożegnania

tak, to świetny pomysł..mnie też pomógł :)
Amy1983 napisał/a:
Mogę żyć szczęśliwie

:buziak:

Amy1983 - Nie 17 Sie, 2014 10:52

Nowy sposób pisania dzienniczka uczuć pomaga. Odstawienie powoduje, że dokopuję się w pamięci do przeróżnych wspomnień. Jeszcze nie wiem co z nimi zrobić, w końcu powód ich pogrzebania musiał być. Teraz widzę, że podłoże moje złości i frustracji leży dużo głębiej niż w problemach dnia codziennego, stąd reakcje nieadekwatne do bodźców. Przychodzi mi ochota na ucieczkę w internet, alkohol, narkotyki, odsuwam myśli pamiętając o swojej bezsilności powierzam się Bogu.
Weekend u rodziców, głośno mówię gdy przychodzi niepokój przy matczynej kontroli, wyznaczam granice, bronię ich jak lwica. Nie dostaję zrozumienia. Czy go potrzebuję? Nie. Chcę, bardzo chcę, ale nie potrzebuję zgody na moje zasady. Z trudnościami, ale RADZĘ SOBIE. Czuję winę, ale wiem, że podążam właściwą dla siebie drogą. Nie szukam zaczepki, wojny. Proszę o szacunek, żądam go.
Wczoraj mityng. Z początku napięcie, niepewność. Przełamanie, otwartość, łzy, spokój i ulga.
"Od nałogu do miłości" - pochłaniam lekturę obowiązkową. Poznaję mechanizmy, przyczyny, widzę, że nie jest ze mną najgorzej. Ale to nie powód żeby przestać pracować. Widzę do czego mogło dojść.
Napisał M., odpisałam... Przeczytał "Kobiety, które kochają za bardzo. Może kiedyś zrozumie, że nie potrafiłam inaczej, może wybaczy. Przyniesie mu to ulgę. Uwolniłam go od siebie, uwalniam swój umysł od obsesji - droga jeszcze daleka.
Afirmuję:
"Otwieram się na całe dobro i trzeźwość dzisiejszego dnia".
"Otwieram się na miłość Boga i swoją".
"Akceptuję się w pełni i bezwarunkowo".
Dziękuję, że mogę się tym z Wami podzielić.

szika - Nie 17 Sie, 2014 10:57

Amy1983 napisał/a:
Napisał M., odpisałam... Przeczytał "Kobiety, które kochają za bardzo. Może kiedyś zrozumie, że nie potrafiłam inaczej, może wybaczy. Przyniesie mu to ulgę. Uwolniłam go od siebie,

Przeczytał? To super, świetnie...
ale pamietaj Amy to jest Jego sprawa, jego wybór... dla Ciebie nie jest istotne czy wybaczy lub czy przyniesie mu to ulge... widzisz współzalezność? wybaczenie nie bedzie dla Ciebie prezentem... to po jego stronie...

Ty wybacz samej sobie i niech TOBIE to przyniesie ulgę...
innych zostaw w ich światach... :buziak:

Amy1983 - Nie 17 Sie, 2014 14:15

szika napisał/a:
wybaczenie nie bedzie dla Ciebie prezentem... to po jego stronie...

Wiem. I to robię. Moim celem jest wewnątrzsterowalność. integralność, autonomia wewnętrzna. Cel trudny i długofalowy. Ale jest mój i wart dążenia.

Amy1983 - Wto 19 Sie, 2014 14:48

Dostałam zadanie na terapii - napisać bajkę. Oto ona.
"Bajka o królewnie Mażannie"

Dawno temu w Królestwie Nibylandii żyła sobie para Królewska. Nibylandia byłą miejscem różnorodnym, bogatym w kształty i kolory. Zawierała w sobie rzeczy miękkie, ciepłe, puchate, bezpieczne. Ale też i ostre, twarde, zimne, ciężkie. Bogactwo tych rozmaitości wpływało na jej wyjątkowość.

Król i królowa nie lubili tych drugich. Uważali, że psują one wizerunek ich imperium. Uznali je za złe, niepotrzebne i niebezpieczne. Dlatego też wydali dekret ignorowania tego co, ostre, twarde, zimne, ciężkie. Jednak przedmioty te nie zniknęły, o czym mieszkańcy krainy doskonale wiedzieli, nie chcieli podporządkować się rozkazom.

Władcy zirytowani tym co widzą, nakazali w całym królestwie obudować wszystko co ostre, twarde, zimne, ciężkie, kolorowym papierem, jaskrawą folią, plastikiem i piaskiem.

Pewnego dnia, parze królewskiej urodziła się córka. Rodzice dali jej imię MażAnna, „bo się mazała”. A płakała tylko wtedy, gdy widziała powłokę folii, papieru, plastiku i pisaku. Intuicyjnie targała je, ściągała, burzyła odsłaniając to co ostre, twarde, zimne, ciężkie. Król i królowa byli z tego powodu bardzo niezadowoleni. Zwrócili się zatem do alchemika z prośbą o stworzenie magicznego szkiełka, które wszczepione w oko, sprawi, że to co ostre, twarde, zimne, ciężkie stanie się w oglądzie miękkie, ciepłe, puchate i bezpieczne. Alchemik mimo wielu obaw podporządkował się nakazowi władców. Skonstruował ogromne szkło, które podzielił na miliony nierównych kawałeczków. Ostrzegł jednak, że wkładanie odłamka w oko jest łatwe i przyjemne, natomiast podjęcie próby wyciągnięcia może okazać się trudne, bolesne i długotrwałe. To jednak nie zraziło ani króla ani królowej, by zaniechali wykonania rozkazu.

Każdy mieszkaniec Nibylandii dostał po kilka odłamków dla siebie: były małe, większe, wielorakie. Dorośli chętnie zaaplikowali sobie kolorowe szkiełka. Z łatwością patrzyli na świat miękki, ciepły, puchaty i bezpieczny. Podobało im się to, że nie musieli już udawać, że nie widzą tego co ostre, twarde, zimne, ciężkie. Mimo, że świat już nie był tak wielorodny i bogaty w barwy i kolory, nauczyli się w nim żyć. Dzieciom natomiast pojedyncze kawałki nie zmieniały percepcji świata. Aplikowano im odpowiednio większą dawkę. Szczególnie księżniczce MażAnnie. Dlatego regularnie co rano dostawała dawkę odłamków. Tylko wtedy nie „mazała” się, tylko wtedy nie targała folii i papieru, nie ściągała plastikowej ochronki, nie burzyła piasku, nie przysparzała problemów. Nauczyła się chodzić po zamku pamiętając w którym miejscu leżą rzeczy miękkie, ciepłe, puchate i bezpieczne, wiedziała jak omijać to, co ostre, twarde, zimne, ciężkie. Starała się poruszać w bezpiecznym obszarze. Zdawała sobie sprawę, że to co ostre, twarde, zimne i ciężkie wywołuje u niej płacz, a to z kolei martwi, złości i niepokoi jej rodziców. Chciała tego uniknąć, więc gdy natrafiła na coś co ostre, twarde, zimne, ciężkie, chowała to do kieszeni.

Gdy księżniczka dorosła, przyszedł czas wyjścia poza mury zamku. Był to dla MażAnny wyczekany moment. Kraina była piękna, kusiła swoją innością. Wszystko wokół było nowe, a na dodatek takie miękkie, ciepłe, puchate i bezpieczne. Świat rzeczywiście okazał się niezwykły, pełen przygód, zachęcający, nieznany. Jednak oczy MażAnny pełne były odłamków szkła, więc zdarzało się, że królewna potykała się i kaleczyła o rzeczy ostre, twarde, zimne, ciężkie. Nie potrafiła kroczyć omijając ich, nie potrafiła ich obchodzić, nie potrafiła się z nimi obchodzić. A że w królestwie nauczyła się chować te wszystkie rzeczy, teraz również zaczęła je gromadzić.

Życie MażAnny było ciekawe, pełne nowych doświadczeń i wyzwań. Poznawała ciekawych ludzi, zwiedzała nowe miejsca. Jednak to co ostre, twarde, zimne, ciężkie zaczęło jej ciążyć, męczyło ją noszenie tego ładunku. Nie wiedziała jak go wyrzucić, gdzie zostawić. Dlatego z czasem królewna ograniczyła codzienne wyjścia, czuła, że więcej już nie uniesie. Zdarzało się, że to co ostre, twarde, zimne, ciężkie upadało MażAnnie, albo gdy królewna opadała z sił, wyrzucała część niechcianego bagażu. Ale najczęściej raniło to osoby wokół niej. Izolacja wzmagała frustrację, tęsknotę i smutek. Królewna widziała w sobie źródło tego co ostre, twarde, zimne, ciężkie. Coraz częściej płakała.

Księżniczka zmęczona wszechobecnym i wszechogarniającym poczuciem, tego, co ostre, twarde, zimne, ciężkie postanowiła przenieść się do innego miejsca. Słyszała, że gdzieś istnieje Kraina Ulgi. MażAnna bardzo się bała. Wiedziała, że miejsce to może nie być prawdziwe. Jednak pragnienie ulgi było tak ogromne, że królewna zdecydowała się zaryzykować.

Zmęczona ogromnym ładunkiem tego co ostre, twarde, zimne, ciężkie wyruszyła w drogę. Jednak zanim opuściła mury Nibylandii, spotkała mężczyznę, który skrzętnie zbierał z ziemi małe pudełeczka, pojemniczki i fiolki, które upadły mu podczas transportu. Zrobiło jej się go żal. Mimo lęku podeszła do niego z chęcią pomocy. Obawiała się odrzucenia, ale zdawała sobie sprawę, że kolejna porcja tego, co ostre, twarde, zimne i ciężkie już jej nie zaszkodzi. Wiedziała, że zmierza do Krainy Ulgi. Ów człowiek obdarował ją uśmiechem miękkim, ciepłym, puchatym i bezpiecznym. Pełna dobrych chęci, MażAnna zaproponowała nieznajomemu wspólną podróż do Krainy Ulgi. Jednak mężczyzna ten przestrzegł ją, że z tamtego miejsca nie ma powrotu. Zapytał księżniczkę o powód tej decyzji. Dziewczyna opowiedziała mu o swoim kłopocie, o trudnościach, zagubieniu, frustracji, o tym, że nie chce być już ostra, twarda, zimna i ciężka. Człowiek ten okazał się być alchemikiem, twórcą magicznego szkła. Opisał MażAnnie historię powstania odłamków i dał nadzieję na możliwość usunięcia ich z oczu. Zaznaczył jednak, że to długi proces i całość szkła udało się usunąć niewielu osobom. Wymaga to wytrwałości, cierpliwości i czasu. MażAnna ucieszyła się słysząc tą wiadomość. Obawiała się wyprawy do Krainy Ulgi, ale myślała, że to jedyne wyjście z trudnej dla niej sytuacji.

Alchemik zaprowadził królewnę do szamanki. Rzeczywiście proces usuwania odłamków okazał się długotrwały. Czasem zmiany wydawały się duże, czasem były maleńkie niewidoczne. To, co ostre, twarde, zimne, ciężkie nadal towarzyszyło MażAnnie, zdarzało się też jej ranić tym osoby wokół niej, ale to dodawało jej siły, by pracować nad swoim widzeniem siebie i świata. Szamanka uczyła też królewnę, że to co ostre, twarde, zimne, ciężkie nie musi być złe. Może stać się narzędziem by tworzyć to, co miękkie, ciepłe, puchate, bezpieczne. MażAnna już wiedziała, że ostrym nożem może pokroić chleb i podzielić się nim. Uczyła się, że pod twardą skorupą ukryty jest zdrowy i smaczny orzech, zimny lód da ochłodę w upalne dni, a ciężki kamień stanie się podstawą trwałego domu.

Coraz częściej pojawiały się rzeczy miękkie, ciepłe, puchate, bezpieczne. MażAnna je dostrzegała, MażAnna je tworzyła… I ze szczęścia też się mazała.

Ciąg dalszy następuje…

Wszelka zbieżność osób i sytuacji jest przypadkowa.

Kto ma mózg niechaj myśli i czuje i szkiełka wydłubuje.

Dziękuję za uwagę.

Amy1983 - Śro 20 Sie, 2014 15:09

http://www.youtube.com/watch?v=un5bNvR2ISs
Przypadkiem natrafiłam na piosenkę. Zupełnie nie słucham takiej muzyki, a tu niespodzianka. Pomaga, wyraża :) Chociaż... nie wierzę w przypadki.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group