Wspieramy chorą Igunię - wnusię naszej Evity.
Kliknij aby poznać szczegóły.
Strona Główna Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Koronawirus...a kształt z którym przyszło, mi żyć.
Autor Wiadomość
olga 
Uzależniony od Dekadencji


Pomogła: 75 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 01 Wrz 2011
Posty: 5580
Skąd: Hagen
Wysłany: Śro 25 Mar, 2020 16:49   

Jaki nawrót? :drapie:
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Śro 25 Mar, 2020 16:53   

Manipuluję.. :P
Spoko. :rotfl:
Nara. :pocieszacz:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
OSSA 
Upierdliwiec


Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 20 Wrz 2011
Posty: 2379
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Śro 25 Mar, 2020 18:48   

dziadziunio, pisz ,przy najmniej coś się dzieje na forum.
:okok:
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Śro 25 Mar, 2020 21:48   

OSSA napisał/a:
pisz ,przy najmniej coś się dzieje na forum.


:brawo: No....Ossa w końcu zaistniałaś....Jesteś, i pozostawiłaś w pustej przstrzeni Swój jakże widoczny i dobitny, jakże ślad... :brawo:

Byliśmy poza miastem. Było fajnie, jeżdzimy tam już od dawna ale nigdy jeszcze, nie było, tak fajowo jak dziś. Jeszcze zaledwie rok temu, byłem z nimi tak jak i dziś... wcale, a wcale, tam z nimi nie będąc.
Byłem albo obrażony, albo też, stałem z tyłu...albo nieobecny i całkowicie w innym, lub też, zagubionym we swojej odmienności i wyjątkowości od nich świecie.
Byłem jak zwykły debil, jak ramka od tego czym, jestem już dziś.
Jeszcze.... wciąż.... byłem nie byłem? chciałem nie chciałem? Ciągłe.... jeszcze..... jestem, lub ku*** nie chcę, w tym się babrać i na stałę, już być?
Jesteśmy już w domu, mała śpi, a i duża już się pokłada. Fajny dzień i nikomu, nie pozwolę już nigdy... zakłócić spokoju.... jaki wewnątrz siebie.... wreście.... na stałę już mam...mniam, mniam mniam. :P
Miłego snu, dobranoc :buziak:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
Ostatnio zmieniony przez dziadziunio Śro 25 Mar, 2020 21:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Czw 26 Mar, 2020 08:26   

Byłem? nie byłem? chciałem? nie chciałem? mogłem? nie mogłem?
Jest wciąż wiele znaków zapytania na które nadal, nie znam odpowiedzi. Pod koniec już swojego picia, gdy już nie mogłem i nie chciałem, jego przerywać modliłem się tylko i wyłącznie o jedno...Niech to już się, w końcu zakończy...Nie potrafiłem, nie mogłem i nie chciałem zakończyć tego sam, bałem się...potwornie się bałem nie bojąc się już przecież wcale i niczego..... :bezradny:
oczywiście dziś mógłbym ubrać na swoją głowę, czapkę z napisem Bóg. Mówić i pisać wilkie słowa, że Bóg wyposażył mnie w tak silny instynkt samozachwawczy iż, byłem w stanie chronionym siłą Boską i ręką Boską aby tego nie dokonać...ale po co?....Bałem się i już.. :skromny:
Znalazłem się w próżni, byłem w miejscu i życiowej sytuacji w której im było gorzej, tym było lepiej. Chciałem, musiałem zmusić się do samobójstwa, i tylko takie działania, jak mi się wydawało przybliżały nieuchronnie tan dzień. Robiłem rzeczy straszne, straszne tylko i wyłącznie w ten jakże uroczy gdyż tamtejszy dzień, aby na zajutrz już zdublować zmasakroać swoje poczynania i uczynić coś znacznie, znacznie potworniejszego...
Dzięki temu dziś wiem czemu ludzie popełniają sampbójstwa rozszerzone i czemu, po takim uczynku nie ma już, ani gdzie ię schronić ani gdzie już skryć... :krzyk:
Byłem jednym z nielicznych myśle ludzi na tym świecie dla których, zmierzająca w kierunku ziemi asteroida niosąca ze sobą nieuchronną zagładę byłaby powodem mojej radości i zadowolenia...
A dziś koronawirus robi swoje i przeznać muszę, ze wcale z tego powodu nie chce mi się śmiać...
Ciekawi mnie tylko..koniec to już? czy być może początek, czegoś nowego?
Zasłużyłem, na tamten mój stan i tamten, mój czas....
Może wszyscy muszą przejść podobnie aby zobaczyć wartosci, których na codzień nie dostrzegali... :bezradny:

Brakuje mi jeszcze postów od, paru miszczów z miszczowskiej eskadry. Coś smudno tu, się robi... :mysli:

W Szczecinie piękny dzień, słońce, słońce, słońce i kolejny trudny gdyż, ograniczony ścianami dzień. Muszę wyjść do sklepu, posprzątać i pomyć podłogi..Będzie fajny dzień a pod wieczór las i spacer...
Miłego dnia, pozdrawiam :buziak:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
Ostatnio zmieniony przez dziadziunio Czw 26 Mar, 2020 08:40, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Czw 26 Mar, 2020 11:22   

Przyznać muszę szczerze, że ten pusty czas, po prostu mnie przerasta. Z jedną radzę sobie wyśmienicie, wszystko mam poukładane i zawsze, oraz wszędzie gra jak w zegarku. Dwie to nadmiar, z którym nie za bardzo sobie jeszcze radzę a od jutra trzy z którymi nie mam żadnych, najmniejszych nawet szans. Jutro ich mama ma wolne i całe szczęście jedziemy porozglądać się nad morze i zobaczyć jak wyglada dziś tamten inny od Szczecińskiego swiat. Być może z dzieciakami już tam zostanę i przeczekam ten trudny jakże czas a być, może wrócimy już w niedzielę znismaczeni tym co tam zastaniemy. Lubię morze, chociaż tam właśnie uczyłem się pić i tam byłem w wojsku. Przez lata całe, na samą myśl o morskiej wycieczce trzesło mną jak osiką ale jak duża zachorowała bywaliśmy tam często, a dziś związani jesteśmy z morskim klimatem i światem tam tętniącym na stałe...
Nie urządziłem się na stałe i nic, co posiadamy nie jest moje. Boże spraw proszę, abym już nigdy i nigdzie, nie poczuł :P się pewny siebie, gdyż będzie to zapewne pierwszy gwóżdż :P do mojej kolejnej już, trumny. Nie daj mi proszę, nigdy grama chociażby władzy, gdyż i ta zrobi ze mną, we mnie.... to co powyżej. Oto treść mojej codziennej wieczornej modlitwy...
No posprzątane, podłogi pomyte, dzieci nakarmione, lekcje zrobione, obiad ugotowany już wczoraj i luz....popołudniu już wyjeżdzamy :radocha: bajka...Drewna mamy cały strych i calutkie podwórze starczy i nie o wiek mi się rozchodzi....
Miłego, pozdrawiam. *j****ć korowirusa a co mam być to i tak będzie... :bezradny:
Spoko, nara :buziak:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
Ostatnio zmieniony przez dziadziunio Czw 26 Mar, 2020 11:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Czw 26 Mar, 2020 17:09   

Już się pakujemy i wyjeżdzamy. Moja nakupywała maseczek które, tyle mogą pomóc co zastrzyki na alkoholizm. Ale się uśmiałem. Jest fajnie już na starcie, a jeszcze tyle wspaniałych chwil tuż przed nami. Samochód mamy wielki i wszystko się do niego w końcu mieści, bierzemy tylko niezbędne rzeczy i jedzenia, tylko na parę chwil. :radocha:
W Szcecinie nadal słońce i pięknem malowany dzień, dobra pogoda na podróż i wspaniały ku temu odpowiedni czas. Już za chwil zaprawdę kilka, będziemy chodzić i spacerować nadmorską plażą i mamy nadzieję, że będzie tam niewielu takich samych jak my.... :skromny:
Nastroje poprawne i wszyscy jesteśmy pozytywnie nakręceni mamy nadzieję, że tam właśnie jest dla na klimat i odpowiednio namalowani spokojem czas.... :pocieszacz:
Miłego, pozdrawiam i znikam... :buziak:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Czw 26 Mar, 2020 21:59   

No i jesteśmy. Za płotem niemiec, który tak jak i my uciekł od tłoku i tego co go tam, u niego w Berlinie przytłacza. Widziałem, że nie jest zadowolony z naszej obecności lecz jest, jak jest i to on, musi się z tym pogodzić i z tym,w tym... żyć. Jest fajny i po raz pirwsy od lat jadąc tam odpoczywamy. Poprzedni sąsiedzi byli ciężcy, byli toporni i niczego nie inwestując chciaeli wszytko mieć. Ten jest jak plaster miodu i kiedyś zapewno jeszcze bym to wykorzystywał a dziś taram się być z nim za pan brat. Razem planujemy i robimy razem to, co robić trzeba. Jest fajnie i po raz pierwszy jest tam tak, jak moim zdaniem powinno zawsze być..
Pisałem dziś o czasie w którym już niczego się nie bałem, nikogo nie szanowałem i wszystko zarówno jak i wszystkich miałem głęboko w du***....
Kiedyś poprzedni włąsnie sąsiad, podzedł do płota i zaczął mnie straszyć. Straszył mundurowymi, kodeksem karnym i swoimi możliwościami, patrzyłem prosto w jego oczy wciąż prosząc Boga aby wykonał chociazby jeden ruch, po którym mógłbym zakońcyć to w sposób którego od zawsze byłem wyuczoiny.
Zakończyłem naszą rozmowę spokojnie..mówiąc do niego, że i tak nie będę się Ciebie bał i poszliśmy z małą jeszcze nad morze.
One biegały a ja rozmyślałem jak z tym? ze mną?, z tym baniem się? we mnie jest?
W tamtym jeszcze czasie miałem tak, ze jak mnie straszono nie mogłem się bać. Parę dni póżniej usłyszałem jak ,,moja,, mówiła do swoe mamy która straszyć zaczeła mnie, w żartach..
-Ty go nie strasz....sprawdziłam... nie działa....próbuj inaczej..tak niczego z nim, nie osiągniesz...
Tak miałem i czasami jeszce mam tak jeszcze do dziś. Dziś już się boję, dziś nie potrzebuję już kłopotów i daleko chadzam wokól nich...ale tak było i pchałem się w samo piekło aby tylko sprawdzić, że to, czym mnie straszysz, wprowadzisz ku***ie głupi, w czyn.. :radocha:
W kominku się pali..uwielbiam to... morze spokojne, jakby uśpione i czekające tylko na chwilę gwałtownego przebudzenia... :bezradny:
Jest fajnie, jeszcze zimno lecz po całonocnym paleniu od rana powinno być w sam raz i będzie. Kominek aż furczy drewna full i nie ma problemu....
Dziewczyny już poszły spać, zawsze tak jest, po jeżdzie i jazdą tym zmęczeniu. Śpię na dole i palę w kominku lubie, uwielbiam, kocham to oooooo :radocha:
Dobrej nocy. pa... :pocieszacz:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
Ostatnio zmieniony przez dziadziunio Czw 26 Mar, 2020 22:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią 27 Mar, 2020 11:03   

Dziś będzie kolejny, piękny i słoneczny dzień. :P
Rozmawialiśmy przy śniadaniu i doszliśmy do wniosku, że popełniliśmy błąd. Od samego początku, odkąd tylko zawiesili szkołę powinienem przenieść się z dziećmi nad morze. Cóż tylko ten kto niczego nie robi, nie popełnia błędów i lepiej, póżno niżli wcale. Pusto tu, cicho tu i spokojnie jak nigdzie indziej....Zostaję a ,,moja,, wraca w niedzielę, fajowo jest i fajnie tylko może być..... :radocha:

Wychodzimy na spacer, nara. :figielek: :pocieszacz:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią 27 Mar, 2020 23:16   

Po raz czwarty już dziś zabieram się do napisania tego posta i wciąż mi ucieka. Ginie i już nie mam nic hi, hi, hi....
Zawsze tak jest gdy staram się napisać o czymś ważnym lub o czymś co leży mi na sercu i mocno mnie gniecie. Wychodzimy na spacer a po powrocie mycie rąk, mycie rąk i mycie rąk. Mała jest najlepsza gdyż jak ją zapytasz czy myła rączki zawsze odpowida, że tak a nogi tak, a buzie tak a plecy tak i tak ze wszystkim.
Pamietam jak napisałem tutaj posta o myciu i posadzony zostałem, o pedofilię więc skończę może już tamat mycia, gdyż nie za bardzo bym chcia,ł aby to mnie jeszcze raz spotkało... :nie: .
Dziewczyny dziś biegały w ogrodzie a ja rozmyślałem jak doszło do tego abym wreście, nareście potrafił aż tak, się z nimi poukłdał. Żadnego buntu, żadnych złych obserwacji i żadnych krzywych myśli, że z nimi coś nie tak. Jest jak jest i wszystko mi nagle pasuje, odpowiada i wszystko gra.
Po operacji na tarczycę, czegoś w moim organiżmie było brak i łapały mnie skurcze, zwłaszcza w nocy i tak noc w noc...Ale tamta noc była inna, chociaż skurcz taki jak zawsze. Wstałem więc i próbowałem go rozłazić...Doszedłem do kuchni i więcej grzechów nie pamiętam w kuchni padłem na ryj. Łeb rozwalony, krew się leje a ja leżę, słyszę czuję ale ruszyć nie mogę się ani rusz...
Partnerka obudzona rabanem stoi nademną i ryczy a ja leżę i wiem iż umieram i w końcu nadszedł i na mnie czas....
Leżę tak i czuję, że wszystko ze mnie wypływa. Leci jak z rynny a zwiercze ani przednie, ani tylnie niczego nie potrafią już zatrzymać...
Leże i czuję wstyd, gdyż zapewne i większa niebawem się obudzi i widzieć będzie to czego widzieć bym niegdy nie chciał, aby widziała...
Wszystko trwa wydaje mi się godzinami i czekam tylko na oddechu brak....Oddycham już zresztą tylko resztką sił, jak świąteczny karp tuż przed swoim mordunkiem i czekam na życia mojego je****go tylko kres.
Mała zaczyna płakać więc partnerka leci do niej, aby ją gdzieś tam, utulić. Powoli jak na zwolnionym filmie ręką za ręką, noga za nogą, ładuje się do wanny. Powoli myję się i znowu wydaje mi się, ze trwa to wieki całe, leję na łeb zimną wodę, wychodzę i chwiejąc się sprzątam cały powstały burdel i syf.......
Kładę się do łóżka a rano a od rana nie mam już żadnych problemów aby się z nimi poukładać..wszystko przestaje mnie denerwować, wkurzać czy też wk***iać....wszystko od tamtego poranka jest jak jest i jest ok...
To fakty, i nie był to sen, było tak. Pięć szwów, rozbity łuk brwiowy, usta i podbite oba oczy.
Nadal daleko mi do Boga i był taki dzień, że gdyby mi w tamten czas pod ręcę wszedł nikt z Was nie miałby już w kogo wierzyć ani też, nawet do kogo już pomodlić się...
Jestem pewny, że udział biorę w jakimś doświadczeniu i jak królik w pudełku robię tylko tyle, ile robić mam.....więc robię... :bezradny:
Nie byłem już w stanie więcej we sobie zmienić, doszedłem do końca i dość miałem zmian. Mechanizmy obronne nie wpuściłyby żadnego ugniatania, kolejnych deformacji i urywania jaj...
Pomógł? nie pomógł.?..jest dobrze i ch** z nim
Nie poprawiam już, bo znowu mi zginie..
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
Ostatnio zmieniony przez dziadziunio Pią 27 Mar, 2020 23:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 28 Mar, 2020 11:35   

Jest napawdę fajowo, gadamy aby wszystko już pozostało tak nie tylko na dziś, ale na zawsze już. Pogoda za***ista, słońce, słońce i słońca w pytę. :brawo:
Umiem upiec tylko jedno ciasto, ciasto drożdzowe a w sklepach drożdzy własnie, tylko brak. Jedli i jedzą je wszyscy.... przyjaciele z AA, teście i my... a tu klops i koniec roboty. To pierwszy produkt którego zabrakło, niebawem już braki będą, bardziej rozległe... a jak dalej tak pójdzie, braków.... nawet w sklepach będzie w końcu brak..hi, hi, hi... :radocha: .
Całe szczęście pamiętam jeszcze czasy gdy w sklepach nie było nic, ale jak wytłumaczyć to małym? i jak w tym, i z tym ,wszystkim się poznajdywać? po cóż to wszystko jest?....zmusi nas do zmian?...zmusi nas do innej jakże odmiennej od poprzedniej pracy mózgu? i zachowań, których bez tej sytuacji, bez zawirowań tych, nigdy byśmy się nie nauczyli.?..naumieli? gdyż z nauką niewiele ma, to wszystko, co nas otacza dziś, wspólnego.. :bezradny:
Bez wymuszenia, tylko taką normalną koleją rzeczy innej drogi k*** nie masz, albo też tylko ku*** masz hi, hi, hi
Wymuszenia bez nakazów, bez kodeksu, bez zakazów....norma którą zrozumie w końcu każdy alkoholik...zrozumie gdyż nie ma innego wyjscia,,ha, ha, ha, ha zv4v
Chodzimy na spacery i rozmawiamy, gadamy ze sobą idąc na spacery, jedząc posiłki, robiąc zakupy gadamy, rozmawiamy i próbujemy razem wspólnie się uzupełniać..Rodzina to jest najważnieze i zrozumiałem to dopiero dziś...cała reszta to tylko nic nie znaczący wszędobylski kurz,,,,,, i ku***, już :pocieszacz:
Miłego, pozdrawiam serdecznie :buziak:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
Ostatnio zmieniony przez dziadziunio Sob 28 Mar, 2020 11:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 28 Mar, 2020 18:31   

popełniliśmy kolejny błąd, postanowiliśmy iść, połazić trochę po lesie. A w lesie tym ludzi jak mrówków, co rusz się z kimś mijaliśmy i w zaięgu wzoku wciąż, widziałem kolejne postacie. Fajny jednak i spokojem otoczony koleny dzień, zostajemy tutaj i będziemy sam nawet, nie wiem ile? Miłem nadrobić i zrobić porządek na działce. Od trzech lat prawie, że na niej nie byłem, zarosła po same pachy i wstyd oraz, monity gospodarzy wciąż nas razem przyciskają. A to biodro i kule z którymi robić nie ma jak, potem ciąża partnerki i mała zbyt mała aby z nią tam pojechać a teraz wirus i klops.. :bezradny:
Tutaj także, wszystko wygląda jak zawsze zresztą po zimie, tragicznie. Trzeba będzie jak co roku dziobać, i dłubać, naprawiać i malować. :[
Zawsze każdego roku śmieje się sam, do siebie. Przypominają mi się słowa dezyderaty a wnich jedno zdanie...ona jest wieczna jak trawa...Trawa ku*** mać nie jest wieczna. Mam takie jedno miejsce króre co roku, rok w rok zasiewam na nowo. Podlewam dbam, nawożę i piknie jest ale tylko do jesieni..na wiosnę nie ma śladu po trawie i wszystko jak co roku, zaczynać trzeba od początku.. :rotfl:
Powoli zachodzi słońce, jutro o godzinę krótszy dzień i tyż dobrze... :bezradny: .
Jemy kolację i robimy mamusi pa, pa, pa.....szkoda, było fajnie... :buzki:
Miłego, pozdrawiam :buziak:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 28 Mar, 2020 21:08   

No i pojechała...
Zastaliśmy sami, dziewczyny pójdą spać a ja muszę, trochę popisać. Nasz sąsiad okazało się ma plantacje aszparagów pod Berlinem. Ale się nasłuchałem o Polakach i tym co się teraz i zawsze u nich działo, dzieje. Sam jedziłem ponad osiemnaście lat na winobranie, niejedno tam przeżyłem i w niejednym i drugim brałem udział..Nie chce mi się komfabulować faktóew i pisać, że spotkałem go na spacerze z psem...bo i po cóż mi to? po co mi się w tym babrać?
Co do trawy a raczej co do tekstów AA to jest to jedyne zdanie z którym się nie zgadzam i inne doświadczenia mam...A kroki i tradycje są dla mnie świętością. Z każdym mijającym rokiem czytam je inaczej, każdego dnia inaczej,, widzę ukryty w nich sens. Zapewne napisane było człowieczą ręką, i zapewne też zrobiono to dla ludzi ,lecz nie człowiek, dyktował ich treść....Musiałby by być, :hura: wszędzie i zrobić młynek, przemianę całkowitą.... której zrobić się przecież, nie da....ha, ha , ha, ha...
Spadam, trzeba uśpić maluchy i zająć się ważnymi rzeczami..Nagotowane mamy pod sufit a we wolnym czasie, nauczę się piec ciasta piaskowe i już.... :mysli:
Jutro z rana idziemy nad morze..dopóki jeszcze nie wstanie jeszcze cały inny tłum.. :bezradny:
Dobrej nocy i pa do jutra :pocieszacz:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 28 Mar, 2020 21:58   

Dziewczyny już spą, nich mają słodkie sny.. :pocieszacz:
Co do kroków i tradycji to jest jeszce jedno z czym się nie zgdzam i na co, wewnątrz mnie zgody jest, całkowity mojej brak. Niektóre odłamy AA zmieniły brzmienie i treść, kilku kroków i tradycji.... jak zapytałem...dlaczego? dostałem odpowiedz, że to w imię rozwoju. Czyjego? pytam,,,,,,, zapytowywuję,,,,,, się dziś..... ja...ha, ha, ha.. :mysli:
Spadam. dobranoc.. :pocieszacz:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 59
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3025
Skąd: Szczecin
Wysłany: Nie 29 Mar, 2020 10:51   

No i już, pierwsza noc poza nami. Przeżyły i włąsnie kończą jeść śmiadanie, to było trudne wyzwanie gdyż mała od całkiem niedawna przestała cycki ssać. Tylko raz się przebudziła i zaczeła coś tam przez sen gaworzyć lecz całe szczęście zasneła i spała aż do rana. Wczoraj jeszcze posprzątały cały ten ogólny bajzel i dziś polecą zaraz na górę dalej się bawić. Gdzieś tam widzę dziś, że dycyzja o drugim dziecku była słuszna. Jestem stary już, zbyt stary( jak byłem pewny) aby w takim rozgardiaszu się jeszcze pomieścić i poukładać a jednak udało się i jest dobrze. Pamietam jeszcze jednak jak było mi wstyd i jak trudno było mi z nią na zewnątrz gdzieś, gdziekolwiek, wszędzie się pokazać. Duża
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
WWW komudzwonia.pl

antyspam.pl


Alkoholizm, współuzależnienie, DDA. Forum wsparcia
Strona wygenerowana w 2 sekundy. Zapytań do SQL: 17