Strona Główna Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA "

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Zaszczepiony Mors
Autor Wiadomość
Mors 
Milczek
Mors


Wiek: 59
Dołączył: 06 Mar 2021
Posty: 2
Skąd: Polska
Wysłany: Czw 15 Kwi, 2021 22:09   Zaszczepiony Mors

No w końcu się zebrałem by napisać parę słów o sobie, od razu wyprowadzam z błędu to szczepienie to szczepionka autentyczna a nie takie zaszczepienie pod wpływem którego funkcjonowałem prawie trzy dekady. Czuję się fatalnie, mam nadzieję że nie jest to mój ostatni wpis, bo znacznie gorzej czułem się setki razy i jakoś dotrwałem do dnia dzisiejszego. Zacznę od tego że "czysty" jestem od minionych wakacji, czysty ale jeszcze nie na tyle mądry mądry by bardzie otwarcie o sobie pisać. Zbyt dużo we mnie pychy że oto sobie poradziłem, jaki to jestem wspaniały bo nie piję. Na chwilę obecną realizuję swoje kolejne 24 h bez uzależnienia. Radzę sobie jak mogę z napadami apetytu na słodkości, pączki i gorzką czekoladę. Mam w realu wspaniałego nauczyciela po kilkunastu odwykach, który nie wie o mnie za dużo, przez co traktuje mnie jako abstynenta z wyboru. Dzięki temu że "rozumiem jego język", łaknę wszystkie mądrości jak najlepszą lekcję. Mamy podobny "staż" w kleszczach nałogu oraz błogostanie trzeźwości. Nie ważne że ja preferowałem lekkie trunki, a kolega opowiada mi jak odbarwiał. Wiem że być może to mnie czekało wcześniej czy później. Nie jeżdżę na spotkania grup AA ani na mitingi. Całe życie sam byłem sobie sterem i okrętem i każda indoktrynacja mnie przeraża. Czy to mi może zaszkodzić ? Opierając się na doświadczeniach siostry, myślę że raczej nie. Wiem, ktoś zaraz pomyśli nie ma dwóch takich samych przypadków, ale wychowywał nas ten sam "kapral", tak że dom opuściłem mając 14 lat i od tamtej pory przez wiele lat stroniłem od powodu dla którego musiałem się zabierać z domu. Skoro miałem takie doświadczenia dla czego zacząłem pić. Dopiero obecnie mając minimalną wiedzę wiem co dostałem na dorosłe życie od "kaprala". Przekazał mi w genach nie uzależnienie, tylko "mocną głowę" Teraz gdy sięgam pamięcią, cała linia męska moich przodków umierała raczej z tego powodu. Niektórzy później, niektórzy na choroby spowodowane nadużywaniem, ale nikt nie mówił o sobie że jest alkoholikiem, smutne. Gdy bym wtedy potrafił dojść do takich wniosków, może nie pisał bym na tym forum. Faktem jest że przez prawie trzydzieści lat oszczędzałem się tylko ze względu na rodzaj pracy. Ale gdy trafiała się możliwość było tego sporo. Tak jak napisałem wyżej, nie chorowałem tak by leczyć się po kilku dniach balowania, koniec to koniec. Z czasem pojawiły się słabsze trunki w ciągu tygodnia, a w końcu było to codziennością. W pracy symbolicznie, poprawka wieczorem ale tylko tyle by rano być czysty, alkomat nosiłem ze sobą cały czas. Taka huśtawka powodowała że ciągle byłem poirytowany, wystarczył błahy powód, a był akurat weekend i dwa dni miałem wycięte z życiorysu. Kogo winiłem za to że piję? Chyba wszystkich.
Teraz wiem że mój mózg "jechał cały czas na rezerwie" W każdej chwili mogło skończyć się "paliwo", dla tego skrytek miałem kilka. Kilka lat temu straciłem pracę, stres a może "paliwo" spowodowało że zachorowałem i musiałem zmienić pracę na stacjonarną. Radziłem sobie mimo choroby, firma rozkręcała się powoli aczkolwiek do fajnych rozmiarów. Miałem tyle pracy że spałem po kilka godzin. Gdy wyzdrowiałem, zostałem sam z wszystkim na głowie bo osoba z którą przeżyłem prawie trzydzieści lat uznała że firma nie ma przyszłości, że nie może mi pomagać bo jedzie zarabiać w twardszej walucie. Kupiłem jej bilet i na dwa lata zostałem sam z domem na głowie, i masą problemów. Ile wytrwałem trzeźwy? Aż zadzwoniła i napomknęła że chyba tam zostanie dłużej bo kupka "szmalu" rośnie wolniej niż myślała. To przelało czarę. Zaczął się czas wyprzedaży, odzyskiwania zainwestowanego kapitału i "upojnych" dni i nocy. Gdy by w końcu nie wróciła, prawdopodobnie dawno już zjadły by mnie robaki. Wróciła inna osoba. Materialistka to najskromniejsze określenie, ale że wróciła bez "mamony" więc stałem się na kilka lat sponsorem. Co najgorsze nie można było z nią normalnie porozmawiać. Tłumaczenie że zaraz przejemy oszczędności doprowadzało ją do białej gorączki. "co ty jesteś za facet że nie umiesz utrzymać rodziny?" Podobnie jak ja dostałem od swojego rodzica gen "mocnej głowy" tak ona odziedziczyła po mamusi apodyktyczny charakter. Teść był innym człowiekiem, spokojny uległy, ciężko pracujący całe życie do śmierci. Czy miałem tak jak on poddać się ? Chyba gdzieś pojawiła się myśl że lepiej się zapić niż żyć dalej w takiej atmosferze. Nie wybielam się, mam sporo za uszami ale nigdy nie przekraczałem pewnych barier. Nigdy nikogo nie uderzyłem i do domu wracałem skruszony, świadomy swojej winy, do czerwca minionego roku. Poznałem co to ciąg i wszystkie jego konsekwencje. Każdego dnia rano kończyłem, wytrzymywałem kilka godzin, "kontrolka coraz mocniej migała" Tak oto dobiłem do ściany, za którą była tylko pustka, pomyśleć że ponad ćwierć wieku temu zaczynałem od grzańca z miodem, max dwa bo rano do pracy.

Jeśli dotrwaliście do końca, przyznacie że jestem uzależnionym alkoholikiem, już świadomym tego jak zmarnowałem sobie życie. Ile w tym czasie mogłem zrobić dla własnego rozwoju. Teraz nadrabiam stracony czas. Mam hobby które mnie pochłonęło bez końca. Hobby i oszczędności sprawiają że pozytywnie widzę swoją przyszłość. Jeśli nie "zabije" mnie szczepionka lub Covid nadrobię choć część planów które codziennie udoskonalam.
Szczepionka działa, mam stan podgorączkowy ale nie na tyle wysoką temperaturę by choć jeden fakt był przeze mnie ubarwiany. Obszary mojego mózgu, odpowiedzialne za kolorowanie i fantazjowanie by tylko "zatankować", już nie kierują moimi myślami, wypowiedziami i zachowaniem.
Życzę wszystkim czytającym miłej nocki.
_________________
Myślę - więc jestem trzeźwy!
 
     
jal 
Gaduła
Alkoholik dozgonny.



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 753
Skąd: świętokrzyskie
Wysłany: Pią 16 Kwi, 2021 06:26   

Witaj Mors - fajnie że jesteś... :)
_________________
Mam bardzo silną wolę... robi ze mną co jej się tylko podoba.
Mój fotoblog
 
     
Wiedźma 
Administrator


Pomogła: 190 razy
Dołączyła: 04 Paź 2008
Posty: 9493
Wysłany: Pią 16 Kwi, 2021 07:02   

A co Ci podali? Która to szczepionka?
_________________
Anioły dlatego latają, że lekce sobie ważą...
Co Wiedźma robi po godzinach - GALERIA
 
     
Kami 
Trajkotka
Jak wyczerpać temat, zanim nas wyczerpie K.C.B.



Pomogła: 38 razy
Wiek: 55
Dołączyła: 03 Sty 2014
Posty: 1031
Wysłany: Pią 16 Kwi, 2021 12:17   

Mors, witaj na forum
_________________
To nie droga prowadzi do celu, ale cel wskazuje Ci drogę...K.C.Buszman
 
     
zołza 
Upierdliwiec
Zołza



Pomogła: 62 razy
Dołączyła: 03 Maj 2013
Posty: 2219
Skąd: Małopolska
Wysłany: Sob 17 Kwi, 2021 20:14   

Mors napisał/a:
Jeśli dotrwaliście do końca, przyznacie że jestem uzależnionym alkoholikiem, już świadomym tego jak zmarnowałem sobie życie. Ile w tym czasie mogłem zrobić dla własnego rozwoju. Teraz nadrabiam stracony czas. Mam hobby które mnie pochłonęło bez końca. Hobby i oszczędności sprawiają że pozytywnie widzę swoją przyszłość.


Dotrwałam :lol: z trudem :roll:
Cześć Mors :D
Świadomość , pokora , plany ,rozwój ...łatwo przyszło :lol:
 
     
Wiedźma 
Administrator


Pomogła: 190 razy
Dołączyła: 04 Paź 2008
Posty: 9493
Wysłany: Sob 17 Kwi, 2021 20:26   

zołza napisał/a:
Dotrwałam :lol: z trudem

To przez brak akapitów :luzik:
Morsie, staraj się nie pisać ciurkiem, bo źle się czyta taki jednolity tekst.
Rób odstępy pomiędzy sekwencjami, a czytający nie będą się zniechęcać :)
_________________
Anioły dlatego latają, że lekce sobie ważą...
Co Wiedźma robi po godzinach - GALERIA
 
     
esaneta 
Moderator


Pomogła: 94 razy
Wiek: 50
Dołączyła: 12 Lip 2011
Posty: 3350
Wysłany: Sob 17 Kwi, 2021 20:30   

Nie było tak źle, ja tez dotrwałam ;)
Witaj na Dekadencji :)
_________________
I Love gołąbki Klarci.

:esa:
 
     
Mors 
Milczek
Mors


Wiek: 59
Dołączył: 06 Mar 2021
Posty: 2
Skąd: Polska
Wysłany: Wto 28 Wrz, 2021 07:07   

Nadszedł ten moment że ponownie goszczę na Dekadencji, która lepsza jest tak naprawdę niż MATRIX który nas na co dzień otacza w realnym życiu.
Może sprawia to asertywność która rozwinęła się w trakcie mojego trzeźwienia, ale to co nas otacza w realu jest chyba najgorszym "syfem".
Czasami trzeba się uszczypnąć czy w to co się słyszy w reklamach może ktoś uwierzyć ?
Czy jakikolwiek organizm jest w stanie znieść tyle suplementów które wciskają wierzącym w nie ludziom.
Wszystko to w pogoni za pieniądzem, za wszelką cenę i dosłownie "po trupach", chyba wszyscy chcą się bogacić, bogacić bez końca na wszystkim.

Oczywiście umiem pisać w sposób bardziej czytelny i przepraszam że swój pierwszy wpis "wylał" się takim ciurkiem, bez czasu na złapanie powietrza. Prawdopodobnie natłok emocji, może sprawiło to działanie szczepionki, obiecuję poprawę.
Tak jak napisałem na początku, zawitałem na forum bo moja trzeźwość osiągnęła kolejny stopień "wtajemniczenia", taki żółty pas (karate), alkoholika który już teoretycznie wie która drogą iść, czasami tylko zdziwiony jestem że teraz to takie proste.
Kiedyś utrudniałem sobie życie, obarczając żonę sprawami które teraz sprawiają mi przyjemność. Świadomość samodzielności, prawdziwej bez popadania w pychę. Oto umiem zrobić placki ziemniaczane, to co że trochę niesłone, ale ZJADLIWE.
Fakt że od trzech tygodni żona jest w sanatorium nie wiele zmienia, od mojego trwałego wytrzeźwienia, nadal jestem dla niej alkoholikiem tylko takim który się nie upija. Nie nastąpiła zmiana której oczekiwała, a ja nie potrafię jej przekonać że to tak właśnie działa.
Sugestie iż gdy by mnie zostawiła to bym, się zapił, straciły rację bytu. Potrafię w końcu LOGICZNIE rozmawiać z żoną a ona widocznie nie rozumie że jest to jedna z tych pozytywnych zmian z których odczuwam satysfakcję.
Bez podnoszenia głosu, tłumaczę że zmieniam się w dobrym kierunku, a to kiedy ona zaakceptuje ten stan zależy tylko od niej.
Jako że jest to moje pierwsze i jedyne wychodzenie z uzależnienia od alkoholu, nie mam doświadczenia i czasami może niepotrzebnie podpieram się przykładami zaczerpniętymi z przeczytanych na terapii książek, wtedy pada pytanie:
Dla czego w takim razie nie jeździsz na mitingi, inni alkoholicy spotykają się po kilka razy w miesiącu a ty siedzisz w domu?
Co mam jej odpowiedzieć, jeśli ona uważa iż to może z tego powodu moja zmiana nie jest taka na jaką liczyła ?
Odpowiadam na przykładzie, na terapie odchudzające też nie jeździłem a schudłem kilkanaście kilogramów.
Terapie grupowe nie każdemu pasują i ja widocznie jestem takim przypadkiem, to że latem spędzałem na rowerze kilka godzin dziennie było dla mnie terapią łączoną.
Spadała moja waga a leczyła się psychika, siedząc w domu też nie marnuję czasu, realizuję się w swoim hobby, nadrabiam czas który zmarnowałem popijając piwo, łapiąc tym samym zbędne kilogramy.
Praca umysłowa też doskonale spala kalorie, po kilku godzinach przy komputerze dosłownie opadam z sił, ale teraz lubię to robić, sprawia mi satysfakcję że mój mózg musi pracować na "wysokich obrotach".
Jeszcze pół tory roku temu była to dla mnie męczarnia, siadałem do klawiatury tylko wtedy gdy musiałem, i starałem się jak najszybciej skończyć, by zaspokoić "pragnienie",
Obecnie wiem, że choć nie cofnę zmian które zaszły w moim mózgu, taki wysiłek jest w moim wieku konieczny. Odzyskałem możliwość zapamiętywania i planowania czynności w ciągu dnia.
Zacząłem myślami wybiegać również do przodu, nie jak wcześniej tylko do następnej butelki piwa. Czy będę miał rano na kaca to było maksymalnie osiem godzin. Obecnie wiem że dzięki planowaniu mam zapewnione przetwory na zimę.
Zasiałem na wiosnę ze 100 sadzonek pomidorów, podzieliłem się z kolegą, chcieli byście zobaczyć minę żonę kolegi gdy zobaczyła jak on robi ogród pierwszy raz od kilkunastu lat :lol:
Też dla równowagi dostała ode mnie kilka sadzonek, ale jakoś jej się nie udało nic na nich wyhodować, a przynajmniej pomidory nie były takie jak u kolegi.
Narobiliśmy ogórków na zimę, koncentratu, zbieraliśmy jagody, grzyby. Jeszcze tylko przed nami kiszenie kapusty :lol:
Wszystkie te czynności były dla nas jakimiś nowościami, no może po za zbieraniem grzybów.
Nie robiliśmy tego razem, ale współpraca odbywała się na zasadzie, on miał liście czarnej porzeczki do kiszenia ogórków, ja nadwyżkę kopru.
Znalazłem w internecie przepis na nawóz z pokrzyw, narobiliśmy tego nadmiar i niepijący sąsiedzi kolegi korzystali z tego pomysłu może pierwszy raz w życiu nawożąc w ten sposób pomidory.
Dzięki pozytywnemu nastawieniu, każdy dzień witam jako wyzwanie do zrobienia czegoś dobrego dla siebie. Bez względu na pogodę za oknem, dla mnie zawsze świeci słońce.
Nowy trzeźwy dzień, waga niższa o kilkanaście kilogramów, świadomość że jeśli wyszedłem z uzależnienia od alkoholu, poradzę sobie z każdym problemem daje mi takiego kopa którego życzę każdemu.
Alkoholicy są teraz dla mnie jakimiś lepszym typem człowieka, oczywiście ci niepijący.
Nie oceniam też negatywnie tych "w ciągu", staram się dla równowagi raz na jakiś czas znaleźć w takim towarzystwie by przypomnieć sobie z czego się wyrwałem.
Nie są wbrew pozorom dla mnie zagrożeniem jak to słyszałem na terapii, nie dopuszczam do siebie nawet myśli że i ja mogłem się tak zachowywać, mówić, wyglądać.
Wiem że ja nie mogę im pomóc w żaden sposób, i choć by z tego powodu wdzięczny jestem swojej żonie ze ONA TO ZROBIŁA ze mną.

Jeśli chciała bym wyrwał się z tego wiru i nie utonął, oznacza że zależało JEJ na mnie, a więc teraz ja muszę być cierpliwy by zaakceptowała mnie takim jaki obecnie jestem.
Jeśli wszystko się ułoży, na pewno podzielę się tym na Dekadencji.
_________________
Myślę - więc jestem trzeźwy!
 
     
jal 
Gaduła
Alkoholik dozgonny.



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 753
Skąd: świętokrzyskie
Wysłany: Wto 28 Wrz, 2021 09:49   

...Dzięki pozytywnemu nastawieniu, każdy dzień witam jako wyzwanie do zrobienia czegoś dobrego dla siebie. Bez względu na pogodę za oknem, dla mnie zawsze świeci słońce.
Nowy trzeźwy dzień, waga niższa o kilkanaście kilogramów, świadomość że jeśli wyszedłem z uzależnienia od alkoholu, poradzę sobie z każdym problemem daje mi takiego kopa którego życzę każdemu.
Alkoholicy są teraz dla mnie jakimiś lepszym typem człowieka, oczywiście ci niepijący.
Nie oceniam też negatywnie tych "w ciągu", staram się dla równowagi raz na jakiś czas znaleźć w takim towarzystwie by przypomnieć sobie z czego się wyrwałem.
Nie są wbrew pozorom dla mnie zagrożeniem jak to słyszałem na terapii, nie dopuszczam do siebie nawet myśli że i ja mogłem się tak zachowywać, mówić, wyglądać.

Fajnie się czyta... może trochę za dużo wiary w swoje możliwości ale każdy ma inaczej - powodzenia. :)

ps. ja nadal mam do siebie ograniczone zaufanie.
_________________
Mam bardzo silną wolę... robi ze mną co jej się tylko podoba.
Mój fotoblog
Ostatnio zmieniony przez jal Wto 28 Wrz, 2021 09:50, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
WWW komudzwonia.pl

antyspam.pl


Alkoholizm, współuzależnienie, DDA. Forum wsparcia
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 12