To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...

INNE UZALEŻNIENIA - depresja vs jasna strona mocy

Thomasson - Pią 08 Sie, 2014 01:48
Temat postu: depresja vs jasna strona mocy
Chciałem napisać trochę o sobie, taki miałem cel gdy się rejestrowałem na forum.

Tylko jak zacząć...
Kiedyś poszedłem na wagary. Byłem wtedy zdemoralizowanym nastolatkiem z wojną światów przed oczami. Wyjałowionym z samorealizacji, samoakceptacji, i bez kontaktu z emocjami oraz z tym wszystkim co funduje dzieciom patologiczne środowisko. Na wagarach poznałem smak narkotyków (żeby się nie rozpisywać dodam że alkohol to też narkotyk) i wtedy moje problemy zmalały do minimum. Szarość życia zmieniła się w kolorowy świat imaginacji i tak przez ładne kilka lat.

Terapia to czas kiedy niedojrzały nastolatek (w skórze dorosłego faceta) wraca z wagarów aby zmierzyć się ze światem. Terapia, mityngi, sponsorzy, nowi ludzie, nowe mocne wrażenia i czas pracy nad sobą. Było ok przez pewien czas. Program trzeba wcielać w życie, program życia nie zastąpi. O ile narkotyki zwiększały dopływ dopaminy i tych innych szczęśliwych związków do mózgu o jakieś 1000% o tyle już życie w stylu praca (zbieranie śmieci), jedzenie, mycie się i spanie, i tak w kółko (z ciągłym niedoborem snu) już takiego szczęścia nie dawało. Dni wolne w rozsypce, bez pomysłu, bez relaksu, nuda (stres) i mityngowa rutyna.

Krótki epizod z psychiatrą i antydepresantami, chwile lepsze i gorsze. A było nawet nawet, pisząc program poznałem lepiej siebie i co mnie podnosi na duchu, a gdy mam doła czuje bezsens podejmowania jakiejkolwiek aktywności. I tylko słyszę na mityngach że ten był gdzieś na zlocie, tamten na warsztatach kilka dni, a ja uwiązany do konsekwencji picia zasuwam kolejne nadgodziny których nie chce bo i tak g**** z tego mam, by umrzeć za dużo, by godnie żyć za mało. Poczucie zapętlenia, frustracja. Ale można z drugiej strony-akceptacja, pragnij mniej, trenuj wdzięczność-głoszą mędrcy ze wschodu. Tyle że akceptacją kiedyś dziecka nie wykarmię. Weź się w garść mówią bliscy, a mi ciągle chce się spać, czuje bezsilność do wszystkiego, brak sensu i perspektyw. Wstaje rano i nawet jest ok, a do wieczora entuzjazm spada, zamienia się w uczucie którego nie umiem nazwać, oraz wszechobecność śmierci, patrze na sąsiada widzę śmierć, potrze na żonę to samo.

Koncentracja życia wokół narkotyków-to było u mnie bardzo silne, i chyba nie wypełniłem pustki po narkotykach. Taki słomiany zapał mam do tego. Czego się nie dotknę zaraz łapie doła. Pytają co u ciebie-nigdy nie było lepiej-odpowiadam.

Fajnie że mogłem się wygadać (trochę po użalać), jak na to patrze to widzę co jest nie tak i mądrości same nasuwają się do głowy ale...

endriu - Pią 08 Sie, 2014 05:45

Cześć Thomasson, :)
moim zdaniem za dużo kontemplujesz
żyj, działaj, czuj....
mądry jesteś

Kami - Pią 08 Sie, 2014 06:21
Temat postu: Re: depresja vs jasna strona mocy
[quote="Thomasson"]
O ile narkotyki zwiększały dopływ dopaminy i tych innych szczęśliwych związków do mózgu o jakieś 1000% o tyle już życie w stylu praca (zbieranie śmieci), jedzenie, mycie się i spanie, i tak w kółko (z ciągłym niedoborem snu) już takiego szczęścia nie dawało. Dni wolne w rozsypce, bez pomysłu, bez relaksu, nuda (stres) i mityngowa rutyna.

Krótki epizod z psychiatrą i antydepresantami, chwile lepsze i gorsze. A było nawet nawet, pisząc program poznałem lepiej siebie i co mnie podnosi na duchu,

Witaj Thomasson ...... krótki epizod z psychiatrą po długim okresie brania Ci nie pomoże, by było lepiej - musi być gorzej. Dobrym znakiem jest to, że chcesz SAM coś z tym zrobić więc rób to natychmiast ...
Witaj jestem Kami współuzalezniona

Jacek - Pią 08 Sie, 2014 08:57

cześć Thomass :)
ja mam na imię Jacek,jestem alkoholikiem
Thomasson napisał/a:
Fajnie że mogłem się wygadać (trochę po użalać), jak na to patrze to widzę co jest nie tak i mądrości same nasuwają się do głowy ale...

fajnie piszesz :okok: tak czytelnie,wciąga - a zapewniam ze moją mocną stroną nie jest czytanie
pozwolisz ze ocenię ,ale zarazem powiem ze mogę się mylić
starasz się aby twoja opowieść ,była przejrzejcie piękna - i nie ma w tym nic złego
lecz co do czynu,się jeszcze postaraj,do wypełnienia tej pustki - może jakie hobby

Thomasson - Pią 08 Sie, 2014 09:34

Cześć wszystkim fsdf43t i dzięki za słowa wsparcia.
Zapewne napisze co jeszcze ale nie teraz, mam ograniczony dostęp do komputera.
Racja, kilka lat brania bez echa nie przejdzie. A szkoda.

Jacek - Pią 08 Sie, 2014 09:38

Thomasson napisał/a:
Racja, kilka lat brania bez echa nie przejdzie. A szkoda.

szkoda to będzie gdy nic z tym nie zrobisz
muj kolega na meetingu mawia tak
"nie jest twoją winą,że wpadłeś w naług
taki się urodziłeś
winą zaś jest,jeśli z tym nic nie zrobisz"

Duszek - Pią 08 Sie, 2014 09:47

Witaj Thomasson, :)

Thomasson napisał/a:
Koncentracja życia wokół narkotyków-to było u mnie bardzo silne, i chyba nie wypełniłem pustki po narkotykach

Znasz już swój "problem', a teraz czas na zmianę; na usunięcie tego, co Ci przeszkadza żyć.
A może jakieś zajęcie, które pochłaniałoby Twój czas i przy okazji dawało satysfakcję... :mysli:

esaneta - Pią 08 Sie, 2014 09:51

Thomasson napisał/a:
ja uwiązany do konsekwencji picia zasuwam kolejne nadgodziny których nie chce bo i tak g**** z tego mam, by umrzeć za dużo, by godnie żyć za mało.

A może warto poczynić starania w tym kierunku, by to właśnie zmienić?
Miałbys absorbujący cel, który na pewno wypełniłby te nieznośna pustkę a przy okazji mógłbys poprawić swój status materialny na taki, który byłby dla Ciebie satysfakcjonujący :)

Witaj na Dekadencji :)

margo - Pią 08 Sie, 2014 17:51

Cześć Thomasson!
Tak Cię czytam i się zastanawiam, na ile to jest uzależnienie od narkotyków, a na ile w ogóle od mocnych wrażeń? Terapia była ok na początku, kiedy była nowością, kiedy dawała nowe przeżycia, a później stała się po prostu nudna? To nie sugestia, tylko pytanie... od razu skojarzył mi się mój eks partner, który popadał z jednego uzależnienia w drugie, bo życie było tak strasznie nudne, że raz był alkoholikiem, raz narkomanem, raz uzależniony od pornografii, nawet w sumie można by go podejrzewać o zakupoholizm... tylko nagły przypływ adrenaliny dawał mu to "szczęście" o którym piszesz :mysli: Zastanawiam się, jak jest u Ciebie?
Tak w ogóle, to miło Cię u nas widzieć :) Czuj się jak u siebie :)

Amy1983 - Pią 08 Sie, 2014 20:24

Thomasson,
Witaj.
Doskonale Cię rozumiem w temacie pustki po utracie centrum wokół którego kręciło się życie. Marny ze mnie doradca, bo sama próbuję wypełnić czymś swoje życie. Pomaga mi praca nad miłością własną, planowanie każdego dnia,modlitwa o pogodę ducha i Dezyderata. Pozdrawiam

Thomasson - Śro 13 Sie, 2014 12:50

esaneta napisał/a:
A może warto poczynić starania w tym kierunku, by to właśnie zmienić?

Trochę już zrobiłem ale owoców jeszcze nie zebrałem. Zaocznie skończyłem liceum ale na maturze uwaliłem pisemny angielski (w sumie planowałem to, skupiłem się na innych przedmiotach), tegoroczną maturę odpuściłem ale w maju będę pisał ten kochany angielski. Po drodze próbowałem szkoły policealnej w zawodzie kucharza ale okazało się że to nie moja bajka, a i czasu miałem mało i ogółem nauka w ławce to porażka dla mnie. Teraz mocuje się z angielskim i trochę uczę się z tematu IT (html, JS) ale też mało czasu na to poświęcam. Dodam że wcześniej budowałem "karierę" w sektorze budowlanym, w brukarstwie umiem bardzo dużo ale robić całe życie na czarno, miedzy pijanymi też nie chce, i zdrowie nie te co kiedyś ( kariery na lekach przeciwbólowych nie zbuduje).

Duszek napisał/a:
Znasz już swój "problem', a teraz czas na zmianę; na usunięcie tego, co Ci przeszkadza żyć.

Dzielę problem depresji na dwa aspekty: redukcja stresu i czynniki depresyjne ( nie mam fachowej wiedzy). Redukowanie stresu to wszelkie aktywności które dają satysfakcję, dla każdego to coś innego. Szwagier lubi drzeć mordę na meczach, a inny znajomy przebiera się za powstańca i tarza w błocie razem z innymi podobnymi zapaleńcami. U mnie takich rzeczy w życiu raczej nie było, i nie chodzi o wielką adrenalinę tylko o to że człowiek potrzebuje oderwać się od życia typu praca-dom, praca-dom, zapomnieć o problemach.
W kroku 2 robiłem listę rzeczy które podnoszą mnie na duchu ale gdy mam doła to wszystko jest bleee. Kiedyś trochę biegałem, lubię szachy i muzykę instrumentalną. Ale to nie zawsze działa.

Program halt też ma dla mnie znaczenie. Jestem entuzjastą złotego środka, chciałbym aby w moim życiu była równowaga: praca-odpoczynek, towarzyskość-samotność, środek między pobłażaniem sobie a katowaniem siebie itp. A halt mówi że mam prawo do towarzystwa, do pożywienia, do spokoju, do odpoczynku ( mój ex-pracodawca był innego zdania). To właśnie popadanie w skrajności sprzyja depresji.

Czynniki depresyjne, tzw. problemy. Myślę że moja depresja wzięła się z o jednego problemu za dużo. I tutaj mógłbym długo narzekać a i w leczeniu depresji dobrze jest się wygadać i być wysłuchanym. Zawsze przeszkadzała mi bieda ( może było by inaczej gdyby wszyscy byli biedni), już w dzieciństwie w jednym pokoju z rodzicami, rodzeństwem, w domu bez wc i wody z kranu. Ojciec zarabiał najniższą krajową, a matka ciągle piła i robiła długi. Jak wpadłem w narkotyki to wyczyściłem dom z wartościowych rzeczy, a później kradłem na ulicy. W pierwszym miesiącu abstynencji gdy wróciłem do domu zły na swój los, zrobiłem renament wszystkich rzeczy co posiadam i wyszło około 600zł majątku. Dzisiaj jest o kilka stów lepiej ale potrzeby konsumpcyjne są ogromne. Chciałbym zamieszkać z żoną, zdecydować się na dziecko ale za 7zł na godzinę wiele nie zwojuje. Kiedyś wynajmowałem ale koszty były zbyt duże. Odpowiedzialność kosztuje=spłacanie komorników. Za rok ich spłacę i odetchnę z ulgą. Tak czy owak pieniądze dają szczęście.

Druga sprawa to relacje z ludźmi. Brakuje mi przyjaźni, tak po ludzku. Miałem przyjaciela, poznałem jeszcze w piaskownicy, wspólna ławka przez całą edukacje, dokarmiał mnie gdy było ciężko, pierwsze narkotyki, kradzieże itd... Umarł na nowotwór w pierwszym roku mojej abstynencji. Innych przyjaciół chyba nie miałem. Ci od kieliszka? (nie powiem żeby były cyniczne, powierzchowne) zerwałem kontakt ze wszystkimi w pierwszym dniu abstynencji (oprócz kolegi który poszedł za mną na terapie ale umarł na alkoholizm pół roku później). Ostałem się sam przy żonie bo i z rodziną to średnio, każdy się wokół własnego uzależnienia kręci. A wspólnota, oni są starsi o jedno pokolenie, ustawieni, trudno mi śmiać się razem z nimi i mówić że jest ok. Bo nie jest ok.

Trzecia sprawa to lęki egzystencjonalne, znane chyba każdemu. Szukanie sensu życia, radzenie sobie z poczuciem śmiertelności. Tutaj program pomaga mi, siła większa.

Tak to widzę, brzmi to jak wyzwanie, nierówna walka z kapitalizmem o własną godność, niosąc ze sobą pakiet nałogów. Tyle że czasami nie chce być bohaterem, i rozmyślam nad zakończeniem życia. I sorry że tak się rozpisałem, pisze to bardziej dla siebie niż by wrażenie robić więc i czytać nikt nie musi. Znajdę kiedy chwilę to dopisze coś więcej, jak sobie radzę.

muzyka11111 - Śro 13 Sie, 2014 13:48

Witaj Thomasson,
A ja mam pytanie do ciebie; ile czasu juz nie bierzesz i czy dobrze rozumiem ze tez nie pijesz...?

Thomasson - Śro 13 Sie, 2014 14:29

4 lata abstynencji czyli zero narkotyków i alkoholu. Skończyłem terapię podstawową i pogłębioną, oraz radzenia sobie ze złością. Dodatkowo mityngi średnio raz w tygodniu i praca ze sponsorem. Uzależniony jestem od wszystkich popularnych narkotyków, czyli od leków o podobnym składzie też, oraz od seksu. No i od negatywnych emocji (depresja).
muzyka11111 - Śro 13 Sie, 2014 14:43

Nie myslales o tym aby zrobic sobie pare wizyt u psychologa...ot tak pogadac skoro cos ci na glowe weszlo.
4 lata abstynencji...super...i ciekawie o tym wszystkim piszesz. Ja jestem wspoluzalezniona weic nie do konca rozumiem uzaleznionych, znam "zasady" ich dzialania i myslenia, ale mimo wszystko nigdy nie moglam zrozumiec jak mozna przedkladac dobro zony matki dzieci po to zeby sie np. napic...W kazdym razie do czego zmierzam ciesze sie z tymi wszystkimi tutaj, ktorzy chca i robia cos za soba i swoim zyciem, naprawde zycze tobie i wszystkim trzymania sie tej drogi...
Idz moze do terapeuty.. moze pisanie tutaj bedzie odskocznia albo brakujacym "hooby"...bo jakos tak mylsle ze cos "zlego" ci chodzi po glowie...mam nadzieje ze sie myle bo tak jak wspomnialam nie znam sie na tym dobrze.

zołza - Śro 13 Sie, 2014 20:24

Thomasson napisał/a:
a ja uwiązany do konsekwencji picia zasuwam kolejne nadgodziny których nie chce bo i tak g**** z tego mam, by umrzeć za dużo, by godnie żyć za mało. Poczucie zapętlenia, frustracja.


Nikt niepowiedział , że będzie łatwo . Realne życie to nie samo pasmo sukcesów i błogości. :nie: Moim skromnym zdaniem nadal poruszasz sie w tunelu mechanizmow uzależnień ( marzeniowe myślenie). :P
Nie od razu Rzym zbudowano... potrzebujesz po prostu czasu , czasu i jeszcze raz czasu . ;) Konsekwencje picia czy też brania nie znikają w momencie machnięcia czarodziejską różdżka( podjęcia abstynencji ) Trzeba je po prostu ponieść - wziąć na klatę , zacisnąć zęby i działać. Będzie lepiej - zawsze jest lepiej gdy masz włączony , nie znieczulony niczym mózg :) Powoli i spokojnie , niczego nie przyspieszaj . TO PRZYJDZIE :okok:
:oops: Zapomniałam się przywitać :glupek: Cześć Thomasson :)

zołza - Śro 13 Sie, 2014 20:49

Thomasson napisał/a:
Uzależniony jestem od wszystkich popularnych narkotyków, czyli od leków o podobnym składzie też, oraz od seksu. No i od negatywnych emocji (depresja).


Nałogowiec to nałogowiec ....taka nasza psychika . :bezradny: Potrafimy wejść w kazde g***o by tylko zmienić swój stan swiadomości lub by nie czuć. I czy to alkohol , seks , hazard czy narkotyki nam wsio rawno :mgreen:

Thomasson - Czw 12 Lut, 2015 13:22

Od świeże swój stary wątek. Chciałem inny temat zakładać ale myślę po co, tutaj mogę zrobić sobie kibel na spuszczanie z balona, bez większej ujmy dla środowiska. Nie chce mieć etykietki ozdrowieńca. Miałem ostatnio trzy dni głodów narkotycznych, chyba kara za nieprzestrzeganie haltu. Ale, ważne że to widzę.

Widzę też że moje wcześniejsze posty straciły trochę na świeżości. Nie jestem już w związku a niedługo będę po rozwodzie, tak się nadawałem do małżeństwa eh :zalamka: Ale co nie zabije to wzmocni. Pisałem w temacie organizacji AA o tym że forum średnio na mnie działa, chyba to była sprawa wewnętrznego konfliktu wartości - wolności i lojalności. Moja ex tępiła wszystko co było związane z leczeniem, dla niej porzuciłem terapię, walczyłem o każdy miting, ukradkiem poczytywałem refleksje, a forum było moją gorzką tajemnicą. A teraz czuje ulgę, dusiłem się w związku, i to chyba było u mnie czynnikiem depresyjnym...

... a z tą depresją to sam nie wiem, czytałem artykuł mądrej Pani Doktor, i tam coś było że to choroba mózgu a nie jakieś płytkie melancholie... ale nie znam się. Wiem że narkomania jeszcze daje o sobie znać. Będąc w związku zaniedbałem rozwijanie innych relacji, i teraz zostałem na lodzie a samotność mi nie służy. Dzisiaj zabrałem ostatnie rzeczy z "rodzinnego" domu i teraz będę wracał do czterech ścian, ale ściany przynajmniej nie kręcą zamieszek na urwanym filmie.

Dla równowagi napisze coś o tej jasnej stronie mocy :lol2: . Trzeźwienie jakoś średnio mi wychodziło (o dziwo psycholog jest innego zdania), więc postanowiłem nie trzeźwieć. Im bardziej chciałem byc trzeźwy, tym nie trzeźwiej się czułem. Myślałem że muszę odcierpieć konsekwencje brania, nadrobić straty, że moje prawdziwe życie zacznie się jak... jak... no właśnie, jak coś osiągnę, coś zdobędę, że wtedy rzeczywistość będzie bardziej rzeczywista. Nic bardziej mylnego. Ale to przeszłość, dzisiaj to ja jestem szefem, a reszta świata może mi naskoczyć, bo nie muszę nic i trzeźwieć też nie muszę :lol2:

zołza - Pią 13 Lut, 2015 10:49

Thomasson napisał/a:
Ale to przeszłość, dzisiaj to ja jestem szefem, a reszta świata może mi naskoczyć, bo nie muszę nic i trzeźwieć też nie muszę

Nareszcie ff4ghh
Teraz już możesz/chcesz :)

Thomasson - Sob 14 Lut, 2015 22:33

Ostatnio ktoś mi napisał że gratuluje mi pewności siebie, oczywiście z przekąsem. Nie myślałem nad tym, ale ostatnio w refleksjach pojawił się temat "nie da się wytrzeźwieć przez rozum" co sugeruje by nie ufać zbytnio w rozum. Tyle że w tej samej książeczce jest też - "zrozumienie jest kluczem do właściwych postaw i zachowań", i ta rozbieżność dała mi do myślenia...

Życie to sztuka podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności. Jest miliard dróg ale na raz mogę iść tylko jedną. Mogę być pewny czegoś na 90%, na 50%, na 15%, nie ważne, bo aby iść dalej muszę podjąć decyzję. Jako narkoman przywykłem już do złych decyzji :uoee: oraz nauczyłem się korzystać z rozsądku innych ludzi. I tu rodzi się niepewność: np chce zmienić prace, kalkuluje i mam jakieś wnioski, ale ktoś (powiedzmy znajomy) widzi sprawę inaczej i zasiewa we mnie niepewność. I co wtedy? Lecieć do psychologa jak do wyroczni? I tak do końca życia? w każdej ważnej sprawie?

Tutaj chyba potrzebny jest ten złą sławą owiany rozum. Zaufanie do siebie samego, nawet jeżeli powodów do zaufania nie za wiele. Mogę zdać się na siłę wyższą, ale konkretnej odpowiedzi nie dostanę. Potrzebna jest pewność siebie, zrozumienie. Na terapii mówili - "jeśli kilka osób mówi ci że masz ogon to chociaż odwróć się i sprawdź". Gorzej gdy sprawdzę, zobaczę że nie mam ogona... bo co wtedy myśleć o tych kilku osobach, komu ufać, sobie? :boisie: może bezpieczniej przytulić sie do tłumu, udając że ma się piękny ogon... :mysli:

Jo-asia - Sob 14 Lut, 2015 23:57

To trudny temat...szczególnie gdy rozpatrujemy go, na przykładzie pracy.
Tu trudno mówić o pewności i zaufaniu do kogoś, czy siebie.

Proponuje wziąć przykład....w którym jest doświadczenie sukcesu.
Gdzie zaufanie do siebie...pomogło zrozumieć sens doświadczenia. :)
Dopiero potem....przenieść na pracę.

Powodzenia :)

rybenka1 - Nie 15 Lut, 2015 00:35

Rozum swoje ,serce swoje ,fajnie by było gdyby tak dwoje chciało tak razem.Nie zawsze mogą się dogadać ze sobą .No tu jest potrzeba zastosowania kompromisu ;) Mnie czasem jak za duzo myślę ,to mi szkodzi ,to czasem ide na zywioł .Intuicja to czuję i działam i prawie zawsze trafiam . ;)
szika - Pon 16 Lut, 2015 10:56

"lepiej iść i się przewracać niż klęczeć całe życie"
cytat nie pamiętam skąd..

Thomasson - Pon 16 Lut, 2015 12:35

Jo-asia napisał/a:
Proponuje wziąć przykład....w którym jest doświadczenie sukcesu.
Gdzie zaufanie do siebie...pomogło zrozumieć sens doświadczenia.
Myślę że sukces i porażka to dwie strony tej samej monety. Np moje wychodzenie z uzależnienia, próba leczenia ciężkiej i śmiertelnej choroby - brzmi jak zapowiedź sukcesu. Ale też doprowadzenie się do takiego stanu, do dna - porażka. Albo inny przykład: oblałem maturę z angielskiego - porażka, ale ja to planowałem, skupiłem sie na innych przedmiotach, a angielski zostawiłem na poprawkę, na inny termin - czyli jak poszło według planu to chyba sukces. Oczywiście jest tu niebezpieczeństwo zaniżania poprzeczki. A z drugiej strony mogę dokładnie tyle ile mogę, a wszystko ponadto to myślenie życzeniowe... Trzeba umieć znaleźć doskonałość w niedoskonałości, bo idealizm/perfekcjonizm krzyczy ciągle więcej! więcej! więcej! a to zabija zadowolenie...

rybenka1 napisał/a:
Mnie czasem jak za duzo myślę ,to mi szkodzi ,to czasem ide na zywioł .Intuicja to czuję i działam i prawie zawsze trafiam .
Dla mnie rozum/zrozumienie to nie to samo co myślenie. Myślenie to tylko czynność. Myślenie jest uwarunkowane przez poglądy. A ja nie lubię dużo myśleć - a myślę dużo. Lubię iść na żywioł, słuchać serca i nie kalkulować. Np gdy idę do pracy dłuższą drogą bo widoki ładniejsze. Albo gdy pomagam dla samego pomagania nie oczekując wdzięczności.

szika napisał/a:
"lepiej iść i się przewracać niż klęczeć całe życie"

Zgadzam się. Lepsze blizny niż złota (taka mentalna) klatka.

Jo-asia - Pon 16 Lut, 2015 13:20

Thomasson napisał/a:
Myślę że sukces i porażka to dwie strony tej samej monety.

myślisz...czyli jeszcze, tego nie wiesz :)

nie wyraziłam się jasno, precyzyjnie
zrozumienie....łatwiej prześledzić, na przykładzie gdzie zostały spełnione Twoje oczekiwania (to nazwałam sukcesem)
...nie ma porażek, są niespełnione oczekiwania a to nie jest równoznaczne i nie oznacza, że to coś negatywnego
wręcz przeciwnie, niespełnione oczekiwania są potrzebne do korekty...myślenia właśnie

Praca, jest tak silnie obwarowana, uwarunkowaniami...prawie jak seks.
Choc z tym drugim, jest chyba jeszcze gorzej :rotfl:

Thomasson - Pon 16 Lut, 2015 14:11

Jo-asia napisał/a:
nie wyraziłam się jasno, precyzyjnie
I nadal nie do końca rozumiem, może temat zbyt zawiły...
Jo-asia napisał/a:
gdzie zostały spełnione Twoje oczekiwania (to nazwałam sukcesem)
Tak, ja też to nazywam sukcesem.
Jo-asia napisał/a:
niespełnione oczekiwania są potrzebne do korekty...myślenia właśnie
Właśnie. Ale im mniejsze oczekiwania tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Akceptacja może zabijać rozwój. Pytanie czy szczęście/zadowolenie podlega uwarunkowaniu takiemu jak w piramidzie Maslowa. Bo to oznacza że jeszcze muszę bardzo dużo rzeczy zrobić zanim zapracuje sobie na uśmiech. :uoee: ale ja uśmiech mam już dziś :lol2: i tu znowu wracam do pewności siebie/zaufania do siebie... bo czy ufać odczuciom czy teorii psychologicznej?

Oczywiście jest też drugi aspekt. Korekta myślenia. Nie udało mi się spełnić oczekiwań to czas by przemyśleć swoje postępowanie, wyciągnąć wnioski, i iść dalej przed siebie.
Jo-asia napisał/a:
Praca, jest tak silnie obwarowana, uwarunkowaniami...prawie jak seks.
Zmiana pracy to był tylko przykład podejmowania ważnej decyzji w oparciu o zaufanie do siebie. Gdy sukces jest obwarowany uwarunkowaniami z których nie wiele zależy ode mnie to tutaj trzeba mieć fart. A co do seksu, w piramidzie jest najniżej jako potrzeba fizjologiczna... a z drugiej strony by zasłużyć na uznanie/akceptacje drugiego człowieka to trzeba spełnić tysiące warunków. I komu tu ufać skoro lubię siebie już teraz a aby być lubianym to trzeba...
Jo-asia - Pon 16 Lut, 2015 17:35

Thomasson napisał/a:
może temat zbyt zawiły...

w sumie, nigdy nie próbowałam...tłumaczyć "zrozumienia"
to jest chwila i gdybym miała opisać.. co zrozumiałam i tak w słowa to trudno ubrać
Thomasson napisał/a:
Akceptacja może zabijać rozwój

pod warunkiem...braku ciekawości czy buntu
czy nie akceptacji...braku rozwoju
Thomasson napisał/a:
bo czy ufać odczuciom czy teorii psychologicznej?

to się, nie musi wykluczać wystarczy wybrać inne rozumienie
co do pracy....i Maslowa, można ją postrzegać również jako zabezpieczenie potrzeb fizjologicznych

a gdy te potrzeby w jednej chwili...są zaspokojone...wtedy czujesz satysfakcje, spełnienie i sukces
a myślenie...tego mi brakuje, wprowadza dyskomfort (brak akceptacji, uczucie niezaspokojonych potrzeb)

zrozumienie, wbrew pozorom jest bardzo proste....wystarczy, nie myśleć..w sensie "nie wiedzieć" :rotfl:

Thomasson - Śro 18 Lut, 2015 16:37

Jo-asia napisał/a:
pod warunkiem...braku ciekawości czy buntu
czy nie akceptacji...braku rozwoju
Akceptacja potrzeby rozwoju. Jest ok ale może być lepiej. Ja mam małe wymagania, żyje skromnie ale czasem może to być postrzegane jako brak ambicji. Z drugiej strony może i bym chciał mieć tonę hajsu i nie martwić się o przyszłość. Ale im większe wymagania tym większe zmartwienia.

Jo-asia napisał/a:
a myślenie...tego mi brakuje, wprowadza dyskomfort (brak akceptacji, uczucie niezaspokojonych potrzeb)
Pragnienie przyczyną cierpienia mawiał Budda i do mnie to trafia.


Tak się zastanawiam czy da się nawiązać przyjaźń ukrywając (nie wiem czy to dobre słowo) fakt uzależnienia? Może po 40 latach abstynencji, czasy nałogu to niewiele znaczący epizod. Ale jak sprawa dość świeża i konsekwencje ćpania dokuczają... hm...

Jo-asia - Śro 18 Lut, 2015 16:41

Thomasson napisał/a:
ukrywając

:nie:
I to nigdy, nawet po 40 latach :dokuczacz:
samo "ukrywanie" nie ważne czego, jest zaprzeczeniem...szczerości
a bez tego, przyjaźń nie istnieje ;)

Thomasson - Czw 19 Lut, 2015 22:12

Jo-asia napisał/a:
samo "ukrywanie" nie ważne czego, jest zaprzeczeniem...szczerości
a bez tego, przyjaźń nie istnieje
Jasne, też tak myślę, ale rozmyślam nad różnymi możliwościami. Kiedyś przyznałem się do choroby w miejscu pracy, tak dla bezpieczeństwa bo klienci często na koniec roboty stawiali butle na stół, a ja wolałem by ktoś wiedział, i uniknąłem dzięki temu namawianiom, na tamten czas chyba mądrze. Ale zostało to odebrane jako taka "drewniana noga", myśleli że cienias i nieudacznik jestem a alkoholizm to tylko wymówka. A później chcieli mi wciskać mądrości bo myśleli że mózgu nie mam. Zmieniłem prace na inną. Ogółem gdy są żarty o alkoholu to jakoś tak dziwnie. Kiedyś jak udawałem zdrowego to później tożsamość narkomana jakoś się ode mnie oddalała, a to niebezpieczne. Z drugiej strony chwalenie się ludziom to narażanie się na potępienie. I jest ryzyko przekłamania, aby jakoś upiększyć.

Moją wadą (może i zaletą) jest szczerość i zaufanie. Nie chce zgrywać kogoś kim nie jestem, zwłaszcza gdy kogoś lubię i szanuję. Obecnie zasadą dla mnie jest że jak komuś ufam to mogę (ale nie muszę) powiedzieć, bo w sumie akceptuję swoją narkomanie i nie mam potrzeby ściemniać. Obecnie umiem żartować i z alkoholu i z alkoholizmu :wysmiewacz:

Jo-asia - Czw 19 Lut, 2015 22:32

Chodzi mi o sam zwrot. ...." ukryć"
on mówi, sam za Ciebie
można nie mówić. ...ot, tak i nawet o tym nie pomyśleć
Ukrywanie....łączy sie ze specjalnym powodem....nie mówienia

Gorzkaczekolada - Pią 20 Lut, 2015 10:51

No dla mnie też się nie da. Zwłaszcza że w słowie ukryć, jest już jakaś chęć po stronie ukrywającego wpisana, żeby powiedzieć, żeby się nie kryć, żeby jednak być szczerym.

Ja mam z drugiej strony inny problem, często moi bliscy reagują na moją szczerość odnośnie alko, narkotyków czy uzależnień emocjonalnych bagatelizowaniem tego... jak to, tak świetnie sobie radzisz, praca, rodzina, znajomi.... chyba Ci się nudzi i wymyślasz sobie problemy...hm

szika - Pią 20 Lut, 2015 11:25

Gorzkaczekolada napisał/a:
Ja mam z drugiej strony inny problem, często moi bliscy reagują na moją szczerość odnośnie alko, narkotyków czy uzależnień emocjonalnych bagatelizowaniem tego... jak to, tak świetnie sobie radzisz, praca, rodzina, znajomi.... chyba Ci się nudzi i wymyślasz sobie problemy...hm

moja teściowa, jak powiedziałam, że poszłam na terapię uzaleznienia wyjechała z tekstem: no coś ty sobie wymysliła? :)
rodzina rzadko widziała mnie w "tym" stanie.. przewaznie ja byłam kierowcą, więc nie piłam gdy szlismy do kogoś, a na imprezach u mnie "kontrolowałam sie" bo trzeba było latać z kawką i herbatką.. dlatego dla nich to był szok i trudno było im to zrozumieć..
dziś już sie tym w ogóle nie zajmuję.. zreszta juz nikt nie pyta, wszyscy wiedzą i nie ma żadnych kmentarzy.. ale na poczatku..

Jo-asia - Sob 21 Lut, 2015 17:29

Thomasson napisał/a:

Tutaj chyba potrzebny jest ten złą sławą owiany rozum. Zaufanie do siebie samego, nawet jeżeli powodów do zaufania nie za wiele. Mogę zdać się na siłę wyższą, ale konkretnej odpowiedzi nie dostanę. Potrzebna jest pewność siebie, zrozumienie. Na terapii mówili - "jeśli kilka osób mówi ci że masz ogon to chociaż odwróć się i sprawdź". Gorzej gdy sprawdzę, zobaczę że nie mam ogona... bo co wtedy myśleć o tych kilku osobach, komu ufać, sobie? :boisie: może bezpieczniej przytulić sie do tłumu, udając że ma się piękny ogon... :mysli:

Wrócę jeszcze...do tego.
Moje.decyzje, były bardzo niepopularne
O ogonie nie słyszałam a zrozumienia, innych też nie miałam.
Prócz...dosłownie parę osób. A i one nie były w stanie wziąć, mojej odpowiedzialności.
Dziś po dwóch latach....jestem pewna swojej drogi.
Aby jednak, tę pewność...odpowiedzialność poczuć, musiałam podjąć decyzję, sama i nie w czy z...tłumem.
Początkowo była to wiara...potem dołączyła, odwaga....

Thomasson - Nie 22 Lut, 2015 22:06

szika napisał/a:
rodzina rzadko widziała mnie w "tym" stanie
U mnie zupełnie odwrotnie - osiedlowym menelem byłem.
Jo-asia napisał/a:
Wrócę jeszcze...do tego.
Więc wróćmy... Jako osoba z rodziny patologicznej miałem wpojone złe wzorce, więc normalność to był dla mnie kosmos. A co jest normalne? Co jest normą? To co dotyczy ogółu? To co powszechne i popularne? Czy może to co naturalne, ludzkie? Pół świata obecnie biega z karabinami a kiedyś niewolnictwo było powszechne - to normalne? A może władza, seks i pieniądze - nikt tego nie neguje. Ogółem to w życiu chodzi o... o dobrobyt materialny i szacunek do ludzi. Cechami pożądanymi są: zachowawczość i uległość, w myśl powiedzenia że pokorne ciele dwie matki ssie. Wystarczy naśladować sąsiada i słuchać się teściowej, oto cała normalność.

A może jest coś głębiej... coś dla duszy... ale skąd mam wiedzieć? W patologii się tego nie dowiedziałem. Nowe życie i nauka od początku: od higieny osobistej, przez wydawanie pieniędzy a na posługiwaniu się sztućcami kończąc. A przyszłość trzeba planować, i to mądrze, opierając się na sprawdzonym fundamencie, najlepiej na bliskich. I mieć wartości. Ale jakie? Uczciwość, odpowiedzialność itd I jeszcze skonfrontować to z wartościami innych, aby być normalnym, przynależeć do normy.

A może siła wyższa, taki "zestaw poglądów na każdą okazje". Jak wybrać mądrze? By nie ulec manipulacji. Akt poddania też wymaga zaufania do siebie.

Emocje pokazują co się dzieje, podpowiadają którą drogę wybrać. Ale emocje są pochodną myśli i poglądów. Kiedyś czułem podniecenie na widok krwi i obojętność na widok łez. Takim emocjom mam ufać? 34dd

A może punktem wyjścia powinna być akceptacja. Zadowolenie i radość działania bez oglądania się na resztę społeczeństwa. Wyjście poza marketingowe pranie mózgu. Odrzucenie schematów wyniesionych z domu i szkoły. Jest się od czego oddalać. Tylko do czego się przybliżać?

Jo-asia - Nie 22 Lut, 2015 22:41

Ja....znalazłam, konfrontując
Czułam jedno...myślałam co innego. Szukałam w tym...co moje. Wchodząc w to.

Thomasson - Pon 23 Lut, 2015 15:16

Gorzkaczekolada napisał/a:
chyba Ci się nudzi i wymyślasz sobie problemy...hm
A mi się teraz nudzi i muszę pilnie wymyślić sobie jakiś problem :boisie:
W sumie moim problemem ostatnio jest nie dostrzeganie problemów. Np w pracy ludzie biegają, denerwują się i złoszczą a ja luzik :luzik: i idę dalej do przodu...
Kiedyś słyszałem że życie ze swej natury jest problematyczne... prosta sprawa, wystarczy obrzydzić sobie to co jest, znaleźć coś lepszego, wyznaczyć cel i dostrzec piętrzące się przeciwności losu :cwaniak:

Ale wiem z własnego doświadczenia że większość moich problemów to były moje wymysły :mysli: a teraz problemy... są nadal, te konsekwencje nałogu. Zębów wszystkich jeszcze nie wyleczyłem, wykształcenia nie nadrobiłem, relacji nie zbudowałem... i takie tam... a pod kopułą coraz jaśniej słoneczko promienieje :lol2: a myślałem że ma to być w odwrotnej kolejności.

Thomasson - Czw 05 Mar, 2015 14:47

Ostatnio byłem świadkiem, a nawet trochę uczestniczyłem, w dyskusji na temat depresji właśnie, no i mimochodem zeszło też na uzależnienia, i na otyłość nawet...
Zszokowało 34dd mnie to doświadczenie, bo czy wyżej wymienione przypadłości to grzech, choroba, głupota? Stanęło na tym że głupota, i chyba tak są postrzegani alkoholicy - jak skończeni kretyni do kwadratu.

Grzech główny - nie umiarkowanie w jedzeniu i piciu - przyczyna otyłości. Akt złej woli? Przecież osoba która waży 200kg nawet po dokonaniu sakramentu pojednania dalej będzie odczuwać głód nieproporcjonalny do zapotrzebowania energetycznego. Zwykła fizjologia. A może głupota, bo można było nie przytyć. W przypadku otyłych dzieci to też głupota? Z depresją podobnie - można powiedzieć że ten smutek, czarnowidztwo i użalanie się nad sobą to zwykła pycha. A może choroba mózgu (skoro serce i wątroba chorować może to czemu mózg miał by nie móc), zła gospodarka hormonalna. Bo że pijaństwo to grzech to nawet dzieci wiedzą.

Tylko co było pierwsze. Głupota która prowadzi do choroby czy choroba która prowadzi do głupoty. Albo jedno i drugie jednocześnie. Dojrzała osobowość nie jest podatna na zaburzenia psychiczne a jeśli jest to znaczy że nie jest dojrzała i gdzieś w dzieciństwie nastąpił błąd. I może to się tyczy wszystkich wad charakteru - lenistwo, spóźnialstwo, arogancja itd to tylko zaburzenia wyniesione z dzieciństwa. Albo to nie wady ani nie zaburzenia tylko neutralne cechy, część natury, bo każdy jest inny, a inność łatwo wartościować. No ale jeśli ta inność jest śmiertelna, zabija, to jednak z naturą nie stoi w zgodzie...
... jak łatwo wyśmiać sąsiada leżącego w rynsztoku, splunąć, i poczuć się lepiej :(

adania - Czw 05 Mar, 2015 14:59

Thomasson napisał/a:
Bo że pijaństwo to grzech to nawet dzieci wiedzą.

jak byłam na terapii, to już nie pamietam w której książce pisało, ze alkocolizm to choroba, a dopiero jak już o tym wiesz, leczysz się i dalej pijesz to juz grzech.

A co do tej głupoty, to mam inne zdanie, chociaż też się zdarza usłyszeć podobne stwierdzenia. To nie głupota, ale cierpienie, przynajmniej tak u mnie było.
Po rozstaniu z meżem tak mi wartosć spadła i zaczęły się psychiczne doły, ze znalazłam ''złoty środek'' Szatan nie miał dla mnie litości, bo to nie był złoty środek. Cierpiałam na początku mniej ale potem było 100 razy gorzej niż przed alkoholizmem.

Thomasson - Czw 05 Mar, 2015 15:44

adania napisał/a:
ze alkocolizm to choroba, a dopiero jak już o tym wiesz, leczysz się i dalej pijesz to juz grzech
Jak już się leczysz i coś wiesz to nie pijesz. Jak pijesz to znaczy że się nie leczysz i czegoś tam nie wiesz.
Rzuciłem taki temat bo to właśnie stereotypy są odpowiedzialne za śmierć wielu alkoholików. Strona fizyczna (neurologiczna) jest tu mocnym argumentem.
adania napisał/a:
To nie głupota, ale cierpienie
A jak se je**e głową w ścianę to będzie cierpienie spowodowane głupotą. Ile w tym wolnej woli, a ile przymusu. Głupota i wolny wybór to nierozerwalna para.
Jo-asia - Pią 06 Mar, 2015 08:32

Thomasson napisał/a:
Rzuciłem taki temat bo to właśnie stereotypy są odpowiedzialne za śmierć wielu alkoholików.

stereotypy, podnieść ciśnienie mogą...to fakt
ale żeby od razu na nie...z taką odpowiedzialnością :shock:
a kto, ich słucha?
kto się im, podporządkowuje?
kto się im, pozwala zabić?

Thomasson napisał/a:
Jak już się leczysz i coś wiesz to nie pijesz. Jak pijesz to znaczy że się nie leczysz i czegoś tam nie wiesz.

czego sie tak bronisz? czego się boisz?
co się tak tłumaczysz :P

dziadziunio - Pią 06 Mar, 2015 09:22

Thomasson napisał/a:
czegoś tam nie wiesz.


To bardzo wielki błąd. Nie można wiedzieć, zrozumieć, widzieć... kumać...
Gdy podświadomość góruje jeszcze nad wszystkim..a szczególnie nad swiadomoscią..
Przepraszam ale to fakt a nie fikcja.
Wciąż nie rozumiesz.....i wciąż teoretyzujesz..
Już nawet nie jestem zły jest mi już tylko smutno..
pozdrawiam svkl

Thomasson - Śro 25 Mar, 2015 23:09

Jo-asia napisał/a:
stereotypy, podnieść ciśnienie mogą...to fakt
ale żeby od razu na nie...z taką odpowiedzialnością
Jest taki fajny film "Kiedy mężczyzna kocha kobietę" o tym jak ważne jest wsparcie bliskich. Myślę że w Polsce świadomość społeczna choroby alkoholowej jest jeszcze jedną nogą w średniowieczu, a to nie dobrze bo to choroba całej rodziny.
dziadziunio napisał/a:
Gdy podświadomość góruje jeszcze nad wszystkim..a szczególnie nad swiadomoscią..
Podświadomość góruje. Żądzą mną schematy wyniesione z dzieciństwa, wewnętrzne konflikty, niezaakceptowane traumy, stłumione emocje/doświadczenia. Dzisiaj mam odwagę to przyznać i nie udawać że skoro kupiłem w supermarkecie powidła zamiast dżemu to mam wolną wolę :bezradny: Nie udaję że moje wszystkie wybory są w pełni świadome bo gdyby tak było to nie borykałbym się z wieloma problemami których świadomie nie chce mieć lecz podświadomie chcę. Mam też odwagę podążać drogą duchowego rozwoju czyli rozwijać świadomość i uzdrawiać to co podświadome.
Jo-asia - Czw 26 Mar, 2015 14:36

Wsparcie. ...Ty oczekujesz i szukasz, chcesz go od innych. Od tych...co nie sa świadomi problemu....swojego a co dopiero Twojego :bezradny:
A Ty....wspierasz ich w ich.....problemie?
A do tego.....ja, w braku wsparcia. .....otrzymalam najwieksze wsparcie.
Thomasson, nazwanie krzywdy, żalu i bólu. ... po imieniu, nie szukanie zastępstwa.
Dopiero przezycie tych uczuć, pomoglo mi.....iść dalej bez bagażu

Janioł - Czw 26 Mar, 2015 15:36

Thomasson napisał/a:
Dzisiaj mam odwagę to przyznać i nie udawać że skoro kupiłem w supermarkecie powidła zamiast dżemu to mam wolną wolę Nie udaję że moje wszystkie wybory są w pełni świadome bo gdyby tak było to nie borykałbym się z wieloma problemami których świadomie nie chce mieć lecz podświadomie chcę. Mam też odwagę podążać drogą duchowego rozwoju czyli rozwijać świadomość i uzdrawiać to co podświadome.
no I Ci postawia pomnik na sesame street ;)
dziadziunio - Czw 26 Mar, 2015 17:22

Thomasson napisał/a:
powidła zamiast dżemu


No to masz brachu zarypisaty problem. gratuluję odwagi..
Ale musze Tobie pokazać jak taka wewnetrzna walka swiadomosci z podswiadomoscią wyglada naprawdę i nie pisze tego aby Ciebie broń boże przerazić bo widzę i widzieć mi wypada ześ twardziel...
Albo nie muszę....bo i niby po co? :bezradny:
miłego dnia ;)

adania - Czw 26 Mar, 2015 17:32

Thomasson napisał/a:
A jak se je**e głową w ścianę to będzie cierpienie spowodowane głupotą.


Tu mogą być różne powody picia, uzależnienia się, nie będę ich wyszczególniać. Nie wiem jakie są Twoje, może i głupota.
Ale ja się nie udeżyłam głową w scianę żeby się lepiej poczuć.
Cierpiałam i po kilku latach wypiłam piwo. :szok: poczułam się lekko, spokój w środku, lęki odpłynęły. I zaczęłam tak żyć, codziennie ''lekarstwo'' Dopiero potem poznałam się że pomogło na kilka miesięcy a potem był już koszmar. Szybko się uzależniłam.

rufio - Czw 26 Mar, 2015 18:07

I co z tego , że wiesz ,umiesz , zdajesz sobie sprawę .Jesteś zdeterminowany aby
nie przekroczyć przyjętych zasad , praw i obowiązków nie tylko ogólnych również i swych narzuconych przez wiedzę , doświadczenie , nawyki . Masz swój wszechświat w którym czujesz się ze względu na swe prawa bezpieczny i myślisz na przyszłość .Tylko jednego nie możesz przewidzieć - nawet jeżeli bierzesz pod uwagę wszelkie możliwe i niemożliwe paralele . I co ? I nic - zawsze zajdzie taka sytuacja , takie zdarzenie które nie byłeś.\/łaś przewidzieć . I wtedy co ? Ból , strach , szukanie zapomnienia ? Gdzie , czym , z kim ? Co robisz ? Zmykasz się w sobie , w ciemnym pokoju , idziesz do baru , ludzi , lekarza ? Kupujesz nowy ciuch , kolejna butelkę , kilo lodów , bilet na samolot ? Co determinuje Twe/Moje działanie w takich przypadkach ? Nawyki , wyniesiona nauka , nabyte umiejętności ze szkoły, domu , wojska ? A może wszystko zależy od psychiki ? Tylko jak ja nazwać - podświadomość , nad świadomość , świadomość ?

Jo-asia - Czw 26 Mar, 2015 18:30

rufio napisał/a:
Co determinuje Twe/Moje działanie w takich przypadkach ? Nawyki , wyniesiona nauka , nabyte umiejętności ze szkoły, domu , wojska ? A może wszystko zależy od psychiki ? Tylko jak ja nazwać - podświadomość , nad świadomość , świadomość ?

a jakie to ma znaczenie. ....co zmieni, wiedza?
może tylko, jedno......odbiór, bo rzeczywistość będzie taka sama, bez względu na to co/kto/jak.....mysli, ze jest

rufio - Czw 26 Mar, 2015 18:34

Jo-asia napisał/a:
odbiór

A co determinuje ten odbiór ? I jak ten odbiór wpłynie na moje/twoje/jej/jego działanie ? Jak powyżej /


prsk

Jo-asia - Czw 26 Mar, 2015 18:46

rufio napisał/a:
Jo-asia napisał/a:
odbiór

A co determinuje ten odbiór ? I jak ten odbiór wpłynie na moje/twoje/jej/jego działanie ? Jak powyżej /


prsk

nie wpłynie.....działanie będzie takie samo
skoro rzeczywistość jest....zawsze taka sama....to moje działanie też
różnica polega na tym....co ja o tym myślę
moim zdaniem. ...oczywiście :)

rufio - Czw 26 Mar, 2015 18:51

Niemożliwe Joasiu niemożliwe aby odbiór poszczególnych jednostek był taki sam ba nawet tej samej osoby na to samo zdarzenie ale w różnym czasie i w różnym stanie psychicznym
Inaczej w momencie strachu , inaczej w stresie a jeszcze inaczej w euforii szczęścia .I wtedy tez będą wykonywane różne działania do tego samego zdarzenia .

Jo-asia - Czw 26 Mar, 2015 18:58

To pokaż mi różnicę
rufio - Czw 26 Mar, 2015 19:11

Dobra
- Rozlało sie mleko na podłodze dopiero co wyglancowanej
-
Jesteś w nie w sosie reakcja
1.Dostajesz histerii - dopiero posprzątałam
2. Mam to gdzieś - jaka to różnica

Masz dobry humor
1.Zaraza z tym kotem - grozisz mu palcem i spokojnie wycierasz ponownie
2 Ale numer i z ciekawością obserwujesz kształt zmieniającej się plamy

Jesteś zmęczona

1 Aśka , Baska ( córka ) weź szmatę i to wytrzyj
2. Cholera - to za chwile


prsk

Jo-asia - Czw 26 Mar, 2015 19:19

Ok :)
A efekt. ...końcowy, czysta podłoga w kazdym przypadku taki sam?
jeśli dobrze....doczytałam
tylko ocena dojścia. ...do celu różna

rufio - Czw 26 Mar, 2015 19:25

Owszem
dziadziunio - Czw 26 Mar, 2015 20:05

rufio napisał/a:
Owszem


Czyżby..?
Tak samo bedzie czysta i umyta na dobrych? i na złych emocjach.?..
W obu przypadkach...muszę? czy w jednym chcę? a w drugim muszę? a może w obu chcę?
Jak to Twoim zdaniem Przyjacielu wyglada? łoby? :figielek:
grg45

rufio - Czw 26 Mar, 2015 20:07

Pare postów wyżej drugi raz mi sie nie chce tego samego pisać :[
Tosia - Czw 26 Mar, 2015 20:17

dziadziunio napisał/a:
Tak samo bedzie czysta i umyta na dobrych? i na złych emocjach.?..

Nie!
na złych emocjach , umyję na szybkiego na dobrych ,juz dokładniej.. ale to ja ;)

dziadziunio - Czw 26 Mar, 2015 20:19

rufio napisał/a:
Pare postów wyżej drugi raz mi sie nie chce tego samego pisać


Znalazłem. ok.
:okok:

rufio - Czw 26 Mar, 2015 20:19

I oto mi chodzi - ta sama czynność ale niekoniecznie wykonana w taki sam sposób w zależności od granego przeboju .I nigdy nie przeżyjesz tej samej sytuacji w taki sam sposób .

Dość prsk

Jo-asia - Pią 27 Mar, 2015 11:40

rufio napisał/a:
I oto mi chodzi - ta sama czynność ale niekoniecznie wykonana w taki sam sposób w zależności od granego przeboju .I nigdy nie przeżyjesz tej samej sytuacji w taki sam sposób .

Dość prsk

mowimy o tym samym :bezradny:
to przebój. ...nadaje rytm
a skąd wiedzieć. ...czy muzyka nie jest z fałszem? A ja go nie rozpoznaje i tańczę

ja...tańczę jak mi gra.....a gdy mi nie gra, coś ....slucham jeszcze raz :rotfl:
tak znajduję falszywe nuty.....

I jeszcze :skromny:
poki nie zagra muzyka.....nie jestem w stanie przewidzieć czy lubie, chcę czy....muszę tańczyć

rufio - Pią 27 Mar, 2015 14:33

Sama muzyka i rytm to wszystko - jeszcze pozostaje znajomość kroków .
A jak znasz kroki , czujesz rytm i słyszysz muzykę to co jeszcze brakuje ?
Jeden powie partnera/ki .
Drugi - czystego parkietu(by Dziadziunio)
Trzeci - nie wiem co powie ale coś powie
Czwarty - zabierze Cię w tan
Piąty - nic nie powie - wyjdzie bo to nie jego klimaty
A Ty ? A ja ?
A może samemu ?

prsk

Jo-asia - Pią 27 Mar, 2015 16:33

Kroki.....wydają się najtrudniejsze
początkowo.....
przyglądanie, uczenie, trenowanie a w końcu....odnajdujemy swoje a i innych, do innych możemy je dostosować
A braki....to jak komu w duszy gra ;)

Thomasson - Pią 27 Mar, 2015 21:54

Jo-asia napisał/a:
Wsparcie. ...Ty oczekujesz i szukasz, chcesz go od innych. Od tych...co nie sa świadomi problemu....swojego a co dopiero Twojego
Poczułem się oceniany i diagnozowany, nie przyjemne uczucie. Moje dywagacje o stereotypach i wsparciu były nie związane z moją sytuacją życiową. Nie wszystko co pisze jest odniesieniem do mojego trzeźwienia.
Thomasson - Pią 27 Mar, 2015 22:18

rufio napisał/a:
zawsze zajdzie taka sytuacja , takie zdarzenie które nie byłeś.\/łaś przewidzieć . I wtedy co ? Ból , strach , szukanie zapomnienia ? Gdzie , czym , z kim ? Co robisz ? Zmykasz się w sobie , w ciemnym pokoju , idziesz do baru , ludzi , lekarza ?
Najlepiej przeżyć daną sytuację z akceptacją. Wokół dzieją się różne dramaty ale to nie znaczy że mam dramatyzować. Ale to łatwo się mówi :bezradny:
rufio napisał/a:
Co determinuje Twe/Moje działanie w takich przypadkach ? Nawyki , wyniesiona nauka , nabyte umiejętności ze szkoły, domu , wojska ? A może wszystko zależy od psychiki ? Tylko jak ja nazwać - podświadomość , nad świadomość , świadomość ?
Wpływ podświadomości postrzegam jako bardziej ogólny. Nie że jakiś odruch bezwarunkowy. Coś jak np wnoszenie brudu do mieszkania. Po pewnym czasie będzie syf i można wyczyścić wszystko na błysk ale syf szybko powróci jeśli nie będzie się korzystać z wycieraczki przed drzwiami. Można usuwać skutki i/lub przyczyny. Co determinuje Twe/Moje działanie w takich przypadkach ? Myślę że zestaw myśli jakie noszę w głowie. Kiedyś nie myślałem nawet że jak ma się ochotę na piwo to można się napić wody. Więc piłem piwo, bo innej opcji nie miałem. Podczas leczenia dostałem dużo innych myśli/opcji, a opcja żeby się leczyć też nie zaistniała w moim małym rozumku sama z siebie. Tą opcję dostałem przypadkiem od dwóch takich co to nie pili... Stres zabija kreatywność, więc żyjąc w stresie myślałem/działałem starymi schematami.
Jo-asia - Pią 27 Mar, 2015 23:10

Thomasson napisał/a:
Poczułem się oceniany i diagnozowany, nie przyjemne uczucie. Moje dywagacje o stereotypach i wsparciu były nie związane z moją sytuacją życiową. Nie wszystko co pisze jest odniesieniem do mojego trzeźwienia.

Fakt, przepraszam....nie tak miało to zabrzmieć
Odwróciłam perspektywę, mnie pomaga to zweryfikować swoje poglądy
:)

Thomasson - Nie 05 Kwi, 2015 19:37

Nie obchodzę świąt wielkanocnych ale że klimat świąteczny a mnie wzięło na refleksje to se popisze :skromny:

Święta - czas rodzinny. Jak to było... hm... spotkania rodzinne dwa razy w roku. Babcie, wujkowie ciocie itd. Jeden wujek zawsze był inny, był alkoholikiem-abstynentem. Reszta piła ostro. Gdy moja matka rozpoczęła leczenie to nikt sobie z tego nic nie robił. Były dwie osoby po drugiej trzeźwej stronie barykady a reszta piła. Alkohol rządził a ja chętnie biegałem po dodatkowe flaszki. Dopiero wraz z moją abstynencją coś się zmieniło. Postawiłem sprawę jasno - s**m na takie święta i takie towarzystwo. W efekcie babcia zarządziła że nie będzie alkoholu, i nie było. Ale brat wogóle przestał przychodzić na spotkania świąteczne (bo po co jak nie będzie alkoholu), wujek przychodził zaprawiony postać w przedpokoju kilka minut, życzyć wszystkim szczęścia, i iść dalej zaprawiać. Jedynie jedna ciocia trzymała się twardo przy stole ale wiem że jej schemat to wieczorna zwałka. Teraz od dwóch okresów świątecznych rodzina nie spotyka się wcale, bo i po co jak wokół alkoholu się kręciło wszystko od wielu lat.

Jak na to patrze to wygląda trochę jakbym w każdym widział alkoholika ale tak nie jest. Alkoholizm to choroba całej rodziny, a u mnie to tradycja przekazywana od wielu pokoleń...

O zadośćuczynieniu myślę ostatnio. Chodzi dokładnie o rodziców. Ma ktoś z was jakieś doświadczenia z tym związane? Da się jakoś naprawić ileś tam lat codziennego krzywdzenia? Próbuje spojrzeć chłodnym okiem... ale demony przeszłości przeszkadzają.

Jo-asia - Nie 05 Kwi, 2015 20:45

Thomasson napisał/a:
Ma ktoś z was jakieś doświadczenia z tym związane? Da się jakoś naprawić ileś tam lat codziennego krzywdzenia?

tylko kto kogo krzywdził :mysli:
znaczy masz na myśli siebie, jako krzywdziciela? czy rodziców?
jeśli to pierwsze...to nie potrzebnie pisałam... dalej ;)

to był proces
najpierw na rozum, wybaczyłam
znaczy zrozumiałam, że są tacy jak ja ... byłam
to nie była zła wola, to nie było specjalnie...na złość czy coś podobnego
Kolejnym etapem, było dosłownie przeżycie tych uczuć.
Z mamą było "niecodziennie". Miałam okazję, poczuć siebie w łonie mamy. I tam przeżyłam ten ogromny ból odrzucenia. Wszystko zamknęło się przebaczeniem i miłością. Mama nie żyje, od 17 lat.
Z tatą, było inaczej. Nadal pije. Kiedyś byłam u niego i myłam okna. On pijany, spał.. Kuchnia, jeden pokój, drugi. W każdym pomieszczeniu wracały inne wspomnienia. Myłam...płakałam..głośno komentowałam. Na końcu był jego pokój. Gdy skończyłam, usiadłam na przeciw niego. Spał nadal. a ja mówiłam...płakałam i pokochałam :)

Jeśli jesteś gotowy...to sposób się znajdzie. :)
tego Ci życzę :buziak:

Thomasson - Czw 09 Kwi, 2015 14:18

Jo-asia napisał/a:
znaczy masz na myśli siebie, jako krzywdziciela? czy rodziców?
jeśli to pierwsze...to nie potrzebnie pisałam... dalej
Potrzebnie, bardzo potrzebnie :kwiatek:

Jest taki stary chrześcijański obyczaj (szkoda że został zastąpiony przez kapłana z opłatkiem) ustanowiony podczas ostatniej wieczerzy. Wtedy Chrystus wyznał swoje winy, obmył nogi swoim braciom, prosił o wybaczenie i pojednanie, oraz sam odpuścił winy. Jest podobny rytuał wśród ludów polinezji, podczas których szaman wraz z skłóconą rodziną "piorą brudy" aż w końcu wypiorą i dojdzie do przebaczenia. Mocna sprawa!

Czasem też tak bym chciał ale to chyba naiwne. Zrobiłem tak z ojcem (no bez mycia nóg rzecz jasna), sam na sam, rozmowa, nie długa nie krótka, ale to co trzeba zostało wypowiedziane. Na koniec uścisneliśmy się, zrobiliśmy "miśka" chyba po raz pierwszy odkąd się znamy (czyli dla mnie to od zawsze). I coś się zadziało bo teraz mam lepsze relacje z ojcem. Oczywiście nadal widzę jego kretyńskie zachowania, nadal mnie irytuje, ale jest w tym coś z przebaczenia, z nie potępiania, z współczucia - i jest mi z tym łatwiej żyć.

Wiem że w zadośćuczynieniu jest dla mnie ważna skrucha. Jeśli mam kogoś przeprosić a wiem że w podobnej sytuacji znowu zachowam się podobnie to jest w tych przeprosinach nieszczerość, są bezwartościowe. A czasami tak mam że np idąc gdzieś przypomni mi się moje krzywdzące zachowanie to wypowiadam pod nosem "przepraszam". Chyba szczerze bo nie ma w tym wstydu ani złości czy poczucia winy ale zwykłe współczucie dla tej osoby i dla siebie. To jest takie "przepraszam" bo już dzisiaj bym się tak nie zachował, już dzisiaj jestem innym człowiekiem.

Ważne jest też dla mnie że nie używam słów "ofiara" i "oprawca". Nie jestem i nie byłem ofiarą, nawet gdy byłem zalany krwią, byłem tylko uczestnikiem zdarzenia. Świat ma więcej kolorów niż tylko czarny i biały. Cudowne zjawisko... mogę wtargnąć do swojej trudnej przeszłości i ją zmienić. Nie zmieniając faktów mogę zmienić ich znaczenie. Kiedyś, dawno temu, gdy te fakty/zdarzenia działy się - wtedy moje ich postrzeganie było niesprawiedliwe, moje patrzenie było tunelowe, zabarwione emocjami, i tak to ostatecznie zapamiętałem. Długo dźwigałem te zabarwione fakty i trudne emocje, a teraz mam szansę wejść w to jeszcze raz. Tym razem przygotowany, uzbrojony w korektor i flamastry, mogę poszerzyć perspektywę tamtych zdarzeń, tak aby na horyzoncie pokazały się inne emocje, empatia, zrozumienie, wybaczenie.

Myślę że całej przeszłości nie chcę rozgrzebywać ale tylko te fakty które same się o to proszą. Fakty i emocje które wychodzą (np gdy jem zupę) i wtedy mogę je złapać i zmienić aby już nie powracały i nie odbierały pogody ducha. :cwaniak:

Jo-asia - Czw 09 Kwi, 2015 14:30

Thomasson napisał/a:
Fakty i emocje które wychodzą (np gdy jem zupę) i wtedy mogę je złapać i zmienić aby już nie powracały i nie odbierały pogody ducha.

to jest fajne...że choć fakty mogą się różnić, uczucia czy emocje, które nie są "uzdrowione" wracają takie same
i własnie, tu i teraz np jedząc zupę, mogę je "uleczyć"
:)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group