Pomógł: 43 razy Wiek: 47 Dołączył: 01 Lip 2011 Posty: 1377 Skąd: White Undercane
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 09:54
Jonesy napisał/a:
na ch** mi to było potrzebne...?"
Oooo jakie ładne "po co?"
OSSA napisał/a:
Jonesy, mam rozumieć, że upiłeś się by zwrócić uwagę żony ?
To nie piaskownica i daruj sobie te głodne kawałki, tak może dzieciak w podstawówce się tłumaczyć, że na złość mamie odmrozi sobie uszy.
Pomyślałem niemal to samo. Z tą jedynie różnicą, że myślę, że w niedzielę Bartek święcie wierzył, że odmrozi sobie uszy na złość mamie... Poniedziałek zweryfikował...
_________________ Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia.
Szczęście nie jest celem... Jest środkiem transportu.
Pomogła: 193 razy Dołączyła: 04 Paź 2008 Posty: 9774
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 10:11
A ja go mogę zrozumieć - próbował pokazać żonie jak bardzo cierpi z jej powodu,
tak bardzo, że gotów jest poświęcić nawet swoją trzeźwość - wszak wiedziała, ile ona, ta trzeźwość, dla niego znaczy.
Miał nadzieję, że żona to doceni i zareaguje. Nie zrobiła tego - pewnie Bartka zabolało to jeszcze bardziej,
no i całe szczęście, bo wytrąciła mu tym samym broń z ręki (na przyszłość).
A krótko i trywialnie? Bartek, chciałeś żonę zmanipulować przy pomocy zapicia, ale się nie dała. Mam rację?
Coz za wasze rady i manipulacje jestem już udoporniona.
Odpisałbym Ci coś na temat ale chyba nie warto, na alkoholizmie znasz się lepiej od nas
masz rację nie warto, przecież nic się nie stało, pewnie nie pierwsze i nie ostatnie zapięcie. Zawsze jakiś powód brak powodu się znajdzie. Na szczęście mnie już ten problem niedotyczy, mój były wpakował manatki, pojechał na odwyk, wrócił pracuje jest trzeźwy, kupuję sobie mieszkanie. Odchodząc zrobił mi największą przysługę, nie pytał dlaczego ja nie odeszlam, zostawił mi mieszkanie, płaci z własnej woli alimenty na młodszego syna. Para już nie będziemy, ale pozostalismy przyjaciółmi.
Co się czepiacie Ossy ? Wystarczy cofnąc sie do wpisów Jonsa do tyłu i dokładnie poczytac jak sie skarżył i szukał jakies możliwości aby żona zwróciła uwage na Jego ból i dzień codzienny .A Ona co ? Nic - bo dla niej związek sie skończył i nie widzi sensu cokolwiek z tym robić . Przeciez pisał juz wcześniej , że zastanawia się czy juz czy jeszcze poczekac - szukajcie sobie sami tych wpisów - jest troche działów w których to pisał . Ja tam wiem jedno tym zapiciem dał żonie potężna broń do reki ( masowego rażenia ) i postawił się prosto pod plutonem egzekucyjnym . Może żona była na tyle przewidująca i ma jakies tam fotki i lub inne "przyjemności " . Odmroził sobie uszy Wypłosz ? Ano a odmrożenia sie długo goją . Chciał zmanipulowac żonę ? A to żona zmanipulowało jego . Tyle
prsk
_________________ I tak wszyscy skończymy w zupie .
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 06 Gru 2011 Posty: 783
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 11:26
Wiedźma napisał/a:
Nawet jeśli widzisz to co chcesz zobaczyć, to może jednak daruj sobie taką ironię, OK
Nie, Wiedźmo widzę coś, czego bardzo nie chce zobaczyć i wczoraj i dziś i na juto również.
Tak, posługuje się ironia , to moja słabość, część mojej choroby, ironia jest ucieczką,ukryciem, kabotyńskim tchórzostwem ale i potrafi być formą agresji
Posługuje się ironia gdy nie potrafię inaczej, gdy nie umiem, wstydzę się lub boje. Jeszcze mi się to czasem zdarza ale nieczęsto Ironia to tez był taki sposób funkcjonowania w moim środowisku, tylko między silnymi ofkors Staram się nie robić tego w stosunku do ludzi ,szczególnie w ich słabości, by nie urazić lub zranić. Dlatego zacytowałam Twój post jako silnej i wyterapeutyzowanej, bo bez ironii nie potrafiłam powiedzieć tego co czuje i powiedzieć moim zdaniem powinnam ale zapomniałam, że ach nieważne
Użyłam wulgaryzmu świadomie z rozmysłem i celowo i kartka mi się oczywiście należy.
Spróbuje bez ironii, powiedzieć co czuje , ten wątek jest bardzo smutny i jest mi na prawdę przykro. I uważam że dobrze nie będzie, i uważam że Bartek odpłynął na drugą strone już jakiś czas temu i nie wiem kiedy wróci i kto to jest ten tu.... I uważam że tu pomocy nie otrzyma a wręcz przeciwnie, tak to wyglądało wczoraj przynajmniej i u Szymona ale to tylko moje zdanie a jestem tylko głupia pijaczką tak, że luz . No żałośnie to brzmi
więcej się nie odezwe słowo harcerki
_________________ "jestem ciszą między parą tonów,
które niełatwo się ze sobą godzą"R.M.Rilke.....................................
Pomógł: 43 razy Wiek: 47 Dołączył: 01 Lip 2011 Posty: 1377 Skąd: White Undercane
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 12:17
Jonesy napisał/a:
tak to sobie wytłumaczyłem
No właśnie... Czy Ty aby nie manipulujesz sobą, wmawiając sobie (i później nam), że to było przyczyną? Czy nie jest tak, że napiłeś się bo chciałeś się napić? Przygotowany grunt... Wszyscy mnie usprawiedliwią, przecież przez nią zapiłem...
Myślę, ze zapiłeś przez to, że u podstawy dokonałeś złego wyboru. Że trzy i pół roku temu zacząłeś trzeźwieć nie dla siebie... Że uzależniłeś swoją trzeźwość od czegokolwiek... Żony... Dzieci... Punktualności PKP... Nowym zadajemy tu często pytanie, czy chcą trzeźwieć... Czy Ty chciałeś? Czy zrobiłeś wszystko, żeby być trzeźwym? Czy zrobiłeś cokolwiek żeby się nie napić?
Jonesy napisał/a:
4 lata temu żona uratowała mi zycie - tak długo mi mówiła ze jestem chory, że w końcu przyjałem to za pewnik i zacząłem szukac pomocy.
Wczoraj zrobiła to drugi raz - pokazała, że tak naprawdę to czy się zapiję na śmierć, czy nie uderzy tylko i wyłącznie we mnie. Oni sobie beze mnie poradzą.
Pokazała mi że pijąc lub trzeźwiejąc dla niej na nic tak naprawdę nie wpłynę. to dla siebie samego muszę trzeźwieć. Dla siebie samego muszę chcieć.
Niesamowita kobieta.
Żona to, żona tamto, żona owo... A gdzie Bartek?
Jonesy napisał/a:
I do tej pory siedzi i rozmyśla nad tym jednym pytaniem: "na ch** mi to było potrzebne...?"
pterodaktyll napisał/a:
Co prawda to prawda, ale z tym określeniem "zapił" to bym się tak do końca nie zgodził. O takim co poszedł w cug i zachlał się w czarnoziem, czy wpadł w ciąg można powiedzieć, że zapił, ale stawiać znak równości pomiędzy kimś takim a kimś, kto wypił może kilka piw czy jakąś niewielką ilość innego alkoholu, to nieporozumienie. O wiele bardziej adekwatne jest stwierdzenie, że ktoś taki złamał abstynencję, zwłaszcza, że powiedzenie "zapił" ma dla podświadomości alkoholika bardziej pejoratywny wydźwięk i powoduje zwiększone poczucie winy po całym fakcie potrzebne mu akurat w tym momencie jak dziura w moście. Mówiąc o złamaniu abstynencji oczywiście mam na myśli sytuację w której po wypiciu ów delikwent wraca natychmiast do przerwanego leczenia i chwilowe złamanie tej abstynencji nie powoduje dalszego brnięcia w nałóg.
I tej wersji będę się trzymał choć pewnie zaraz mnie ortodoksi trzeźwienia powieszą za głoszenie herezji
O herezję posądzą Cię ci, którzy tego nie zrozumieli
Do cytowanej wypowiedzi dodałbym jeszcze, że wracamy do początku... Bo licznik, czy jak go tam zwać, jednak się kasuje. Bo nie jest się w tym samym miejscu co tuż przed zapiciem/złamaniem abstynencji, a mniej więcej w miejscu, w którym się było na początku drogi
_________________ Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia.
Szczęście nie jest celem... Jest środkiem transportu.
pterodaktyll Moderator .....zmieniłem narodowość, jestem alkoholikiem....
Pomógł: 204 razy Dołączył: 17 Mar 2009 Posty: 15153 Skąd: z...mezozoiku
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 12:26
Whiplash napisał/a:
O herezję posądzą Cię ci, którzy tego nie zrozumieli
No to oni mają problem a nie ja, nie sądzicie kol. Red?
Whiplash napisał/a:
dodałbym jeszcze, że wracamy do początku... Bo licznik, czy jak go tam zwać, jednak się kasuje.
Jeśli ktoś odmierza sobie te dni w trzeźwości i skrupulatnie liczy jak ten Harpagon to rzeczywiście mu się kasuje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo czy to będzie zapicie czy złamanie abstynencji, skutek w tym momencie jest ten sam. Zaczynamy od nowa tę mozolną wędrówkę do trzeźwości, choć może nie do końca od nowa, bo jednak pewien bagaż doświadczeń mamy jednak już za sobą. To czy z niego skorzystamy czy nie, to już inna bajka jak mawiał R. Kipling
Pomógł: 43 razy Wiek: 47 Dołączył: 01 Lip 2011 Posty: 1377 Skąd: White Undercane
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 12:40
pterodaktyll napisał/a:
No to oni mają problem a nie ja, nie sądzicie kol. Red?
pterodaktyll napisał/a:
Jeśli ktoś odmierza sobie te dni w trzeźwości i skrupulatnie liczy jak ten Harpagon to rzeczywiście mu się kasuje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo czy to będzie zapicie czy złamanie abstynencji, skutek w tym momencie jest ten sam. Zaczynamy od nowa tę mozolną wędrówkę do trzeźwości, choć może nie do końca od nowa, bo jednak pewien bagaż doświadczeń mamy jednak już za sobą. To czy z niego skorzystamy czy nie, to już inna bajka jak mawiał R. Kipling
czyli:
Whiplash napisał/a:
a mniej więcej w miejscu, w którym się było na początku drogi
_________________ Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia.
Szczęście nie jest celem... Jest środkiem transportu.
Boze jak się cieszę, boze jak się cieszę..
Że czas gdy czapeczka z wygrawerowaną na niej cyfrą, czy też liczbą pokazujacą lata abstnencji. mylnie postrzegana przez dumnie noszacych ją na głowach trzezwych ludzi.... odeszła dawno już w zapomnienie..
I to se już nie wrótti....panowie..czy tego ktoś chce..czy tyż nie...
Ale szacunek, pozostaje..
Pozdrawiam serdecznie
Pomogła: 39 razy Wiek: 55 Dołączyła: 30 Sie 2013 Posty: 1649
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 13:19
zimna napisał/a:
ten wątek jest bardzo smutny i jest mi na prawdę przykro. I uważam że dobrze nie będzie, i uważam że Bartek odpłynął na drugą strone już jakiś czas temu i nie wiem kiedy wróci i kto to jest ten tu.... I uważam że tu pomocy nie otrzyma a wręcz przeciwnie
zimna całkowicie bez ironii napisze, ze cały Twój post, którego tu cytuje tylko kawałek, pozytywnie mnie zaskoczył..
mam podobne zdanie jak Ty w tym co zacytowałam z Twojej wypowiedzi..
Bartek Ty leć na terapię... tyle Ci powiem... tu pomocy nie dostaniesz..
z innej beczki..
jak Ossa "lezała i kwiczała" to do Jej wątku każdy sobie mógł wejśc i ot tak kopnąć Ją.. czasem przypominało to wyścigi kto mocniej walnie Ossę po głowie..
teraz oczywiście Ossa na niczym się nie zna, nic nie rozumie, zresztą nie tylko Ona...
to taka moja obserwacja z boku zupełnie..
Pomogła: 193 razy Dołączyła: 04 Paź 2008 Posty: 9774
Wysłany: Wto 17 Lut, 2015 14:01
Whiplash napisał/a:
szika napisał/a:
Bartek Ty leć na terapię
Jakoś w całym tym zgiełku zapomnieliśmy przekazać tego co najważniejsze
Mów za siebie, kolego redaktorze. Ja nie zapomniałam:
Wiedźma napisał/a:
powiem to - może wystarczy tylko raz: nie byłeś na terapii i to Ci teraz przyniosło efekt.
Nie rozbroiłeś swoich mechanizmów uzależnienia, nie umiesz radzić sobie z emocjami,
będziesz się wywracał na każdym wystającym z ziemi korzeniu.
Uważam, że powinieneś naprawić ten błąd i jednak trafić na terapię
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum