Strona Główna Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
inna - moje drugie imie
Autor Wiadomość
pisajka 
Małomówny
szukam siebie



Wiek: 30
Dołączyła: 07 Lis 2012
Posty: 25
Skąd: śląskie
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 11:00   inna - moje drugie imie

Zbieram się i zbieram do tego postu.

Tak strasznie trudno jest spojrzeć wstecz. Tak strasznie trudno jest spojrzeć wstecz z myślą, że całe dzieciństwo, lata młodzieńcze - bez mojej wiedzy - kręciły się wokół alkoholizmu.
Tak, bez mojej wiedzy. Byłam ślepa i chyba głupio naiwna, że tego nie spostrzegłam.

Alkohol od zawsze był. Stał się nierozłącznym elementem każdej imprezy urodzinowej, komunijnej, chrzcielnej. Stał się czymś normalnym. Naturalnym.
Mój dziadek jest alkoholikiem. Jako dziecko często go odwiedzałam. Jego choroba mi nie przeszkadzała. Cóż - znowu ten stan stał się naturalny.
Był wesoły, nikomu krzywdy nie robił. Gdy jego córka (a moja mama) wściekała się na niego, krzyczała, ja złościłam się na nią i gdzieś w głębi serca - broniłam dziadka. Nie rozumiałam czym na prawdę jest alkoholizm. Nie musiałam tego rozumieć.

Lata dzieciństwa mijały.
Miałam dziwne dzieciństwo. Pełne nienawiści do ojca, który nigdy mnie nie akceptował. Nie akceptował mnie jako osoby, jako córki, nie akceptował moich działań, zainteresowań - niczego. Przywykłam do tego, że nie mam taty. Przywykłam do tego, że mama nic z tym nie robi, że to akceptuje, że nie próbuje pomóc.
Marzyłam o normalnych relacjach z tatą. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo mnie nie znosi.

Mama była (i jest nadal) bardziej przyjaciółką niż mamą. Łączą nas zdrowe relacje.

Nie pamiętam dokładnie kiedy to się zaczęło...
Rodzice zaczęli popijać piwo.
Jedno piwo na tydzień. Później coraz częściej.
Doszło do 3-4 piw dziennie - tylu akurat ja byłam świadkiem, nie wiem czy pili po kryjomu.
To był rytuał.
Mama szła codziennie po zapas piw.
Jak nie miała piwa nie była sobą.
Ignorowałam to, znów stan ten stał się naturalny.

Przeszkadzać zaczęło mi to wówczas, kiedy nie było pieniędzy na jedzenie, na nowe buty (bo stare już dziurawe), na kurtkę zimową (bo nie miałam), na wycieczki szkolne, ale zawsze znalazły się pieniądze na alkohol.
Piwo to była świętość.
Ono musiało być, mama musiała je kupić. Jej się to należało.

Przeszło mi przez myśl, że to uzależnienie.

1 kwietnia 2011 roku, w Prima Aprilis, mama z płaczem oświadczyła mi, że jest alkoholiczką. Popłakała się.
Nie wiem czy to było wołanie o pomoc. Próbowałam jakoś później wrócić do tematu, znaleźć psychologa, terapeutę.

Temat ucichł.

Piwa dalej szły litrami.

Zaszłam w ciąże. Bardzo wcześnie - miałam 19. lat. Wyszłam za mąż. Wyprowadziłam się.

W dniu wyprowadzki doszło do awantury w domu. Tata podniósł na mnie rękę. Byłam wówczas w 6. miesiącu.
Mama nie zareagowała w ogóle. Uciekłam stamtąd po prostu.

W tym roku, w marcu bodajże, mój brat mi powiedział, że mama jest alkoholiczką. Że się przyznała i że potrzebuje pomocy.

Kilka tygodni później mama była już na detoksie.
Miesiąc później w Rybniku na odwyku.

Ja do teraz nie wierze, że mam mamę alkoholiczkę. Nigdy nie widziałam jej pijanej. A
piła. Ukrywała się.
Czy ja podświadomie wypierałam/wypieram to, że jest alkoholiczką?
Czy to, że piła ma jakikolwiek wpływ na moje życie?

Jestem inna niż wszyscy. Czuję to.
Od zawsze tak było.

Mimo, że mam ogromnie niską samoocenę staram się to ukrywać - mniej lub bardziej. Związałam się z osobą, z która jestem nieszczęśliwa. Szukam akceptacji. Jestem nałogowym kłamcą. Nie potrafię okazywać uczuć. Sama stwarzam sobie problemy. Nigdy nie kończę tego co zaczęłam. Staram się być odpowiedzialna za wszystko i wszystkich...

Tata też jest uzależniony.
Nie wiem czy on to wie, czy nie. Jest dla mnie całkiem inny niż kiedy mieszkałam z nim. Miły, troskliwy. Normalny.
Jakoś on mnie mniej obchodzi niż mama. Nie wiem... Staram się o nim nie myśleć, nie przejmować. Czasami myślę, że jest sam sobie winny.

Mam wrażenie, że mój przypadek jest błahy. Nieważny. Banalny.
Porównując siebie do Waszych historii, mam ochotę się zamknąć i w ogóle nie odzywać.

Ja po prostu jakoś zagubiłam się w tym wszystkim i potrzebuję pomocy.
_________________
pisz a będzie Ci pisane
Ostatnio zmieniony przez pisajka Nie 11 Lis, 2012 11:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MILA50 
Towarzyski
nadzieja



Pomogła: 5 razy
Wiek: 65
Dołączyła: 09 Sie 2010
Posty: 454
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 11:35   

Witaj pisajko...
Gdybym dziś miała 20 lat i rozpoznałabym syndrom DDA odbyłabym terapię-może być tak jak u mnie-dziś roztrząsam co i dlaczego poszło nie tak w moim życiu...jedno wiem na pewno
-nie zajmowałam się SOBĄ, za długo tkwiłam w rodzinnym domu fiz. i psych. 8|
 
     
olga 
Uzależniony od netu



Pomogła: 77 razy
Dołączyła: 01 Wrz 2011
Posty: 4353
Skąd: Hagen
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 11:46   

Witam Cię jeszcze raz. :)
Smutne to co piszesz. Ja patrzę na to z pozycji matki. Moje dzieci długo żyły w alkoholowym domu i też niestety bardzo odbiło sie to na ich psychice. Nie wyrzucam sobie, że wcześniej nie zakończyłam mojego małżeństwa. Tak musiało być. Musiałam dojrzeć do decyzji. Ech ta nadzieja.
 
     
staaw 
Uzależniony od Dekadencji


Pomógł: 125 razy
Wiek: 49
Dołączył: 18 Sie 2010
Posty: 8892
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 12:05   Re: inna - moje drugie imie

pisajka napisał/a:

Mam wrażenie, że mój przypadek jest błahy. Nieważny. Banalny.
Porównując siebie do Waszych historii, mam ochotę się zamknąć i w ogóle nie odzywać.

Pisajko... Nie porównuj się do innych.
Tobie jest ciężko więc pisz :pocieszacz:

Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak Twój post pomógł...... mi.
Dzięki :buziak:
_________________
Najważniejsze w czołgu to nie dać się spenetrować...
 
     
pisajka 
Małomówny
szukam siebie



Wiek: 30
Dołączyła: 07 Lis 2012
Posty: 25
Skąd: śląskie
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 12:25   

MILA50 napisał/a:
Gdybym dziś miała 20 lat i rozpoznałabym syndrom DDA odbyłabym terapię-może być tak jak u mnie-dziś roztrząsam co i dlaczego poszło nie tak w moim życiu...jedno wiem na pewno
-nie zajmowałam się SOBĄ, za długo tkwiłam w rodzinnym domu fiz. i psych.


Rozumiem, że sugerujesz mi terapię?
Boję się, że to za wcześnie właśnie.

staaw napisał/a:
Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak Twój post pomógł...... mi.
Dzięki


W jaki sposób mogłam Ci pomóc?
Nie dziękuj!
_________________
pisz a będzie Ci pisane
 
     
staaw 
Uzależniony od Dekadencji


Pomógł: 125 razy
Wiek: 49
Dołączył: 18 Sie 2010
Posty: 8892
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 12:30   

pisajka napisał/a:
W jaki sposób mogłam Ci pomóc?

Piszesz z pozycji dziecka alkoholika, jesteś niewiele starsza od mojej córki...
_________________
Najważniejsze w czołgu to nie dać się spenetrować...
 
     
pisajka 
Małomówny
szukam siebie



Wiek: 30
Dołączyła: 07 Lis 2012
Posty: 25
Skąd: śląskie
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 12:32   

staaw, Twoja córka nigdy nie powiedziała Ci jak się czuje, co myśli?
_________________
pisz a będzie Ci pisane
 
     
staaw 
Uzależniony od Dekadencji


Pomógł: 125 razy
Wiek: 49
Dołączył: 18 Sie 2010
Posty: 8892
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 12:37   

pisajka napisał/a:
staaw, Twoja córka nigdy nie powiedziała Ci jak się czuje, co myśli?

Nie. Zawsze było OK!
Niedawno zaczęliśmy rozmawiać kiedy zaczęła szkołę zawalać i zainteresowałem się co się z nią NA PRAWDĘ dzieje...
_________________
Najważniejsze w czołgu to nie dać się spenetrować...
 
     
pisajka 
Małomówny
szukam siebie



Wiek: 30
Dołączyła: 07 Lis 2012
Posty: 25
Skąd: śląskie
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 12:41   

staaw napisał/a:
Niedawno zaczęliśmy rozmawiać kiedy zaczęła szkołę zawalać i zainteresowałem się co się z nią NA PRAWDĘ dzieje...


Może to zawalanie szkoły, to próba zwrócenia na siebie uwagi?
Ja nie chcę tu prawić morałów.
Miałam okres, kiedy byłam bliska wydalenia mnie ze szkoły.
Nie wiem jak to się stało. Coś w głowie kazało mi robić wszystko na przekór.
_________________
pisz a będzie Ci pisane
 
     
lotus 
Małomówny
z mętnych wód...



Wiek: 50
Dołączyła: 04 Lis 2012
Posty: 79
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 13:19   

Droga Pisajko
Tak bardzo utożsamiam się z tym co napisałaś.

pisajka napisał/a:
Byłam ślepa i chyba głupio naiwna, że tego nie spostrzegłam.
Alkohol od zawsze był. Stał się nierozłącznym elementem każdej imprezy urodzinowej, komunijnej, chrzcielnej. Stał się czymś normalnym. Naturalnym.


No właśnie, dla mnie też wydawało się to normalną częściaą życia i każdej okazji kiedy spotykaliśmy rodzinę lub znajomych.

pisajka napisał/a:

Miałam dziwne dzieciństwo. Pełne nienawiści do ojca, który nigdy mnie nie akceptował. Nie akceptował mnie jako osoby, jako córki, nie akceptował moich działań, zainteresowań - niczego. Przywykłam do tego, że nie mam taty. Przywykłam do tego, że mama nic z tym nie robi, że to akceptuje, że nie próbuje pomóc.


Mój ojciec wymagał ode mnie dobrych wyników w szkole ale tak naprawdę nigdy mnie za to nie chwalił mimo tego, że bardzo dobrze się uczyłam, chyba zawsze szukając aprobaty i pochwały z jego strony. Mama zawsze była po jego stronie w jego obecności, a za jego plecami twierdziła, że jest za mną. To chyba było jeszcze gorsze bo nie wiedziałam w co mam wierzyć. Wszystkie moje zainteresowania były dla mojego ojca bzdurne, wyśmiewał mnie gdy mówiłam kim chciałabym być jak dorosnę.

pisajka napisał/a:

Nie pamiętam dokładnie kiedy to się zaczęło...


W mojeje rodzinie najpierw były takie tam rodzinne imprezy, zawsze jednak w dobrej atmosferze.
Kiedy moi rodzice dostali mieszkanie w bloku ojciec zaczął pędzić bimber. To były czasy kartek na żywność i ogólnie braku produktów w sklepach. To było wytłumaczenie ojca dlaczego zaczął to robić. Od tamtej poru alkohol był w moim domu jak woda z kranu.

pisajka napisał/a:

Przeszkadzać zaczęło mi to wówczas, kiedy nie było pieniędzy na jedzenie, na nowe buty (bo stare już dziurawe), na kurtkę zimową (bo nie miałam), na wycieczki szkolne, ale zawsze znalazły się pieniądze na alkohol.


U mnie też tak było bo były też okresy kiedy ojciec wstrzymywał produkcje alkoholu, (nie wiem dlaczego). Moja mama zaciągała często długi. Pożyczała ode mnie pieniądze, które dał mi jakiś wujek lub inny krewny. Po mojej pierwszej komunii pożyczyła pieniądze, które dostałam w prezentach. Nigdy mi nie zwróciła ani grosza.

pisajka napisał/a:

1 kwietnia 2011 roku, w Prima Aprilis, mama z płaczem oświadczyła mi, że jest alkoholiczką. Popłakała się...
Temat ucichł.
Piwa dalej szły litrami.


Moi rodzice nidgy nie przyznali się do tej choroby. Jako dziecko pamiętam prosiłam mamę żeby przestała pić , ona obiecywała ale na tym kończył się temat. Owszem ojciec mówił, że matka dużo pije ale nie nazywał tego alkoholizmem, a o sobie nigdy nic takiego nie mówił.

pisajka napisał/a:
W dniu wyprowadzki doszło do awantury w domu. Tata podniósł na mnie rękę. Byłam wówczas w 6. miesiącu.


Ojciec uderzył mnie w twarz i zwalił z nóg kiedy miałam tyle samo lat co Ty. Podniósł mnie z ziemi i położył na wersalce po czym powiedział, że to było dla mojego dobra, żebym nauczyła się go szanować.

pisajka napisał/a:

Kilka tygodni później mama była już na detoksie.
Miesiąc później w Rybniku na odwyku.


Życzę Twojej mamie powodzenia w powrocie do zdrowia i cieszę się bardzo, że wasze relacje się poprawiły.

pisajka napisał/a:

Czy ja podświadomie wypierałam/wypieram to, że jest alkoholiczką?
Czy to, że piła ma jakikolwiek wpływ na moje życie?


Pisajko to nie Twoja wina! Akceptowałaś to co się działo wokół Ciebie bo z tym wyrosłaś. Twóje pojęcie o rodzinie było uwarunkowane tym czego doświadczałaś na co dzień.

pisajka napisał/a:

Jestem inna niż wszyscy. Czuję to.
Od zawsze tak było.


Ja też zawsze tak się czułam i trwa to do dzisiaj.

pisajka napisał/a:

Mimo, że mam ogromnie niską samoocenę staram się to ukrywać - mniej lub bardziej. Związałam się z osobą, z która jestem nieszczęśliwa. Szukam akceptacji... Nigdy nie kończę tego co zaczęłam. Staram się być odpowiedzialna za wszystko i wszystkich...


To też ja… nic dodać nic ująć.

pisajka napisał/a:

Mam wrażenie, że mój przypadek jest błahy. Nieważny. Banalny.
Porównując siebie do Waszych historii, mam ochotę się zamknąć i w ogóle nie odzywać.


Ja też tak się czuję. Jak rozpoczęłam swój wątek pare dni temu to zaraz zaczęłam się sama za to karcić, i myśleć, że po co to napisałam, że dlaczego narzekam itp. Zaczęłam myśleć, że może wyolbrzymiam to co napisałam, że przecież nie było tak źle.
Pisajko nie jesteś sama. Twoje przeżycia są tylko Twoje i ukształtowały Twoj wizerunek samej siebie, tak jak moje mnie. Trzeba pozbyć się tego wrodzonego poczucia winy jaki nosimy ze sobą . Musimy nauczyć się akceptować siebie takimi jakimi jesteśmy i przestać dążyć do tego jakimi myślimy, że powinniśmy być w oczach innych.
Pomogłaś mi swoim postem bo w tym co napisałaś odnalazłam swoje przeżycia i odczucia i wiem, że nie jestem już z nimi sama. Ty też nie jesteś…
Pozdrawiam i przytulam.
:pocieszacz: :buziak:
 
     
pietruszka 
Moderator


Pomogła: 231 razy
Wiek: 51
Dołączyła: 06 Paź 2008
Posty: 5335
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 15:01   

pisajka napisał/a:
Mam wrażenie, że mój przypadek jest błahy. Nieważny. Banalny.

Pamiętam, jak w czasie terapii, gdy zaczęłam rozpracowywać moje dzieciństwo wciąż włączało mi się w głowie: "nie narzekaj, nie masz prawa, inni to dopiero mieli źle, głodna nie chodziłaś, dom był dość zamożny i na nic nie brakowało, więc co Ci nie pasowało?, nie przesadzaj, inni to dopiero mieli problemy", a do tego jeszcze nakładał się nakaz "prania brudów we własnym domu, nie kalania własnego gniazda, itd." A ja na dodatek nawet nie byłam DDA, tylko jakieś DDD.

A tak naprawdę, dziś wiem, że najważniejsze jest w tym, jak bardzo dużo zadawnionego cierpienia we mnie było, jakie deficyty mam z dzieciństwa, czego mi dziś brak, i co powoduje, że pakuję się w niezdrowe, a nawet toksyczne sytuacje i relacje, jakie niedosyty z dzieciństwa próbuję sobie w niezdrowy często sposób zrekompensować w dorosłym życiu. I nieważne, że inni mieli gorzej, inni lepiej, nie ma sensu się porównywać. Nie radzę sobie w jakiś sposób TERAZ i TUTAJ, w dorosłym życiu - mogę to naprawić, nauczyć się, zaopiekować się sobą - i (według mnie) terapia właśnie temu służy: odblokowaniu bólu z dzieciństwa, poradzeniu sobie z tamtym cierpieniem (nawet jeśli objawiło się ono w zamrożeniu uczuć, swoistej ucieczce od bólu) i nauczeniu się zdrowszego myślenia i życia.
Czy jest za wcześnie na terapię? Czemu? Jeśli można poprawić sobie już komfort życia, to dlaczego nie? Po co cierpieć do czterdziestki?
_________________

 
     
pisajka 
Małomówny
szukam siebie



Wiek: 30
Dołączyła: 07 Lis 2012
Posty: 25
Skąd: śląskie
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 20:59   

lotus, idąc tym tropem można śmiało stwierdzić, że takich jak my jest wiele. Jednak znowu każda podobna historia wymaga osobnego komentarza.

lotus napisał/a:
Musimy nauczyć się akceptować siebie takimi jakimi jesteśmy i przestać dążyć do tego jakimi myślimy, że powinniśmy być w oczach innych.
Pomogłaś mi swoim postem bo w tym co napisałaś odnalazłam swoje przeżycia i odczucia i wiem, że nie jestem już z nimi sama. Ty też nie jesteś…
Pozdrawiam i przytulam.


Tej akceptacji sama się nie nauczę. Boję się iść na terapię, boję się usłyszeć prawdy o swojej rodzinie, o sobie. Z drugiej strony wiem, że inaczej będę żyć w rozgoryczeniu przez kilkadziesiąt lat, jeżeli się nie zdecyduję.
Ciesze się, że poznałam Ciebie. Ciebie o podobnych przeżyciach!

Również pozdrawiam!

pietruszka, myślę, że to zwykły lęk mnie blokuje przed wybraniem się na terapie. Jeśli Wam to pomaga...
Jeśli Tobie pomogło...
_________________
pisz a będzie Ci pisane
Ostatnio zmieniony przez pisajka Nie 11 Lis, 2012 21:00, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Małgoś 
Upierdliwiec
Forumoholiczka



Pomogła: 26 razy
Wiek: 55
Dołączyła: 01 Maj 2010
Posty: 2191
Skąd: z miasta mojego
Wysłany: Nie 11 Lis, 2012 23:37   

pisajka napisał/a:
Mimo, że mam ogromnie niską samoocenę staram się to ukrywać - mniej lub bardziej. Związałam się z osobą, z która jestem nieszczęśliwa. Szukam akceptacji. Jestem nałogowym kłamcą. Nie potrafię okazywać uczuć. Sama stwarzam sobie problemy. Nigdy nie kończę tego co zaczęłam. Staram się być odpowiedzialna za wszystko i wszystkich...

Zupełnie jakbyś o mnie pisała, czyli jesteś taka sama, wcale nie inna jak sądzisz...
Bez pomocy ciężko Ci będzie uporać się z tym wszystkim, bo zapewne nawet nie wiesz od czego zacząć 8| Wiem, bo te słowa mogłabym sama o sobie napisać. Ja zbierałam się na terapię DDA długo, dużo za długo...
_________________
Tylko ja jestem odpowiedzialna za swoje życie
 
     
Janioł 
Uzależniony od netu
Uśmiech to pół pocałunku



Pomógł: 70 razy
Wiek: 56
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 4496
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon 12 Lis, 2012 09:01   

pisajka napisał/a:
ej akceptacji sama się nie nauczę. Boję się iść na terapię, boję się usłyszeć prawdy o swojej rodzinie, o sobie. Z drugiej strony wiem, że inaczej będę żyć w rozgoryczeniu przez kilkadziesiąt lat, jeżeli się nie zdecyduję.
Ciesze się, że poznałam Ciebie. Ciebie o podobnych przeżyciach!
fakt lekko nie ma, ja po ostatnich zajęciach nazwałem sie Mr.Wrong czyli Pan Niewłaściwy ale pomaleńku zaczynam lubić ta niewłaściwość która jest bardziej już niewłaściwością dla innych niż dla mnie
_________________
P.S. Janioł może być tylko jeden ;) chociaż też czasem w coś walnie aureolką ;) by: Pietruszka
 
     
dziadziunio 
Uzależniony od netu
dziadziunio



Pomógł: 7 razy
Wiek: 61
Dołączył: 21 Paź 2012
Posty: 3135
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pon 12 Lis, 2012 09:06   

Ja także jestem DDA pomimo tego, ze byłem, patrzyłem i poczułem co to jest alkoholizm...Swoim dzieciom zgotowałem taki sam los...Na dziś dzień uważasz jeszcze, ze pewnych rzeczy nie widziałaś, pewnych spraw nie rozumiałas i gdzieś tam to wszystko działo się gdyż dziac się musiało...i jest ok...tak trzymaj..
Dzieci nie ponoszą winy za przebieg zdarzeń rozgrywających się wokół nich..
Jak wyjeżdzałem za granicę zawsze wchodziłem do pokoju synów zadając pytanie o czym marzą? nie pytałem co chcialiby dostać? co chcialiby mieć? lecz o czym marzą?
spełniając ich marzenia pewny w swojej prostocie wciąż byłem iż jestem wspaniałym ojcem, niesamowitym, niespotykanym..Tak wyglądał na tamten czas mój świat i tak nie inaczej wyglądało moje na swój temat pijane wyobrazenie...
Nie tak dawno byłem w domu i mój starszy robił remont w kuchni..Położył nowe kafle na scianach, odmalował i wykończył...Byłem z niego strasznie dumny i tak bardzo, bardzo chciałem go przytulić...Dziś jednak już wiem jak wyglądać powinien zwykły ojciec, szary człowiek i szare lecz przecież jakze kolorowe życie..Dziś to wiem...lecz wtedy tak a nie inaczej wygladało moje na te wszystkie tematy wyobrazenie...
Napisałem, że bardzo chciałem go przuytulić, pochwalić, powiedzieć jak bardzo go kocham i jak bardzo jestem z niego dumny i Wiesz.................. bardzo się bałem...... ze mnie po prostu odepchnie...dziś już rozumiem, że miałby do tego pełne prawo....... nie odepchnął...mam z nimi dobry kontakt....i za to tutaj u Ciebie w temacie bardzo, badzo IM obu dziękuję.....
idz na terapię, pięknie piszesz lecz jesteś totalnie porozbijana...Z tym można jednak żyć...kochać, czuć, widzieć koloryt i kolorytu tego odcienie....można także pozwolić aby i nas pokochano.... ;)

Miłego dnia, ciepło pozdrawiam Krzysztof :pocieszacz:
_________________
Mój blog: Partnerka alkoholika
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
WWW komudzwonia.pl

antyspam.pl


Alkoholizm, współuzależnienie, DDA. Forum wsparcia
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 13