Strona Główna Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
wspomnienia z terapii
Autor Wiadomość
Nik@ 
Towarzyski



Pomogła: 14 razy
Dołączyła: 06 Paź 2008
Posty: 316
Wysłany: Pią 31 Paź, 2008 22:07   

...albo raczej myślałam, że myślę...ech...
 
     
stiff 
Uzależniony od netu



Pomógł: 38 razy
Wiek: 60
Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 4919
Wysłany: Pią 31 Paź, 2008 23:07   

stara@ napisał/a:
Nie bolało:-)

Widzisz Stiff, teraz tez tak myślę, ale wtedy myślałam z innej perspektywy...tej zalanej...

rozumiesz co chcę napisac?

Dokładnie o to chodzi ,aby uwierzyć w siebie ,ze można żyć inaczej czyli lepiej... :)
 
     
Jacek 
Uzależniony od Dekadencji
...jestem alkoholikiem...


Pomógł: 133 razy
Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 7688
Skąd: Pyrlandia
Wysłany: Pią 31 Paź, 2008 23:44   

A ja z terapią kojarzę że wyszedłem na jakiegoś podrywacza
a zaczęło się od podwózki,wyszedłem z osiedla na prostą,a tam gościu w ciężarowym aucie pyta o drogę no to się zabrałem bo po drodze.A było to jakieś 11 lat temu coś w lipcu jak te powodzie w Polsce były
na tych wykładach to jakiś śpiący byłem i z tematem nie nadążałem,więc odrzynałem od sąsiadki,a że przez to rozpraszałem uwagę wykładowczyni to nas rozsadziła,no i tak nas skojarzono,no widziano nas jeszcze na nie pokątnej ławeczce,były to nie winne rozmowy
najciekawsze że inni tęż z nią gadali ale akurat mnie z kojarzyli z nią.nawet mi terapie przyspieszyli
na papierosa sobie wychodziłem za budynek i tam przyplątał się taki mały kocurek to se przykucałem i go głaszczę,no nie dołączył do nas facio ze słowami "dwa *j**** się pocieszają"
O samym pobycie na terapii to mówię że mnie nie oduczyli pić ale nauczyli i nakierowali na dobrą drogę
Z terapeutką Wiesią mam dobry kontakt do dziś,bywa u nas w klubie ma tam jakiś dzień przyjęć
 
     
Monka
[Usunięty]

Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 09:24   

Jacek napisał/a:
Z terapeutką Wiesią



Jacuś ... jedną z terapeutek , która prowadziła ze mną zajęcia była - Wiesia.
Gdzie byłeś na terapii ?????
Możesz napisać na pw ...
Wiesia nie jest ,,częstym,, imieniem.
 
     
stiff 
Uzależniony od netu



Pomógł: 38 razy
Wiek: 60
Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 4919
Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 10:08   

Monka napisał/a:
Wiesia nie jest ,,częstym,, imieniem.

Tez jedna sympatyczna Wiesie znam... :]
Moze to tez ta sama osoba... 8| :p
_________________
Jesteś taką osobą, jaką decydujesz się być...
 
     
Jras4 
Docent


Pomógł: 11 razy
Wiek: 48
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 3312
Skąd: Siedlce
Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 15:34   

Niema to jak dobra terapja ... u mnie była Danuśka ..Ciogle coś pisałem dziś zaglondam czesto do zapisków pszydaje sie to... lepsze niż książka ...
_________________
KATOLIK CZARNY PEDOFIL
 
 
     
Monka
[Usunięty]

Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 17:45   

stiff napisał/a:
Moze to tez ta sama osoba...


Stiffi ... Wiesia była terapeutką Wiesi ...
Taki zbieg okoliczności tylko...
Może się okazać jedynie , że Jacuś i ja byliśmy w tym samym ośrodku...
 
     
stiff 
Uzależniony od netu



Pomógł: 38 razy
Wiek: 60
Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 4919
Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 18:03   

Monka napisał/a:
stiff napisał/a:
Moze to tez ta sama osoba...


Stiffi ... Wiesia była terapeutką Wiesi ...
Taki zbieg okoliczności tylko...
Może się okazać jedynie , że Jacuś i ja byliśmy w tym samym ośrodku...

Ja to mam wątpliwości :p czy to tylko o to chodzi... :roll:
 
     
Jacek 
Uzależniony od Dekadencji
...jestem alkoholikiem...


Pomógł: 133 razy
Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 7688
Skąd: Pyrlandia
Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 21:04   

Wiesiu ja byłem u siebie w Kościanie
a to namiar
Oddział Leczenia Uzależnień
Śmigielska 53
64-000 Kościan
tel.: 065/ 512 28 48
email: wsnk@szpital-bielawskiego.pl

drugą terapeutką była Sławka,była bo przeszła na emeryturę,teraz chyba jest jeszcze Honorata i Jola ale nie mam pewności
a za młodu znałem jeszcze jedną Wiesie ale to inna historia
 
     
Jacek 
Uzależniony od Dekadencji
...jestem alkoholikiem...


Pomógł: 133 razy
Dołączył: 05 Paź 2008
Posty: 7688
Skąd: Pyrlandia
Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 21:09   

stiff napisał/a:
Ja to mam wątpliwości :p czy to tylko o to chodzi... :roll:


wiesz co stiff ja też sdfgdrg
idę to sprawdzić na pw :cwaniak:
_________________
"Boże pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies.."
... (Janusz L Wiśniewski )
:skromny: :pies:
 
     
kiwi 
Trajkotka



Pomogła: 26 razy
Dołączyła: 23 Sty 2010
Posty: 1518
Wysłany: Czw 08 Kwi, 2010 16:20   

Stiff napisal:"Aby uwierzyc w siebie ze mozna zyc inaczej,czyli lepiej"
Moj terapeut tez nie mial lekko ze mna na poczatku terapi,bylam taka zbuntowana,zakrecona,"nie wierze","nie chce","nie potrzebuje","nie moge",tak zaczynalam prawie kazde zdanie.Taka bylam poplatana w tych swoich myslach,i duzo strachu bylo we mnie.
Powolutku,wszystko sie unormowalo,wyjasnilo.Te rozmowy bardzo duzo mi pomogly,wprowadzily porzadek w moje mysli,w moje zycie,i jestem mojemu lekarzowi i terapeucie bardzo wdzieczna,sama nie dalabym sobie rady.Za daleko juz z ta "butelka"zaszlam,zeby tylko o swoich silach przestac alk.pic.
A teraz juz ponad 10 miesiecy nie pije,i jak mi dobrze z tym.
Mam tez swoje male klopociki i zmartwienia,ale nie odkladam nic na "jutro",na bierzaco wszystko wykonuje,rozwiazuje.
Uwierzylam w siebie......i jest mi z tym tak dobrze i spokojnie !!!!!
Pozdrawia
Kiwi
 
     
Flandria 
Uzależniony od netu
DDA (Dzielna, Dobra, Aktywna)



Pomogła: 69 razy
Dołączyła: 28 Mar 2009
Posty: 3240
Wysłany: Wto 12 Paź, 2010 19:37   

Typ terapii: DDA.

Dlaczego terapia ? Bo skończyły mi się tabletki na uspokojenie, dzięki którym byłam w stanie ignorować chaos wokół i zająć się pracą. Nie dostałam następnego opakowania - lekarka rodzinna bała się, że się uzależnię. U psychiatry dostałam coś, co działało tak strasznie, że nie było mowy o zajęciu się pracą - czułam się odurzona, zmulona itp. Pozostało mi albo podjąć terapię - albo gapić się w sufit.
Długo nie mogłam zrozumieć, jak rozmowa z psychologiem może zastąpić działanie tabletki. Siadałam w fotelu z uśmiechem na ustach i myślałam sobie "ciekawe ...".
Moje oczekiwania okazały się nierealistyczne. Po godzinie, czy dwóch od wzięcia małej różowej tabletki czułam się świetnie, po wielu godzinach spędzonych na fotelu terapeuty - bez zmian. Usłyszałam co prawda "jesteś gotowa na nowy związek", bo jak się okazało przepracowałam sobie przy okazji tej terapii jakiś ważny fragment mojej relacji z ojcem, ale nadal - zamiast pracować gapiłam się w sufit. Terapia była płatna, miałam wrażenie, że od tamtego momentu nie przepracowałam z tą kobietą niczego więcej. Wyciągała ode mnie po prostu kasę.

Znalazłam parę numerów telefonu do ośrodków zajmujących się DDA. Zadzwoniłam na najdłuższy. Tym razem było inaczej - drobna, wyglądająca na trochę przestraszoną kobieta otworzyła mi drzwi. W gabinecie zmieniała się w pewną siebie, wiedzącą co robić terapeutkę. Sprawiała wrażenie kogoś, kto pracuje według ustalonego wcześniej programu terapeutycznego. Pierwszy raz pisałam "zadania domowe" - np. tekst o swojej rodzinie, dzienniczek uczuć, dostawałam też materiały do przeczytania i przemyślenia. Bardzo podobało mi się, że na moje pytania typu "ale co ja mam zrobić z tym i tym" odpowiadała z uśmiechem "nie wiem" :) .Niczego mi nie doradzała, niczego nie narzucała, raczej zadawała pytania typu "ale dlaczego tak sądzisz?", które zmuszały mnie do myślenia. Sporo mi dały pytania typu "no dobrze, ale co takiego strasznego może się stać?", bo wtedy po krótkim zastanowieniu mogłam sama odkryć, że tak naprawdę to czego się tak bardzo boję to jakieś nieistotne bzdury. Czasem padały pytania "a czy to Ci czegoś nie przypomina ? nie kojarzy się z jakąś sytuacją z dzieciństwa?" i wtedy odkrywałam schematy, w które zaprogramowano mnie w dzieciństwie. Generalnie czułam się trochę tak, jakby z wielkiego, ciężkiego worka, który noszę na plecach zdejmowano mi kolejne ciężarki. Robiło się coraz lżej. :) Nie cały czas było różowo, bo czasem słyszałam rzeczy, których nie do końca rozumiałam, a raz usłyszałam coś, czego raczej nie powinnam była usłyszeć, ale generalnie byłam zadowolona z tego, co osiągnęłam dzięki tym spotkaniom.

Niestety po niecałych 3 miesiącach tej terapii, zdiagnozowano u mnie "początki nerwicy" i musiałam zająć się jej leczeniem. Choć tak na dobrą sprawę - nigdy mi to nie wyszło.

Czekając na wizytę w kolejnym miejscu - próbowałam sama w sam ten sposób, w jaki pracowała ze mną terapeutka, rozwiązywać swoje problemy. Kilka spraw udało mi się nawet w ten sposób rozsupłać, ale generalnie - klapa :/ Od tamtego czasu wiem, że potrzebny mi drugi człowiek, który pokaże mi jak z jego perspektywy wygląda mój problem.
Jak się zdołałam przekonać - niewiele osób potrafi zrobić coś takiego. Potrzebny jest dobry, wykwalifikowany terapeuta, który nie przenosi swoich emocji na pacjenta.
 
     
spec_50 
Milczek


Wiek: 69
Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 9
Skąd: małopolskie
Wysłany: Śro 13 Paź, 2010 22:05   

Był początek grudnia,2007 roku.Za sprawą "opatrzności" i "wrednej" żony,która z troski /do dziś nie wiem o kogo,bo mi nie mówiła,a ja nie pytałem/ "załatwiła mi" stawienie się przed GKRPA.Od 24 listopada nie piłem,chyba kasa się kończyła a poza tym pomyślałem,że zbliżały się święta i prawie powinno wystarczyć czasu na przywrócenie swojego wizerunku do normy,żeby wyglądać jakoś przed rodziną.Ja już nie piję ponad tydzień a żonka mi "bach" pisemko na wyrko,w którym sobie zdycham,bo tyle tylko miałem siły,żeby utrzymać w obu telepiących rękach, kubek z gorącym czerwonym barszczem m-ki "Winiary".Tylko to mi żołądek przyjmował.Po przeczytaniu o mało szlag mnie nie trafił.Przecież już NIE PIJĘ! Leżącego się nie kopie...Pojechałem z Nią. Wszedłem sam, a "komisja":"No to co z nim robimy"? Kluchy,w większości znajome, rozwódki i żony czynnych alkoholików chcą mnie uczyć życia? No nie....Jedyny ,obecny tam terapeuta,odezwał się,żeby mnie zostawiono,że On sam ze mną porozmawia.Zaproponował mi spotkanie.I Jemu,dzisiaj dobremu kumplowi, /też alkoholikowi/ zawdzięczam,że po kilku z nim spotkaniach,zdecydowałem się na uczestnictwo w terapii podstawowej ,w powiecie.Po pół roku,dwa razy w tygodniu,po dwie godziny z super "babką",otrzymałem dyplom ukończenia tej terapii.Było wzruszenie,radość i smutek,że musiałem się z Nią i grupą rozstać.Teresa /terapeutka/ uznała,że z moją wiedzą w temacie pt.alkoholizm,dam sobie radę,że "będą ze mnie ludzie".Tę terapię do dzisiaj wspominam bardzo dobrze.Pozostały mi mityngi AA.Pozostał "nałóg" wiedzy.Przypadkowo,rok temu przeczytałem ogłoszenie w przychodni o terapii "pogłębionej".Poszedłem oczywiście.Tu już facet,15-letnia praca z alkoholikami.Zajęcia raz w tygodniu po 2 godziny.Wyższa szkoła jazdy.Chociaż raz bardziej,raz mniej ciekawie,ale już bez jakiegoś entuzjazmu.Oznajmił mi,że jeszcze tylko półtora miesiąca/to będzie prawie dokładnie trzecia rocznica "o suchym pysku" i finał.Pozostanie zaś głód,książki,mityngi no i oczywiście fora internetowe.Najprawdopodobniej będę na turnusie terapeutycznym w Kowarach w listopadzie.

WOLNY OD ALKOHOLU,Edek z małopolski.

P.S.Dzisiaj mam imieniny,dziękuję wszystkim za życzenia :lol: .
Bez żadnego żalu informuję,że życzenia,złożył mi tylko syn mieszkający we Wrocławiu,z którym najciężej było mi odbudować bardzo dobre,obecnie relacje.

Serdecznie pozdrawiam!

sie rozpisałem...
 
     
Tomoe 
(banita)


Pomogła: 106 razy
Dołączyła: 01 Cze 2009
Posty: 4792
Skąd: Śląsk
Wysłany: Czw 14 Paź, 2010 08:02   

spec_50 napisał/a:
Najprawdopodobniej będę na turnusie terapeutycznym w Kowarach w listopadzie.


Super!!! Ja też tam będę. Uwielbiam "urealnianie" internetowych znajomości. Zatem do zobaczenia. :)
 
 
     
Tomek 
Towarzyski


Pomógł: 4 razy
Dołączył: 13 Sie 2009
Posty: 179
Wysłany: Czw 14 Paź, 2010 16:49   

Dokładnie dwa i pół roku temu wszedłem do poradnii (po trzech dniach picia i jarania blantów) i oświadczyłem koledze i jednocześnie terapeucie z tej jedynej w mojej mieścinie poradni, że chce się leczyć z uzależnienia i pozałatwiać swoje problemy, i nie dam się zbyć tak jak zawsze przez poprzednie kilka lat, kiedy mi mówiono, że raczej nie jestem uzależniony, a na start oczywiście zaczełem sygnalizować swoje wątpliwości czy on jako kolega będzie potrafił być moim terapeutą,
przy trzeciej poprawnej odpowiedzi potwierdzającej uzależnienie zasygnalizowałem właściwą diagnozę, co oczywiście po raz kolejny spieniło kolegę-terapeutę no i na drugi dzień siedziałem sobie w miłym gronie na terapii wstępnej,

Dzisiaj, dzięki kontaktom zawodowym z terapeutami, wiem już jak pracuje się w innych ośrodkach lub jak powinno się pracowac i mam wrażenie, że ta moja terapia to była "żydowska kawiarenka",
do której nijak nie pasuje terapeutyczne zadęcie,
poradnia, gdzie wszyscy, którzy chcą wsparcia - otrzymają je, nawet Ci "najtrudniejsi" pacjenci,
tak patrzę z perspektywy pacjenta odwykowego terapii wstepnej i pogłebionej,
również na to jakie dostałem wsparcie jak uparłem sie robić porządki ze swoim zyciem i zaczełem samodzielnie pracować nad sobą, w trzecim miesiacu abstynencji
zobaczyłem, że pacjent nic nie musi wiedzieć z teorii np. w czasie pracy nad mechanizmami by z tego wyjść,
że istotniejsze jest by zobaczył siebie takim jakim jest naprawdę, zaakceptował siebie i polubił, nic wiecej nie musi robic - no prawie nic więcej,
w "żydowskiej kawiarence" znalazłem swoje miejsce jako wolontariusz, jest też propozycja kawałka etatu w jakiejśtam przyszłości,
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
WWW komudzwonia.pl

antyspam.pl


Alkoholizm, współuzależnienie, DDA. Forum wsparcia
Strona wygenerowana w 1.86 sekundy. Zapytań do SQL: 11