Strona Główna Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
depresja vs jasna strona mocy
Autor Wiadomość
zołza 
Upierdliwiec
Zołza



Pomogła: 62 razy
Dołączyła: 03 Maj 2013
Posty: 2219
Skąd: Małopolska
Wysłany: Śro 13 Sie, 2014 20:49   

Thomasson napisał/a:
Uzależniony jestem od wszystkich popularnych narkotyków, czyli od leków o podobnym składzie też, oraz od seksu. No i od negatywnych emocji (depresja).


Nałogowiec to nałogowiec ....taka nasza psychika . :bezradny: Potrafimy wejść w kazde g***o by tylko zmienić swój stan swiadomości lub by nie czuć. I czy to alkohol , seks , hazard czy narkotyki nam wsio rawno :mgreen:
 
     
Thomasson 
Towarzyski



Pomógł: 3 razy
Wiek: 32
Dołączył: 30 Lip 2014
Posty: 428
Skąd: sesame street
Wysłany: Czw 12 Lut, 2015 13:22   

Od świeże swój stary wątek. Chciałem inny temat zakładać ale myślę po co, tutaj mogę zrobić sobie kibel na spuszczanie z balona, bez większej ujmy dla środowiska. Nie chce mieć etykietki ozdrowieńca. Miałem ostatnio trzy dni głodów narkotycznych, chyba kara za nieprzestrzeganie haltu. Ale, ważne że to widzę.

Widzę też że moje wcześniejsze posty straciły trochę na świeżości. Nie jestem już w związku a niedługo będę po rozwodzie, tak się nadawałem do małżeństwa eh :zalamka: Ale co nie zabije to wzmocni. Pisałem w temacie organizacji AA o tym że forum średnio na mnie działa, chyba to była sprawa wewnętrznego konfliktu wartości - wolności i lojalności. Moja ex tępiła wszystko co było związane z leczeniem, dla niej porzuciłem terapię, walczyłem o każdy miting, ukradkiem poczytywałem refleksje, a forum było moją gorzką tajemnicą. A teraz czuje ulgę, dusiłem się w związku, i to chyba było u mnie czynnikiem depresyjnym...

... a z tą depresją to sam nie wiem, czytałem artykuł mądrej Pani Doktor, i tam coś było że to choroba mózgu a nie jakieś płytkie melancholie... ale nie znam się. Wiem że narkomania jeszcze daje o sobie znać. Będąc w związku zaniedbałem rozwijanie innych relacji, i teraz zostałem na lodzie a samotność mi nie służy. Dzisiaj zabrałem ostatnie rzeczy z "rodzinnego" domu i teraz będę wracał do czterech ścian, ale ściany przynajmniej nie kręcą zamieszek na urwanym filmie.

Dla równowagi napisze coś o tej jasnej stronie mocy :lol2: . Trzeźwienie jakoś średnio mi wychodziło (o dziwo psycholog jest innego zdania), więc postanowiłem nie trzeźwieć. Im bardziej chciałem byc trzeźwy, tym nie trzeźwiej się czułem. Myślałem że muszę odcierpieć konsekwencje brania, nadrobić straty, że moje prawdziwe życie zacznie się jak... jak... no właśnie, jak coś osiągnę, coś zdobędę, że wtedy rzeczywistość będzie bardziej rzeczywista. Nic bardziej mylnego. Ale to przeszłość, dzisiaj to ja jestem szefem, a reszta świata może mi naskoczyć, bo nie muszę nic i trzeźwieć też nie muszę :lol2:
_________________
"Właściwe słowa brzmią niewłaściwie" Laozi
 
     
zołza 
Upierdliwiec
Zołza



Pomogła: 62 razy
Dołączyła: 03 Maj 2013
Posty: 2219
Skąd: Małopolska
Wysłany: Pią 13 Lut, 2015 10:49   

Thomasson napisał/a:
Ale to przeszłość, dzisiaj to ja jestem szefem, a reszta świata może mi naskoczyć, bo nie muszę nic i trzeźwieć też nie muszę

Nareszcie ff4ghh
Teraz już możesz/chcesz :)
Ostatnio zmieniony przez zołza Pią 13 Lut, 2015 10:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Thomasson 
Towarzyski



Pomógł: 3 razy
Wiek: 32
Dołączył: 30 Lip 2014
Posty: 428
Skąd: sesame street
Wysłany: Sob 14 Lut, 2015 22:33   

Ostatnio ktoś mi napisał że gratuluje mi pewności siebie, oczywiście z przekąsem. Nie myślałem nad tym, ale ostatnio w refleksjach pojawił się temat "nie da się wytrzeźwieć przez rozum" co sugeruje by nie ufać zbytnio w rozum. Tyle że w tej samej książeczce jest też - "zrozumienie jest kluczem do właściwych postaw i zachowań", i ta rozbieżność dała mi do myślenia...

Życie to sztuka podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności. Jest miliard dróg ale na raz mogę iść tylko jedną. Mogę być pewny czegoś na 90%, na 50%, na 15%, nie ważne, bo aby iść dalej muszę podjąć decyzję. Jako narkoman przywykłem już do złych decyzji :uoee: oraz nauczyłem się korzystać z rozsądku innych ludzi. I tu rodzi się niepewność: np chce zmienić prace, kalkuluje i mam jakieś wnioski, ale ktoś (powiedzmy znajomy) widzi sprawę inaczej i zasiewa we mnie niepewność. I co wtedy? Lecieć do psychologa jak do wyroczni? I tak do końca życia? w każdej ważnej sprawie?

Tutaj chyba potrzebny jest ten złą sławą owiany rozum. Zaufanie do siebie samego, nawet jeżeli powodów do zaufania nie za wiele. Mogę zdać się na siłę wyższą, ale konkretnej odpowiedzi nie dostanę. Potrzebna jest pewność siebie, zrozumienie. Na terapii mówili - "jeśli kilka osób mówi ci że masz ogon to chociaż odwróć się i sprawdź". Gorzej gdy sprawdzę, zobaczę że nie mam ogona... bo co wtedy myśleć o tych kilku osobach, komu ufać, sobie? :boisie: może bezpieczniej przytulić sie do tłumu, udając że ma się piękny ogon... :mysli:
_________________
"Właściwe słowa brzmią niewłaściwie" Laozi
 
     
Jo-asia 
Uzależniony od netu
miłośniczka



Pomogła: 59 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 10 Sie 2012
Posty: 3026
Skąd: Katowice
Wysłany: Sob 14 Lut, 2015 23:57   

To trudny temat...szczególnie gdy rozpatrujemy go, na przykładzie pracy.
Tu trudno mówić o pewności i zaufaniu do kogoś, czy siebie.

Proponuje wziąć przykład....w którym jest doświadczenie sukcesu.
Gdzie zaufanie do siebie...pomogło zrozumieć sens doświadczenia. :)
Dopiero potem....przenieść na pracę.

Powodzenia :)
_________________
...Jak tak płaczę, to mi lepiej i przestaje mnie dobijać nieuchronność przemijania.. 3r23
 
 
     
rybenka1 
Uzależniony od netu



Pomogła: 90 razy
Dołączyła: 19 Wrz 2010
Posty: 3909
Wysłany: Nie 15 Lut, 2015 00:35   

Rozum swoje ,serce swoje ,fajnie by było gdyby tak dwoje chciało tak razem.Nie zawsze mogą się dogadać ze sobą .No tu jest potrzeba zastosowania kompromisu ;) Mnie czasem jak za duzo myślę ,to mi szkodzi ,to czasem ide na zywioł .Intuicja to czuję i działam i prawie zawsze trafiam . ;)
 
     
szika 
Trajkotka
Uzależniona i DDA



Pomogła: 39 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 30 Sie 2013
Posty: 1740
Wysłany: Pon 16 Lut, 2015 10:56   

"lepiej iść i się przewracać niż klęczeć całe życie"
cytat nie pamiętam skąd..
_________________

 
     
Thomasson 
Towarzyski



Pomógł: 3 razy
Wiek: 32
Dołączył: 30 Lip 2014
Posty: 428
Skąd: sesame street
Wysłany: Pon 16 Lut, 2015 12:35   

Jo-asia napisał/a:
Proponuje wziąć przykład....w którym jest doświadczenie sukcesu.
Gdzie zaufanie do siebie...pomogło zrozumieć sens doświadczenia.
Myślę że sukces i porażka to dwie strony tej samej monety. Np moje wychodzenie z uzależnienia, próba leczenia ciężkiej i śmiertelnej choroby - brzmi jak zapowiedź sukcesu. Ale też doprowadzenie się do takiego stanu, do dna - porażka. Albo inny przykład: oblałem maturę z angielskiego - porażka, ale ja to planowałem, skupiłem sie na innych przedmiotach, a angielski zostawiłem na poprawkę, na inny termin - czyli jak poszło według planu to chyba sukces. Oczywiście jest tu niebezpieczeństwo zaniżania poprzeczki. A z drugiej strony mogę dokładnie tyle ile mogę, a wszystko ponadto to myślenie życzeniowe... Trzeba umieć znaleźć doskonałość w niedoskonałości, bo idealizm/perfekcjonizm krzyczy ciągle więcej! więcej! więcej! a to zabija zadowolenie...

rybenka1 napisał/a:
Mnie czasem jak za duzo myślę ,to mi szkodzi ,to czasem ide na zywioł .Intuicja to czuję i działam i prawie zawsze trafiam .
Dla mnie rozum/zrozumienie to nie to samo co myślenie. Myślenie to tylko czynność. Myślenie jest uwarunkowane przez poglądy. A ja nie lubię dużo myśleć - a myślę dużo. Lubię iść na żywioł, słuchać serca i nie kalkulować. Np gdy idę do pracy dłuższą drogą bo widoki ładniejsze. Albo gdy pomagam dla samego pomagania nie oczekując wdzięczności.

szika napisał/a:
"lepiej iść i się przewracać niż klęczeć całe życie"

Zgadzam się. Lepsze blizny niż złota (taka mentalna) klatka.
_________________
"Właściwe słowa brzmią niewłaściwie" Laozi
 
     
Jo-asia 
Uzależniony od netu
miłośniczka



Pomogła: 59 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 10 Sie 2012
Posty: 3026
Skąd: Katowice
Wysłany: Pon 16 Lut, 2015 13:20   

Thomasson napisał/a:
Myślę że sukces i porażka to dwie strony tej samej monety.

myślisz...czyli jeszcze, tego nie wiesz :)

nie wyraziłam się jasno, precyzyjnie
zrozumienie....łatwiej prześledzić, na przykładzie gdzie zostały spełnione Twoje oczekiwania (to nazwałam sukcesem)
...nie ma porażek, są niespełnione oczekiwania a to nie jest równoznaczne i nie oznacza, że to coś negatywnego
wręcz przeciwnie, niespełnione oczekiwania są potrzebne do korekty...myślenia właśnie

Praca, jest tak silnie obwarowana, uwarunkowaniami...prawie jak seks.
Choc z tym drugim, jest chyba jeszcze gorzej :rotfl:
_________________
...Jak tak płaczę, to mi lepiej i przestaje mnie dobijać nieuchronność przemijania.. 3r23
 
 
     
Thomasson 
Towarzyski



Pomógł: 3 razy
Wiek: 32
Dołączył: 30 Lip 2014
Posty: 428
Skąd: sesame street
Wysłany: Pon 16 Lut, 2015 14:11   

Jo-asia napisał/a:
nie wyraziłam się jasno, precyzyjnie
I nadal nie do końca rozumiem, może temat zbyt zawiły...
Jo-asia napisał/a:
gdzie zostały spełnione Twoje oczekiwania (to nazwałam sukcesem)
Tak, ja też to nazywam sukcesem.
Jo-asia napisał/a:
niespełnione oczekiwania są potrzebne do korekty...myślenia właśnie
Właśnie. Ale im mniejsze oczekiwania tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Akceptacja może zabijać rozwój. Pytanie czy szczęście/zadowolenie podlega uwarunkowaniu takiemu jak w piramidzie Maslowa. Bo to oznacza że jeszcze muszę bardzo dużo rzeczy zrobić zanim zapracuje sobie na uśmiech. :uoee: ale ja uśmiech mam już dziś :lol2: i tu znowu wracam do pewności siebie/zaufania do siebie... bo czy ufać odczuciom czy teorii psychologicznej?

Oczywiście jest też drugi aspekt. Korekta myślenia. Nie udało mi się spełnić oczekiwań to czas by przemyśleć swoje postępowanie, wyciągnąć wnioski, i iść dalej przed siebie.
Jo-asia napisał/a:
Praca, jest tak silnie obwarowana, uwarunkowaniami...prawie jak seks.
Zmiana pracy to był tylko przykład podejmowania ważnej decyzji w oparciu o zaufanie do siebie. Gdy sukces jest obwarowany uwarunkowaniami z których nie wiele zależy ode mnie to tutaj trzeba mieć fart. A co do seksu, w piramidzie jest najniżej jako potrzeba fizjologiczna... a z drugiej strony by zasłużyć na uznanie/akceptacje drugiego człowieka to trzeba spełnić tysiące warunków. I komu tu ufać skoro lubię siebie już teraz a aby być lubianym to trzeba...
_________________
"Właściwe słowa brzmią niewłaściwie" Laozi
 
     
Jo-asia 
Uzależniony od netu
miłośniczka



Pomogła: 59 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 10 Sie 2012
Posty: 3026
Skąd: Katowice
Wysłany: Pon 16 Lut, 2015 17:35   

Thomasson napisał/a:
może temat zbyt zawiły...

w sumie, nigdy nie próbowałam...tłumaczyć "zrozumienia"
to jest chwila i gdybym miała opisać.. co zrozumiałam i tak w słowa to trudno ubrać
Thomasson napisał/a:
Akceptacja może zabijać rozwój

pod warunkiem...braku ciekawości czy buntu
czy nie akceptacji...braku rozwoju
Thomasson napisał/a:
bo czy ufać odczuciom czy teorii psychologicznej?

to się, nie musi wykluczać wystarczy wybrać inne rozumienie
co do pracy....i Maslowa, można ją postrzegać również jako zabezpieczenie potrzeb fizjologicznych

a gdy te potrzeby w jednej chwili...są zaspokojone...wtedy czujesz satysfakcje, spełnienie i sukces
a myślenie...tego mi brakuje, wprowadza dyskomfort (brak akceptacji, uczucie niezaspokojonych potrzeb)

zrozumienie, wbrew pozorom jest bardzo proste....wystarczy, nie myśleć..w sensie "nie wiedzieć" :rotfl:
_________________
...Jak tak płaczę, to mi lepiej i przestaje mnie dobijać nieuchronność przemijania.. 3r23
Ostatnio zmieniony przez Jo-asia Pon 16 Lut, 2015 17:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Thomasson 
Towarzyski



Pomógł: 3 razy
Wiek: 32
Dołączył: 30 Lip 2014
Posty: 428
Skąd: sesame street
Wysłany: Śro 18 Lut, 2015 16:37   

Jo-asia napisał/a:
pod warunkiem...braku ciekawości czy buntu
czy nie akceptacji...braku rozwoju
Akceptacja potrzeby rozwoju. Jest ok ale może być lepiej. Ja mam małe wymagania, żyje skromnie ale czasem może to być postrzegane jako brak ambicji. Z drugiej strony może i bym chciał mieć tonę hajsu i nie martwić się o przyszłość. Ale im większe wymagania tym większe zmartwienia.

Jo-asia napisał/a:
a myślenie...tego mi brakuje, wprowadza dyskomfort (brak akceptacji, uczucie niezaspokojonych potrzeb)
Pragnienie przyczyną cierpienia mawiał Budda i do mnie to trafia.


Tak się zastanawiam czy da się nawiązać przyjaźń ukrywając (nie wiem czy to dobre słowo) fakt uzależnienia? Może po 40 latach abstynencji, czasy nałogu to niewiele znaczący epizod. Ale jak sprawa dość świeża i konsekwencje ćpania dokuczają... hm...
_________________
"Właściwe słowa brzmią niewłaściwie" Laozi
 
     
Jo-asia 
Uzależniony od netu
miłośniczka



Pomogła: 59 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 10 Sie 2012
Posty: 3026
Skąd: Katowice
Wysłany: Śro 18 Lut, 2015 16:41   

Thomasson napisał/a:
ukrywając

:nie:
I to nigdy, nawet po 40 latach :dokuczacz:
samo "ukrywanie" nie ważne czego, jest zaprzeczeniem...szczerości
a bez tego, przyjaźń nie istnieje ;)
_________________
...Jak tak płaczę, to mi lepiej i przestaje mnie dobijać nieuchronność przemijania.. 3r23
 
 
     
Thomasson 
Towarzyski



Pomógł: 3 razy
Wiek: 32
Dołączył: 30 Lip 2014
Posty: 428
Skąd: sesame street
Wysłany: Czw 19 Lut, 2015 22:12   

Jo-asia napisał/a:
samo "ukrywanie" nie ważne czego, jest zaprzeczeniem...szczerości
a bez tego, przyjaźń nie istnieje
Jasne, też tak myślę, ale rozmyślam nad różnymi możliwościami. Kiedyś przyznałem się do choroby w miejscu pracy, tak dla bezpieczeństwa bo klienci często na koniec roboty stawiali butle na stół, a ja wolałem by ktoś wiedział, i uniknąłem dzięki temu namawianiom, na tamten czas chyba mądrze. Ale zostało to odebrane jako taka "drewniana noga", myśleli że cienias i nieudacznik jestem a alkoholizm to tylko wymówka. A później chcieli mi wciskać mądrości bo myśleli że mózgu nie mam. Zmieniłem prace na inną. Ogółem gdy są żarty o alkoholu to jakoś tak dziwnie. Kiedyś jak udawałem zdrowego to później tożsamość narkomana jakoś się ode mnie oddalała, a to niebezpieczne. Z drugiej strony chwalenie się ludziom to narażanie się na potępienie. I jest ryzyko przekłamania, aby jakoś upiększyć.

Moją wadą (może i zaletą) jest szczerość i zaufanie. Nie chce zgrywać kogoś kim nie jestem, zwłaszcza gdy kogoś lubię i szanuję. Obecnie zasadą dla mnie jest że jak komuś ufam to mogę (ale nie muszę) powiedzieć, bo w sumie akceptuję swoją narkomanie i nie mam potrzeby ściemniać. Obecnie umiem żartować i z alkoholu i z alkoholizmu :wysmiewacz:
_________________
"Właściwe słowa brzmią niewłaściwie" Laozi
 
     
Jo-asia 
Uzależniony od netu
miłośniczka



Pomogła: 59 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 10 Sie 2012
Posty: 3026
Skąd: Katowice
Wysłany: Czw 19 Lut, 2015 22:32   

Chodzi mi o sam zwrot. ...." ukryć"
on mówi, sam za Ciebie
można nie mówić. ...ot, tak i nawet o tym nie pomyśleć
Ukrywanie....łączy sie ze specjalnym powodem....nie mówienia
_________________
...Jak tak płaczę, to mi lepiej i przestaje mnie dobijać nieuchronność przemijania.. 3r23
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
WWW komudzwonia.pl

antyspam.pl


Alkoholizm, współuzależnienie, DDA. Forum wsparcia
Strona wygenerowana w 2.2 sekund. Zapytań do SQL: 13