Strona Główna Forum Wolnych od Alkoholu
"DEKADENCJA"

czyli rozmowy o alkoholizmie oswojonym i nie tylko...


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
kłamać czy mówić prawdę ?
Autor Wiadomość
milutka 
Trajkotka



Pomogła: 49 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 19 Lut 2010
Posty: 1705
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 00:15   kłamać czy mówić prawdę ?

Słuchajcie zastanawia mnie jedna rzecz....jak to jest u alkoholików ....czy lubią być okłamywani,czy w ogóle są swiadomi tego co sie do nich mówi czy mimo wszystko maja swoją urojoną prawdę ?Spotkałam sie z tym ,że jak mówię coś do męża i jestem szczera to zazwyczaj odwraca "kota ogonem "i wmawia mi ,że go kłamię ...jest wiele sytuacji ostatnio gdzie on reaguje na prawdę całkiem odwrotnie ....a jak go skłamie -jest wszystko okej :szok:mnie to uwiera bo nie wiem czy niestety czy stety ale staram się być szczera ale przy nim wychodzę lepiej jak kłamię 8| ...czy to jakaś przypadłość alkoholików? :bezradny:
 
 
     
pietruszka 
Moderator


Pomogła: 232 razy
Wiek: 53
Dołączyła: 06 Paź 2008
Posty: 5432
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 01:03   

Milutka, a jak Ty się z tym czujesz, kiedy mówisz prawdę? A jak, kiedy (delikatnie mówiąc) się mijasz z prawdą? To, czy Twój mąż jest alkoholikiem, nie zależy od tego, czy mówisz prawdę, czy nie. Jeśli prawdy nie przyjmuje do siebie, jeśli staje się podejrzliwy, a Twoje życie, czy zdrowie jest z tego powodu zagrożone - korzystaj z dostępnych środków, które zapewnią Ci bezpieczeństwo.

Teraz po latach myślę sobie, jak zaciera się granica poczucia dobra i zła w życiu z czynnym alkoholikiem. Sama nakłamałam kiedyś przed szefem, jaki to biedaczek chory i jaką gorączkę ma... (a przecież po prostu ma kaca gigant, którego właśnie leczy) Jakieś to tamto życie w ogóle zakłąmane było. Ile razy hardo mówiłam: "u mnie wszystko w porządku" (mam już wszystkiego dosyć). "Wiesz nie mogę przyjść do Ciebie na imieniny, bo mnie w delegację wysyłają"(przecież nie zabiorę go ze sobą, bo narozrabia, a sama nie pójdę, bo nie chce mi się tłumaczyć i coś wymyślać. Oj, było tego... też było mnóstwo kłamstw dla świętego spokoju, bo nie chciało mi się wchodzić w dysputy z pijanym, a inaczej nie umiałam się bronić, no i miałam czasem złudzenia, że jakies drobne kłamstwo raz czy drugi naprawi sytuację w domu.

Brrrr... nie, stanowczo dziękuję... już nie chcę za Chiny Ludowe powrotu do tamtych czasów.... :evil:
_________________

 
     
ZbOlo 
[*][*][*]
Ojciec Chrzestny


Pomógł: 35 razy
Dołączył: 27 Lut 2009
Posty: 2713
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 08:14   

milutka napisał/a:
czy lubią być okłamywani,czy w ogóle są swiadomi tego co sie do nich mówi czy mimo wszystko maja swoją urojoną prawdę ?

...gdy piłem liczył tylko alkohol... mogłem usłyszeć o sobie wszelkie bzdury, mogłem się zgodzić z wieloma kłamstwami... tylko musiałem dostać gorzałę. Nie wspomnę już o tym, że sam mogłem przysiądź na zdrowie moich dzieci... wiedząc, że i tak nie dotrzymam słowa. Liczył się TYLKO ALKOHOL, a słowa... były tylko przeszkadzającym skowytem, krzykiem lub szmerem, które chciałem jak najszybciej uciszyć... oczywiście zalewając się "w trupa"...
_________________
Homines soli animalium non sitientes, bibimus
 
     
Tomoe 
(banita)


Pomogła: 106 razy
Dołączyła: 01 Cze 2009
Posty: 4791
Skąd: Śląsk
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 08:31   

Milutka, alkoholizm jest nazywany chorobą zakłamania. Mózg alkoholika funkcjonuje inaczej niż umysł osoby niepijącej czy też pijącej, ale nieuzależnionej.
W sposobie myślenia alkoholika funkcjonuje tak zwany "system iluzji i zaprzeczeń".

Oto fragment artykułu księdza Marka Dziewieckiego, w którym wyjaśnia on naturę choroby alkoholowej, a między innymi pisze na temat systemu iluzji i zaprzeczeń u alkoholików:

"Gdyby uzależnienie emocjonalne od alkoholu było jedynym mechanizmem choroby alkoholowej, to człowiek nadużywający alkoholu sam dosyć szybko zrozumiałby oczywisty fakt, iż picie alkoholu może jedynie pogorszyć jego sytuację życiową i że subiektywne odczucie ulgi czy poprawy nastroju to stany chwilowe i iluzoryczne, opłacone bardzo wysoką ceną cierpienia oraz krzywd wyrządzanych sobie i innym. Rodzi się więc pytanie: jak to jest możliwe, iż mimo coraz bardziej bolesnych konsekwencji, alkoholik kontynuuje sięganie po alkohol? Jest to możliwe ze względu na istnienie drugiego - obok uzależnienia emocjonalnego - mechanizmu choroby alkoholowej. Mechanizmem tym jest uzależnienie intelektualne. Skrajne przywiązanie emocjonalne do alkoholu powoduje drastyczne zaburzenia w myśleniu na temat tej substancji. Zaburzenia te prowadzą do powstania tak zwanego systemu iluzji i zaprzeczeń.

Sposób myślenia człowieka uzależnionego na temat alkoholu jest z tego względu ekstremalnie subiektywny i całkowicie podporządkowany potrzebom emocjonalnym. Używając terminologii Adlera można powiedzieć, że chory posługuje się w tej dziedzinie wyłącznie logiką prywatną. Jednocześnie nawet jeszcze przez dłuższy czas może zachować zdolność logicznego i obiektywnego myślenia o wszystkim, poza swoją postawą wobec alkoholu oraz rolą, jaką ta substancja odgrywa w jego życiu. W tej dziedzinie „rozumowanie” uzależnionego jest całkowicie podporządkowane jego stanom emocjonalnym i nie respektuje elementarnych zasad zdrowego rozsądku.

Na płaszczyźnie intelektualnej nie istnieje więc żadna możliwość porozumienia się z osobą uzależnioną od alkoholu. Nie jest zatem możliwe dokonanie z nim logicznej analizy jego sytuacji w tym względzie. Co więcej, próby dyskusji na ten temat stwarzają jedynie okazję, by chory, „obalając” zarzuty czy argumenty innych osób, wzmacniał jeszcze system własnych iluzji i zaprzeczeń, czyli by mógł się on subiektywnie upewniać, że nie ma żadnego problemu z alkoholem. Z kolei dla otoczenia, np. dla współmałżonka, tego typu dyskusje powiększałyby zakres konfliktu z chorym, gdyż nie rozumiejąc patologicznych mechanizmów rządzących myśleniem chorego, łatwo byłoby go posądzić o świadome kłamstwa i przewrotność. Zdolność alkoholika do logicznego myślenia o wszystkich innych sprawach jest tu czynnikiem dodatkowo utrudniającym otoczeniu zrozumienie rzeczywistego stanu jego psychiki oraz strategii jego myślenia.

Alkoholik to zatem ktoś, kto w nałogowy sposób oszukuje samego siebie i kto — w konsekwencji — próbuje w podobny sposób oszukiwać innych ludzi, począwszy od osób z najbliższego otoczenia. Przyjrzyjmy się bliżej temu mechanizmowi nałogowego oszukiwania samego siebie. Wspomniałem już, że mechanizm ten posiada dwa podstawowe elementy: system iluzji oraz system zaprzeczeń.
System iluzji polega na tym, iż wbrew elementarnym faktom i doświadczeniom chory trwa w subiektywnym przekonaniu, że nie jest uzależniony od alkoholu i że potrafi kontrolować swoje picie. Pozostaje też subiektywnie przekonany, że gdyby tylko chciał czy uważał to za konieczne, to w każdej chwili mógłby w ogóle przestać pić.
Z kolei system zaprzeczeń polega na takim interpretowaniu i selekcjonowaniu faktów oraz wydarzeń, by negować istnienie jakichkolwiek bolesnych konsekwencji nadużywania alkoholu. Jeśli w danej sytuacji negatywne konsekwencje picia są już tak jednoznaczne i drastyczne, iż nawet chory nie jest w stanie temu zaprzeczyć, to i tak znajduje jakieś „argumenty”, które według jego logiki stanowią zasadne usprawiedliwienie jego zachowania. Typową strategią jest wtedy twierdzenie, iż w obliczu danych trudności czy problemów każdy człowiek sięgnąłby po alkohol. Za takim rozumowaniem stoi oczywiście błędne założenie, iż picie alkoholu jest naturalną i konieczną konsekwencją przeżywanych problemów, a nie jednym z błędnych sposobów reagowania na te problemy. Innym typowym sposobem myślenia obronnego w obliczu nadużywania alkoholu jest twierdzenie, że w zaistniałej okoliczności nikt nie mógłby odmówić picia. Człowiek uzależniony od alkoholu potrafi łudzić się i negować najbardziej nawet ewidentne fakty z patologicznie „mistrzowską” fantazją, która zdecydowanie przekracza strategie myślenia ludzi zdrowych. Z tego względu alkoholicy mają niezwykłą łatwość w oszukiwaniu nie tylko samych siebie, ale także innych ludzi. Zwykle jedynie doświadczeni profesjonaliści z zakresu uzależnień oraz trzeźwiejący alkoholicy potrafią skutecznie bronić się przed intelektualnymi manipulacjami ludzi uzależnionych i demaskować ich systemy iluzji oraz zaprzeczeń."

Cały artykuł - pod tym adresem:
http://www.opoka.org.pl/b...lkoholizmu.html
 
 
     
emigrantka 
Gaduła
a ja jestem prosze pana na zakrecie ...



Pomogła: 12 razy
Wiek: 55
Dołączyła: 09 Lut 2010
Posty: 706
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 08:36   

Nie wiem czy to przypadlosc alkoholikow ale byc moze ..
dla Twojego meza prawda jest niewygodna ,bo musialby cos z tym zrobic (konkretnie z piciem)
a to dla czynnego alkoholika ,ktory nie mysli o leczeniu prawda bardzo bolesna
zamyka sie w swoim swiecie iluzji i zaprzeczen ,stwarzajac sam sobie komfort picia
minimalizuje problem , aby pic i tak jak ZbOlo, napisal liczy sie tylko alkohol
a Ty najlepiej abys nie mowila nic bo jemu Twoje slowa brzecza dlugo w glowie i psuja obraz jego wlasnej osoby a ON przeciez nic "zlego nie robi " :/

T
_________________
"Alkoholicy mają wspólne drzewo genealogiczne: wszystkim im odbija palma" :-D.
Ostatnio zmieniony przez emigrantka Wto 11 Maj, 2010 08:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
emigrantka 
Gaduła
a ja jestem prosze pana na zakrecie ...



Pomogła: 12 razy
Wiek: 55
Dołączyła: 09 Lut 2010
Posty: 706
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 08:38   

Tomoe, przedstawila to bardziej fachowo
_________________
"Alkoholicy mają wspólne drzewo genealogiczne: wszystkim im odbija palma" :-D.
 
 
     
Tomoe 
(banita)


Pomogła: 106 razy
Dołączyła: 01 Cze 2009
Posty: 4791
Skąd: Śląsk
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 08:45   

Nie ja, tylko ksiądz Dziewiecki. :skromny:
Ja tylko zacytowałam. :)

Zresztą każdej współuzależnionej kobiecie mogę z czystym sumieniem polecić wszystkie artykuły księdza Marka Dziewieckiego o alkoholizmie i współuzależnieniu. Pisze mądrze i przystępnie. Mnie jego teksty bardzo pomogły w zrozumieniu wielu spraw. Sporo jego tekstów jest w internecie. :)
 
 
     
beata 
Szefowa Al-Kaidy
współuzależniona,ddd

Pomogła: 83 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 07 Sty 2009
Posty: 2806
Skąd: 51°38'51N
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 09:22   

emigrantka napisał/a:
a ON przeciez nic "zlego nie robi"
Jak słyszę te słowa,to mnie krew zalewa. :uoee: Każde moje słowa do Niego właśnie w ten sposób kwitował...."No przecież ja nic złego nie robię" :uoee:
Pytasz czy to jakaś przypadłość u alkoholików?Nie wiem jak u innych,ale mój mąż na tę przypadłość cierpiał na pewno.Mówiłam Mu prawdę...a On uważał,że ściemniam,oszukuję Go.Brał do siebie tylko te słowa,które były dla Niego wygodne.A już największym kłamstwem dla Niego z mojej strony było,gdy mówiłam Mu,że ma problem z alkoholem. :roll:
Milutka.Czy Ty dobrze się czujesz mówiąc Mu prawdę i potem słuchać Jego bełkotu?Czy Twoim zdaniem to ma sens?A może odpuść sobie i zajmij się sobą? :pocieszacz:
Tomoe napisał/a:
Nie ja, tylko ksiądz Dziewiecki
Tomoe,przeczytałam ten artykuł z zapartym tchem.Masz może jakieś linki do tych artykułów? :prosi:
_________________

"Każdy ranek daje szansę na to, by wieczorem móc powiedzieć, że to był dobry i szczęśliwy dzień… "
Miłego dnia życzę wszystkim. :)
 
     
Tomoe 
(banita)


Pomogła: 106 razy
Dołączyła: 01 Cze 2009
Posty: 4791
Skąd: Śląsk
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:07   

http://www.opoka.org.pl/b...aleznienie.html

Ten artykuł szczególnie polecam, zwłaszcza że zawiera fragment o możliwości separacji. :)
Pochwała separacji małżeńskiej wychodzaca spod pióra kapłana katolickiego - to argument skierowany do tych kobiet-katoliczek, które są przekonane, że jeśli już wyszły za mąż za alkoholika, to muszą dożywotnio "nosić swój krzyż".
Otóż wcale nie muszą. Kościół Katolicki dopuszcza instytucję separacji, a w niektórych przypadkach wręcz ją zaleca. Zwłaszcza wtedy, gdy w małżeństwie dochodzi do przemocy.
Ostatnio zmieniony przez Tomoe Wto 11 Maj, 2010 10:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Halibut 
Gaduła


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 982
Skąd: Ocean Spokojny
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:14   

Tomoe napisał/a:
Na płaszczyźnie intelektualnej nie istnieje więc żadna możliwość porozumienia się z osobą uzależnioną od alkoholu. Nie jest zatem możliwe dokonanie z nim logicznej analizy jego sytuacji w tym względzie. Co więcej, próby dyskusji na ten temat stwarzają jedynie okazję, by chory, „obalając” zarzuty czy argumenty innych osób, wzmacniał jeszcze system własnych iluzji i zaprzeczeń, czyli by mógł się on subiektywnie upewniać, że nie ma żadnego problemu z alkoholem.

.
Tomoe napisał/a:
Alkoholik to zatem ktoś, kto w nałogowy sposób oszukuje samego siebie i kto — w konsekwencji — próbuje w podobny sposób oszukiwać innych ludzi,


Sory - ale dla mnie to kosmiczne uogólnienie i wierutna bzdura.


Przecież dla tego okłamujemy samych siebie, bo nie możemy unieść ciężaru rzeczywistości, prawdziwego obrazu determinantów naszych zachowań tak w sferze uzależnień jak i w wielu innych sferach życia. Trudno żyć ze świadomością, że nasze postępowanie nie jest nakierowane rozsądkiem, nie jest nacechowane przewidywaniem i mądrością, często nie jest zależne od naszej woli, że naszym życiem w przeważającej mierze rządzi chaos i przypadek a nie sens i logika, że my alkoholicy zamiast dbać o zdrowie fizyczne i duchowe niszczymy je systematycznie wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi. Ale jeżeli ktoś jest świadomy tego procesu, zdaje sobie sprawę w pełni z tego, że nie umie kontrolować picia i nie neguje jego konsekwencji ale w sposób dojrzały umie pogodzić się z tym faktem, wtedy siłą rzeczy oswaja wyżej opisane odczucie dysonansu i redukuje związane z tym napięcie i niepokój a więc likwiduje sens i potrzebę iluzji i zaprzeczeń. Ale czy wtedy przestaje pić, niby, dla czego? Moim zdaniem wielu ludzi ma pełną świadomość swojego uzależnia i konsekwencji z tego wynikających tak dla siebie jak i najbliższych i nie maja potrzeby okłamywanie siebie, terapeuty czy kogokolwiek a i tak piją dalej i nie potrafią przestać. Zatem moim zdaniem twierdzenie, że alkoholik to ktoś, kto w nałogowy sposób oszukuje siebie i innych to uogólnienie i wierutna bzdura.
Ostatnio zmieniony przez Halibut Wto 11 Maj, 2010 10:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Tomoe 
(banita)


Pomogła: 106 razy
Dołączyła: 01 Cze 2009
Posty: 4791
Skąd: Śląsk
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:23   

Halibut napisał/a:
a i tak piją dalej i nie potrafią przestać.

A dlaczego - twoim zdaniem - nie potrafią?
 
 
     
ZbOlo 
[*][*][*]
Ojciec Chrzestny


Pomógł: 35 razy
Dołączył: 27 Lut 2009
Posty: 2713
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:28   

Halibut napisał/a:
Zatem moim zdaniem twierdzenie, że alkoholik to ktoś, kto w nałogowy sposób oszukuje siebie i innych to uogólnienie i wierutna bzdura.

...w mojej fazie schyłkowej - pod koniec picia... byłem pogodzony z prawdą, że jestem alkoholikiem. Sprawiało mi "diabelską" przyjemność myśl o autodestrukcji... bałem się tylko o to, bym odszedł sam... a np. nie rozbił się z dzieckiem w samochodzie. A więc wobec się byłem szczery do bólu... kłamałem zaś swoje otoczenie... nagminnie, nałogowo i bez żadnych ograniczeń...
_________________
Homines soli animalium non sitientes, bibimus
 
     
evita 
[*][*][*]


Pomogła: 75 razy
Wiek: 58
Dołączyła: 03 Wrz 2009
Posty: 2895
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:32   

milutka napisał/a:
jak go skłamie -jest wszystko okej

całe nasze życie składa się z wielu nazwijmy to małych kłamstewek ... już nasze dzieci od maleństwa nieświadomie uczymy, że czasami dla poprawy nastroju, dla uspokojenia sumienia, dla swojej wygody lepiej trochę pooszukiwać, jednym słowem warto czasami popełnić mezalians z samym sobą :) łatwiej jest nam znieść słodkie kłamstwo niźli gorzką prawdę bądź prawdę ale owiniętą jak kokon w otoczkę małego kłamstewka. Czyż nie lepiej jest usłyszeć np :
"wiesz kochanie - kiedyś cię pragnęłam i kochałam i nadal czuję, że jesteś mi bliski ale lepiej zostańmy tylko przyjaciółmi :pocieszacz: "
niż
" spadaj draniu z mojego życia bo nienawidzę cię :uoee: "

i choć bliższe naszemu ciału jest te drugie stwierdzenie i tak dokładnie myślimy to odbiorca tej wiadomości zdecydowanie wybrałby wersję pierwszą choć podświadomie pewnie dobrze zdaje sobie sprawę jak to jest naprawdę :)
Kłamiemy, jesteśmy okłamywani i żyjemy w tej plątaninie nieprawdy zgadzając się na to dla własnej przyjemności ... Twój mąż milutka zapewne boi się poprostu usłyszeć prawdę, boi się, że poprzez twoją prawdomówność dotrze do niego to co tak skutecznie sam odpycha od siebie wybiera więc ciebie w wersji ubarwionej :)
_________________
spragniona niecodzienności,stęskniona do nadzwyczajności ...
 
 
     
Halibut 
Gaduła


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 982
Skąd: Ocean Spokojny
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:47   

Szczerość bez ograniczeń to czysta agresja.
Po co mówić garbatemu, że jest garbaty, głupiemu, że głupi czy brzydkiemu itd.....
Kłamstwo czasem bywa humanitarne i właściwsze moralne od prawdy.
Jednak granica bywa płynna i trzeba zachować czujność.
 
 
     
ZbOlo 
[*][*][*]
Ojciec Chrzestny


Pomógł: 35 razy
Dołączył: 27 Lut 2009
Posty: 2713
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 11 Maj, 2010 10:53   

Halibut napisał/a:
Kłamstwo czasem bywa humanitarne

...dla kłamiącego!... Garbaty i brzydki wie jaki jest, głupiemu jest wszystko jedno. Prawda nas wyzwala. Kłamiemy dla naszej wygody i źle pojętego "dobra" osoby okłamywanej. Teraz to wiem.... dwa lata temu było inaczej... ;)
_________________
Homines soli animalium non sitientes, bibimus
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
WWW komudzwonia.pl

antyspam.pl


Alkoholizm, współuzależnienie, DDA. Forum wsparcia
Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 12